Going home–Part 1

18.2.2012

 

IMG_7037_thumb[2]

According to our plan we started our long journey back home. It will have several stages and will take a few days. First, the ferry from one of the Thai islands  and bus to Bangkok. Then a long overnight flight to London.

After landing in the UK we were surprised with the frost in London. It was a good prediction of the what was expecting us in Poland. The last day of our sabbatical, just like the first one, we spent in London. We put on all our warm clothes to keep ourselves warm. To no avail. The temperature difference for us was around 40 C! We were all shivering walking around the city. Luckily for a few hours we found a nice and warm spot, i.e. one of the theaters at West End. To celebrate the end of our sabbatical we bought tickets for one of the most popular musicals in London “We will rock you”, based on the greatest hits of a rock band, Queen. At some point during the performance we hear the famous song  “We are the champions”. At that instant Ania and I have similar associations. 

IMG_7031_thumb[2]

One evening as we were lying on the sofa, still before our sabbatical, Ania asked me: “How will it be to live for a year without the comfort of our sofas?” Well, it turned out, we could live without many other things and remain happy. We are proud of the fact that our return luggage is even smaller than the one we had when setting out.

IMG_6981_thumb[1]

We still are distancing ourselves from the thoughts of returning to cold Poland and our daily chores. The joy of coming home, mostly expressed by kids, is mixed with melancholy. What keeps us strong is our family mission as well as trust in the Holy Spirit, who has guided us throughout the world. During our sabbatical we enjoyed good health, good weather and company … in one word, everything. Some people would call it luck or good karma or like ourselves, Providence. By the way, never in our life have we expressed thanks so often, prayed or had other people pray for us. I read a few times that when people follow their heart then the whole universe is conspiring to be supportive. We have absolutely experienced it during our journey. May this be an encouragement for those hesitating before making an important life decision, like taking a sabbatical. For us it has been an amzing year and definitely one of the best decisions in our lives.

To be continued …

IMG_7034_thumb[2]

Opublikowano English, London, Pura Vida | Otagowano , | Dodaj komentarz

Najlepszymi nauczycielami są dzieci

06.02.2012

clip_image001

„Najlepszymi nauczycielami są dzieci”.

To jedna z 12 mądrości, jakie znaleźliśmy w małej knajpce w Kostaryce na początku naszej podróży. Ta myśl była dla nas jak ziarno rzucone na żyzną glebę, które powoli zaczęło kiełkować w naszych głowach. Jak to możliwe? Czego można nauczyć się od dziecka? Czy to jakiś absurd?

Zawsze nam się wydawało, że to dzieci uczą się od nas – dorosłych. A tu miłe zaskoczenie. Wspólne życie przez rok (średnio na 4 m2) dało nam niezwykłą okazję do ciągłego bycia razem w różnych momentach i wzajemnego poznawania się. Ze zdumieniem odkryliśmy, że nie tylko my uczymy nasze dzieci, ale one też uczą nas! Odkrywamy, że wzajemnie możemy dać sobie tak wiele.

Mała Ania i Wojtuś są dla nas wielkim darem. Nie tylko dlatego, że ucieleśniają nowe życie, ale dają nam – rodzicom NIEZWYKŁĄ SZANSĘ osobistego rozwoju. One chłoną od nas wszystko, co mamy. Zresztą cóż innego mogłyby chłonąć. My – jesteśmy dla nich najważniejszymi istotami na świecie. Biorą od nas to, co dobre i to, co nie. Patrząc na nie widzimy siebie w lustrzanym odbiciu, swoje zachowania i reakcje. Jedne są naszą dumą, inne dają do myślenia i mogą być początkiem dobrej zmiany, jeśli oczywiście mamy dość odwagi, żeby się do tego przyznać clip_image003.

Zauważyliśmy, że nasze dzieci nigdy nie żyją przeszłością ani przyszłością. One zawsze żyją bieżącą chwilą, płyną z prądem życia i naprawdę rzadko protestują. A jeśli tak się zdarzało to zawsze okazywało się, że miały rację. Mają w sobie takie wewnętrzne barometry, które informują je, co jest, a co nie jest OK. Zawsze jedzą tylko tyle ile potrzebują, by zaspokoić głód. Nasze błagania, by zjadły więcej „na zapas”, bo za chwilę wyruszamy w daleką drogę i może nie być jedzenia nigdy nie działały.

