Rower to jest świat

Czasem jestem pytany, który z trzech sportów w triatlonie jest moim ulubionym. Pewnie domyślacie się z tytułu tego wpisu, że chodzi o rower. Zanim odpowiem dlaczego, najpierw kilka słów o dwóch pozostałych sportach.

rower plaza

To co lubię w pływaniu to zanurzenie się w środowisku, w którym trudno o rozproszenia. Aby się w miarę sprawnie poruszać w wodzie potrzeba dość dobrego skupienia i koordynacji. Pływanie to sport, który uczy pokory i szybko sprowadza człowieka i jego prawdziwe umiejętności na ziemię.

Pamiętam, jak wiele lat temu w czasie studiów w USA na mojej uczelni było kilku mistrzów swoich krajów (w tym z Polski) w pływaniu w rozmaitych stylach. Czasem spotykałem ich na basenie uniwersyteckim. Jednego dnia jedna z takich mistrzyń pływała, czy raczej robiła rozgrzewkę ćwicząc pracę samych nóg. Płynąc kraulem na sąsiednim torze najszybciej, jak wtedy potrafiłem, nie mogłem za nią nadążyć. Co ciekawe, najlepsi pływacy mają tylko około tzw. 4% efektywności mechanicznej w wodzie. Oznacza to, że 96% swojej energii najlepsi tracą tylko na walkę z oporem. Jeśli ktoś nie wierzy, wystarczy pójść na basen i przyjrzeć się innym pływającym lub samemu zacząć nieskładnie machać swoimi kończynami. Jest szansa, że nie ruszymy w ogóle z miejsca.
Mimo wielu zalet, jak aktywizowanie wielu partii mięśni, małej urazowości i przyjemnego wyciszenia pływanie wymaga sporej dyscypliny i samozaparcia. Wchodzenie do basenu, szczególnie w zimowych poranek, jest jednym z najmniej przyjemnych dla mnie momentów w ciągu tygodnia. Pływanie interwałów na bezdechu, gdy nogi stają się ciężkie też nie należy do miłych doznań.

Bieganie to sport, który uprawiam najdłużej. Relatywnie rzecz biorąc mam w nim też najlepsze osiągnięcia z tych trzech sportów. Widzę to szczególnie w trakcie zawodów Ironman, kiedy przychodzi czas na maraton. Wyprzedzanie wielu zawodników po drodze jest zwykle dla mnie dodatkową motywacją w trakcie tej ostatniej konkurencji w triathlonie. Kiedy ma się w czymś sukcesy, trudno tego nie lubić. Obiektywnie rzecz ujmując bieganie w ostatnich latach przeżywa boom na świecie jak i w Polsce. Kiedy przeprowadziłem się 13 lat temu do Wrocławia i wychodziłem na wały pobiegać nie było na nich żywej duszy. Dziś, szczególnie w letnie niedziele, można spotkać spore grupki biegaczy.

share roadwarning

Piękno biegania bierze się z jego prostoty. Potrzeba do niego tylko parę jakichś butów sportowych. Nawet specjalny strój nie jest konieczny. Biegać można też dosłownie wszędzie. Z bardziej nietypowych miejsc robiłem to już po kołyszącym się statku w czasie rejsu, po zatłoczonych ulicach Sajgonu między pędzącymi motorynkami, po parkach narodowych w USA uciekając przed niedźwiedziami czy po zamarzniętym jeziorze.

Długie dystanse lubię też pokonywać w towarzystwie. Czas wtedy szybciej płynie i głowa się tak nie męczy. Wyjątkiem jest serce, które trochę szybciej pracuje na skutek konwersacji, jeśli taka ma miejsce. Leszku, dzięki za nasze wspólne przebieżko-rozmowy niedzielne. To ostatnie można potraktować jako dodatkowy trening.
Co do minusów biegania, to są to niestety częste urazy, które, dzięki Bogu jakoś mnie omijają. Poza tym przy długich dystansach pojawiają się rozmaite odciski, pęcherze czy nawet schodzące paznokcie po maratonach. Dzieje się tak szczególnie wtedy, gdy biegamy w niedopasowanym dobrze obuwiu. W bieganiu samotnym jest też pewna monotonia, która może nużyć. Sposobem na to może być słuchanie muzyki w trakcie, choć i tak krajobraz zmienia się nie tak szybko, jak na np. rowerze.

pomost

Wreszcie czas na dwa kółka. Jazda na rowerze jest chyba jedną z pierwszych trudniejszych rzeczy, jakich uczymy się w życiu. Pewnie wielu z was pamięta ten wspaniały moment, kiedy ruszyło w drogę o własnych siłach. Poczucie wolności, które daje jazda rowerem mógłbym przyrównać chyba tylko do latania. Poza tym w kolarstwie kocham to, że mogę przemierzając kilkanaście tysięcy kilometrów rocznie podziwiać rozmaite krajobrazy, ciekawe miejsca, spotykać innych ludzi. To chyba jeden z najbardziej towarzyskich sportów. Jadąc w grupce można naprawdę miło spędzić czas. Poza tym jazda w grupce, na tzw. kole, czyni jazdę jeszcze przyjemniejszą i łatwiejszą. Jadąc w ten sposób można zaoszczędzić między 30-40% własnej energii.

rowery przy restauracji

Nie wiem czy zauważyliście, ale kolarze należą też do jednych z lepiej ubranych sportowców. Te kolorowe stroje, dopasowane poszczególne elementy. Wszystko musi pasować, tak jak u elegancko ubierających się ludzi.

