Żyj własnym życiem – reaktywacja

15.07.2012

Bez cierpienia nic się nie zmienia, a najmniej charakter człowieka
Karl G. Jung

Aż wstyd patrząc na to jak dawno temu umieszczaliśmy poprzedni wpis na tym blogu. Co prawda nasza wspólna podróż sabbaticalowa dookoła świata się zakończyła ale jej reminiscencje i owoce są cały czas w nas żywe. Myśleliśmy nawet o tym, żeby nieco zmienić temat tego bloga i nadać mu nieco inny kierunek-hasło „Żyj własnym życiem”. Co Wy na to? Wasze komentarze byłyby mile widziane.

Nie trzeba być w podróży dookoła świata, aby mieć o czym pisać. Czas też się zawsze znajdzie. Przydałaby się większa dyscyplina i motywacja. Dziś kilka refleksji z ostatnich tygodni.

Zacznę od dość świeżych wspomnień, tj. mojego kolejnego startu w zawodach triatlonowych Ironman (3,8 km pływania, 180,2 km jazdy na rowerze i na koniec 42,2 km biegu), tym razem w Klagenfurcie w Austrii. Z powodu naszej rocznej podróży po świecie miałem dość długą przerwę w swoich startach triatlonowych i w ogóle w treningach, szczególnie na rowerze. Jadąc na te kolejne zawody miałem w głowie kilka myśli. Po pierwsze, jak zawsze u ambitnych ludzi, było gdzieś pragnienie poprawy swoich rekordów życiowych i przekroczenia kolejnych barier. Po drugie, głos rozsądku podpowiadał, że byłoby pięknie, gdybym tych zawodów nie skończył leżąc przez kilka godzin pod kroplówką w namiocie medycznym, co niestety zdarzało mi się wcześniej. W sporcie, jak w życiu, potrzebna jest w końcu równowaga. Gdy jej brak, trudno o pełną satysfakcję.

IMG_0399IMG_0433IMG_0441

Niestety los w dniu zawodów nie był dla mnie i dla 2700 pozostałych uczestników łaskawy. O 7 rano w trakcie startu do pływania termometr pokazywał już 28 C! Później było już tylko gorzej. Przez wiele godzin temperatura utrzymywała się w okolicach 36-38 C. W taką pogodę nie chce się robić nic, a co dopiero podejmując wielogodzinny olbrzymi wysiłek fizyczny. W pewnym momencie nawet telefon odmówił Ani posłuszeństwa. Pojawił się na jego ekranie komunikat z wykrzyknikiem, że temperatura jest zbyt wysoka i można tylko wykonywać telefony alarmowe. Niebywałe!

Po przebyciu 216 z 226 km całego dystansu Ironman’a spotkałem na trasie maratonu żonę Anię. Czując olbrzymie odwodnienie organizmu ostatnie 10 km biegu postanowiłem przejść z nią spacerem. Do zakończenia zawodów było jeszcze dobre 7 godzin, więc nie trzeba było się spieszyć. Zresztą dla nikogo ze startujących nie był to dzień na bicie rekordów. Po przejściu około 0,5 km postanowiłem jednak przerwać ten spacer i odpocząć na ławce. W trakcie rozmowy z Anią stwierdziłem, że zwarzywszy na mój stan, kończenie tych zawodów nie ma sensu. Mimo, że przed zawodami w Austrii byłem w życiowej formie podjęcie decyzji o rezygnacji po przebyciu 95% dystansu uznałem za swój większy sukces niż zejście poniżej bariery 11 godzin na poprzednich zawodach Ironman na bardzo trudnej trasie w Nicei, we Francji.

Okazuje się zatem, że sukces może mieć wiele twarzy. Czasem coś, co tylko z zewnątrz może się wydawać niepowodzeniem, okazuje się czymś wręcz przeciwnym. Wystarczy tylko poszerzyć perspektywę. Musiałem tego doświadczyć, aby to lepiej zobaczyć.

Wywiad przed startem_video

Wojtek, gdzie jesteś?_video

Na marginesie nie bardzo rozumiem tłumaczenia naszych piłkarzy i trenerów po EURO o trudnościach gry pod zamkniętym dachem, czy kondycyjnego wytrzymania 90 min biegania. Masa osób uprawiających sporty wytrzymałościowe jak triatlon robi to przez wielokrotnie dłuższy czas. Za ten przywilej płaci jeszcze spore wpisowe oraz pokrywa koszty transportu i zakwaterowania.Co ciekawe, nagrodą dla najlepszych triatlonistów-Ironmanów jest start na mistrzostwach świata na Hawajach, za który to przywilej też trzeba samemu zapłacić wpisowe około 750 USD!!

