Close encounters with Nature

14.04.2011

 

Today I will share a couple of stories on our numerous encounters with local nature.

 

Our first earthquake

It happened around 10 days ago. Around 2 pm there were two, brief earthquakes (5,8 and 5,0) with the epicenter some 170 km north of us in the Carribean Sea. Eearthquakes are quite common in Central America. Luckily, most of the tremors are not dangerous. We learned about the quake we “experienced” from the internet. You could not basically feel it. The last major earthquake in Honduras happened in May, 2009 (7,1).

Honduras Earthquake

Singing Lolita

During our choir/singing classes with Wojtus we would often hear a beautiful, opera voice coming from behind a big wall seperating the place where we are living from our neighbors. We were wondering, which of their numerous children had such a wonderful voice. It seemed like a singing competition, which of the two, Wojtus or the mysterious singer behind the wall would sing a given melody better. Being very curious one day we asked our neighbors about the voice. The answer was very surprising and unbelievable for us … it was a parrot, named Lolita.

Nonsinging lolita – video

 

IMG_3346_thumb1

 

Killer bees attack

Two days ago walking to the beach with the rest of the family I was attacked by very aggressive bees. After leaving our place, after about 100 m I suddenly felt ferocious attempts from all sides to sting me. In self defence I started fleeing the scene while taking off my shirt. I thought that perhaps the yellow color of my shirt must have attracted some insects. The laborers  working in the neighborhood, who had fun watching the poor people being being attacked, told me these were african bees, aka killer bees.

I also learned from them I was not the only victim of those bess, which extremely aggressively protect their territory. We were very lucky. I was stung twice and the rest of the family was left alone. What is interesting is that the bees followed me for about 300 m to while I was zig-zagging to the beach. Once on the beach I still found some bees in my folded t-shirt. Others were less fortunate. One of the other volunteers walking the same street to the beach was stung 15 times!!! The bees also attacked a herd of horses walking our street and caused them rushing headlong, creating yet another danger.

The story of killer bees is quite intriguing. Back in 50s there were attempts to create in a laboratory a new species of bees better suited and efficient in a tropical climate. To this end, European bees were crossed with their African counterparts (from South Africa and Tanzania). During tests a few queens escaped the labs in Brazil. In this way the killer bees started spreading in South America then Central America and now even in North America.

Thanks to the help of local firefighters, the bees nest was soon liquidated.

Long live the Fire Brigade! (Like my dad, I am a volunteer firefighter as well)

 

La población estuvo atenta a los movimientos de cada uno de los bomberos.

 

PS. When I swim countless kilometers in the Carribean Sea I try to switch off all senses not to think what surrounds me. Sometimes it is impossible, especially when I get bitten or burned by some marine creature. Here is a quick video on the kids encounter with a calamari (squid). I sometimes wonder why I am one of the few people swimming in the sea …

 

 

20648714946E1A7B7E
Bliskie spotkania z naturą
846789229294E574A 177389551337209D45 -121710986844F2E340 -131786641748FD3112 -214015292028E22455
-9301973466FCB4752 206080803564A1BD08 -141611075416995D93 -13289671245D828090 -13484317540F7A211B
-650096189045096D1 20585841907D315A58 -6481956162F28FAE3 -195215753123FF7099 -184465077455F71123
-6436080961CE03421 -184681346263C9571E -84580182015C0F7A9 -92186986623933DA4 -1954058054558ADE2E

for better view of the above pictures go to the Polish version of this post

Opublikowano English, Honduras | Otagowano , | Dodaj komentarz

Bliskie spotkania z naturą

14.04.2011

 

Dziś kilka krótkich, wybranych historii na temat naszych rozlicznych przygód i kontaktów z naturą.

Nasze pierwsze trzęsienie ziemi

Zdarzyło się to jakieś 10 dni temu. Około 14:00 miały miejsce dwa krótko po sobie następujące słabe wstrząsy sejsmiczne, 5,8 i 5,0 w skali Richtera jakieś 170 km od nas na Morzu Karaibskim. Ziemia w Ameryce Łacińskiej trzęsie się dość często. Na szczęście w większości nie są to wstrząsy groźne dla ludzi. O trzęsieniu, którego “doświadczyliśmy”, dowiedzieliśmy się z internetu. Było ono praktycznie nieodczuwalne. Ostatnie większe trzęsienie miało miejsce w Hondurasie w maju 2009 (7,1).