No i są jeszcze te wspaniałe rowery, na które można wydać spory majątek. Kosmiczne i opływowe technologie konstrukcyjne, wspaniale pracujące mechanizmy, niesamowita lekkość to cechy, które mogą czynić jazdę jeszcze przyjemniejszą. To pewnie dlatego rocznie przejeżdżam na rowerze prawie tyle kilometrów ile samochodem. Dość często udając się gdzieś z rodziną w dłuższą drogę samochodem wyjeżdżam z domu kilka godzin przed nimi na rowerze, a oni łapią mnie gdzieś po 150-200 km na trasie do miejsca docelowego. To samo robię czasem, kiedy wracamy do domu. Tam, gdzie się da, na wypoczynek też zabieram rower. Tak jest i teraz. Od początku roku przejechałem już blisko 1500 km. Na szczęście jestem teraz w cieplejszym klimacie no i mam dużo więcej wolnego czasu.

parking rowerowy Ironman

IMG_4090

Długa i częsta jazda rowerem ma też sporą zaletę dla tych wszystkich, którzy chcą zgubić zbędne kilogramy. To najbardziej efektywny sposób na spalanie tłuszczu z tych trzech dyscyplin.

Oczywiście jazda rowerem też nie jest bez wad. Przytrafiło mi się w życiu kilka kraks z bolesnymi konsekwencjami jak złamany nos, cięte rany na całym ciele. Przestrzegam przede wszystkim przed jazdą przez tory tramwajowe lub kolejowe, szczególnie świeżo po deszczu. W związku z otarciami wielu kolarzy goli nogi, aby łatwiej się wszystko goiło w razie nieszczęścia. Inni robią to dla lepszej aerodynamiki. Jakoś sam się nie mogę do tego samo przekonać.

Co do kontaktu z innymi uczestnikami ruchu, czasem trafia się na chamskie zachowania kierowców. Z roku na rok jest z tym jednak coraz lepiej. Największa kultura wśród kierowców w stosunku do rowerzystów, z jaką się zetknąłem, jest we Włoszech. Polska, na tym tle, nie wypada najgorzej. Dużo lepiej niż np. USA, gdzie często nawet nie ma pobocza dla rowerów, a kierowcy rzadko kiedy zachowują bezpieczną odległość przy wyprzedzaniu.

Bez względu na to, jakie sporty preferujecie, gorąco zachęcam do regularnej aktywności fizycznej. Korzyści z tego są wielorakie i nieocenione.

pilates 3

Obecnie jestem z rodziną w jednej z wiosek Club Med na Dominikanie. Piękno takich wakacji polega na tym, że cały dzień można spędzać aktywnie. Dzień zaczynam od biegu wokół wioski. Potem jest żeglowanie (klasa Laser), śniadanie, golf i bocce z Wojtkiem, pływanie, minigolf i basen z Anią i Jasiem, a wieczorem rower i siłownia. Dziewczyny korzystają też z zajęć yogi oraz pilates. Sportów do wyboru jest cała masa.

Sport też bardzo zbliża ludzi i jest okazją do nawiązywania kontaktów. Zatem bywajcie w formie i uśmiechajcie się częściej do innych!

jas i ja club med

 

 

Opublikowano Dominican Republic, Dominikana, Polish, Sport, Uncategorized, USA | Dodaj komentarz

Fundament

Jeśli chcesz znaleźć Boga, porzuć świat zewnętrzny i wejdź w siebie. Jednakże nie pozostań w sobie, ale przekrocz siebie, bo nie jesteś Bogiem
Św. Augustyn

 

Wyobraź sobie, że w Twoim życiu nagle zapada głęboka cisza. Telefon komórkowy jest wyłączony i jesteś kompletnie offline. Nie masz pod ręką radia, telewizji, internetu, książek za wyjątkiem jednej, o czym za chwilę. Zostałeś tylko Ty, Twoje myśli no i powiedzmy odgłosy dobiegające czasem z Twojego brzucha.

Takie kilkudniowe doświadczenie stało się moim udziałem kilka tygodni temu. Pragnienie odbycia tzw. Ćwiczeń Duchowych według metody Św. Ignacego z Loyoli tkwiło we mnie od dawna. Zbliżający się mój kolejny roczna przerwa od pracy zawodowej, tj. sabbatical, był dodatkową motywacją aby spróbować tej pięknej metody chrześcijańskiej medytacji. Dodatkowym impulsem były świetne referencje kilku osób, które miały za sobą podobne doświadczenia, w tym mojej żony.

Widok na Zakopane z mojego miejsca medytacji

A propos medytacji, skojarzenie z chrześcijaństwem nie jest niestety zbyt powszechne. Tak jak pewnie i Wy spotkałem w życiu wiele osób zafascynowanych bądź praktykujących medytację wschodnie typu zen, joga czy medytacja transcendentalna itd. Wśród ludzi Zachodu wychowywanych w kulturze chrześcijańskiej niestety bardzo słabo znane są chrześcijańskie metody medytacji. Nie wiem, czy jest to efekt „cudze chwalicie, swego nie znacie” czy zwykła niewiedza. Pewnie temat jest głębszy. Niestety nasza religijność ma zwykle charakter bardzo moralno-obrzędowy. Przez lata tkwimy w jakiś rutynach religijnych bez głębszej refleksji na ich sensem. Rzadko kiedy poszukujemy czegoś nowego w naszym bogatym rycie chrześcijańskim.

Jedną z  metod medytacji chrześcijańskiej są tzw. Ignacjańskie Ćwiczenia Duchowe, w skrócie CD. Zanim więcej o tej metodzie wspomnę, że obok CD jest jeszcze np. medytacja chrześcijańska w formie modlitwy wewnętrznej (ciszy). Polega ona na trwaniu w bezruchu i powtarzaniu formuł (mantr) opartych na tekstach biblijnych zapoczątkowana przez tzw. Ojców pustyni ponad dwa tysiące lat temu. Dziś ta metoda pielęgnowana i promowana jest szczególnie przez zakon Benedyktynów.

Zarówno CD jak i modlitwę ciszy łączy dążenie do tego aby w ciszy i skupieniu medytacyjnym spotkać się z samym sobą i z Bogiem. Celem tego spotkania jest lepsze poznanie siebie, np. poprzez konfrontację swojego życia ze Słowem Bożym i lepsze podporządkowanie swojego życia woli Bożej. Mówiąc bardziej po ludzku, dobra medytacja chrześcijańska zmienia nas na lepsze. Nie chodzi tu wcale o lepsze samopoczucie, „ładowanie akumlatorów” czy zatrzymanie się tylko na lepszym samopoznaniu. Pragnienie spotkania z Bogiem jest tu fundamentalne. Pozytywna odpowiedź na Jego miłość i przyjęcie Jego Łaski daje nam motywację i siłę własnego rozwoju.