Budząc się rano Ania i Wojtuś codziennie witały nas z pełnym optymizmu uśmiechem, bez żadnych dopalaczy typu kawa czy herbatka “yerba mate”. Patrząc na nie aż widać było promieniujące złote kule życiowej energii, o które intuicyjnie potrafiły zadbać. W ich rytmie dnia nigdy nie zabrakło czasu na zabawę czy odpoczynek. Kiedy się zmęczyły po prostu odpoczywały. My dorośli potrafimy zmuszać się do dalszego wysiłku, a na koniec dnia padamy ze zmęczenia lub po kilku latach poganiania się dopada nas zawał, czy inna ciężka choroba. Oprócz pizzy i frytek uwielbiały smak beztroski. One wiedzą jak ważny jest w życiu relaks.

Wojtuś zadziwił nas swoją otwartością na ludzi. Nie miał żadnych oporów, żeby dołączyć do grupy starszych chłopców grających w piłkę w Wietnamie lub zaprzyjaźnić się z załogą hotelu w Tajlandii. Zawsze dostawał przynętę na ryby, a w zamian, z własnej inicjatywy wymieniał wodę w brodziku i chętnie pomagał w innych hotelowych pracach. Mała Ania natomiast poruszyła nas swoją miłością do tańca, zwierząt i przyrody. W domu Iana w Nowej Zelandii pielęgnowała motyle i kwiaty. Gdziekolwiek znalazła psy lub koty potrafiła się nimi zajmować godzinami. Tańczyła zawsze i wszędzie.

IMG_6028IMG_0436

IMG_0419IMG_6493

 

Small business, Fresh Fish, w Tajlandii_video

Dzieci codziennie uczyły nas cieszenia się zwykłymi sprawami. Cokolwiek robiły czy było to łowienie ryb, czy szydełkowanie robiły to z pasją. Nawet zwykłe poruszanie się sprawiało im radość, którą wyrażały w śpiewie czy w podskokach. Nigdy się nie nudziły, a ich kreatywność w organizacji swojego czasu, wymyślaniu zabaw, tworzenia zabawek z tego, co akurat miały było imponujące. Podobnie zresztą jak ich umiejętność szybkiej adaptacji do różnych sytuacji i miejsc.

IMG_0401DSC_0027IMG_0335IMG_0251IMG_6975

Ania i Wojtuś (i wiele innych dzieci) mają naturalną tolerancję na wiele spraw: na ludzi o różnych kolorach skóry, na różne wyznania, na różne zwyczaje, no i na bałagan! Właściwie porządek czy nieład nie robią na nich wrażenia, są jakby częścią przyrody. Czyżby dorośli sami sobie chcieli utrudniać życie Uśmiech?

I jeszcze jedno na koniec. Wszystkie dzieci na świecie i nasze oczywiście też, kochają nas – rodziców, BEZWARUNKOWO takich, jakimi jesteśmy! Kochają nas ze wszystkim, co mamy i nigdy nie usłyszymy “Nie będę Cię kochać jak nie będziesz grzeczna/y”. Przynajmniej w tym wieku, kiedy jeszcze dorośli nie urobili ich na swój obraz i podobieństwo.

Jednym słowem nasze dzieci (i jesteśmy przekonani, że nie tylko nasze) dają nam bezcenne lekcje miłości i radości życia, a my za te nauki nic nie musimy płacić. Są gratis! To one płacą nam swoją miłością clip_image003[1].

Oto pierwszy w życiu wierszyk napisany przez małą Anię:

“Ania kocha swoją mamę, idzie ze mną na spacer, a Anusia zbiera kwiatki, tylko tulipany .

Piękne słońce świeci w oczy i niebieskie chmurki, piękny dzień”.

Opublikowano Edukacja domowa (homeschooling), Podróże z dziećmi, Polish, Pura Vida, Thailand | Otagowano | Dodaj komentarz

Naszsabbatical.com

03.02.2012

 

IMG_6476

 

Jesteśmy już w Tajlandii, ostatnim kraju naszej podróży. Coraz częściej po głowie chodzą nam myśli podsumowujące nasz sabbatical. Zabierając się do pisania tego bloga rok temu, zastanawialiśmy się co z tego wyjdzie. Nigdy wcześniej czegoś podobnego nie robiliśmy.  Poza tym nie było jasne czy wystarczy nam dyscypliny i chęci, żeby to robić regularnie. Ostatnio słyszałem, że dziennie na świecie powstaje aż 50,000 nowych blogów. W takim gąszczu internetowych informacji nie łatwo przebić się z jakąś ideą. Jak napisał jeden z naszych czytelników, Michał, trudno o coś oryginalnego, bo wszystko już było.

