Porachunki z walizką

26.11.2012 

IMG_1216IMG_1177

Przed wyjazdem na Bali zadaję sobie pytanie, w jakiej roli chcę wystąpić: turysty z walizką na kółkach, czy globtrotera z pakunkiem na plecach? Świadomie wybieram to drugie. Pakuję swój bagaż i wyruszam. Chcę poczuć prawdziwy ciężar na własnych barkach. Chcę mieć kontakt z tym, co tacham. Przekonana, że zabieram tak niewiele, po chwili marszu odczuwam piekący ból w plecach i kręgosłupie. Upał i duchota na Bali mnie dobija. Kiedy zrzucam plecak i przychodzi ulga i refleksja.

Dostałam to, czego chciałam. Obolała i mokra uśmiecham się do siebie. Czuję radość i dumę. Walizka na kółkach, która pozwala w siebie upchnąć więcej niż mi potrzeba została w domu. I dobrze!

Walizka staje się dla mnie symbolem współczesnych czasów, symbolem odcięcia nas od własnych potrzeb i odczuć płynących z wewnątrz. Często jak walizkę bez dna traktujemy nasze domy i ciała (też domy, ale inne – duchowe). Wrzucamy w nie ile wlezie, bez troski o to, ile pomieści.

Nas, ludzi zachodu, trawi choroba posiadania. Zapominamy o tym, co w życiu ważne i nie wiemy co robić, by odczuwać prawdziwą radość, a nie frustrację i permanentne zmęczenie.

Mamy wszystko, czego nam potrzeba, ale wciąż chcemy więcej. Nasze ciała przepełnia stres. Musztrujemy się każdego dnia, zmuszamy do pracy, do działania ponad siły. Nie odczuwamy zmęczenia, bo nie dajemy sobie na to przyzwolenia. Nie mamy czasu na porządny lunch, spokojną rozmowę z przyjacielem lub dzieckiem. Lista spraw do załatwienia wciąż niezałatwiona! Któregoś dnia przychodzi ten gorzki moment i wszystko lub coś zaczyna się sypać. Najczęściej jest to zdrowie lub ta najbliższa rodzina. Walizka pęka w szwach!

U mnie, na szczęście, jakoś wiele spraw się poukładało. Sabbaticalowa podróż okazała się wręcz terapeutyczna. Odzyskałam siły, znów robię to, co kocham, mam większy dystans do spraw wokół mnie i spokój w głowie. Po powrocie sporo udało mi się uporządkować. Odchudziłam dom i przy okazji siebie o 5 kg! Załatwiłam kilka ważnych dla mnie spraw. Poczułam przyjemną lekkość i wolność! Na tym nie kończę. Wciąż mam sporo do zrobienia. 

Znajduję mądrość w powiedzeniu, że im mniej masz tym jesteś bardziej szczęśliwy. Im więcej posiadasz tym bardziej to coś posiada ciebie. A ja tak nie chcę!

Opublikowano Indonesia, Polish, Pura Vida | Otagowano | 1 komentarz

Podróż dookoła świata – Bis

20.10.2012

Tak się złożyło, ze ostatnio spędziłem sporo czasu w podróżach służbowych. Przez ostatnie tygodnie przeleciałem tyle kilometrów, że mógłbym spokojnie okrążyć kule ziemska w jej najszerszym miejscu. Była w tym podróż na Daleki Wschód, do Szanghaju, kilka lotów po Europie, wreszcie podróż w kierunku zachodnim do mojego ukochanego Nowego Jorku. W międzyczasie zdążyłem jeszcze wziąć udział w jubileuszowym i rekordowym pod względem uczestników maratonie wrocławskim, tak aby silnym akcentem zakończyć sezon rozmaitych startów sportowych. Co do występów sportowych, dołączył do nich aktywnie również Wojtek Jr., który zaliczył swoje pierwsze zawody w tym roku w biegu na 1km.

IMG_7594IMG_7601IMG_7603

IMG_7589IMG_0764IMG_7533IMG_7561IMG_7570IMG_7571

Wroclaw Maraton 2012, finisz_video

Mistrzostwa Polski w triatlonie Radków 2012, bieg_video

Finisz Wojtusia w Biegu Solidarności_video

 

Te tysiące przebytych kilometrów wywołały ciągle silne wspomnienia z naszego sabbaticalu. W czasie jednej z tych podróży, a konkretnie w Paryżu, miałem okazję być gościem i mówcą honorowym na ciekawej rocznicowej konferencji jednej z firm francuskich obchodzących swoje 100 lecie istnienia, działającej w 140 krajach. W ramach swojego przemówienia nie mogłem powstrzymać się od podzielenia się swoją misją  aby zachęcać ludzi do życia własnym życiem i udania się, przy najmniej raz w życiu, na sabbatical. Muszę powiedzieć, że temat ten okazuje niezwykle bliski  wielu osobom reprezentującym rozmaite kultury i części świata. Wśród około 200 moich słuchaczy, reprezentujących 70 krajów, odzew na moje słowa był niezwykły. Jak świat długi i szeroki, wielu ludzi łączy tęsknota  wyrwania się ze szponów rzeczywistości i zrobienia czegoś dla siebie i swoich bliskich. Po raz kolejny usłyszałem wiele zachęt aby nasze rodzinne doświadczenia spisać w formie książki. Może trzeba się będzie w końcu za to zabrać? Przy okazji wspólnie z Anią dostaliśmy wiele zaproszeń do odwiedzenia różnych zakątków świata. Może przy okazji następnego sabbaticalu …?