Honduras Earthquake

Śpiewająca lolita

W czasie naszych lekcji chóru/śpiewu z Wojtusiem zdarzało się nam słyszeć równie piękny, operowy głos dobiegający zza wielkiego muru oddzielający miejsce gdzie mieszkamy od sąsiadów. Zastanawialiśmy się, które z licznych dzieci z sąsiedztwa ma taki śliczny głos. Wyglądało to trochę jak konkurs, który z śpiewaków, czy Wojtuś czy ten tajemniczy głos za murem zaśpiewa daną melodię piękniej. Aby zaspokoić naszą ciekawość pewnego dnia zapytaliśmy, kto tam tak ładnie śpiewa. Odpowiedź była dla nas bardzo zaskakująca, wręcz niewiarygodna … to papuga.

Nieśpiewająca lolita – video

 

IMG_3346

 

Atak “zabójczych pszczół”

Dwa dni temu idąc popołudniu na plażę wraz z całą rodziną zostałem zaatakowany przez bardzo agresywne pszczoły. Po wyjściu z domu i przejściu około 100 metrów poczułem nagle jak zaczynają mnie kąsać z niezwykłą agresją jakieś owady. W odruchu samoobrony zacząłem uciekać oraz w biegu zdejmować z siebie koszulkę. Wydawało mi się, że to żółty kolor przyciągnął jakieś owady. Od robotników, którzy nieopodal budowali mur i przyglądali się temu z rozbawieniem dowiedziałem się,  że są to tzw. pszczoły afrykańskie, zwane też pszczołami zabójcami (killer bees). Dowiedziałem się też od nich, że nie byłem pierwsza ofiarą tych pszczół, które w bardzo agresywny sposób i na wielkim obszarze, chronią dostępu do swojego gniazda. Mieliśmy dużo szczęścia. Pszczoły użądliły mnie w dwóch miejscach i zostawiły resztę rodziny w spokoju. Co ciekawe, leciały za mną jakieś 300 metrów a na plaży, w swojej koszulce znalazłem jeszcze niedobitki. Inni ludzie mieli niestety mniej szczęścia. Jedna z wolontariuszek, przechodząc tą samą drogą została pokąsana aż 15 razy!!! Pszczoły zaatakowały też stado koni przechodzącą naszą ulicą, które zaczęło w popłochu pędzić, tworząc kolejną niebezpieczna sytuację.

Historia “pszczół zabójców” jest dość ciekawa. W latach 50-tych próbowano laboratoryjnie wyhodować nowy gatunek pszczoły, bardziej przystosowany i wydajny w klimacie tropikalnym. W tym celu zaczęto krzyżować pszczoły europejskie z pszczołami afrykańskimi z RPA i Tanzanii. W trakcie testów kilka królowych wydostało się w niekontrolowany sposób z laboratoriów w Brazylii. W ten sposób “pszczoły zabójcy” od dziesiątek lat rozprzestrzeniają się z powodzeniem po całej Ameryce Południowej, Centralnej a także wchodząc coraz głębiej na terytorium USA.

Dzięki pomocy lokalnych strażaków udało się na szczęście zlikwidować siedlisko tych niebezpiecznych pszczół pod naszym domem.

Niech żyje Straż Pożarna! (Sam, jest strażakiem ochotnikiem, jak mój Tata i nasz, tryskający pozytywną energia i humorem, ex-premier Pawlak Uśmiech)

 

La población estuvo atenta a los movimientos de cada uno de los bomberos.