Z perspektywy roku możemy powiedzieć, że ten blog przerósł nasze oczekiwania. Nie chodzi tu o liczbę odwiedzin naszej strony, która już wynosi kilkadziesiąt tysięcy, czy  miejsca w rankingach typu “blog roku”, w których się nie mierzyliśmy. Najbardziej cenny dla nas jest Wasz odzew, zarówno w komentarzach, jak i bezpośrednich mailach. Gdzieś po cichu liczyliśmy na to, że uda się zdawać Wam nie tylko relację z tego co robimy i opowiadać o świecie naszymi oczami lecz również zainspirować.

Nasz blog był dla nas nie tylko pamiętnikiem, ale też formą podtrzymywania kontaktu z Wami. Dziękujemy za Wasze dobre słowo i myśli, które cały czas odbieramy bezpośrednio i telepatycznie.

Na koniec pozwolę sobie zacytować jeden z ostatnich komentarzy, który otrzymaliśmy do naszego bloga. Marku, mam nadzieję, że nie będziesz mi miał tego za złe. Robię to w myśl zasady, że “lepiej przepraszać, niż prosić o pozwolenie Uśmiech“, którą usłyszałem od naszego nowego przyjaciela z Sillicon Valley, Jean-Claude’a, zresztą też bardzo dobrego informatyka.

 

Droga Aniu i Wojtku,

Bardzo się przyzwyczaiłem do Waszych listów z podróży i nie mogę się pogodzić z tym, że wracacie do domu! Może jeszcze jedna rundka?
To co ostatnio sobie uświadomiłem to, że Wasze wiadomości bardzo pozytywnie oddziaływają na mnie i niosą z sobą pozytywne i inspirujące informacje.
Jest to zupełnie nowy wymiar Waszej podróży, który mi pozwolił mi przeżywać Waszą drogę i wierzę, że w inni są również w jakiś sposób lepsi.

Pozdrawiam

Marek

 

i odpowiedź Ani

 

Marku,
Twoje słowa są dla nas pięknym ukoronowaniem naszej pracy i idei jaka przyświecała nam decydując się na prowadzenie bloga.
Dosłownie wczoraj w nocy, leżąc pod gołym niebem, mieliśmy taką rozmowę trochę już podsumowującą. Zastanawialiśmy się, co ta podróż dała nam i czym była dla osób nas czytających.
Zadaliśmy sobie również to pytanie „dlaczego wracamy?”. Odpowiedź była prosta, bo złożyliśmy takie zobowiązanie naszym dzieciom, rodzinom, pracodawcom etc. My z Wojtkiem moglibyśmy jechać dalej. Dzieci tęsknią za domem. Fizycznie wracamy, natomiast nasza podróż się nie skończy. Myślę nawet, że jest to jakiś jej początek…
Jest to dla nas nadzwyczajny, magiczny rok i jeśli udało nam się wnieść do Twojego życia trochę dobrej energii, radości czy inspiracji to czujemy się zaszczyceni :))
ania

 

IMG_6526IMG_6555IMG_6576

PS Przy okazji, niektórzy pytają, dlaczego Ania pierze mi koszule i dlaczego ich aż tyle wożę w podróży. Mowa o zdjęciu w nagłówku naszego bloga. Spieszę zdementować. Po pierwsze, za pranie w naszej podróży to Ja jestem odpowiedzialny. Po drugie, te koszule wiesza Nica, czyli kobieta nikaraguańska o zachodzie słońca na wyspie Ometepe w Nikaragui. Miałem to szczęście znaleźć się tam z aparatem foto w odpowiednim momencie.

Opublikowano Polish, Thailand | Otagowano | 4 Komentarze

naszsabbatical.com

03.02.2012

 

IMG_6476_thumb[2]

We are in Thailand now, the last country of our journey. The closer we get home, the more often we have thoughts summarizing our sabbatical. Starting this blog a year ago we were wondering what would come out of it. We had never done anything similar. It was not clear whether we would have enough will and discipline to update it regularly. Recently I heard there are 50,000 blogs initiated in the world EVERY DAY!!! It is hard to get through with an idea in such a noise of internet info. As one of our readers, Michal, put it nicely, it is hard to be original. After all everything has already been done or discovered.

With the year behind us we can say, our blog has exceeded our expectations. I am not talking about the stats regarding the number of visits, which already is scores of thousands, or places in “blog of the year” rankings, in which we did not compete. What is particularly valuable for us is your feedback, both in your blog comments and direct emails. Deep down we hoped this would not only serve as a report of our travels and how we see the world through our eyes but also as some inspiration. Our blog has not only been our travel diary but also a way to keep in touch with you. Thank you all for good words and thoughts, which we continue receiving directly and through telepathy.