IMG_0814

 

Podróżowanie, nawet to służbowe, zawsze było dla mnie czymś magicznym. Poznawanie nowych ludzi i miejsc, kultury, obserwowanie życia są fascynujące. Od czasu mojej poprzedniej wizyty w Chinach 5 lat temu sporo się tam zmieniło. Szanghaj ze swoimi 24 milionami mieszkańców wydaje się rosnąć jak na sterydach. Według informacji od miejscowych system metra, jaki tam zbudowano w ciągu ostatnich 12 lat większy jest już od tego w Nowym Jorku. Aż trudno w to uwierzyć.

IMG_0719IMG_0714IMG_0678IMG_0681IMG_0686IMG_0695

Nowy Jork, który odwiedzam dość regularnie od wielu lat, też ciągle się zmienia. Wieża Wolności, czyli najwyższy budynek, który stawiają na miejscu wieżowców WTC zniszczonych 11.09.01, jest już na ukończeniu. Na Manhattanie, gdzie wydawałoby się, że nie ma już miejsca na nowe wieżowce, stale powstaje coś nowego. Kilka rzeczy na szczęście pozostaje niezmiennych. Wśród nich są wspaniale musicale na Broadway’u. Tym razem obejrzałem Nice Work ze znanym aktorem Matthew Broderick i z muzyką Iry i Georga Gershwin, oraz Evita z pewnie jeszcze bardziej znanym w Polsce Ricky Martinem, który swoje pierwsze kroki na scenie stawiał właśnie kilkanaście lat temu w musicalach. Poziom przedstawień jest boski! Trudno to opisać słowami! Przedstawienia, które widziałem w Polsce (ostatnio Deszczowa Piosenkę w Teatrze Roma) są niestety tylko namiastka tego co można zobaczyć na Broadway’u. Jedyna rzecz wspólna to niestety ceny biletów!
Inna rzecz, którą uwielbiam w Nowy Jorku to Central Park i bieganie po nim wśród setek innych ludzi. Ta oaza zieleni wśród urbanistycznej dżungli i zgiełku ruchu ulicznego jest niesamowitym kontrastem. Przy okazji można natknąć się na kogoś ciekawego, tak jak kiedyś przydarzyło mi się to z Woody Allenem i jego żoną.

IMG_0923IMG_0930

A propos spotkań z ciekawymi ludźmi miałem właśnie przy okazji tej wizyty spotkać się i przez kilka minut przemawiać do Polskiego Prezydenta i wielu innych oficjeli zebranych na spotkaniu poświęconemu rozwijaniu polskiego biznesu w USA w pięknym polski konsulacie na Manhattanie. Moja firma, AmRest, została wyróżniona tytułem championa biznesu w USA. Dla wielu zebranych historia rozwoju mojej firmy od skromnych początków i pierwszej restauracji we Wrocławiu 19 lat temu do ponad 720 dziś w 11 krajach jest bardzo odkrywcza i inspirująca.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA         IMG_0914

 

Te ostatnie doświadczenia pokazują mi po raz kolejny, że nawet w podroży służbowej, kiedy agenda zwykle jest wypełniona po brzegi, jak się bardzo chce zawsze można znaleźć czas na swoje własne pasje. Życie własnym życiem nie jest zero-jedynkowe i zarezerwowane tylko na czas sabbaticalu. Czas na nie jest w każdym momencie, nawet w podróży służbowej.

Opublikowano Chiny, Francja, Polish, Polska, USA | Otagowano , | 2 Komentarze

Żyj własnym życiem – reaktywacja

15.07.2012

Bez cierpienia nic się nie zmienia, a najmniej charakter człowieka
Karl G. Jung

Aż wstyd patrząc na to jak dawno temu umieszczaliśmy poprzedni wpis na tym blogu. Co prawda nasza wspólna podróż sabbaticalowa dookoła świata się zakończyła ale jej reminiscencje i owoce są cały czas w nas żywe. Myśleliśmy nawet o tym, żeby nieco zmienić temat tego bloga i nadać mu nieco inny kierunek-hasło „Żyj własnym życiem”. Co Wy na to? Wasze komentarze byłyby mile widziane.