 

PS. Kiedy pływam niezliczone ilości kilometrów w Morzu Karaibskim staram się wyłączać zmysły aby nie myśleć o tym co pływa wokół mnie. Czasem się nie da, szczególnie jak coś skubnie lub poparzy boleśnie. Na deser jeszcze krótkie wideo po bolesnym spotkaniu kałamarnicą. Zawsze się zastanawiam, dlaczego prawie nikt poza mną nie pływa w tym morzu …

 

Opublikowano Honduras, Polish | Otagowano , | Dodaj komentarz

Powrót do domu

10.04.2011

Któregoś dnia leżąc w hamaku dotarła do mnie myśl – ta podróż, a szczególnie to miejsce, jest jak powrót do mojego dzieciństwa, do spokoju i beztroskich dni spędzonych u babci na wsi.

Każdego ranka, gdy idę z Anią do przedszkola piaszczystymi drogami czuję zapach pól, widzę kobiety robiące pranie, kury i małe kurczęta wałęsające się między nogami. Generalnie na ulicach El Porvenir można spotkać różne zwierzęta: konie, bydło, psy, koty, iguanę. Ku mojemu zdziwieniu kury i koguty wyglądają dokładnie tak samo jak w Polsce, a jajka smakują wybornie clip_image002.

IMG_2889_thumb IMG_0012_thumb

IMG_2743_thumbIMG_2406_thumb

Nie używam tu zegarka i nie mam żadnych problemów ze wstawaniem. Budzą mnie koguty. Pierwszy zaczyna swój koncert o 3.30. Podobno to ten najważniejszy w miasteczku. Potem dołączają najrozmaitsze ptaki i kolejne dziesiątki kogutów. O 5.30 jest już tak głośno, że nie można spać.

Jesteśmy w kraju, gdzie mieszkańcy nie mają swoich adresów i skrzynek pocztowych. Raczej nikt nie wysyła tutaj listów i paczek. Pomimo to prawie wszędzie, gdzie się zatrzymujemy mamy dostęp do Internetu. Korzystamy ze skypa. Dzięki temu nasz kontakt z rodziną i przyjaciółmi jest o wiele lepszy i częstszy niż w Polsce. Uczestniczymy w urodzinach, razem śpiewamy sto lat. Cieszymy się z każdej rozmowy. Widzimy się za pomocą kamery i o wiele uważniej się sobie przyglądamy :)).

Już zapomniałam jak dobrze jest nie mieć planu dnia. Moja wiecznie niekończąca się lista „to do” zniknęła, a ciągnący się latami ogon zadań do wykonania – odpadł. Co za ulga! Żyję we własnym tempie, własnym życiem. Nigdzie nie pędzę, nigdy się nie nudzę.

Czuję jak te wszystkie lata wytężonej pracy: zawodowej i rodzicielskiej zmęczyły mnie, odsunęły od siebie samej, od moich potrzeb i pragnień. Tutaj każdego dnia poświęcam sobie trochę czasu . Wreszcie go mam! Korzystam ze wszystkiego, czego nauczyłam się od moich dwóch wspaniałych nauczycielek: medytacji i Qigongu od Gosi Szkurłatowskiej, jogi od Beaty Salmanowicz. Jestem im za to bardzo wdzięczna. Czuję się ze sobą naprawdę dobrze.

Moje życie na autopilocie odeszło w siną dal. Jak w piosence.

Opublikowano Honduras, Polish, Pura Vida | Dodaj komentarz

Coming home

10.04.2011

One day lying in a hammock I had a thought – this journey, especially this place is like a coming back to my childhood, to calm and carefree days spent in the village where my grandmother has been living.

Every day when I walk to the kinder with Ania along the sandy paths I can smell the fields, see women doing laundry, snaking chickens and their chicks.

Generally on the streets here you can find different animals like horses, dogs, cats, iguanas. I am surprised that chickens and roosters look exactly the same like in Poland. The eggs taste delicious Uśmiech.

 

IMG_2889 IMG_0012

IMG_2743IMG_2406

I do not use a watch here and I do not have any problems with getting up. I am awaked by roosters every morning. The first starts his concert around 3.30 am. They say he is the most important in the city. Then the different birds and following roosters join the choir. At 5.30 am it is so loud that sleeping is not possible any more.