Krótko przed moim wyjazdem na zawody mieliśmy okazję przeżywać zakończenie roku szkolnego naszych dzieci. Dla nich i dla nas był to rok nieco inny niż wcześniejsze. Jego część spędziły one ucząc się pod okiem mamy w trakcie podróży. Dla tych wszystkich, którzy martwią się o edukację swoich dzieci chcemy bardzo polecić ideę edukacji domowej. Sądząc po owocach, trudno mi sobie wyobrazić lepszą formę kształcenia. Oczywiście wymaga ona sporo pracy i wyrzeczeń ze strony rodziców oraz wkładu samych dzieci. No ale świat jest już tak skonstruowany, że bez wysiłku nie ma wyników. Wszelkie drogi na skróty, np. prywatne i elitarne szkoły, to ułuda, o czym mogliśmy się nie raz przekonać rozmawiając na temat edukacji z wieloma rodzicami podczas naszej podróży po świecie.

Według profesora Nalaskowskiego z UMK, polskiego autorytetu w dziedzinie pedagogiki, a przy okazji promotora pracy magisterskiej Ani, pierwszoklasista poświęca średnio niecałe 2 minuty mówiąc do nauczyciela … i to tygodniowo!! Edukacja bez udziału rodziców jest bardzo uboga. Jaką zatem różnicę robi fakt, gdy rodzic poświecą dziecku dziennie wielokrotnie więcej, niż nauczyciel jest w stanie zrobić w całym tygodniu!

Przy okazji końca roku dzieci wzruszyły nas też swoimi wspaniałymi występami oraz sukcesami artystycznymi. Okazuje się, że rok przerwy od baletu czy chóru, dzieci były w stanie szybko nadrobić.

IMG_0364IMG_0344IMG_0346

image

Duet baletowy_video

Wygląda na to, że po tych kilku miesiącach od powrotu wróciliśmy do tzw. normalności. Jest to jednak inna normalność niż wcześniej.

cdn…

Opublikowano Edukacja domowa (homeschooling), Polish, Polska, Żyj własnym życiem | Dodaj komentarz

TED.com

14.07.2012

Od wielu lat jesteśmy wielkimi miłośnikami portalu internetowego TED.com. Zawiera on wiele inspirujących prezentacji na temat rozmaitych tematów i jest na bieżąco wzbogacany o kolejne. Te wszystkie skarby są dostępne ZA DARMO poprzez stronę TED.com i TEDx.com. Pewna z prezentacji, jaką tam obejrzeliśmy jakiś czas temu na temat idei sabbaticalu była jedną z naszych inspiracji do naszego własnego sabbaticalu. Link do niej umieściłem już na samym początku naszego blogowania dla wszystkich zainteresowanych w zakładce Sabbatical na naszej stronie.

Po naszym powrocie z sabbaticalu zostałem zaproszony na niezależną konferencję TEDx w organizowaną w naszym mieście do podzielenia się naszą własną historią na forum TEDx. W ten sposób miałem też okazję spłacić dług wdzięczności wobec TED.com za wiele inspirujących i ciekawych historii.

Poniżej link do mojej prezentacji na TEDx Wrocław. Miłego odbioru!

http://tedxtalks.ted.com/video/TEDxWroclaw-Wojciech-Mroczynski

IMG_7163IMG_7167

Opublikowano Polish, Polska, Żyj własnym życiem | Otagowano | Dodaj komentarz

Jak to się zaczęło?

5.04.2012

 

IMG_0800

 

Każdy z nas idzie własną drogą. Każdy urodził się pod inną gwiazdą. Każdy z nas ma coś w życiu do zrobienia. Dla mnie i dla Wojtka sabbatical zaczął się zupełnie inaczej. Czas na moją wersję. To odpowiedź na tekst Wojtka „Jak to się zaczęło” (zakładka na stronie).

Praca, kariera, rodzina, wieczna gonitwa, chęć stawania na wysokości zadania, wiele nieodebranych sms-ów (sygnałów) od życia i w końcu upadek – osobista katastrofa.

Zagłuszenie własnych potrzeb, permanentny stres i pośpiech zrobiły swoje. Straciłam trzecie dziecko… Przeżyłam szok…Dopiero cierpienie wyrwało mnie z amoku pracy. Zatrzymałam się, rozejrzałam. Nie mogłam zrozumieć. Wydawało mi się, że wszystko szło super.

Jak wielu z nas nie zauważa swoich potrzeb, zapomina o marzeniach, pędzi bez oddechu, nie odczuwa nawet głodu w ciągu dnia, ignoruje potrzeby fizjologiczne? Jak wiele dzieci zostawiamy samych sobie w nadziei, że dadzą sobie radę? Ile czasu w ciągu dnia poświęcamy ukochanej osobie?