Concluding, I would like to quote one of the more recent comments we received. I hope you do not mind, Marek, that I put it  here. Here I am following the principle that “it is better to ask forgiveness than ask for permission” Uśmiech. I heard it from our new friend from Sillicon Valley, Jean-Claude, who, like you Marek, is a great IT person himself.

 

Dear Ania and Wojtek,

I have grown accustommed to your travel letters and I cannot accept the fact, you are going back home! Maybe yet another round?
Recently I realized your messages have had a positive influnece on me and their bring positive and inspiring info.
This is a completely new dimension of your journey, which helped me to experience your adventure and I believe it has made others better as well.

Regards

Marek

 

and Ania’s response:

Marek,

Your words are for us a nice appreciation of our work and the idea behind this blog.
Last night, lying under the stars, we had a conversation wrapping up our sabbatical. We were pondering what this journey has given us and others. We also asked ourselves why we are going back home? The answer was simple: because we made a commitment to our kids, families, employers etc. Together with Wojtek we could go on travelling. The kids miss home. Physically we are going back yet are journey is not ending. I think it is, in a way, at the beginning …
This has been an extraordinary and magical year for us. We feel privilaged to have contributed some good energy, joy and inspiration to your life as well Uśmiech.

Ania

 

IMG_6526_thumb[4]IMG_6555_thumb[1]IMG_6576_thumb[3]

 

PS BTW, some people ask why Ania washes my shirts and why I carry so many of them on this trip . I am referring to the picture from the front page of our blog. Well, firstly, it is me, who is responsible for doing laundry during our sabbatical. Secondly, the shirts are hung by a Nica, a woman from Nicaragua, at the sunset on Ometepe Island in Nicaragua. I was lucky to be there with my camera at such a nice moment.

Opublikowano English, Thailand | Otagowano | Dodaj komentarz

Lista 10 najlepszych i najgorszych rzeczy w Wietnamie

02.02.2012

10 najlepszych rzeczy w Wietnamie

1. Phở
2. Motory, maski przeciw-pyłowe i kaski motorowe
3. Jedzenie na ulicy
4. Płynny ruch uliczny
5. Przedsiębiorczość – każdy coś robi, żeby się utrzymać
6. Tanie hotele, również minibary
7. Szeroki dostęp do szybkiego i darmowego internetu
8. Potencjał turystyczny ich bezkresnych plaż
9. Niskie ceny
10. To, jak sobie radzą miejscowi z angielskim

 

 

IMG_5616_thumb[1]_thumb[1]

IMG_5625_thumb[1]_thumb[1]IMG_6123_thumb[1]_thumb[1]

IMG_6128_thumb[3]_thumb[1]IMG_5896_thumb[1]_thumb[1]

IMG_5966_thumb[1]_thumb[1]IMG_5983_thumb_thumb

IMG_6113_thumb[1]_thumb[1]IMG_6188_thumb[1]_thumb[1]

IMG_6203_thumb[1]_thumb[1]IMG_6233_thumb[3]_thumb[1]

IMG_6321_thumb[1]_thumb[1]IMG_6332_thumb[1]_thumb[1]

IMG_6337_thumb[1]_thumb[1]IMG_6371_thumb[1]_thumb[1]

IMG_6372_thumb[1]_thumb[1]IMG_6381_thumb[1]_thumb[1]

 

 

10 najgorszych rzeczy w Wietnamie

1. Bród i kurz wszędzie
2. Nadaktywność
3. Traktowanie obcokrajowców jak bankomaty Uśmiech
4. Drobne kradzieże
5. Ograniczone menu
6. Odpłatna edukacja
7. Bieda
8. Hałas
9. Duża gęstość zaludnienia
10. Pobieranie prowizji za płatność kartą kredytową

 

IMG_0200IMG_5479IMG_5728

Ogólnie mówiąc super kraj na dwutygodniowe wakacje zimą.