We are in a country where people usually do not have their post addresses. Almost nobody sends letters or deliveries here. Nevertheless everywhere we stop we have the Internet access. We use skype. Thanks to that our contact with the family and friends is much better and more frequent than in Poland. We ”participate” in the birthday parties of our family and friend and sing “happy birthday”. We enjoy every conversation. Using camera we can see each other more carefully Uśmiech.

I have already forgotten how good it is not to have any plan for a day. My endless „to do” list disappeared. My extremly long “tail of tasks” came off. What a relief! I can live in my natural pace, my own life. I do not rush anywhere, I am never bored.

I can feel like the recent years of my intensive work (professional and parental) got me tired and removed from my personal needs. Now I devote myself some time every day. Finally I have got it!! I use everything I have learned form my two wonderful masters: meditation and Qigong from Małgosia Szkurłatowska and yoga from Baeta Salmonowicz. I owe them so much. I can feel really good with myself now.

My autopilot life went away. Perfectly like in a Polish song.

Opublikowano English, Honduras, Pura Vida | 1 komentarz

Stations of the Cross with Ipad

8.4.2011

Tonight an unusual situation happened to me in the local catholic church. I was asked to lead the Stations of the Cross (Via Crucis) in Spanish, using the prayers downloaded on my Ipad. Sounds weird, ha?!For those of you unfamiliar with modern technology (see picture below) ipad, aka as a tablet, is a kind of portable computer with touch screen serving also as keyboard. BTW, I believe tablets will soon be as popular as cell phones.

Back to my story, for quite a while now I have been taking regularly my iphone (smartphone) each time I go to church. I usually download sunday readings (here are some interesting links in  Polish, English) or other prayers to my iphone and use it also as a prayer book. I do it for a couple of reasons. Firstly, unlike in many churches in other countries I have never seen in Polish churches missalettes or any other kind of prayer books for the congration to use during a mass. Secondly, to my regret, often times the quality of the readings and sermons in church leaves much to be desired.  Having some good and relevant prayers and readings on my iphone I am usually prepared in case I have to listen to a boring sermon.

Unfortunately, reading stuff from Iphone still seems a bit too avantgarde in a church and I sometimes feel judging eyes of others when they see me doing it. Not to irritate them I try to do it discreetly.

Ipad, which works similar to Iphone, yet is about 4,5 times bigger, is a bit too big to carry it to church as a prayer book. Nevertheless, I decided to take with me to church for today’s rite of the Stations of the Cross, just in case. After the previous rite of the Stations of the Cross at the local church I found on the web some interesting and much shorter version of the prayers in Spanish and downloaded it to my Ipad. The ones read regularly in the local church very extremely difficult, long and generally hard to follow. The first random website I found turned out to have a much better content of the prayers than the ones circulated by the Honduran Catholic Church.

IMG_32561_thumb1

Iphone and Ipad

Once I got to church, it turned out the person leading the rite forgot to bring the book with prayers from home. After a short moment of puzzlement what to do I offered my help telling the people gathered that I had alternative set of  prayers on my computer.

After making sure the prayers were in Spanish I was asked to read them all for 15 stations. To add to the excitment of the moment after starting reading the first station I realized I only had 7% of battery energy left on my Ipad. With God’s help and some energy saving tricks I lasted till the end with 1% left Uśmiech.

The whole prayers lasted about 35 min instead of 1,5 h the week before. Afterwards the people asked me to have the prayers printed for them. They liked the new version so much more, as it was simple and easy to follow.

Life is full of unexpected events. Therefore it is good to be always prepared Uśmiech.

Opublikowano English, Honduras | Otagowano , , | 1 komentarz

Droga Krzyżowa z Ipadem

8.4.2011

Dziś wieczorem przydarzyła mi się dość niecodzienna sytuacja. Przyszło mi odprawiać samodzielnie w miejscowym kościele całą Drogę Krzyżową po hiszpańsku, korzystając z rozważań do każdej stacji, które miałem zapisane na swoim Ipadzie. Dla niewtajemniczonych, ipad (patrz zdjęcie poniżej), zwany też potocznie tabletem, jest to rodzaj prostego komputera w formie przenośnego, dotykowego ekranu, bez osobnej klawiatury. Przy okazji, wróżę tabletom taką samą popularność za kilka lat, jaką mają dziś telefony komórkowe.