Nie trzeba być w podróży dookoła świata, aby mieć o czym pisać. Czas też się zawsze znajdzie. Przydałaby się większa dyscyplina i motywacja. Dziś kilka refleksji z ostatnich tygodni.

Zacznę od dość świeżych wspomnień, tj. mojego kolejnego startu w zawodach triatlonowych Ironman (3,8 km pływania, 180,2 km jazdy na rowerze i na koniec 42,2 km biegu), tym razem w Klagenfurcie w Austrii. Z powodu naszej rocznej podróży po świecie miałem dość długą przerwę w swoich startach triatlonowych i w ogóle w treningach, szczególnie na rowerze. Jadąc na te kolejne zawody miałem w głowie kilka myśli. Po pierwsze, jak zawsze u ambitnych ludzi, było gdzieś pragnienie poprawy swoich rekordów życiowych i przekroczenia kolejnych barier. Po drugie, głos rozsądku podpowiadał, że byłoby pięknie, gdybym tych zawodów nie skończył leżąc przez kilka godzin pod kroplówką w namiocie medycznym, co niestety zdarzało mi się wcześniej. W sporcie, jak w życiu, potrzebna jest w końcu równowaga. Gdy jej brak, trudno o pełną satysfakcję.

IMG_0399IMG_0433IMG_0441

Niestety los w dniu zawodów nie był dla mnie i dla 2700 pozostałych uczestników łaskawy. O 7 rano w trakcie startu do pływania termometr pokazywał już 28 C! Później było już tylko gorzej. Przez wiele godzin temperatura utrzymywała się w okolicach 36-38 C. W taką pogodę nie chce się robić nic, a co dopiero podejmując wielogodzinny olbrzymi wysiłek fizyczny. W pewnym momencie nawet telefon odmówił Ani posłuszeństwa. Pojawił się na jego ekranie komunikat z wykrzyknikiem, że temperatura jest zbyt wysoka i można tylko wykonywać telefony alarmowe. Niebywałe!

Po przebyciu 216 z 226 km całego dystansu Ironman’a spotkałem na trasie maratonu żonę Anię. Czując olbrzymie odwodnienie organizmu ostatnie 10 km biegu postanowiłem przejść z nią spacerem. Do zakończenia zawodów było jeszcze dobre 7 godzin, więc nie trzeba było się spieszyć. Zresztą dla nikogo ze startujących nie był to dzień na bicie rekordów. Po przejściu około 0,5 km postanowiłem jednak przerwać ten spacer i odpocząć na ławce. W trakcie rozmowy z Anią stwierdziłem, że zwarzywszy na mój stan, kończenie tych zawodów nie ma sensu. Mimo, że przed zawodami w Austrii byłem w życiowej formie podjęcie decyzji o rezygnacji po przebyciu 95% dystansu uznałem za swój większy sukces niż zejście poniżej bariery 11 godzin na poprzednich zawodach Ironman na bardzo trudnej trasie w Nicei, we Francji.

Okazuje się zatem, że sukces może mieć wiele twarzy. Czasem coś, co tylko z zewnątrz może się wydawać niepowodzeniem, okazuje się czymś wręcz przeciwnym. Wystarczy tylko poszerzyć perspektywę. Musiałem tego doświadczyć, aby to lepiej zobaczyć.

Wywiad przed startem_video

Wojtek, gdzie jesteś?_video

Na marginesie nie bardzo rozumiem tłumaczenia naszych piłkarzy i trenerów po EURO o trudnościach gry pod zamkniętym dachem, czy kondycyjnego wytrzymania 90 min biegania. Masa osób uprawiających sporty wytrzymałościowe jak triatlon robi to przez wielokrotnie dłuższy czas. Za ten przywilej płaci jeszcze spore wpisowe oraz pokrywa koszty transportu i zakwaterowania.Co ciekawe, nagrodą dla najlepszych triatlonistów-Ironmanów jest start na mistrzostwach świata na Hawajach, za który to przywilej też trzeba samemu zapłacić wpisowe około 750 USD!!

Krótko przed moim wyjazdem na zawody mieliśmy okazję przeżywać zakończenie roku szkolnego naszych dzieci. Dla nich i dla nas był to rok nieco inny niż wcześniejsze. Jego część spędziły one ucząc się pod okiem mamy w trakcie podróży. Dla tych wszystkich, którzy martwią się o edukację swoich dzieci chcemy bardzo polecić ideę edukacji domowej. Sądząc po owocach, trudno mi sobie wyobrazić lepszą formę kształcenia. Oczywiście wymaga ona sporo pracy i wyrzeczeń ze strony rodziców oraz wkładu samych dzieci. No ale świat jest już tak skonstruowany, że bez wysiłku nie ma wyników. Wszelkie drogi na skróty, np. prywatne i elitarne szkoły, to ułuda, o czym mogliśmy się nie raz przekonać rozmawiając na temat edukacji z wieloma rodzicami podczas naszej podróży po świecie.