Nie znam lepszej formuły na rozwój osobisty niż powyższa. Tysiące sposobów opisywane w rozmaitych poradnikach, czy książkach biznesowych to ślizganie się po temacie. Beze Mnie nic nie możecie uczynić (J 15, 5). Koniec, kropka. Reszta to jakieś namiastki rozwoju lub iluzje.

Doświadczenia tzw. Fundamentu, czyli pierwszej części CD, było dla mnie bardzo intensywne i poruszające. Sama metoda Św. Ignacego jest mi bardzo bliska. Kojarzy mi się ona mocno ze sportem wytrzymałościowym, który uprawiam. Tak jak potrzebujemy aktywności, aby być w dobrej formie fizycznej, Ignacy dostrzegł potrzebę ćwiczeń dla utrzymania zdrowia duchowego. Liczy się w niej utrzymywanie odpowiedniego klimatu wyciszenia (skupienie i odpowiednie miejsce treningu), dyscyplina medytacyjna na poziomie ciała i ducha (plan treningowy), dobre przygotowanie do medytacji (rozgrzewka), dobrze odbyta medytacja, szczególnie na poziomie serca (właściwy trening kardio 😊) i odpowiednia rekreacja (odpoczynek). Wszystko to odbywa się w określonych ścisłych ramach czasowych.
Ważnym aspektem każdej medytacji jest też dobra wizualizacja danego fragmentu biblijnego, co pomaga w skupieniu. Jedna z moich ulubionych metafor jest ta: tak jak słonecznik jest w pełnym rozkwicie, gdy kieruje się w stronę słońca, tak też my stajemy się najlepszą wersją siebie, kiedy kierujemy nasze myśli i serca ku Bogu.

Vertitur ad solem,
Metamorfozy, Owidiusz

 

Ważne też jest aby w całej medytacji nie stracić z pola widzenia celu głównego, który pięknie oddaje Cel Stworzenia sformułowany przez Św. Ignacego:

Człowiek po to jest stworzony, aby Boga, Pana naszego, chwalił, czcił i Jemu służył,
a przez to zbawił swoją duszę.
Inne zaś rzeczy na obliczu ziemi są stworzone dla człowieka, aby mu pomagały w osiągnięciu  celu,
dla którego jest on stworzony.

Z tego wynika, że człowiek ma korzystać z nich w całej tej mierze, w jakiej mu one pomagają  do jego celu, a znów w całej tej mierze winien się od nich uwalniać, w jakiej mu są przeszkodą do tegoż celu.
(Ćwiczenia Duchowe, 23)

W Ćwiczeniach Duchowych ma się dwóch towarzyszy ziemskich, własny egzemplarz Pisma Świętego oraz przewodnika duchowego. Różne fragmenty Biblii służą do codziennych kilku medytacji, poprzez pogłębione zrozumienie wybranego tekstu i kontekstu dzięki tzw. Konferencjom. Rola przewodnika, zwanego też towarzyszem duchowym, sprowadza się do obiektywizowania naszych myśli i odczuć, które pojawiają się w trakcie osobistych medytacji.

Ignacjańska medytacja pomaga nam m.in. zadać sobie fundamentalne pytania: Kim jestem? Dlaczego jestem tym, kim jestem? W jakim celu zostałem stworzony? Jak mogę rozwijać swoje dobre strony, a jak okiełznać swoje najgorsze cechy? Co to znaczy być dobrym człowiekiem i jak żyć dobrze? Co przynosi spełnienie i szczęście?

Pod koniec rekolekcji warto też zapytać siebie owoce tego doświadczenia: Czy to rezonuje pozytywnie w moim życiu? Czy jestem mniej przykry dla innych? Czy staję się bardziej użyteczny dla innych? Czy robię to na swoją czy Jego chwałę?

Ponieważ Ania zauważyła jakieś drobne zmiany na plus, zakładam, że nie zmarnowałem czasu. Jest to też dla mnie dodatkową motywacją, aby praktykować medytację chrześcijańską na co dzień. W końcu Po owocach ich poznacie (Mt 7, 20)

Wszystkich tych, którzy czują pragnienie zbliżenia się do Boga i pobudzenia swego Ducha, którym nie wystarczają codzienne przyjemności i proza życia, a mają pragnienie rozwoju duchowego, a przez to rozwoju w ogóle, gorąco polecam Ćwiczenia Duchowe. W Polsce jest przynajmniej kilkanaście miejsc, głównie domów jezuickich, które prowadzą Ignacjańskie rekolekcje. Sądząc po licznej frekwencji na każdym z „turnusów” myślę, że osób świeckich praktykujących tego typu medytacje są już tysiące. Zmierzenie się ze sobą w ciszy może być początkiem zmiany na lepsze. Mój kolejny etap rekolekcji planuję najszybciej, jak się da.

 

Opublikowano Duchowość, Meditation, Medytacja, Polish, sabbatical, Uncategorized | Dodaj komentarz

Foundation

If you wish to find God, leave the external world behind and enter within yourself. However do not remain in yourself but transcend yourself, for you are not God.
St Augustine

Imagine total silence fills your life suddenly. Your cell phone is off, you are completely offline. You have no access to radio, tv, internet, books, except one, which I am going to cover in a moment. You are left alone with yourself, your own thoughts and occasional sounds coming from your gut.

I had such an experience for a couple of days a few weeks ago. The desire to participate in so called Spiritual Exercises according to St. Ignatius of Loyola (the founder of Jesuits) had been in me for some quite time. My second yearlong break from professional work, sabbatical, was an additional motivation to try this beautiful way of Christian meditation. I have also heard great references about this method of meditation from a few people including my wife.