Wracając do mojej historii, od dłuższego czasu za każdym razem kiedy idę do kościoła, biorę ze sobą swój smartphone (Iphone), gdzie zwykle mam ściągniete z internetu czytania mszalne na dany dzień (oto dwa ciekawe linki; wersja polska, wersja angielska) oraz ciekawe rozważania na ich temat oraz inne modlitwy. Traktuję mój telefon komórkowy między innymi jak podręczny modlitewnik. Robię to z różnych powodów. Po pierwsze dlatego, że w żadnym polskim kościele, co ma często miejsce za granicą, nie widziałem w ławkach modlitewników dla wiernych. Po drugie, nad czym ubolewam, poziom większości kazań i sposobu czytania Słowa Bożego, pozostawia wiele do życzenia. Będąc samowystarczalnym, jestem zabezpieczony na wypadek, gdyby z ambony wiało nudą lub gdybym z innych powodów nie mógł się skupić na ciekawych treściach. Czytanie tekstów z iphona w polskich kościołach jest niestety chyba jeszcze zbyt awangardowe i czasem czuję na sobie osądzające spojrzenia innych wiernych. Aby nie budzić zgorszenia, zwykle czytam teksty dyskretnie.

Ipad, który działa podobnie jak Iphone, jest jakieś 4,5 razy większy od Iphona, więc nie bardzo “wypada” korzystać z niego jak z modlitewnika. Tak czy inaczej, po ostatniej drodze krzyżowej, w której uczestniczyłem w naszym miasteczku postanowiłem poszukać jakiś bardziej życiowych i zrozumiałych rozważań na temat stacji w internecie. Te, które przyszło mi czytać na przemian wraz z innymi uczestnikami poprzedniego nabożeństwa, były niestrawne. Pierwsza z brzegu strona internetowa na ten temat po hiszpańsku okazała się dużo ciekawsza i … o wiele krótsza, od powielanych przez kurię w Hondurasie, tekstów, których pewnie sam autor nie rozumiał. Zapisałem sobie tę stronę w edytorze tekstu i wziąłem Ipada ze sobą do kościoła tak na wszelki wypadek.

IMG_3256[1]

Iphone i Ipad

Okazało się, że osoba prowadząca zwykle drogę krzyżową zapomniała przynieść do kościoła wspomniane rozważania składające się z 30 i 40-to wyrazowych, wielokrotnie złożonych zdań traktujących o złych polityka Hondurasu i generalnie niewiele mających wspólnego z codziennym życiem i cierpieniem Jezusa. Jeśli nie wiecie o czym mówię, spójrzcie na moje poprzednie złożone zdanie Uśmiech.

Wśród zgromadzonych zapanowała  krótka konsternacja “co robić”? Na to, ja mówię, że tak się składa, że akurat mam z sobą inne rozważania na temat drogi krzyżowej. Po upewnieniu się, przez prowadzącego, że są one po hiszpańsku, zostałem poproszony aby poprowadzić całą drogę krzyżową czytając to, co przyniosłem z sobą. Aby wzmocnić jeszcze poziom ekscytacji w trakcie czytania rozważań do pierwszej stacji zauważyłem, że zostało mi tylko 7% energii w baterii. Z Bożą pomoc i oszczędzając energię „dojechałem” do 15stej stacji z 1% energii.

Nabożeństwo trwało około 35 minut zamiast 1,5 godziny, jak poprzednio, a wierni prosili mnie na koniec, żebym koniecznie wydrukował te nowe rozważania dla nich, bo takie mądre i zrozumiałe.

Życie pełne jest niespodzianek. Dobrze jest być na nie przygotowanym Uśmiech.

Opublikowano Honduras, Polish | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Breathing lesson

6.4.2011

 

It has been quite a while since our departure from Poland. Long period compared to an average vacation period, yet just a fraction looking at our whole year on sabbatical.