Według profesora Nalaskowskiego z UMK, polskiego autorytetu w dziedzinie pedagogiki, a przy okazji promotora pracy magisterskiej Ani, pierwszoklasista poświęca średnio niecałe 2 minuty mówiąc do nauczyciela … i to tygodniowo!! Edukacja bez udziału rodziców jest bardzo uboga. Jaką zatem różnicę robi fakt, gdy rodzic poświecą dziecku dziennie wielokrotnie więcej, niż nauczyciel jest w stanie zrobić w całym tygodniu!

Przy okazji końca roku dzieci wzruszyły nas też swoimi wspaniałymi występami oraz sukcesami artystycznymi. Okazuje się, że rok przerwy od baletu czy chóru, dzieci były w stanie szybko nadrobić.

IMG_0364IMG_0344IMG_0346

image

Duet baletowy_video

Wygląda na to, że po tych kilku miesiącach od powrotu wróciliśmy do tzw. normalności. Jest to jednak inna normalność niż wcześniej.

cdn…

Opublikowano Edukacja domowa (homeschooling), Polish, Polska, Żyj własnym życiem | Dodaj komentarz

TED.com

14.07.2012

Od wielu lat jesteśmy wielkimi miłośnikami portalu internetowego TED.com. Zawiera on wiele inspirujących prezentacji na temat rozmaitych tematów i jest na bieżąco wzbogacany o kolejne. Te wszystkie skarby są dostępne ZA DARMO poprzez stronę TED.com i TEDx.com. Pewna z prezentacji, jaką tam obejrzeliśmy jakiś czas temu na temat idei sabbaticalu była jedną z naszych inspiracji do naszego własnego sabbaticalu. Link do niej umieściłem już na samym początku naszego blogowania dla wszystkich zainteresowanych w zakładce Sabbatical na naszej stronie.

Po naszym powrocie z sabbaticalu zostałem zaproszony na niezależną konferencję TEDx w organizowaną w naszym mieście do podzielenia się naszą własną historią na forum TEDx. W ten sposób miałem też okazję spłacić dług wdzięczności wobec TED.com za wiele inspirujących i ciekawych historii.

Poniżej link do mojej prezentacji na TEDx Wrocław. Miłego odbioru!

http://tedxtalks.ted.com/video/TEDxWroclaw-Wojciech-Mroczynski

IMG_7163IMG_7167

Opublikowano Polish, Polska, Żyj własnym życiem | Otagowano | Dodaj komentarz

Jak to się zaczęło?

5.04.2012

 

IMG_0800

 

Każdy z nas idzie własną drogą. Każdy urodził się pod inną gwiazdą. Każdy z nas ma coś w życiu do zrobienia. Dla mnie i dla Wojtka sabbatical zaczął się zupełnie inaczej. Czas na moją wersję. To odpowiedź na tekst Wojtka „Jak to się zaczęło” (zakładka na stronie).

Praca, kariera, rodzina, wieczna gonitwa, chęć stawania na wysokości zadania, wiele nieodebranych sms-ów (sygnałów) od życia i w końcu upadek – osobista katastrofa.

Zagłuszenie własnych potrzeb, permanentny stres i pośpiech zrobiły swoje. Straciłam trzecie dziecko… Przeżyłam szok…Dopiero cierpienie wyrwało mnie z amoku pracy. Zatrzymałam się, rozejrzałam. Nie mogłam zrozumieć. Wydawało mi się, że wszystko szło super.

Jak wielu z nas nie zauważa swoich potrzeb, zapomina o marzeniach, pędzi bez oddechu, nie odczuwa nawet głodu w ciągu dnia, ignoruje potrzeby fizjologiczne? Jak wiele dzieci zostawiamy samych sobie w nadziei, że dadzą sobie radę? Ile czasu w ciągu dnia poświęcamy ukochanej osobie?

Co nas tak wkręca? Kto założył nam klapy na oczy? Dlaczego nie potrafimy uchronić się przed bólem? Dlaczego to akurat CIERPIENIE staje się źródłem naszej siły i motorem osobistego rozwoju? Pracując z ludźmi, którzy robią coś ważnego dla siebie, widzę ten powtarzający się scenariusz.

Możemy sobie pogratulować. Jesteśmy bardzo zdyscyplinowanym społeczeństwem, odnieśliśmy historyczny sukces. Mamy ładne domy, wygodne samochody, coraz lepiej się ubieramy. Jednocześnie za wszystko płacimy wysoką cenę. Nie szanujemy siebie, nie szanujemy naszych dzieci, nie szanujemy życia. Odcinamy się od tego, co dla nas ważne. Zapominamy o marzeniach z dzieciństwa. Zatracamy się w pracy. Zostawiamy rodziny. Szukamy szczęścia na zewnątrz.