View of Zakopane from my meditation place

The terms meditation and Christianity usually do not usually fit into the same sentence. Just like many of you I have met several people fascinated by or practising Eastern methods of meditation such as zen, yoga or transcendental meditation. For many people raised in Western culture based on the Christian values the Christian methods of meditation are barely known. I am not sure if this is driven by “the grass is greener on the other side …” type of thinking or pure ignorance. Perhaps this is a deeper issue. Unfortunately our religious practice tends to be based on following mostly certain moral code and rituals. For years we are stuck in religious routines without deeper reflections on their meanings. Hardly ever we seek something new in our rich Christian heritage.

One of the methods of Christian meditation are so-called Ignatian Spiritual Exercises, SE for short. Before I elaborate more on this method let me mention here that there is at least one other method of Christian meditation in the form of internal prayer (in silence). It consists in retaining a motionless state and repeating biblical phrases (like mantras). This method was started by the Desert Fathers over two thousand years ago. Today this method is cultivated and promoted by the Benedictine Order.

The common feature of both those methods is the purpose of meeting oneself and God in silent meditation. The main objective of this encounter is achieving better self-knowledge by confronting our own life with the Word of God and better alignment of our lives with God’s will. In more practical terms good Christian meditation changes us for the better. I do not mean better feeling, “charging batteries” or just achieving better self-awareness. The desire to meet God is fundamental here. Positive response to His love and acceptance of his Grace give us motivation and strength to grow.

I do not know any better formula for personal growth than the above. Thousands of ways described in self-help or business books manage hardly to scratch the surface. Without Me, you can do nothing (J 15:5). Period. The rest is some kind of ersatz or illusion.

The experience of so-called Foundation, i.e. the first part of Ignatian Spiritual Exercises, was for me very intense and moving. The method of St. Ignatius is very close to me. It is somewhat similar to endurance sports I pursue. Just like we need to be active regularly to keep our physical fitness, St. Ignatius recognized that we need to exercise to keep our spiritual health as well. The method entails achievement of calm attitude (focus and proper place of training), maintenance of meditational discipline of your body and mind (training plan), proper preparation for meditation (warm-up), meditation itself performed at the level of your heart (proper cardio training 😊) and adequate relaxation (recovery).  All of that is done within certain strict timeframe.

An important aspect of each meditation is a good visualization of a particular biblical fragment to be meditated, which helps to maintain the right focus. One of my favorite metaphors is the following: Just as the sunflower is in its full bloom when turned towards the sun, so we are at our best when we turn our hearts toward God.

Vertitur ad solem
Metamorphoses, Ovid

While meditating it is also important not to lose sight of the main purpose, which is well summarized by St. Ignatius in the First Principle and Foundation:

“God freely created us so that we might know, love, and serve him in this life and be happy with him forever. God’s purpose in creating us is to draw forth from us a response of love and service here on earth, so that we may attain our goal of everlasting happiness with him in heaven.
All the things in this world are gifts of God, created for us, to be the means by which we can come to know him better, love him more surely, and serve him more faithfully.
As a result, we ought to appreciate and use these gifts of God insofar as they help us toward our goal of loving service and union with God. But insofar as any created things hinder our progress toward our goal, we ought to let them go.”

In the Spiritual Exercises you have two companions, your own copy of the Bible and a spiritual guide. Selected fragments from the Bible are the basis for daily meditations. Daily conferences are meant to help better understand a deeper meaning of those texts and their context. As for the guide, also known as a spiritual companion, their role is to objectify our own thoughts and feelings, that occur during personal meditations.

Ignatian meditation helps us raise some fundamental questions:  Who am I?  Why am I who I am?  What am I put here on earth to do?  How can I grow the best side of me and rein in the worst?  What does it mean to be a good person and lead a good life?  What brings fulfilment and happiness?
At the end of this spiritual retreat it also good to ask ourselves: Does it resonate well in my life? Am I less of a pain for others? Do I become more useful for others? Do I do things for my own glory or His?

Since Ania noticed some positive changes I assume I did not waste my time during SE retreat. It also motivates me more to practice Christian meditation on a daily basis. After all: By their fruit you will recognize them (Mt 7, 20)

I highly recommend SE to all of you who desire to develop your spiritual life and for whom the daily pleasures and prose of life are not sufficient. There is quite a handful of places in Poland (assume in many other countries as well), usually affiliated with the Jesuit order, which organize SE retreats. Facing yourself in silence may usher in a change for the better in your lives. I am already looking forward to my next stage of the Spiritual Exercises in a couple of months.

 

Opublikowano Duchowość, English, Meditation, Medytacja, sabbatical, Spirituality | 1 komentarz

Toast sylwestrowy

Jednym z gorzkich owoców zabieganego życia są coraz rzadsze odwiedziny nasze u znajomych i vice versa. Kiedyś dziwił mnie ten stan rzeczy mocno u innych, np. w USA. Dziś z przykrością stwierdzam, że Polacy, a Ja wśród nich, niestety upodabniamy się powoli do tego zachodniego modelu.

Swój drugi sabbatical zaczynam od dłuższego odpoczynku z rodziną w dalekich i ciepłych stronach. W drodze do miejsca odpoczynku spotkaliśmy w samolocie bliskich znajomych, z którymi od dłuższego czasu nie mogliśmy się spotkać w atmosferze domowej we Wrocławiu. Trzeba było przelecieć wiele tysięcy kilometrów, żeby skorzystać z okazji na wspólne spotkanie, tym bardziej, że stacjonują tylko około 1,5 godz jazdy samochodem od nas. Okazją na spotkanie był miniony Sylwester i witanie Nowego Roku.

IMG_3674

W trakcie sympatycznej wizyty poruszyliśmy wiele ciekawych tematów, co szczególnie sobie cenię w czasie spotkań. Na marginesie polska gościnność, choć cały czas unikalna, niestety zbytnio skupia się na aspektach kulinarnych. Zbyt mało jest przy stole wartościowych i budujących rozmów, a sporo biadolenia i utyskiwania. To samo zresztą zauważam jeżdżąc po świecie, więc niepotrzebnie czepiam się tylko Polski.