Co nas tak wkręca? Kto założył nam klapy na oczy? Dlaczego nie potrafimy uchronić się przed bólem? Dlaczego to akurat CIERPIENIE staje się źródłem naszej siły i motorem osobistego rozwoju? Pracując z ludźmi, którzy robią coś ważnego dla siebie, widzę ten powtarzający się scenariusz.

Możemy sobie pogratulować. Jesteśmy bardzo zdyscyplinowanym społeczeństwem, odnieśliśmy historyczny sukces. Mamy ładne domy, wygodne samochody, coraz lepiej się ubieramy. Jednocześnie za wszystko płacimy wysoką cenę. Nie szanujemy siebie, nie szanujemy naszych dzieci, nie szanujemy życia. Odcinamy się od tego, co dla nas ważne. Zapominamy o marzeniach z dzieciństwa. Zatracamy się w pracy. Zostawiamy rodziny. Szukamy szczęścia na zewnątrz.

Rośnie w nas zagubienie i samotność. Coraz więcej zagubionych rodziców i coraz więcej zagubionych dzieci. Tworzymy pustkę, którą staramy się wypełnić pracą, papierosem, zakupami, pigułką, alkoholem, telewizją, czy serfowaniem w sieci.

Peter Drucker, guru w dziedzinie zarządzania, uważa, że historycy opisujący nasze czasy nie będą wskazywać na rozwój technologii, Internetu, jako najważniejszych wydarzeń tego okresu, lecz na niezwykłą zmianę stylu życia człowieka.

„Po raz pierwszy – i rozumiem to dosłownie – coraz większe rzesze ludzi mogą dokonywać wyborów. Po raz pierwszy ludzie muszą kierować własnym życiem. I jesteśmy do tego kompletnie nieprzygotowani”.

Moja historia pozwala mi odradzać się na nowo. Mój upadek otworzył mi oczy. Moja podróż zaczęła się dużo wcześniej niż nasz sabbatical i wciąż trwa.

W tym szczególnym czasie świąt wielkanocnych życzę Ci zatrzymania się, zajrzenia do wewnątrz Twojej duszy, posłuchania głosu Twojej intuicji i odwagi, by dalej iść za swoim sercem, by mieć odwagę żyć własnym życiem.

 

Opublikowano Przygotowanie, Pura Vida | 1 komentarz

Żyć własnym życiem

1.4.2012

Mam wrażenie, że ostatnio trochę osierociliśmy tego naszego bloga nie pisząc nic przez prawie miesiąc. Pora nadrobić zaległości.

Co prawda naszą podróż zakończyliśmy ponad miesiąc temu, ale cały czas nasze dusze krążą gdzieś po świecie.  Bardzo ciekawi byliśmy tego powrotu do rzeczywistości. Wiele osób pyta nas zresztą o to. No cóż, jest w tym wszystkim jakieś rozdarcie. Z jednej strony widzimy na przykład jak świetnie nasze dzieci odnalazły z powrotem w domu, szkole czy zajęciach pozalekcyjnych. Z drugiej strony, obserwujemy wiele zmęczonych twarzy wokół, ludzi zabieganych we współczesności. Miło było usłyszeć od wielu znajomych śledzących nasze losy przez ostatni rok jak wiele nadziei i inspiracji im daliśmy. Mamy wrażenie, że przez ostatni rok zrobiliśmy nie tylko wiele dla siebie samych ale też dla innych – o ironio, wydaje się, że nawet więcej niż kiedykolwiek wcześniej.

Wśród często zadawanych pytań pojawia się to, jak my sami czujemy się po powrocie, i czy nie tęsknimy za dalszym podróżowaniem. My sami zadajemy sobie pytanie, jak zachować nasze owoce sabbaticalowe i nie wpaść ponownie w wir szalonego życia i pogoni. Wracając do owoców, jednym z nich było otaczanie się życzliwymi ludźmi. W trakcie ostatniego miesiąca mieliśmy rekordową liczbę odwiedzin gości w naszym domu. Chyba nigdy wcześniej nie zorganizowaliśmy tyle kolacji, co ostatnio. Było też kilka wizyt w szkole i innych spotkań, gdzie dzieliliśmy się naszymi wrażeniami z podróży.