I would like to share a few reflections after these 1,5 months.

The family sabbatical is turning out to be wonderful idea. Each of us feels great spending our time and travelling in such a way. Central America, where we began our trip, is a very stimulating and interesting part of the world. All the warnings about the security and tropical diseases seem to be far-fetched. Though we take regularly chinine as anti-malaria prevention and are bitten frequently by all kinds of insects, it is managable.

The nicest aspect of our adventures is meeting new people, especially the locals. Personally, I have endless opportunities to speak Spanish, especially now working with Honduras children in an English school. We manage naturally to realize our sabbatical desires, without paying any particular attention to them. Here is a few examples.

Contrary to our typical day in Poland we are not rushing and doing many things at the same time. In Poland, even our weekends were hecticly full of activities, so that we could make the most of each day. Here we try to focus on a single thing at a time. What is interesting is that we do not experience a sense of time loss or its bad usage. The days seem more fruitful here.

A great practice of “Here and Now” for me was learning how to dive on Utila. The key thing in diving, as in life, is breathing. It is not just about any kind of breathing, yet a conscious breathing, with a purpose. Under water evert inhale makes you go up, while exhaling causes you to go deeper. All this happens with a certain delay. Shallow breathing make it hard for a diver to maintain a steady position under water, which can be helpful while hovering above a resting sting ray or admiring a beautiful coral which should not be touched. It also leads to quicker depletion of airtank. During my first diving, due to my poor breathing, I used up literally all air in the container in 40 minutes! The last 6 meters on the way up I was breathless. Not a pleasant thing to experience. During my last diving, at much greater depths of around 18 meters (the deeper you go, the more air you use) I spent 50 minutes underwater and was left with 25% of air in the tank at the end.

 

Ania, in one of her earlier posts, mentioned the “school on wheels”. We are under the impression that the whole sabbatical time, not only home schooling hours are a big, long lesson for the kids. They learn about local customs, nature, Spanis words etc. For example yesterday Wojtus came with his new friend, Fabrizio, who showed him an edible fruit, tasting like almonds and looking on the outside like a nut, i.e. cacahuate.  Video  Today he learned to fish shrimp in the sea with a special net.

Little Ania, realizing one of her passions, i.e. fashion designing, finds different inspirations. She can literally do something out of nothing.

-83885421171538B6
Extracurricular activities
-16460193147AC7F695 -2684525943A91DD1B 2589074263E9C2AED 12526953301A76D05E 20800238373372A0A3
-12211555557A5BC3A0 19459508922C53642B -120927778505191AF6 -1012114679EF90AB 87995052312EB60F1
61018246444E3017B -185657886524C7F4BE -354624544B960AFE -5114715117264213E 12683115245D729ECB
-2032867868245BC1C9 -2957810710440B50C 1817797611D3C8551 -177584405279172AC1 406172602B0ECB4C
-176396628218C6048A -17274211202AA29857 19559123995C9A38E1 1007848475170AE97 -18614940651C641F67
-517938486113A951D 1473177060711F885F -203778306802FC1C2D 165896120162E10F6F -164221819157B78525
3308062009AF25B0 -405813972699418F2      

 

Net throwing less – video

Girls gone fishing – video

 

Focusing on fewer things works wonders for us. We give each other more attention and our breathing is fuller.

I highly recommend good breathing lessons and regular breathing excercises.

Opublikowano Edukacja domowa (homeschooling), English, Honduras | Otagowano , , | 1 komentarz

Lekcja oddychania

6.4.2011

 

Minęło już sporo czasu od naszego wyjazdu z Polski. Sporo, biorąc pod uwagę przeciętne wakacje każdego człowieka, stosunkowo krótko, jak na cały roczny okres sabbaticalu.

Chciałbym się podzielić kilkoma refleksjami po tym okresie.

Cała idea sabbaticalu rodzinnego okazuje się być strzałem w dziesiątkę. Wszyscy bez wyjątku czujemy się doskonale w tej formie spędzania czasu i podróżowania.