Rośnie w nas zagubienie i samotność. Coraz więcej zagubionych rodziców i coraz więcej zagubionych dzieci. Tworzymy pustkę, którą staramy się wypełnić pracą, papierosem, zakupami, pigułką, alkoholem, telewizją, czy serfowaniem w sieci.

Peter Drucker, guru w dziedzinie zarządzania, uważa, że historycy opisujący nasze czasy nie będą wskazywać na rozwój technologii, Internetu, jako najważniejszych wydarzeń tego okresu, lecz na niezwykłą zmianę stylu życia człowieka.

„Po raz pierwszy – i rozumiem to dosłownie – coraz większe rzesze ludzi mogą dokonywać wyborów. Po raz pierwszy ludzie muszą kierować własnym życiem. I jesteśmy do tego kompletnie nieprzygotowani”.

Moja historia pozwala mi odradzać się na nowo. Mój upadek otworzył mi oczy. Moja podróż zaczęła się dużo wcześniej niż nasz sabbatical i wciąż trwa.

W tym szczególnym czasie świąt wielkanocnych życzę Ci zatrzymania się, zajrzenia do wewnątrz Twojej duszy, posłuchania głosu Twojej intuicji i odwagi, by dalej iść za swoim sercem, by mieć odwagę żyć własnym życiem.

 

Opublikowano Przygotowanie, Pura Vida | 1 komentarz

Żyć własnym życiem

1.4.2012

Mam wrażenie, że ostatnio trochę osierociliśmy tego naszego bloga nie pisząc nic przez prawie miesiąc. Pora nadrobić zaległości.

Co prawda naszą podróż zakończyliśmy ponad miesiąc temu, ale cały czas nasze dusze krążą gdzieś po świecie.  Bardzo ciekawi byliśmy tego powrotu do rzeczywistości. Wiele osób pyta nas zresztą o to. No cóż, jest w tym wszystkim jakieś rozdarcie. Z jednej strony widzimy na przykład jak świetnie nasze dzieci odnalazły z powrotem w domu, szkole czy zajęciach pozalekcyjnych. Z drugiej strony, obserwujemy wiele zmęczonych twarzy wokół, ludzi zabieganych we współczesności. Miło było usłyszeć od wielu znajomych śledzących nasze losy przez ostatni rok jak wiele nadziei i inspiracji im daliśmy. Mamy wrażenie, że przez ostatni rok zrobiliśmy nie tylko wiele dla siebie samych ale też dla innych – o ironio, wydaje się, że nawet więcej niż kiedykolwiek wcześniej.

Wśród często zadawanych pytań pojawia się to, jak my sami czujemy się po powrocie, i czy nie tęsknimy za dalszym podróżowaniem. My sami zadajemy sobie pytanie, jak zachować nasze owoce sabbaticalowe i nie wpaść ponownie w wir szalonego życia i pogoni. Wracając do owoców, jednym z nich było otaczanie się życzliwymi ludźmi. W trakcie ostatniego miesiąca mieliśmy rekordową liczbę odwiedzin gości w naszym domu. Chyba nigdy wcześniej nie zorganizowaliśmy tyle kolacji, co ostatnio. Było też kilka wizyt w szkole i innych spotkań, gdzie dzieliliśmy się naszymi wrażeniami z podróży.

IMG_7171

Choć do naszego życia wróciło kilka typowych rutyn, jak życie z zegarkiem w ręku, poranne wstawanie do szkoły i pracy, dojazdy na rozmaite zajęcia pozalekcyjne czy moje treningi triatlonowe, zachowało się też wiele rytuałów sabbaticalowych. Można powiedzieć, że generalnie jest dobrze. Nasze zmysły i obserwacje siebie samych i tego co nas otacza są wyostrzone bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Podstawowe wyzwanie, jakie przed sobą stawiamy jest takie, aby nadal żyć własnym życiem w tym naszym nowym-starym życiu. Z własnego  doświadczenia oraz słuchając historii innych wydaje się to trudne, czy wręcz niemożliwe, do realizacji w praktyce. O wiele łatwiej osiągnąć taki stan, gdy nie ma wokół rzeczy, które nas rozpraszają, np. na sabbaticalu. Nota bene od czasu powrotu ani razu nie oglądaliśmy telewizji, choć raz w niej występowałem, o czym za chwilę. Słuchając radia (głównie RMF Classic), tylko w czasie wiadomości przyciszamy je. Informacje o świecie czerpiemy, tak jak w czasie sabbaticalu, głównie z internetu oraz czytając wybiórczo kilka gazet i czasopism. Życie bez telewizji jest piękne. Dzięki temu jest dużo więcej czasu na inne, przyjemniejsze rzeczy. “Żyć własnym życiem” tu i teraz wydaje się niemożliwą możliwością. Wierząc jednak, że wszystko jest możliwe, chętnie zmierzymy się i z tym wyzwaniem.