Wracając do naszego Sylwestra jednym z tematów były postanowienia noworoczne. Nie wiem, ilu z Was robi sobie jakiekolwiek postanowienia. Myślę, że bez względu na to odsetek osób, które cierpliwie realizują to, co sobie przyrzekły, jest dużo mniejszy. Jedną z przyczyn takiego stanu jest niestety silne przywiązanie do naszych starych nawyków i słaba wola.

Jednym ze sposobów radzenia sobie z tymi wyzwaniami może być zaangażowanie innej zaufanej osoby poprzez podzielenie się swoimi zobowiązaniami i powierzenie jej roli swego rodzaju „lustra” czy „sumienia”. Nic nas nie sprowadza na ziemię tak bardzo, jak drugi człowiek. Dzieci są w tym szczególnie dobre.

Inny aspekt, który gdzieś rykoszetem wyłonił się z dyskusji, to jakość tych postanowień. Chodzi o to, czy dzięki ich realizacji staniemy się bardziej pożytecznymi dla innych, czy tylko pragniemy zaspokoić jakieś własne zachcianki. Inaczej brzmi postanowienie, że chcę np. pojechać tu czy tam, lub zdobyć to lub tamto, a inaczej jeśli chcę np. poświęcać więcej czasu swoim dzieciom, żonie, czy generalnie zrobić coś dobrego dla świata.

Gdzie szukać inspiracji dla dobrych postanowień? Podzielę się treścią, która wpadła mi dzisiaj w ręce. Jest to lista 15 chorób przywództwa według Papieża Franciszka, które uznałem za bardzo trafne i inspirujące. Oto one:

  1. Choroba myślenia, że jesteśmy nieśmiertelni, odporni lub wręcz niezastąpieni
  2. Choroba nadmiernego zaangażowania w biznes
  3. Choroba mentalnego [i emocjonalnego] „zlodowacenia”
  4. Choroba nadmiernego planowania i funkcjonalizmu
  5. Choroba słabej koordynacji
  6. Przywódcza „choroba Alzheimera”
  7. Choroba rywalizacji i pychy
  8. Choroba egzystencjalnej schizofrenii
  9. Choroba plotkowania, narzekania i obgadywania
  10. Choroba ubóstwiania przełożonych
  11. Choroba obojętności wobec innych
  12. Choroba pochmurnej twarzy
  13. Choroba gromadzenia
  14. Choroba zamkniętych kręgów, gdzie przynależność do kliki staje się potężniejsza od współdzielonej tożsamości
  15. Choroba ekstrawagancji i wystawianie się na pokaz

Jak mówi Franciszek, te choroby stanowią zagrożenie dla każdego przywódcy i każdej organizacji. Mogą zaatakować na poziomach indywidualnym i społecznym. W artykule pod poniższym linkiem znajdziecie więcej komentarzy na ten temat. https://www.hbrp.pl/b/15-chorob-przywodztwa-wedlug-papieza-franciszka/MMaOak0O

Z wielu ciekawych obserwacji utkwiło mi mocno następujące zdanie, które jest szczególnie inspirujące w mojej „podróży sabbaticalowej”. Akumulacja dóbr staje się jedynie ciężarem i nieubłaganie spowalnia podróż.

Tę trafną listę diagnoz naszej słabej kondycji można zamienić na listę antidotum na te choroby, tj. cnót, w których warto by się ćwiczyć. Mogą to być postawa pokory i skromności, wdzięczności i radości, powściągliwości w ocenie innych czy większego umiaru w rozmaitych sprawach. Nowy Rok będzie dla mnie okazją aby się ćwiczyć w tych trudnych zawodach. Może też na tej liście znajdziecie coś do rozwoju u siebie?

Kończę jednym z moich toastów sylwestrowych, który jest jednocześnie życzeniem dla Was wszystkich: Obyśmy stali się bardziej pożyteczni dla innych w Nowym Roku.

 


 

Opublikowano sabbatical, Uncategorized | Dodaj komentarz

New Year’s toast

One of the bitter fruits of our busy lives is the declining trend of home visits. There was a time I saw that more as an issue in other countries like the US. Today, I regret to say we, Poles, are starting to follow this western social model.

My second sabbatical I begin with a longer family vacation in a far away and warm place. En route to our destination we bumped into our friends on the plane with whom we had failed to meet in a homey atmosphere in Wroclaw for quite some time. We had to travel thousands of kilometres to find an occasion to meet together. They are based only 1,5 h drive from us in this vacation place. That occasion turned out to be the New Year’s Eve celebration.

During a very nice visit we talked about a few interesting topics, which I value a lot in social meetings. As a side note, Polish hospitality, though still very unique, is too focused on the culinary aspects. There is very little valuable and uplifting conversation, and quite a lot of complaining and whining. The latter piece is pretty common around the world, so I should not be picking on my own country.

Back to our New Year’s Eve, one of the topics was the making of the New Year’s resolutions. I do not know, how many of you make any commitments at the beginning of a New Year. Regardless of the number, there is even fewer of us who actually follow through on their commitments. Strong attachment to our old ways and our weak will are common derailleurs here.

One of the solutions to deal with these challenges is picking a buddy (trusted person), who will help us stick with our commitments by regular follow ups. Nothing can confront us better on our commitments or inconsistencies than another person. And children are really good at it.