Opublikowano Polish, Vietnam | Otagowano | Dodaj komentarz

Top 10 Vietnam

02.02.2012

Best 10

1. Phở
2. Motorbikes, dust mask and bike helmets
3. Eating in the street
4. Smooth flow of traffic
5. Entreprenuership – everybody does something to survive
6. Cheap hotels, including minibars
7. Wide access to high speed internet
8. Tourism potential of their endless beaches
9. Low prices
10. English spoken here and how they learn it from tourists

 

 

IMG_5616_thumb[1]IMG_5625_thumb[1]IMG_6123_thumb[1]IMG_6128_thumb[3]IMG_5896_thumb[1]IMG_5966_thumb[1]IMG_5983_thumbIMG_6113_thumb[1]IMG_6188_thumb[1]IMG_6203_thumb[1]IMG_6233_thumb[3]IMG_6321_thumb[1]IMG_6332_thumb[1]IMG_6337_thumb[1]IMG_6371_thumb[1]IMG_6372_thumb[1]IMG_6381_thumb[1]

 

Bottom 10

1. Dirt and dust everywhere
2. Hyperactivity
3. Treating foreigners like walking ATMs Uśmiech
4. Petty theft
5. Limited menu
6. You have to pay for basic education
7. Poverty
8. Noise
9. Population density
10. Charging fees for accepting credit cards

 

IMG_0200_thumbIMG_5479_thumb[1]IMG_5728_thumb[1]

Generally speaking, we recommend Vietnam, especially for a two-week vacation in winter.

Opublikowano English, Vietnam | Otagowano | Dodaj komentarz

Phở

01.02.2012

IMG_0277

Słynna zupka Phở (czytaj: Foo), obok pól ryżowych, motorynek oraz stożkowych kapeluszy jest symbolem narodowym Wietnamu.

Nazwanie tego dania takim wietnamskim rosołem byłoby dużym uproszczeniem. Zanim podam składniki i sposób przygotowania tej codziennej potrawy, podzielę się kilkoma obserwacjami. Wyobraźcie sobie, że jecie dzień w dzień rosół. Jakoś nie mogę uciec od tego porównaniaUśmiech.  Może być to śniadanie, obiad lub kolacja. Trudno, prawda? Tak się składa, że my, ludzie z krajów bogatych , zwykle uważamy, że codziennie trzeba jeść coś innego. Że jest to warunek urozmaiconej diety. No cóż, zwierzęta i dzieci nie mają tego problemu. Jak im coś smakuje, mogą to jeść na okrągło Uśmiech.

Będąc w Wietnamie codzienne jedzenie Phở jednak nam nie przeszkadzało. Nie wiem czy to dlatego, że nie było zbyt wiele innych ciekawych opcji, czy dlatego, że Phở jest po prostu bardzo smaczne i pożywne.

IMG_5436IMG_5701IMG_5705

Jako, że jest to gęsta zupa, podaje ją się w miseczce. Poza wywarem, o którym za chwilę, głównym składnikiem tego dania jest makaron ryżowy. Do tego dodaje się mięso, głównie wołowinę, czasem kurczaka lub wieprzowinę, szczypior cebulowy i kolendrę. Według indywidualnego uznania dodać można też do zupy papryczkę chili, lemonki, tajską bazylię, fasolkę, liście mięty i białe cebulki w zalewie octowej. Do tego można jeszcze dorzucić trzy rodzaje sosów: rybny, hoisin i chili. Czas na wywar, który jest dziełem samym w sobie. Powstaje on z wielogodzinnego gotowania kości wołowych z bardzo istotnym tutaj szpikiem. Jako przyprawy służą tu opalana cebula (daje charakterystyczny słodkawy smak zupie) i imbir, cynamon, anyż, kardamon, ziarna kolendry, goździki. Pewnie coś pominąłem, tak dużo tego jest. To wszystko składa się na bardzo aromatyczne danie, którym mogą się najeść mali i duzi. Dzieci szczególnie przepadają za makaronem ryżowym. Bardzo mi się podoba błyskawiczny sposób jego przygotowania poprzez zanurzenie go na moment w specjalnym sitku w gorącej wodzie, na krótko przed podaniem.

IMG_0287IMG_0328Water Puppets_Hanoi (15)Water Puppets_Hanoi (18)

Phở jada się, tak jak większość dań, na ulicy. Przygotowanie odbywa się na oczach klientów. Taki biznes restauracyjny, gdzie nie trzeba dodatkowych pomieszczeń na kuchnię, szatnię dla załogi i inne niepotrzebne rzeczy może, proponować pożywne dania za 3 złote!! Przy okazji średnia pensja w Wietnamie to około USD 70 miesięcznie. Trudno konkurować tu z taką uliczną gastronomią. Zresztą od Saigonu po Hanoi nie widzieliśmy żadnego McDonalda (za to sporo KFC), co przydarzyło nam się pierwszy raz podróżując po świecie.