Dzisiejsza Niedziela Palmowa wywołała u nas wspomnienia naszego pobytu w Hondurasie rok temu i pięknego przeżywania tamtejszego Wielkiego Tygodnia wspólnie z miejscowymi Radosna niedziela. Słuchając dziś pięknie śpiewającego wrocławskiego chóru katedralnego, a  wśród niego naszego Wojtusia, mieliśmy namiastkę tamtych świąt.

IMG_7188

Ubi Caritas et Vera_video

Adoramus Te, Christe_video

Swoją drogą, pomimo roku przerwy, zarówno mała Ania jak i Wojtuś bardzo szybko powrócili do swoich pasji tj. baletu i śpiewu. To samo mogę powiedzieć o swoim powrocie do pracy. Już w trzecim tygodniu pracy przy okazji publikowania wyników finansowych AmRest miałem okazję odwiedzić m.in. TVN CNBC i opowiadać o tym co się dzieje w naszej firmie, a dzieje się sporo. Gdzieś nawet w trakcie wywiadu udało się przemycić wątek sabbaticalowy, co od razu miało odzwierciedlenie w gwałtownym  wzroście odwiedzin naszego strony. Siła telewizji jest ogromna. Mimo to polecam wszystkim życie bez niej i generalnie życie własnym życiem.

Wywiad w TVN CNBC_video

Opublikowano Polska | Otagowano | 2 Komentarze

Pamiątki z podróży

IMG_5692

Znajomi pytają nas o pamiątki z podróży. Tych materialnych mamy naprawdę bardzo niewiele. Kilka magnesów na lodówkę, hamak z Gwatemalii – nieodłączny atrybut życia w tamtej części świata, sari (hinduski strój) i kilka innych. Ani nasz budżet, ani bagaż nie pozwalały na szaleństwa. Poza tym nasz dom jest już dość zapchany i wiecznie brakuje miejsca na różne rzeczy. Kiedy powyciągaliśmy z kątów poupychane worki i kartony z naszymi rzeczami nie mogliśmy się nadziwić ile mamy ubrań, skarpet, spodni, koszul, butów etc. Do końca życia moglibyśmy nic nie kupować J.

Oprócz realizacji naszych marzeń i pragnień, przywieźliśmy z podróży dużo więcej niż oczekiwaliśmy. Odzyskaliśmy energię i spokój ducha, nauczyliśmy się żyć bez pośpiechu ciesząc się chwilą – Pura Vida! (czyste życie niczym niezmącone). Z wyjątkiem dni, kiedy podróżowaliśmy samolotem, zegarek nie był nam do niczego potrzebny. Rytm dnia wyznaczały wschody i zachody słońca, przypływy i odpływy oceanu.

Praktycznie non stop przebywaliśmy na świeżym powietrzu, żyliśmy w zgodzie z sobą i z naturą, byliśmy uważni na to, co przynosi dzień i podążaliśmy za tym. Jedynym stałym punktem dnia była domowa szkoła.

Zobaczyliśmy jak niewiele jest potrzebne do życia i jak wiele my potrzebowaliśmy, żeby zapewnić sobie komfort.

Nauczyliśmy się wspólnie modlić i dziękować każdego dnia. Nasza rodzina stała się inna. Poświęciliśmy sobie cały miniony rok, poznaliśmy siebie nawzajem, zacieśniliśmy węzły. Był czas na przytulanki i niekończące się rozmowy. Nauczyliśmy się współpracować i pomagać sobie nawzajem.

Nabraliśmy dystansu do wielu spraw. Czasami łapiąc się za głowę widzieliśmy z odległej perspektywy nasze dotychczasowe życie wyreżyserowane przez nas samych. Zrozumieliśmy jak ważne jest podążać za głosem swojego serca, wziąć pełną odpowiedzialność za to jak żyję, jak się dziś czuję – bez szukania wymówek w kiepskiej pogodzie, niskim ciśnieniu, chorobach etc. Dotarło do nas, że nasze życie jest darem, że zostało nam powierzone po to, byśmy przeżyli je z sukcesem (a nie w cierpieniu i wiecznym niezadowoleniu).

Obydwoje mamy doświadczenia w zarządzaniu biznesem i ludźmi. Z bliska zobaczyliśmy, w jakiej kondycji jest nasza firma – nasze życie. Każda dobra organizacja ma swoją misję, cele i wartości. Dlaczego rodzina ma jej nie mieć? Któregoś dnia, już we Wrocławiu, spędziliśmy z Wojtkiem kilka godzin zastanawiając się nad wizją i sensem naszego życia. Skonstruowaliśmy drabinę, po której teraz będziemy się dalej wspinać. I to wszystko zrobiliśmy w ciągu jednego roku. Nie do wiary!