IMG_7171

Choć do naszego życia wróciło kilka typowych rutyn, jak życie z zegarkiem w ręku, poranne wstawanie do szkoły i pracy, dojazdy na rozmaite zajęcia pozalekcyjne czy moje treningi triatlonowe, zachowało się też wiele rytuałów sabbaticalowych. Można powiedzieć, że generalnie jest dobrze. Nasze zmysły i obserwacje siebie samych i tego co nas otacza są wyostrzone bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Podstawowe wyzwanie, jakie przed sobą stawiamy jest takie, aby nadal żyć własnym życiem w tym naszym nowym-starym życiu. Z własnego  doświadczenia oraz słuchając historii innych wydaje się to trudne, czy wręcz niemożliwe, do realizacji w praktyce. O wiele łatwiej osiągnąć taki stan, gdy nie ma wokół rzeczy, które nas rozpraszają, np. na sabbaticalu. Nota bene od czasu powrotu ani razu nie oglądaliśmy telewizji, choć raz w niej występowałem, o czym za chwilę. Słuchając radia (głównie RMF Classic), tylko w czasie wiadomości przyciszamy je. Informacje o świecie czerpiemy, tak jak w czasie sabbaticalu, głównie z internetu oraz czytając wybiórczo kilka gazet i czasopism. Życie bez telewizji jest piękne. Dzięki temu jest dużo więcej czasu na inne, przyjemniejsze rzeczy. “Żyć własnym życiem” tu i teraz wydaje się niemożliwą możliwością. Wierząc jednak, że wszystko jest możliwe, chętnie zmierzymy się i z tym wyzwaniem.

Dzisiejsza Niedziela Palmowa wywołała u nas wspomnienia naszego pobytu w Hondurasie rok temu i pięknego przeżywania tamtejszego Wielkiego Tygodnia wspólnie z miejscowymi Radosna niedziela. Słuchając dziś pięknie śpiewającego wrocławskiego chóru katedralnego, a  wśród niego naszego Wojtusia, mieliśmy namiastkę tamtych świąt.

IMG_7188

Ubi Caritas et Vera_video

Adoramus Te, Christe_video

Swoją drogą, pomimo roku przerwy, zarówno mała Ania jak i Wojtuś bardzo szybko powrócili do swoich pasji tj. baletu i śpiewu. To samo mogę powiedzieć o swoim powrocie do pracy. Już w trzecim tygodniu pracy przy okazji publikowania wyników finansowych AmRest miałem okazję odwiedzić m.in. TVN CNBC i opowiadać o tym co się dzieje w naszej firmie, a dzieje się sporo. Gdzieś nawet w trakcie wywiadu udało się przemycić wątek sabbaticalowy, co od razu miało odzwierciedlenie w gwałtownym  wzroście odwiedzin naszego strony. Siła telewizji jest ogromna. Mimo to polecam wszystkim życie bez niej i generalnie życie własnym życiem.

Wywiad w TVN CNBC_video

Opublikowano Polska | Otagowano | 2 Komentarze

Pamiątki z podróży

IMG_5692

Znajomi pytają nas o pamiątki z podróży. Tych materialnych mamy naprawdę bardzo niewiele. Kilka magnesów na lodówkę, hamak z Gwatemalii – nieodłączny atrybut życia w tamtej części świata, sari (hinduski strój) i kilka innych. Ani nasz budżet, ani bagaż nie pozwalały na szaleństwa. Poza tym nasz dom jest już dość zapchany i wiecznie brakuje miejsca na różne rzeczy. Kiedy powyciągaliśmy z kątów poupychane worki i kartony z naszymi rzeczami nie mogliśmy się nadziwić ile mamy ubrań, skarpet, spodni, koszul, butów etc. Do końca życia moglibyśmy nic nie kupować J.

Oprócz realizacji naszych marzeń i pragnień, przywieźliśmy z podróży dużo więcej niż oczekiwaliśmy. Odzyskaliśmy energię i spokój ducha, nauczyliśmy się żyć bez pośpiechu ciesząc się chwilą – Pura Vida! (czyste życie niczym niezmącone). Z wyjątkiem dni, kiedy podróżowaliśmy samolotem, zegarek nie był nam do niczego potrzebny. Rytm dnia wyznaczały wschody i zachody słońca, przypływy i odpływy oceanu.

Praktycznie non stop przebywaliśmy na świeżym powietrzu, żyliśmy w zgodzie z sobą i z naturą, byliśmy uważni na to, co przynosi dzień i podążaliśmy za tym. Jedynym stałym punktem dnia była domowa szkoła.

Zobaczyliśmy jak niewiele jest potrzebne do życia i jak wiele my potrzebowaliśmy, żeby zapewnić sobie komfort.

Nauczyliśmy się wspólnie modlić i dziękować każdego dnia. Nasza rodzina stała się inna. Poświęciliśmy sobie cały miniony rok, poznaliśmy siebie nawzajem, zacieśniliśmy węzły. Był czas na przytulanki i niekończące się rozmowy. Nauczyliśmy się współpracować i pomagać sobie nawzajem.

Nabraliśmy dystansu do wielu spraw. Czasami łapiąc się za głowę widzieliśmy z odległej perspektywy nasze dotychczasowe życie wyreżyserowane przez nas samych. Zrozumieliśmy jak ważne jest podążać za głosem swojego serca, wziąć pełną odpowiedzialność za to jak żyję, jak się dziś czuję – bez szukania wymówek w kiepskiej pogodzie, niskim ciśnieniu, chorobach etc. Dotarło do nas, że nasze życie jest darem, że zostało nam powierzone po to, byśmy przeżyli je z sukcesem (a nie w cierpieniu i wiecznym niezadowoleniu).