Ameryka Środkowa, od której zaczęliśmy podróż, jest bardzo stymulującym i ciekawym zakątkiem świata. Wszelkie ostrzeżenia na temat bezpieczeństwa oraz chorób tropikalnych wydają się nam mocno przesadzone. Choć regularnie łykamy chininę (arechin) łagodzącą objawy malarii i jesteśmy regularnie gryzieni przez rozmaite insekty, da się to wszystko wytrzymać.

Najmilszym aspektem naszych przygód jest poznawanie ludzi, szczególnie miejscowych. Osobiście mam niezliczone możliwości rozmawiania po hiszpańsku, szczególnie teraz pracując z dziećmi w szkole angielskiego.

Udaje nam się również na bieżąco realizować, bez jakiejś szczególnej uwagi, nasze pragnienia sabbaticalowe. Oto kilka przykładów.

W przeciwieństwie do typowego dnia w domu tutaj nie pędzimy i nie robimy wiele rzeczy na raz. W Polsce, nawet nasze weekendy, pełne były życia na wysokich obrotach, aby maksymalnie wycisnąć co się da z dnia. Tu, wprost przeciwnie, staramy się skupiać na jednej rzeczy na raz. Co ciekawe, wcale nie mamy poczucia straty czasu, czy złego jego wykorzystania. Dni wydają nam się bardziej owocne.

Doskonałym ćwiczeniem na “Tu i Teraz” była dla mnie nauka nurkowania na Utili. Kluczową sprawą w nurkowaniu, tak jak i w życiu, jest oddychanie. Nie chodzi tu o byle jakie, płytkie oddychanie ale o oddychanie świadome. Każdy wdech pod woda powoduje unoszenie się nurka, wydech – przeciwnie. Wszystko to dzieje się z pewnym opóźnieniem. Płytkie oddychanie pod wodą powoduje trudność w utrzymaniu stałej pozycji pod wodą, np. unosząc się na odpoczywającą na dnie płaszczką lub podziwiając koralowce, których nie można dotykać. Prowadzi też ono do bardzo szybkiego zużycia powietrza z butli. Podczas pierwszego nurkowania z nieświadomym oddychaniem zużyłem cały zapas butli, dosłownie, w ciągu 40 minut. Ostatnie 6 metrów wynurzałem się na bezdechu. Nie polecam! Przy swoim ostatnim nurkowaniu, na dużo większej głębokości, ok 18 m (im głębiej, tym więcej powietrza się zużywa), nurkowałem przez 50 minut a w butli zostało jeszcze około 25% powietrza.

 

Ania w jednym ze swoich wpisów wspominała już nieco o “szkole na walizkach”. Mamy wrażenie, że w czasie sabbaticalu nie tylko codzienne lekcje ale też wszystko pozostałe jest jedna wielką lekcją. Dzieci poznają miejscowe zwyczaje, przyrodę, słówka hiszpańskie itd. Wczoraj np. Wojtuś przybiegł do nas ze swoim nowym kolegą, Fabrizio, który pokazał mu jadalny owoc, podobny do orzecha o smaku migdałów, którego pełno wokół.  Odmiana cacahuate (orzech ziemny). Video Dziś Wojtuś uczył się łowić krewetki specjalną siecią.

Aniusia, realizując jedną ze swoich pasji, tj. projektowanie mody, znajduje różne inspiracje. Jej specjalnością jest robienie czegoś z niczego.

 

Lekcja rzucania sieci – video

Dziewczyny na rybach – video

 

Skupianie się na mniejszej liczbie rzeczy na raz ma zbawienne skutki dla nas. Poświęcamy sobie wszyscy nawzajem więcej uwagi a przy okazji nasze oddychanie jest pełniejsze.

Generalnie polecam lekcje dobrego oddychania i regularne jego ćwiczenie.

Opublikowano Edukacja domowa (homeschooling), Honduras, Polish | Otagowano , , | 1 komentarz

Ale jazda!