IMG_5738IMG_2762

Opublikowano Polish, Pura Vida | 6 Komentarzy

Ciasto bananowe

Po prezentacji Wojtusia i degustacji ciasta bananowego w szkole dzieci podchodzą do mnie i pytają czy mogłyby dostać przepis. Ale oczywiście! Każda cząstka mnie się raduje Uśmiech. Cieszę, że tak smakowało. Ciasto z wyglądu nie jest atrakcyjne, za to naprawdę pyszne i pożywne, fajnie zastępuje „nudną” kanapkę na drugie śniadanie do szkoły.

Tradycyjnie ciasto bananowe wypieka się w formach do pieczenia chleba i wówczas nazywamy je „chlebem bananowym”. Można też piec je na większej blaszce i wtedy mamy „ciasto bananowe”. Poniżej porcja na chlebek. Wystarczy powiększyć ją o trzy części żeby upiec ciasto.

Przepis pochodzi z Nowej Zelandii od Fiony Baker kobiety, która oprócz wspaniałych wypieków prowadzi od lat sklep z butami.

 

Chleb bananowy

Składniki: 125 gr masła, 1 ½ szklanki mąki, 1 szklanka cukru (może być cukier brązowy), 1 łyżeczka proszku do pieczenia, 1 ubite jajko, 1 łyżeczka sody oczyszczonej rozpuszczonej w 1/4  szklance mleka lub maślanki, 2 lub 3 zgniecione dojrzałe banany.

Miksować masło, cukier, dodać jajko i banany. Połączyć z mąką, proszkiem do pieczenia i rozpuszczoną sodą.

Piec 45 – 60 minut w 180C.

Lukier

1/2 szklanka cukru pudru połączona z odrobiną soku z cytryny.

Opublikowano Edukacja domowa (homeschooling), Polish | Otagowano | 1 komentarz

Powrót do domu–cz II

26.02.2012

 

Wreszcie nadszedł moment, kiedy wylądowaliśmy w Polsce. Podobnie jak w Londynie, tutaj również przywitała nas sroga zima, ok –20 C. Jeszcze dwa dni wcześniej było +34 C! Wracając do Polski postanowiliśmy lądować nie we Wrocławiu, gdzie mieszkamy, lecz w Bydgoszczy, z której bliżej nam było na naszych rodzin. Dzięki temu mieliśmy też komitet powitalny na lotnisku Uśmiech.

IMG_7042IMG_7045

IMG_7055

 

Po gorącym powitaniu przez kilka dni odwiedzaliśmy nasze rodziny aby zrekompensować tęsknotę. Na stołach były wszystkie smakołyki, które nam już od dłuższego czasu chodziły po głowach. Dopiero zobaczywszy siebie nawzajem mogliśmy dostrzec kto i co jak się zmieniło przez rok. Ponieważ dzieci sporo urosły (8 i 6 cm), trzeba było kupić trochę nowych rzeczy. Pomimo dość skrupulatnego opisywania naszych doświadczeń w blogu, pojawiało się bardzo wiele pytań. Jednym słowem buzia się nam nie zamykała przez kilka dni.

IMG_7060

Po intensywnych odwiedzinach pora było wyruszyć do naszego domu przez zaśnieżoną Polskę. Jadąc tych kilkaset kilometrów od czasu do czasu, mózg mi podpowiadał, że jadę złą strona ulicy. Ostatnie 15 tys. km przejechałem w końcu po lewej stronie drogi Uśmiech. Po dotarciu do domu pojawiło się w naszych głowach identyczne uczucie. Czuliśmy się tak, jakbyśmy dopiero co wyjechali i wrócili następnego dnia. Krajobraz wokół domu i w nim był identyczny z tym, który zapamiętaliśmy wyjeżdżając. Pojawiło się wręcz niedowierzanie, czy rzeczywiście nie było nas aż rok?! Przy okazji dojeżdżając do domu podsumowałem liczbę kilometrów, które przemierzyliśmy. Wyszło zaskakująco dużo, bo aż 90,000!! Można powiedzieć, że to tak jakbyśmy objechali świat nie jeden, ale przy najmniej dwa razy.

IMG_7104

Jedyna rzecz, która zmieniła się po naszym powrocie to pojawienie się nowego członka rodziny. Zgodnie z życzeniem dzieci i jedną z inspiracji sabbaticalowych zaadoptowaliśmy pieska ze schroniska. Jest to 6 letnia suczka, którą mała Ania nazwała – Róża. Mimo, a może właśnie dlatego, iż jest to mieszaniec terrierkowato-sznaucerkowaty, Róża jest bardzo mądrym i miłym pieskiem.