Obydwoje mamy doświadczenia w zarządzaniu biznesem i ludźmi. Z bliska zobaczyliśmy, w jakiej kondycji jest nasza firma – nasze życie. Każda dobra organizacja ma swoją misję, cele i wartości. Dlaczego rodzina ma jej nie mieć? Któregoś dnia, już we Wrocławiu, spędziliśmy z Wojtkiem kilka godzin zastanawiając się nad wizją i sensem naszego życia. Skonstruowaliśmy drabinę, po której teraz będziemy się dalej wspinać. I to wszystko zrobiliśmy w ciągu jednego roku. Nie do wiary!

IMG_5738IMG_2762

Opublikowano Polish, Pura Vida | 6 Komentarzy

Ciasto bananowe

Po prezentacji Wojtusia i degustacji ciasta bananowego w szkole dzieci podchodzą do mnie i pytają czy mogłyby dostać przepis. Ale oczywiście! Każda cząstka mnie się raduje Uśmiech. Cieszę, że tak smakowało. Ciasto z wyglądu nie jest atrakcyjne, za to naprawdę pyszne i pożywne, fajnie zastępuje „nudną” kanapkę na drugie śniadanie do szkoły.

Tradycyjnie ciasto bananowe wypieka się w formach do pieczenia chleba i wówczas nazywamy je „chlebem bananowym”. Można też piec je na większej blaszce i wtedy mamy „ciasto bananowe”. Poniżej porcja na chlebek. Wystarczy powiększyć ją o trzy części żeby upiec ciasto.

Przepis pochodzi z Nowej Zelandii od Fiony Baker kobiety, która oprócz wspaniałych wypieków prowadzi od lat sklep z butami.

 

Chleb bananowy

Składniki: 125 gr masła, 1 ½ szklanki mąki, 1 szklanka cukru (może być cukier brązowy), 1 łyżeczka proszku do pieczenia, 1 ubite jajko, 1 łyżeczka sody oczyszczonej rozpuszczonej w 1/4  szklance mleka lub maślanki, 2 lub 3 zgniecione dojrzałe banany.

Miksować masło, cukier, dodać jajko i banany. Połączyć z mąką, proszkiem do pieczenia i rozpuszczoną sodą.

Piec 45 – 60 minut w 180C.

Lukier

1/2 szklanka cukru pudru połączona z odrobiną soku z cytryny.

Opublikowano Edukacja domowa (homeschooling), Polish | Otagowano | 1 komentarz

Powrót do domu–cz II

26.02.2012

 

Wreszcie nadszedł moment, kiedy wylądowaliśmy w Polsce. Podobnie jak w Londynie, tutaj również przywitała nas sroga zima, ok –20 C. Jeszcze dwa dni wcześniej było +34 C! Wracając do Polski postanowiliśmy lądować nie we Wrocławiu, gdzie mieszkamy, lecz w Bydgoszczy, z której bliżej nam było na naszych rodzin. Dzięki temu mieliśmy też komitet powitalny na lotnisku Uśmiech.

IMG_7042IMG_7045

IMG_7055

 

Po gorącym powitaniu przez kilka dni odwiedzaliśmy nasze rodziny aby zrekompensować tęsknotę. Na stołach były wszystkie smakołyki, które nam już od dłuższego czasu chodziły po głowach. Dopiero zobaczywszy siebie nawzajem mogliśmy dostrzec kto i co jak się zmieniło przez rok. Ponieważ dzieci sporo urosły (8 i 6 cm), trzeba było kupić trochę nowych rzeczy. Pomimo dość skrupulatnego opisywania naszych doświadczeń w blogu, pojawiało się bardzo wiele pytań. Jednym słowem buzia się nam nie zamykała przez kilka dni.

IMG_7060

Po intensywnych odwiedzinach pora było wyruszyć do naszego domu przez zaśnieżoną Polskę. Jadąc tych kilkaset kilometrów od czasu do czasu, mózg mi podpowiadał, że jadę złą strona ulicy. Ostatnie 15 tys. km przejechałem w końcu po lewej stronie drogi Uśmiech. Po dotarciu do domu pojawiło się w naszych głowach identyczne uczucie. Czuliśmy się tak, jakbyśmy dopiero co wyjechali i wrócili następnego dnia. Krajobraz wokół domu i w nim był identyczny z tym, który zapamiętaliśmy wyjeżdżając. Pojawiło się wręcz niedowierzanie, czy rzeczywiście nie było nas aż rok?! Przy okazji dojeżdżając do domu podsumowałem liczbę kilometrów, które przemierzyliśmy. Wyszło zaskakująco dużo, bo aż 90,000!! Można powiedzieć, że to tak jakbyśmy objechali świat nie jeden, ale przy najmniej dwa razy.