Another facet that ricocheted from that conversion was the quality or rather utility of those commitments. What I mean here is whether by following those resolutions we will become more useful to others, or just what to focus on pleasing our own whims and desires. There is a qualitative difference between saying: I want to go somewhere or get this or that versus I will dedicate more time to my wife, kids, or do something good for the world.
Where to look for resolutions inspiration? I want to share with you something that caught my attention today. This is the list of 15 leadership diseases according to Pope Francis, which I have found very relevant and inspiring. Here they are:

1. The disease of thinking we are immortal, immune, or downright indispensable
2. The disease of excessive busyness
3. The disease of mental and [emotional] “petrification.”
4. The disease of excessive planning and of functionalism
5. The disease of poor coordination
6. The “leadership Alzheimer’s disease
8. The disease of rivalry and vainglory
9. The disease of existential schizophrenia
11. The disease of gossiping, grumbling, and back-biting
12. The disease of idolizing superiors
13. The disease of indifference to others
12. The disease of a downcast face
13. The disease of hoarding
14. The disease of closed circles
15. Lastly: the disease of extravagance and self-exhibition

As the Pope says, those diseases threaten every leader and every organization
They can attack at both the individual and social levels. In the article at the link below you can find more content on this topic.

https://hbr.org/2015/04/the-15-diseases-of-leadership-according-to-pope-franci

From many interesting observations one was particulary strong and relevant to my “sabbatical journey”: Accumulating goods only burdens and inexorably slows down the journey!
This accurate list of our modern leadership weaknesses could be changed into the list of antidotes, i.e. virtues, which we could develop. These could include the attitude of humility and humbleness, gratitude and joy, restraint in judging others or greater moderation in different areas. The New Year will be a good opportunity for me to practise those. Perhaps you will also find some inspiration in the list above?
I want to close with one of my New Year’s toasts, which is also a wish for all of us:

May we all become more useful to others in the New Year.

Opublikowano sabbatical, Uncategorized | 2 Komentarze

Sabbatical 2.0

Kiedy 7 lat temu wyruszałem wraz z rodziną w naszą roczną podróż sabbaticalową dookoła świata wydawało się to czymś niesamowitym, lecz raczej zdarzeniem jednorazowym.

Ta moja pierwsza roczna przerwa od pracy zawodowej, tj. sabbatical, z perspektywy 7 lat okazała się jedną z moich najlepszych decyzji w życiu. Mimo, że instynktownie przeczuwałem taki efekt tej decyzji już wtedy, sceptycyzm otoczenia oraz mocne pójście pod prąd społecznym normom nieco zagłuszało ten wewnętrzny głos.

Dziś, kiedy udaję się na kolejny sabbatical, towarzyszą mi podobne uczucia. Sytuacja jest podobna, choć nie do końca. Ten sabbatical będzie miał charakter bardziej podróży do wewnątrz. Po świecie się już sporo najeździłem. Przez ostatnie 7 lat było tego ponad 1 mln kilometrów. To tyle co podróż na księżyc i z powrotem i znowu ponowna podróż w jedną stronę :-).

Poza tym długa podróż z dziećmi w wieku gimnazjalno-licealnym byłaby bardzo uciążliwa od strony zapewnienia im ciągłości edukacji szkolnej. Podróże rodzinne też będą – ale znacznie krótsze. Edukacja domowa Wojtka i Ani 7 lat temu była dla nas dużo łatwiejsza. W międzyczasie pojawił się też w naszej rodzinie Jaś, który ma teraz 16 miesięcy. Chyba jest jeszcze za mały na taką całoroczną podróż? Może następnym razem?

Rodzina w KopenhadzeSkoro jednak była to dobra decyzja, to dlaczego nie powtórzyć tego doświadczenia? Cena nie jest co prawda niska. Jest nią ponowne mocne wyjście ze strefy komfortu i stabilizacji. Gdyby patrzeć na to czysto w kategoriach ludzkich, rachunku ekonomicznego, to taka decyzja wydaje się nie mieć sensu. Na szczęście nie wszystko trzeba przeliczać na utracone korzyści materialne. Świat materialny i duchowy dzieli olbrzymia przepaść. Nie mam co do tego złudzeń. Poza tym ważnym aspektem korzystania z naszej wolnej woli jest pogodzenie się z konsekwencjami naszych wyborów. Ten aspekt bliski jest mi też zawodowo, gdzie mam do czynienia z tzw. decyzjami strategicznymi. U sedna myślenia strategicznego leży fakt, że decydując się na daną ścieżkę postępowania wykluczamy inne. Myślenie, że możemy mieć na raz i to i to i jeszcze tamto … jest jedną z wielu iluzji, jakie sobie tworzymy w życiu.

Wychodzę zatem po raz kolejny ze „złotej klatki” i ruszam w nieznane. Nie mam jakiegoś sztywnego planu na ten nadchodzący rok. W głowie mam tylko kilka pomysłów i projektów z mojej „Bucket List”, które chciałbym zrealizować; oczywiście jak Bóg da. W tym miejscu zdradzę na razie tyle, że jest ich przynajmniej 10 na nadchodzący rok. Ponieważ nie chcę zapeszyć, póki co nie chcę ich zdradzić. Będę je odkrywał w miarę czynienia postępów.

Kończąc proszę Was o modlitwę lub o trzymanie kciuków o dobre owoce tego roku szabasowego. Ze swej strony obiecuję modlitwę za Was oraz zobowiązuję się dawać od czasu do czasu znaki życia na tym blogu www.naszsabbatical.com

Życzę Wam  wszystkim w nadchodzącym roku wiele miłości, poczucia głębszego sensu  i podążania częściej za głosem swojego serca.

Zachodzące słońce na końcu Europy_Sagres, Portugalia

 

Opublikowano Polish, sabbatical | Dodaj komentarz

Sabbatical 2.0

Seven years ago when I was going away with my family on our annual sabbatical adventure around the world it seemed an extraordinary event, though of a one-time nature.

That first annual break from professional activity, i.e. sabbatical, in view of the past 7 years turned out to be one of the best decisions in my life. Though instinctively I anticipated such an impact, strong skepticisim of many people around me and the noise of „going upstream” silenced a bit the inner voice.

Today, when I am going on my next sabbatical, I have similar feelings. The situation is similar, though not completely. This sabbatical will be more of an internal journey. I have travelled enough in the past 7 years; roughly 1 million km. That’s like going to the Moon and coming back and then going there again just one way :-).