Już zapraszamy na nasze pierwsze polskie Phở, które planujemy ugotować przy pierwszej okazji. Mam nadzieję, że uda się dostać główne składniki.

 

Pho na stacji w Da Nang_video

Przygotowanie Pho_video

Opublikowano Polish, Vietnam | Otagowano , | 1 komentarz

Phở

01.02.2012

IMG_0277_thumb[2]

Writing about cuisine is Ania’s domain. Somehow I did not succeed in talking her into writing a post about a certain Vietnamese dish, which next to rice fields, motorbikes and conical hats, is the national symbol of Vietnam. What I have in mind here is the famous Phở  soup (prou: phoh).

Calling Phở a Vietnamese chicken soup would be a gross understatement. Before I share its ingredients and the way it is served let me share a couple observations first. Imagine you eat the same dish day in and day out. It could be either breakfast, lunch or dinner. It is hard, isn’t it? Well, we, the priviliged people from rich countries, usually think one must eat something different every day. That it is a condition of maintaining a diverse diet. Well, the animals and children somehow do not have this problem. Once they like something, they can eat it endlessly Uśmiech.

Spending a month in Vietnam and having Phở on a daily basis was not a problem at all. I do not know if it was for lack of better alternatives, or maybe because Phở is indeed nutritious and delicious.

IMG_5436_thumbIMG_5701_thumbIMG_5705_thumb

Since it is a thick soup, it is served in a bowl. Apart from broth, which I will get back to in a moment, its main ingredient are rice noodles. Others include meat, mostly beef, chicken or pork, green onions and coriander. On a separate plate you often get addional garnishes such as chilli, limes, Thai basil, bean sprouts, mint leaves and vinegared white onions. There are also three sauce to choose from: fish, hoisin and chili. Time to talk about the broth, which is a work of art itself. It is made after hours of cooking beef bones with essential bone marrow. The typical spices here include charred onions and ginger, cinammon, aniseed , cardamon, coriader seeds and clove. I must have missed something, so abundant are the ingredients here. All of them produce a very fragrant dish, which can fill a small and a big tummy. The kids are fond of the rice noodles in particular. I like the way it is prepared instantly by dunking it in a special strainer into a separate pot of hot water shortly before serving.

IMG_0287_thumbIMG_0328_thumbWater Puppets_Hanoi (15)_thumbWater Puppets_Hanoi (18)_thumb

Like many other dishes, Phở is eaten mostly in the streets. It is prepared in front of customers. Such a restaurant business does not need an additional kitchen, changing room for the staff and other unnecessary things. With such low overhead it can offer a dish for USD1!!! BTW, the average salary in Vietnam is about USD70. It would be hard to compete with the local gastronomy. No wonder we could not see a single McDonalds (we saw quite a few though empty KFCs) across the entire country from Ho Chi Minh to Hanoi, which is quite unprecedented.

We are all anxious to invite you to taste our first Polish Phở, which we are planning to cook at the earliest opportunity. I hope we will get all the key ingredients.

Pho at the train station in Da Nang_video

Pho preparation_video

Opublikowano English, Vietnam | Otagowano , | Dodaj komentarz

Running through the world

31.01.2012

Some people ask me if during our sabbatical I continue my arduous triathlon training. As a rule, this sabbatical year is meant to be a rest from our ordinary life, which for me includes tough training and doing Ironman competitions. Even if I wanted to go around this commitment, it would be challenging. Firstly, I do not carry my bike with me. Secondly, sometimes the conditions for long-distance swimming are not there like in Cairns, Australia, where the Coral Sea water was infested with extremely venomous box jellyfish and saltwater crocs. I did not see any daredavils going for a swim there.

IMG_4945_thumb2IMG_4949_thumb2

The only sport of the three making up triathlon I can do regularly is running. Its beauty is its simplicity. Except for some space, you do not need anything to run, not even shoes. BTW, barefoot running is having its renaissance in the world these days.

I am glad to have maintained a reasonable discipline in my regular running excercises. Thanks to this I have covered so far around 2500 km more that the rest of my family … for free. Usually when we get to a new place I do a running reconnaissance of the area first. In this way I discover places worth visiting and distances between them. Sometimes I bump into other runners. The places where I have been running are quite diverse from picturesque national parks with abundant flora and fauna, arid deserts of Utah or Australia, pineapple fields of Honduras, peaceful meadows and forests of New Zealand to crowded metropolis like Manila, Sydney or Hanoi.