IMG_7104

Jedyna rzecz, która zmieniła się po naszym powrocie to pojawienie się nowego członka rodziny. Zgodnie z życzeniem dzieci i jedną z inspiracji sabbaticalowych zaadoptowaliśmy pieska ze schroniska. Jest to 6 letnia suczka, którą mała Ania nazwała – Róża. Mimo, a może właśnie dlatego, iż jest to mieszaniec terrierkowato-sznaucerkowaty, Róża jest bardzo mądrym i miłym pieskiem.

IMG_7126IMG_7148

 

Rozpakowywanie rozmaitych pudeł, w których trzymaliśmy nasze rzeczy przez cały rok w domu zajęło nam dobrych kilka dni. Poza tym Ania zajęła się przygotowaniem dzieci do powrotu do szkoły. Zależało nam na tym, aby dzieci płynnie wróciły do swoich szkolnych obowiązków. Mimo, że były one cały czas na bieżąco z programem szkolnym, byliśmy ciekawi, jak to rzeczywiście będzie. Powrót do szkoły okazał się dużą przyjemnością. Wojtuś już pierwszego dnia zarobił trzy piątki. Nauczyciele na czele z Panem Dyrektorem oraz dzieci bardzo ciepło powitali naszych małych podróżników i nas samych. Nie zdawaliśmy sobie sprawy, jak duże zainteresowanie ta nasza przygoda wywoła. Zarówno Ania jak i Wojtuś już maja za sobą prezentacje dla swoich klas na temat naszej podróży. Przy okazji zaskoczyło mnie bardzo, jak świetnymi pomocami naukowymi dysponuje już szkoła. Komputer, internet i rzutnik multimedialny to praktycznie standard w każdej klasie. W niewielu miejscach na świecie są takie luksusy.

 

IMG_7121

IMG_7153

Aby lepiej przybliżyć smak podróży duża Ania upiekła ciasto bananowe, którym Wojtuś poczęstował po swojej prezentacji kolegów i koleżanki oraz nauczycieli. Chyba smakowało, bo jest już wiele próśb o przepis. Mimo, że dzieci płynnie weszły w program, przed nimi kilka tygodni dodatkowych zaliczeń dotyczących I semestru. Zarówno nauczyciele jak i my patrzymy na to optymistycznie.

Przy okazji, ten bardzo dobry powrót do szkoły to duża zasługa Ani, która z wielką dyscypliną i wysiłkiem, dbała o edukację naszych dzieci przez cały rok z moją drobną pomocą.

Jesteśmy też bardzo wdzięczni wszystkim nauczycielem i Panu Dyrektorowi za wsparcie przed, w trakcie jak i po powrocie z naszej podróży.

 

ciąg dalszy nastąpi …

Opublikowano Edukacja domowa (homeschooling), Polish | Otagowano | 1 komentarz

Powrót do domu – cz 1

18.2.2012

 

IMG_7037

Zgodnie z planem wyruszyliśmy w długą podróż powrotną do domu. Ma ona wiele etapów i będzie trwać kilka dni. Najpierw prom i autobus z jednej z wysp tajlandzkich do Bangkoku. Następnie długi, nocny lot do Londynu. 

Po wylądowaniu w Wielkiej Brytanii byliśmy zaskoczeni mrozem. Była to zapowiedź tego, co czekało na nas w Polsce. Ostatni dzień sabbaticalu, tak jak i pierwszy, spędzilismy w Londynie. Chroniąc się przed mrozem założyliśmy na siebie wszystkie ciepłe rzeczy. Na niewiele się to zdało. Dla nas to różnica około 40 C! Wszyscy się trzęśliśmy z zimna chodząc po mieście. Na szczęście na kilka dobrych godzin znaleźliśmy schronienie w jednym z teatrów na West End’zie, gdzie w ramach celebracji zakończenia naszego sabbaticalu oglądnęliśmy popularny musical “We will rock you”, oparty na największych przebojach grupy Queen. Gdy w pewnym momencie przedstawienia słyszymy słynną piosenkę “We are the champions”, mamy z Anią te same skojarzenia.

IMG_7031

Pewnego wieczoru jeszcze przed wyjazdem w podróż leżąc na kanapach Ania zapytała mnie: “Jak to będzie, jak nie będziemy mieli codziennie tych wygodnych kanap?” Życie pokazało, że bez wielu rzeczy można się obyć i być przy tym szczęśliwym. Jesteśmy dumni miedzy innymi z tego, że nasz bagaż powrotny jest jeszcze mniejszy niż wtedy gdy wyjeżdżaliśmy.