IMG_7126IMG_7148

 

Rozpakowywanie rozmaitych pudeł, w których trzymaliśmy nasze rzeczy przez cały rok w domu zajęło nam dobrych kilka dni. Poza tym Ania zajęła się przygotowaniem dzieci do powrotu do szkoły. Zależało nam na tym, aby dzieci płynnie wróciły do swoich szkolnych obowiązków. Mimo, że były one cały czas na bieżąco z programem szkolnym, byliśmy ciekawi, jak to rzeczywiście będzie. Powrót do szkoły okazał się dużą przyjemnością. Wojtuś już pierwszego dnia zarobił trzy piątki. Nauczyciele na czele z Panem Dyrektorem oraz dzieci bardzo ciepło powitali naszych małych podróżników i nas samych. Nie zdawaliśmy sobie sprawy, jak duże zainteresowanie ta nasza przygoda wywoła. Zarówno Ania jak i Wojtuś już maja za sobą prezentacje dla swoich klas na temat naszej podróży. Przy okazji zaskoczyło mnie bardzo, jak świetnymi pomocami naukowymi dysponuje już szkoła. Komputer, internet i rzutnik multimedialny to praktycznie standard w każdej klasie. W niewielu miejscach na świecie są takie luksusy.

 

IMG_7121

IMG_7153

Aby lepiej przybliżyć smak podróży duża Ania upiekła ciasto bananowe, którym Wojtuś poczęstował po swojej prezentacji kolegów i koleżanki oraz nauczycieli. Chyba smakowało, bo jest już wiele próśb o przepis. Mimo, że dzieci płynnie weszły w program, przed nimi kilka tygodni dodatkowych zaliczeń dotyczących I semestru. Zarówno nauczyciele jak i my patrzymy na to optymistycznie.

Przy okazji, ten bardzo dobry powrót do szkoły to duża zasługa Ani, która z wielką dyscypliną i wysiłkiem, dbała o edukację naszych dzieci przez cały rok z moją drobną pomocą.

Jesteśmy też bardzo wdzięczni wszystkim nauczycielem i Panu Dyrektorowi za wsparcie przed, w trakcie jak i po powrocie z naszej podróży.

 

ciąg dalszy nastąpi …

Opublikowano Edukacja domowa (homeschooling), Polish | Otagowano | 1 komentarz

Powrót do domu – cz 1

18.2.2012

 

IMG_7037

Zgodnie z planem wyruszyliśmy w długą podróż powrotną do domu. Ma ona wiele etapów i będzie trwać kilka dni. Najpierw prom i autobus z jednej z wysp tajlandzkich do Bangkoku. Następnie długi, nocny lot do Londynu. 

Po wylądowaniu w Wielkiej Brytanii byliśmy zaskoczeni mrozem. Była to zapowiedź tego, co czekało na nas w Polsce. Ostatni dzień sabbaticalu, tak jak i pierwszy, spędzilismy w Londynie. Chroniąc się przed mrozem założyliśmy na siebie wszystkie ciepłe rzeczy. Na niewiele się to zdało. Dla nas to różnica około 40 C! Wszyscy się trzęśliśmy z zimna chodząc po mieście. Na szczęście na kilka dobrych godzin znaleźliśmy schronienie w jednym z teatrów na West End’zie, gdzie w ramach celebracji zakończenia naszego sabbaticalu oglądnęliśmy popularny musical “We will rock you”, oparty na największych przebojach grupy Queen. Gdy w pewnym momencie przedstawienia słyszymy słynną piosenkę “We are the champions”, mamy z Anią te same skojarzenia.

IMG_7031

Pewnego wieczoru jeszcze przed wyjazdem w podróż leżąc na kanapach Ania zapytała mnie: “Jak to będzie, jak nie będziemy mieli codziennie tych wygodnych kanap?” Życie pokazało, że bez wielu rzeczy można się obyć i być przy tym szczęśliwym. Jesteśmy dumni miedzy innymi z tego, że nasz bagaż powrotny jest jeszcze mniejszy niż wtedy gdy wyjeżdżaliśmy.

IMG_6981

Jeszcze oddalamy od siebie myśli o powrocie do mroźnej Polski i do naszych codziennych obowiązków. Radość z powrotu, głównie u dzieci, miesza się z poczuciem melancholii. Tym rozmaitym myślom cały czas towarzyszy mocno nasza misja rodzinna oraz ufność w Ducha Świętego, który nas tak pięknie prowadził przez świat. W czasie podróży cały czas  dopisywało nam zdrowie, pogoda, towarzystwo … jednym słowem wszystko. Wielu może nazwać to szczęściem, dobra karmą czy tak jak my, działaniem Opatrzności. Przy okazji jeszcze nigdy w życiu tyle nie dziękowaliśmy, nie modliliśmy się i za nas się modlono. Nie raz czytałem o tym, że gdy człowiek podąża za swoim sercem, to wtedy cały wszechświat mu sprzyja. Absolutnie tego sami doświadczyliśmy w naszej podróży. Niech będzie to zachętą dla tych wszystkich wahających się przed podjęciem ważnej decyzji życiowej, w tym również wzięcia sabbaticalu. Dla nas był to niezwykły rok i jedna z najlepszych decyzji życiowych.

Ciąg dalszy nastąpi …

 

IMG_7034

Opublikowano London, Polish, Pura Vida | Otagowano , | Dodaj komentarz