01.04.2011

Jak wspominaliśmy wcześniej przebywamy obecnie w El Porvenir w Hondurasie, gdzie skupiamy się na wolontariacie (pracy społecznej). Nasza praca w szkole i przedszkolu przynosi nam wiele satysfakcji. Ponieważ potrzeby pomocy w mieście są ogromne zdecydowaliśmy się dwa razy w tygodniu pomagać przy wypasie bydła (rodzice) i owiec (dzieci). Ze względu na brak wolnych rak do pracy wiele zwierząt wałęsa się samopas po ulicach. Jeden z gospodarzy obiecał nam w zamian za pomoc przy wypasie jego stada mięso na święta wielkanocne. Ale będzie wyżerka. Przy okazji nauczymy się też kolejnych nowych umiejętności, jak jazda konno, rzucanie lassem, czy strzyżenie owiec. Dzieci są wniebowzięte!

Wypas bydła – video

Opublikowano Honduras, Polish, Pura Vida | Otagowano | Dodaj komentarz

Ciepłe powitanie

21.03.2011

 

Po kilku dniach spędzonych na wyspie docieramy do miasteczka El Porvenir położonego na zachód od La Ceiby.  Jest sobota wczesnym popołudniem. Zrzucamy bagaże i wyruszamy w poszukiwaniu czegoś do jedzenia. Idąc, pytamy miejscowych, którędy do sklepu, gdzie jest kościół etc. Dowiadujemy się, że jedyna „niedzielna” msza zaczyna się dokładnie za kwadrans. Docieramy do Kościoła chwilkę przed czasem. Ludzie po woli się gromadzą. Podchodzi do nas starsza kobieta i wita nas serdecznie. Ujmuje nasze dłonie trzymając je kilka chwil, jakby chciała nawiązać z nami głębszy kontakt. Majestatyczne. Zupełnie, jakby podeszła do nas gospodyni, piastunka domowego ogniska i powitała nas w domu, w domu bożym. Chwilkę rozmawiamy. Na koniec mszy inna kobieta uroczyście nas wita. Wstajemy, kłaniamy się. Są oklaski i wzruszenie. Od tej chwili już nie jesteśmy anonimowi.

IMG_2712_thumb IMG_2732_thumb

Codziennie rano wyruszamy do przedszkola i szkoły około 7.30, gdzie będziemy pracować jako wolontariusze przez ponad miesiąc. W miasteczku jest już gwarno. Niewielu ludzi tutaj ma pracę, więc można ich spotkać na ulicy, przed domem. Wszyscy nas pozdrawiają tradycyjnym „dzień dobry”, niektórzy machają do nas z daleka. To są zarówno kobiety, mężczyźni, jak i dzieci, a co najbardziej zadziwiające nastoletni chłopcy. Niezwykłe uczucie. W zupełnie obcym miejscu, od pierwszego dnia, czujemy się jak byśmy tu przynależeli od dawna. Na pierwszy rzut oka różnimy się od siebie, ale nie ma to żadnego znaczenia. Wyczuwalne jest to, co nas łączy, nie to co dzieli.

Pierwszego dnia docieramy do przedszkola. Nauczycielka przedstawia mnie i Anię wszystkim dzieciom. Maluchy witają nas gromkim „buenos dias” (dzień dobry). Są również oklaski i dużo radości. Następnie ku mojemu zdumieniu, nauczycielka pyta, które dziecko chciało by się do nas przytulić. Dzieci po kolei się zgłaszają i podchodzą. Najpierw obejmują mnie, potem małą Anię. Brak mi słów, aby wyrazić moje wzruszenie.

W tej części świata odkrywamy w ludziach niezwykłe ciepło i dobroć. Naturalność i spontaniczność. Uśmiech i Miłość. Mają tak niewiele w sensie materialnym, a zarazem tak wiele do zaoferowania współczesnemu człowiekowi. W tej prostocie kryje się prawdziwa esencja życia, którą tu po prostu można poczuć na własnej skórze.

Spędzimy tutaj 5 tygodni pracując charytatywnie w szkole i w przedszkolu dla dzieci honduraskich, ale o tym napiszemy innym razem.

Opublikowano Honduras, Polish, Pura Vida | Otagowano , | 1 komentarz