IMG_6981

Jeszcze oddalamy od siebie myśli o powrocie do mroźnej Polski i do naszych codziennych obowiązków. Radość z powrotu, głównie u dzieci, miesza się z poczuciem melancholii. Tym rozmaitym myślom cały czas towarzyszy mocno nasza misja rodzinna oraz ufność w Ducha Świętego, który nas tak pięknie prowadził przez świat. W czasie podróży cały czas  dopisywało nam zdrowie, pogoda, towarzystwo … jednym słowem wszystko. Wielu może nazwać to szczęściem, dobra karmą czy tak jak my, działaniem Opatrzności. Przy okazji jeszcze nigdy w życiu tyle nie dziękowaliśmy, nie modliliśmy się i za nas się modlono. Nie raz czytałem o tym, że gdy człowiek podąża za swoim sercem, to wtedy cały wszechświat mu sprzyja. Absolutnie tego sami doświadczyliśmy w naszej podróży. Niech będzie to zachętą dla tych wszystkich wahających się przed podjęciem ważnej decyzji życiowej, w tym również wzięcia sabbaticalu. Dla nas był to niezwykły rok i jedna z najlepszych decyzji życiowych.

Ciąg dalszy nastąpi …

 

IMG_7034

Opublikowano London, Polish, Pura Vida | Otagowano , | Dodaj komentarz

Going home–Part 1

18.2.2012

 

IMG_7037_thumb[2]

According to our plan we started our long journey back home. It will have several stages and will take a few days. First, the ferry from one of the Thai islands  and bus to Bangkok. Then a long overnight flight to London.

After landing in the UK we were surprised with the frost in London. It was a good prediction of the what was expecting us in Poland. The last day of our sabbatical, just like the first one, we spent in London. We put on all our warm clothes to keep ourselves warm. To no avail. The temperature difference for us was around 40 C! We were all shivering walking around the city. Luckily for a few hours we found a nice and warm spot, i.e. one of the theaters at West End. To celebrate the end of our sabbatical we bought tickets for one of the most popular musicals in London “We will rock you”, based on the greatest hits of a rock band, Queen. At some point during the performance we hear the famous song  “We are the champions”. At that instant Ania and I have similar associations. 

IMG_7031_thumb[2]

One evening as we were lying on the sofa, still before our sabbatical, Ania asked me: “How will it be to live for a year without the comfort of our sofas?” Well, it turned out, we could live without many other things and remain happy. We are proud of the fact that our return luggage is even smaller than the one we had when setting out.

IMG_6981_thumb[1]

We still are distancing ourselves from the thoughts of returning to cold Poland and our daily chores. The joy of coming home, mostly expressed by kids, is mixed with melancholy. What keeps us strong is our family mission as well as trust in the Holy Spirit, who has guided us throughout the world. During our sabbatical we enjoyed good health, good weather and company … in one word, everything. Some people would call it luck or good karma or like ourselves, Providence. By the way, never in our life have we expressed thanks so often, prayed or had other people pray for us. I read a few times that when people follow their heart then the whole universe is conspiring to be supportive. We have absolutely experienced it during our journey. May this be an encouragement for those hesitating before making an important life decision, like taking a sabbatical. For us it has been an amzing year and definitely one of the best decisions in our lives.

To be continued …

IMG_7034_thumb[2]

Opublikowano English, London, Pura Vida | Otagowano , | Dodaj komentarz

Najlepszymi nauczycielami są dzieci

06.02.2012

clip_image001

„Najlepszymi nauczycielami są dzieci”.

To jedna z 12 mądrości, jakie znaleźliśmy w małej knajpce w Kostaryce na początku naszej podróży. Ta myśl była dla nas jak ziarno rzucone na żyzną glebę, które powoli zaczęło kiełkować w naszych głowach. Jak to możliwe? Czego można nauczyć się od dziecka? Czy to jakiś absurd?

Zawsze nam się wydawało, że to dzieci uczą się od nas – dorosłych. A tu miłe zaskoczenie. Wspólne życie przez rok (średnio na 4 m2) dało nam niezwykłą okazję do ciągłego bycia razem w różnych momentach i wzajemnego poznawania się. Ze zdumieniem odkryliśmy, że nie tylko my uczymy nasze dzieci, ale one też uczą nas! Odkrywamy, że wzajemnie możemy dać sobie tak wiele.

Mała Ania i Wojtuś są dla nas wielkim darem. Nie tylko dlatego, że ucieleśniają nowe życie, ale dają nam – rodzicom NIEZWYKŁĄ SZANSĘ osobistego rozwoju. One chłoną od nas wszystko, co mamy. Zresztą cóż innego mogłyby chłonąć. My – jesteśmy dla nich najważniejszymi istotami na świecie. Biorą od nas to, co dobre i to, co nie. Patrząc na nie widzimy siebie w lustrzanym odbiciu, swoje zachowania i reakcje. Jedne są naszą dumą, inne dają do myślenia i mogą być początkiem dobrej zmiany, jeśli oczywiście mamy dość odwagi, żeby się do tego przyznać clip_image003.