Sometimes my running stirs some excitement among the locals. This has been the case in Vietnam. Imagine such a scene: huge traffic of motorbikes and bikes with short and mostly dark-shade-clad people wearing dust masks moving in all possible directions; amid this “urban river” of traffic runs a white collossus wearing a bright yellow or orange t-shirt Uśmiech. It is quite an experience for me as well to be greeting many stall owners and waving back to bikers I usually overtake. The traffic in Vietnam moves at around 10-12 km/h. You can get faster to places by running.

A nice culmination point of my running trainings was successful participation in a marathon in New Zealand I wrote about in one of my earlier posts (link).

IMG_2976_thumb2IMG_2981_thumb1

One could think that by not going to work daily it is easier to maintain training routine. Well, sometimes we have trouble accessing the water, so that I can shower after a run or do some laundry. Another time the weather is so scorching hot. Running in 35-40 C is no longer a pleasant experience. Besides, our journey around the world with our luggage is itself quite a physical effort. A family Ironman! If I am not mistaken, Blazej, a guy from a similar family of travelers lost well over 10 kg in one year. After a whole-day of travelling I often do not feel like doing anything. Even the following morning is tough to rise and start running somewhere. Finding an excuse just to lie down and do nothing is so easy Uśmiech.  The challenge is only at the beginning and then it becomes, as always, a pleasure.

I have recently seen in HBR and interesting chart listing the activities making us happy. Exercising was second from the top, far ahead of sleeping, relaxing, eating or listening to the music. Guess what number 1 was Uśmiech?

 

IMG_0180_thumb2

Writing about running across the world I want mention also the question of personal security. Except for Managua, the capital of Nicaragua, where everybody lives behind reels of barbed wire, nowhere else have I felt threatened in any way. In hindsight I admit that running alone through some national parks in North America because of likelihood of meeting a deadly bear was simply stupid. It is also not uncommon to meet stray dogs along the way. The more valiant ones after getting tired of barking usually give up running after me.

There is also a social aspect of running through unknown places. I happened to visit a few times people’s places where I asked for some water during a long run in the heat. Through such visits my runs would sometimes get a bit longer. It was difficult to cut an interesting conversation short Uśmiech. Unfortunately in those rare cases Ania would worry about my late coming back Smutek.

I mention running to you also to once again encourage you to get some more exercise. In the same research published in HBR I found another interesting fact. Our happiness is enhanced more through the frequency of pleasant activities rather than their intensity. In another words, small positive things matter more that fewer big events.

I cannot wait to get on my running skies and run in Jakuszyce and Wroclaw.

 

BTW, we have been reading recently about very low temperatures in Europe. It is such a contrast to the heat of South-East Asia.

Opublikowano Australia, English, Honduras, New Zealand, Nicaragua, Vietnam | Otagowano | Dodaj komentarz

Biegnąc przez świat

31.01.2012

 

Niektórzy ludzie pytają mnie, czy cały czas tak zawzięcie trenuję triatlon w czasie naszego sabbaticalu. Z założenia jest to okres odpoczynku od całego naszego normalnego życia, w tym również długotrwałych treningów i ciężkich zawodów Ironman. Nawet jakbym chciał to zobowiązanie jakoś obejść, to i tak nie bardzo się da. Po pierwsze, nie mam ze sobą roweru. Po drugie, nie zawsze są warunki do długodystansowego pływania, jak np. w Cairns w Australii, gdzie w wodzie roiło się od śmiertelnie groźnych meduz (box jellyfish) oraz słonowodnych krokodyli.  Śmiałków w wodzie nie zauważyłem.

IMG_4945IMG_4949

Jedyny z trzech sportów, jakie składają się na triatlon, jakie mogę regularnie uprawiać, to bieganie. W prostocie biegania tkwi jego piękno. Nie potrzeba do tego sportu praktycznie nic poza odrobiną przestrzeni. Nawet można obyć się bez butów. Bieganie boso przeżywa zresztą renesans na świecie.