Besides, a trip with our older kids who are in middle and high schools would be daunting in terms of securing their educational continuity. There will be some family travel, though much shorter. Wojtek’s and Ania’s Jr. homeschooling 7 years ago was much easier. I should also mention our new kid on the bloc, Jas, who is now 16 months. He is a bit too small for such a year-long trip. Perhaps next time?

 

Rodzina w Kopenhadze

Since this was such a good decision, why not repeat this experience? The price is not low though. I am leaving my comfort zone and sense of stability. Looking at it from a purely mundane or economic perspective such a decision does not seem to have much sense. Luckily one does not need to calculate everything from the financial return point of view. There is a yawning gap between material and spiritual world. I have no illusions about that. Using the power of our free will we have to accept the consequences of the choices we make. Dealing with strategic decisions in my profession on a daily basis I am all too aware of this. At its core, strategic thinking implicates certain course of action and excluding others at a given time. Thinking that we can have this and this and that … is one of the huge illusions we create for ourselves.

So I leave again my „golden cage” and pursue the unknown. I do not have a fixed plan for the coming year. Having said that I have a couple of ideas and projects from my bucket list I wanted to realize, if God is willing. At this point I will confess there are at least 10 of them for 2018. Since I do not want to jinx it I will not disclose the details now. I will reveal them to you as I progress through 2018.

Concluding I want to ask you for your prayers or for keeping your fingers crossed for good fruits of this sabbatical. From my side I promise my prayers for you and commit to give life updates on this blog  www.naszsabbatical.com from time to time.

I want to wish you all in the coming year lots of love, a deeper sense of purpose  and that you dare to follow your heart more often.

Zachodzące słońce na końcu Europy_Sagres, Portugalia

 

Opublikowano English, sabbatical | Dodaj komentarz

Lepsza wersja siebie

21.12.2014

 

Na zbliżające się święta Bożego Narodzenia i nadchodzący Nowy Rok podaruj sobie i innym Lepszą wersję siebie.

Satysfakcja gwarantowana!

 

Poniżej link do mojego świadectwa i konferencji na ten temat dla Wspólnoty Wawrzyny Plus, wygłoszonej 6.12.2014 w Kościele p.w. Świętego Wawrzyńca we Wrocławiu.

 

Opublikowano Polska, Żyj własnym życiem | Otagowano , , , | Dodaj komentarz

Nietypowe życzenia na Boże Narodzenie

24.12.2013

 

Nie wiem jak Was, ale irytuje mnie otrzymywanie wielu życzeń z okazji Bożego Narodzenia. Gdy się zastanawiam na źródłem tego stanu, zauważam kilka przyczyn, które niestety z roku na rok stają się dla mnie coraz bardziej widoczne. Aby lepiej zobrazować ten temat przytoczę najpierw kilka cytatów z życzeń niedawno otrzymanych:

Have a great and warm Christmas!

Happy Holidays and Climb High into 2014!

Wesołych, spokojnych i radosnych Świąt

Best Wishes 20 +(1+4) = 25 (rocznica firmy)

Firma XXX Christmas 2013, czy też

Cytat z niedawno zmarłego Nelsona Mandeli w kontekście życzeń świątecznych

 

Korci mnie aby wkleić jeszcze zdjęcia kartek dołączonych do tych życzeń. Dla zachowania anonimowości ich autorów jednak tego nie uczynię. Powiem tylko, że generalnie stronę wizualną tych życzeń stanowią jakieś infantylne i mocno zeświecczone motywy typu choinka, bombka, Mikołaj, płatki śniegu itd.

W życzeniach biznesowych często też pojawia się motyw przypominania się przez daną firmę o jej istnieniu. Traktuję to trochę jak załatwianie interesu przy okazji narodzin Jezusa. A fe!

Czytając większość z tych życzeń, mam jednoznaczne skojarzenia. Najwidoczniej ich autorzy zapomnieli już, o co tak naprawdę chodzi w tym całym Bożym Narodzeniu. Powie ktoś: no tak, nie każdy jest wierzący, więc lepiej być neutralnym światopoglądowo, aby kogoś nie urazić. No cóż, o ile mi wiadomo, ateiści czy np. świadkowie Jehowy, nie obchodzą wcale świąt, więc wysyłanie im kartek związanych z tymi świętami, nawet tych w świeckiej postaci, może być samo w sobie obraźliwe. Więc po co ta cała ściema z tymi ogólnymi życzeniami i jakimiś symbolami, które leżą daleko od tego, o co w tym wszystkim chodzi?

Doszło już do tego, że nawet sami ludzie wierzący coraz bardziej, świadomie lub nie, unikają w życzeniach elementów religijnych. Skoro tak czyni wielu, to może tak teraz wypada. Też się czasem na tym niestety łapię. Ostatnio jednak postanowiłem przełamać w sobie ostatecznie jakiekolwiek opory i przy każdej okazji, bez względu czy jest to sytuacja biznesowa czy inna, wplatam w swoje życzenia wątki dotyczące radości z narodzin Bożego Syna. Ku mojemu zdziwieniu ludzie w większości odwzajemniają to w ten sam sposób. Szczególnie ujął mnie ostatnio pewien spotkany Rosjanin, który również złożył mi życzenia w duchu bardzo religijnym. Było to o tyle zaskakujące, że sytuacja była bardzo biznesowa.

Zatem nie jest wcale tak źle, lecz trzeba trochę odwagi aby przełamywać te wszystkie stereotypy, obnażać ściemy i nic nie znaczące świeckie frazesy.

Nieśmy wszyscy radość światu, że Jezus się narodził aby nas zbawić – Alleluja!!

Na koniec przykład dwóch pięknych życzeń w duchu oczekiwania na przyjście Pana.

 

Piękna, dobra i miłości w Rodzinie i w świecie. Błogosławieństwa naszego Dobrego Pana i stałego odczuwania jego obecności, przylgnięcia do niego całym sercem w całym 2014 Roku.

Dziękuję za Wasze wpisy i inspiracje,

Uściski,

Ania

image

Czas przyjścia na świat Bożej Dzieciny ożywia nas i wypełnia radością.