Zauważyliśmy, że nasze dzieci nigdy nie żyją przeszłością ani przyszłością. One zawsze żyją bieżącą chwilą, płyną z prądem życia i naprawdę rzadko protestują. A jeśli tak się zdarzało to zawsze okazywało się, że miały rację. Mają w sobie takie wewnętrzne barometry, które informują je, co jest, a co nie jest OK. Zawsze jedzą tylko tyle ile potrzebują, by zaspokoić głód. Nasze błagania, by zjadły więcej „na zapas”, bo za chwilę wyruszamy w daleką drogę i może nie być jedzenia nigdy nie działały.

Budząc się rano Ania i Wojtuś codziennie witały nas z pełnym optymizmu uśmiechem, bez żadnych dopalaczy typu kawa czy herbatka “yerba mate”. Patrząc na nie aż widać było promieniujące złote kule życiowej energii, o które intuicyjnie potrafiły zadbać. W ich rytmie dnia nigdy nie zabrakło czasu na zabawę czy odpoczynek. Kiedy się zmęczyły po prostu odpoczywały. My dorośli potrafimy zmuszać się do dalszego wysiłku, a na koniec dnia padamy ze zmęczenia lub po kilku latach poganiania się dopada nas zawał, czy inna ciężka choroba. Oprócz pizzy i frytek uwielbiały smak beztroski. One wiedzą jak ważny jest w życiu relaks.

Wojtuś zadziwił nas swoją otwartością na ludzi. Nie miał żadnych oporów, żeby dołączyć do grupy starszych chłopców grających w piłkę w Wietnamie lub zaprzyjaźnić się z załogą hotelu w Tajlandii. Zawsze dostawał przynętę na ryby, a w zamian, z własnej inicjatywy wymieniał wodę w brodziku i chętnie pomagał w innych hotelowych pracach. Mała Ania natomiast poruszyła nas swoją miłością do tańca, zwierząt i przyrody. W domu Iana w Nowej Zelandii pielęgnowała motyle i kwiaty. Gdziekolwiek znalazła psy lub koty potrafiła się nimi zajmować godzinami. Tańczyła zawsze i wszędzie.

IMG_6028IMG_0436

IMG_0419IMG_6493

 

Small business, Fresh Fish, w Tajlandii_video

Dzieci codziennie uczyły nas cieszenia się zwykłymi sprawami. Cokolwiek robiły czy było to łowienie ryb, czy szydełkowanie robiły to z pasją. Nawet zwykłe poruszanie się sprawiało im radość, którą wyrażały w śpiewie czy w podskokach. Nigdy się nie nudziły, a ich kreatywność w organizacji swojego czasu, wymyślaniu zabaw, tworzenia zabawek z tego, co akurat miały było imponujące. Podobnie zresztą jak ich umiejętność szybkiej adaptacji do różnych sytuacji i miejsc.

IMG_0401DSC_0027IMG_0335IMG_0251IMG_6975

Ania i Wojtuś (i wiele innych dzieci) mają naturalną tolerancję na wiele spraw: na ludzi o różnych kolorach skóry, na różne wyznania, na różne zwyczaje, no i na bałagan! Właściwie porządek czy nieład nie robią na nich wrażenia, są jakby częścią przyrody. Czyżby dorośli sami sobie chcieli utrudniać życie Uśmiech?

I jeszcze jedno na koniec. Wszystkie dzieci na świecie i nasze oczywiście też, kochają nas – rodziców, BEZWARUNKOWO takich, jakimi jesteśmy! Kochają nas ze wszystkim, co mamy i nigdy nie usłyszymy “Nie będę Cię kochać jak nie będziesz grzeczna/y”. Przynajmniej w tym wieku, kiedy jeszcze dorośli nie urobili ich na swój obraz i podobieństwo.

Jednym słowem nasze dzieci (i jesteśmy przekonani, że nie tylko nasze) dają nam bezcenne lekcje miłości i radości życia, a my za te nauki nic nie musimy płacić. Są gratis! To one płacą nam swoją miłością clip_image003[1].

Oto pierwszy w życiu wierszyk napisany przez małą Anię:

“Ania kocha swoją mamę, idzie ze mną na spacer, a Anusia zbiera kwiatki, tylko tulipany .

Piękne słońce świeci w oczy i niebieskie chmurki, piękny dzień”.

Opublikowano Edukacja domowa (homeschooling), Podróże z dziećmi, Polish, Pura Vida, Thailand | Otagowano | Dodaj komentarz