Cieszę się, że przez ostatnie 11,5 miesiąca podróży udało mi się utrzymać jako taką dyscyplinę właśnie w treningach biegowych. Dzięki temu przemierzyłem już około 2500 km więcej niż reszta rodziny – za darmo. Zwykle wizytę w nowym miejscu zaczynam właśnie od przebieżki po okolicy. W ten sposób za darmo odkrywam rozmaite miejsca warte odwiedzenia i odległości pomiędzy nimi. Czasem spotykam innych biegaczy. Miejsca, po których biegam, są często skrajnie różne od malowniczych parków narodowych z bujną florą i fauną poprzez pustynie Utah, Australii, pola ananasów w Hondurasie, łąki i lasy Nowej Zelandii do zatłoczonych metropolii jak Manila, Sydney czy Hanoi. Czasem swoim biegiem wzbudzam nie lada sensację wśród  miejscowych. Tak często się działo na przykład w Wietnamie. Wyobraźcie sobie olbrzymi ruchu na ulicy i rzesze niskiego wzrostu, głównie szaro ubranych, ludzi, poruszających się na motorach oraz rowerach z maskami przeciwpyłowymi na ustach. Pośród tego niesamowitego zgiełku biegnie biały “kolos” w jaskrawo żółtej lub pomarańczowej koszulce Uśmiech. Dla mnie jest to też niezwykłe doświadczenie pozdrawiać co rusz właścicieli małych straganów oraz rowerzystów i motocyklistów, których mijam po drodze. Tak w Wietnamie ruch odbywa się dość powoli ok 10-12 km/h. Biegiem można dotrzeć szybciej w wiele miejsc. Zresztą nikomu się za bardzo nie spieszy.

Miłym ukoronowaniem moich treningów biegowych był udział w Maratonie w Nowej Zelandii w listopadzie, o którym pisałem już wcześniej (link).

IMG_2976IMG_2981

Wydawać by się mogło, że nie chodząc codziennie do pracy łatwiej o regularność w treningach. No cóż czasem jest problem z dostępem do wody, żeby się umyć po biegu lub wyprać po nim rzeczy. Innym razem  klimat jest ekstremalnie niesprzyjający. Bieg przy 35-40 stopniach C daje się mocno we znaki.  Poza tym wędrówka z tobołkami po świecie jest sama w sobie niezłym ćwiczeniem fizycznym.  Taki rodzinny Ironman! Z tego co pamiętam Błażej, z zaprzyjaźnionej rodziny podróżników w trakcie ich rocznej podróży stracił kilkanaście kilogramów wagi. Po kilkunastu-godzinnej  podróży często już się nic nie chce. Nawet następnego rana ciężko podnieść obolałe mięśnie. No cóż, o wymówkę aby nic nie robić i sobie poleżeć nie jest trudnoUśmiech.  Tak naprawdę trudny jest tylko moment żeby się ruszyć. Potem to już sama przyjemność. Ostatnio widziałem w HBR ciekawą listę zajęć, które czynią nas szczęśliwymi. Uprawianie ćwiczeń fizycznych znalazło się tam na drugim miejscu daleko przed relaksowaniem się, snem, jedzeniem czy słuchaniem muzyki. Pewnie się domyślacie co jest na pierwszym miejscu Uśmiech.

IMG_0180

Mówiąc o bieganiu po świecie pojawia się też temat bezpieczeństwa osobistego. Poza Managuą, stolicą Nikaragui, gdzie wszyscy żyją zabarykadowani w swoich domach, nigdzie indziej nie czułem zagrożenia życia. No, może bieganie po parkach narodowych USA i Kanady ze względu na niedźwiedzie było głupie, przyznaję. Czasem też w trakcie biegu spotyka się natrętne psy, które po solidnym obszczekaniu zwykle odpuszczają sobie.
Takie bieganie po nieznanych miejscach ma jeszcze jeden ciekawy wymiar społeczny. Zdarzało mi się nieraz odwiedzać ludzkie domostwa, gdzie prosiłem o wodę w trakcie długiego biegu w morderczym upale. Przez takie wizyty moje treningi się wydłużały, gdyż czasem trudno było skończyć przyjemną pogawędkę Uśmiech. Jedynie Ania czasem się martwiła, dlaczego mnie tak długo nie ma Smutek.

Tak piszę o tym, żeby też zachęcić raz jeszcze Was do regularnego ruchu. W tym samym badaniu o tym co nas uszczęśliwia jest jeszcze jedna ciekawa rzecz. Mniej na nasze poczucie szczęścia wpływają rzeczy wielkie, jak kupno domu, samochodu itd. To co się liczy najbardziej to częstotliwość a nie intensywność pozytywnych doświadczeń.

Już się nie mogę doczekać śmigania na nartach biegowych w Jakuszycach i we Wrocławiu.

W Polsce tęgie mrozy a tu żar się z nieba leje. Wszędzie dobrze gdzie nas nie ma.

Opublikowano Australia, Honduras, New Zealand, Nicaragua, Polish, Vietnam | Otagowano | 2 Komentarze