Niech stanie się okazją do obdarowania miłością zarówno najbliższych, jak i nas samych.

W te święta podaruj bliskim siebie. Swój czas, swoją uwagę, dobre słowo, wdzięczność.

Nasze domy po brzegi wypchane są „dobrami”, często brakuje w nich w tej zwykłej, ludzkiej miłości.

„Zaniedbanie w miłości pociąga za sobą duchowe ubóstwo, a miłość zaczyna się w rodzinie”. Tego uczy nas Matka Teresa z Kalkuty.

Święta Bożego Narodzenia to doskonały czas, by o to zadbać.

Wszelkiej pomyślności:)

Ania

 

Dzięki Wam drogie Anie za te piękne życzenia, których każdorazowe czytanie wywołuje u mnie uczucie głębokiej refleksji i radości.

Opublikowano Polish | Otagowano | Dodaj komentarz

Dobro górą!

15.12.2013

IMG_2810

Ten adwentowy okres oczekiwania na Boże Narodzenie jest dla mnie bardzo refleksyjny.

Patrząc bardzo pobieżnie na otaczający nas świat można dojść do wniosku, że generalnie nie jest zbyt dobrze, ba jest nawet bardzo źle. Nie będę nawet rozwijał tego wątku, gdyż pewnie wiecie do czego piję. To ciągłe narzekanie, malkontenctwo, zdecydowana przewaga negatywnych newsów w mediach nad pozytywami itd. No nie chce się tego wszystkiego słuchać! Zatem nie słuchaj!  Taka postawa jednak jest zbyt pasywna. Poza tym i tak cały czas w głowie kłębi się wiele negatywnych myśli. Zły nie śpi nigdy.

Ostatnio zacząłem dość prosty eksperyment. Postanowiłem, że w ciągu każdego dnia będę starał się wychwytywać jak najwięcej pozytywnych momentów. Żeby ten proces był efektywny, nie wystarczyło mi tylko sobie tak zdecydować. Założyłem na nos takie “wirtualne pozytywne okulary”, żebym lepiej dostrzegał otaczające mnie dobro. Jak wiadomo, od słów do czynów często droga jest daleka, więc noszenie takich okularów nigdy nie zaszkodzi.

Rezultaty tego eksperymentu są zgodne z moimi oczekiwaniami, jednak ich skala mnie zaskoczyła. Ponad 90% sytuacji zaobserwowanych w ciągu dniach skojarzyło mi się z czymś dobrym. Nie wierzysz? Oto kilka przykładów.

– łaszący się i merdający ogonem pies od samego rana;
– życzliwi kierowcy przepuszczający mnie z podporządkowanej drogi na skrzyżowaniu. Notabene te opinie o chamstwie na polskich drogach uważam za mocno przesadzone!
– witające Dzień Dobry sąsiada;
– uśmiech i usłyszenie dziękuję od współpracownika;
– ciekawy projekt w pracy;
– obcy ludzie pozdrawiający się w szatni na siłowni. Swoją drogą jest to dla mnie niezwykły fenomen, gdyż jest tak na wszystkich siłowniach, jakich wiele odwiedzam, a już niekoniecznie np. w windzie biurowca, w którym pracuję (no ale miało być o pozytywach). Zastanawiam się, czy w szatniach żeńskich na siłowniach też panuje taka życzliwa atmosfera?
– dobre słowo usłyszane od żony;
– smaczna kolacja;
– dobre zdrowie moje i najbliższych;
– poznanie nowego człowieka;
– usłyszenie Kocham Cię od swojego dziecka;
– wspólne dziękowanie i modlitwa z rodziną na koniec dnia;
– inspirująca myśl do bloga;
– rozwijanie talentów artystycznych przez nasze dzieci itd.

IMG_3198

Powiesz może: „to przez te różowe, czy jak tam je nazywasz, okulary”. Być może? Dlaczego jednak nie zmienić optyki codziennego widzenia spraw? Jak już nie widzisz żadnego innego powodu, to choćby dla lepszego własnego samopoczucia.

Z tym dostrzeganiem dobra można iść o krok dalej i zacząć dostrzegać je w momentach, które na pierwszy rzut oka kojarzą nam się raczej z czymś odwrotnym. Na przykład za każdym razem kiedy nie domagam, okazuje się, że w tym czasie dzieje się dużo dobrych rzeczy.

Ponad dwa miesiące temu w czasie treningu rowerowego miałem dość niebezpieczny wypadek. Jest to swoją drogą cud, że i tak w miarę cało z niego wyszedłem. Po około 90 km jazdy, w jednej z miejscowości już blisko Wrocławia, wyjechał mi nagle, dosłownie przed nos, inny rowerzysta. Nie było szansy na jakąkolwiek reakcję. Skończyło się na zderzeniu nas obu i dość bolesnych obrażeniach twarzy. Ten drugi człowiek miał zszywane czoło, w moim przypadku był to złamany nos, zszywana powieka, ułamany ząb i utrata czucia w części czoła.

IMG_3077

Okres powypadkowy okazał się dla mnie niezwykłą szansą na wypoczynek oraz na spędzenie więcej czasu z rodziną. Ponadto w tym czasie zacząłem wspólnie z Anią uczęszczać na seminarium odnowy wiary przy Duszpasterstwie Akademickim Wawrzyny, aby pogłębić swoje życie duchowe, a jednocześnie zmienić coś na lepsze w swoim życiu. Wiadomo, że wiara bez uczynków martwa jest sama w sobie.

Po tych doświadczeniach ostatnich tygodni oraz przypominając sobie jeszcze żywe wspomnienia z naszego sabbaticalu jestem absolutnie przekonany o tym, że w ciągłej walce Dobra ze złem, to pierwsze jest górą.

Na koniec jeszcze pewna zasłyszana mądrość na temat dostrzegania dobra, nawet w najtrudniejszych momentach życia:

W każdym człowieku jest dobro. Czasem jednak trzeba trochę dłużej poczekać aby je w pełni dostrzec.

Opublikowano Polska | Otagowano | Dodaj komentarz