Dobro wraca jak bumerang

28.11.11

 

Dwie niedziele temu usłyszeliśmy po raz któryś z kolei ewangelię o tym jak Bóg w czasie sądu ostatecznego dziękuje sprawiedliwym za to, jak troszczyli się o niego kiedy był spragniony, głodny, bezdomny, w więzieniu itd. Gdy ci nie mogli sobie przypomnieć, kiedy wyświadczyli Bogu takie przysługi, powiedział im, że to co uczynili swoim bliźnim liczy się tak samo, jakby to czynili Jemu.

Czytając te słowa całej rodzinie w campervanie miałem wrażenie, że wielokrotnie w naszej podróży znajdowaliśmy się zarówno po stronie tych korzystających z dobroci innych, jak i sami robiąc dobre uczynki. Jakże inaczej można opisać przyjęcie czteroosobowej rodziny obcych ludzi pod swój dach, jeśli nie jako coś niezwykłego. Wyobraźcie sobie sami, że nagle z dnia na dzień (generalnie działamy z nieco większym wyprzedzeniem Uśmiech), odwiedza Was na wiele dni jakaś obca rodzina. Co prawda można się czegoś o nich dowiedzieć z ich blogu, ale nigdy nie wiadomo, co to za jedni. W czasach, kiedy coraz mniej ludzi korzysta z autostopu, gdyż kierowcy boją się zabierać przygodnych podróżników, taki gest gościnności jest czymś wielce nieoczekiwanym.

IMG_4457

Ze swej strony również staramy się nie zapominać o dobrych uczynkach. Poświęcenie całego miesiąca w naszej podróży na wolontariat w Hondurasie było świetną okazją do podziękowań za całe dobro, którego doświadczyliśmy. Pięknym zwyczajem na wielu campingach jest zostawianie przez ludzi nadwyżek swojego jedzenia, niepotrzebnych rzeczy itd. Szczególnie często zdarza się to w dużych miastach, gdzie ludzie kończą swoją podróż i  nie chcą wozić do domu zbędnych kilogramów. Nam też zdarzyło się nie raz zostawić zbędne rzeczy lub przeciwnie dostać coś “w spadku”. Nie zapomnę zdziwionej twarzy taksówkarza w Christchurch, Nowa Zelandia, który odwożąc nas o 5 rano na lotnisko dostał od nas nowiutki materac do spania, pompkę, trochę jedzenia oraz kilka małych butli z gazem.

Często każdy taki gest z naszej strony jest z dużo większą siłą odwzajemniony przez zupełnie inne osoby, szczególnie wtedy, gdy się tego najmniej spodziewamy.  Oglądając i czytając o tym co się dzieje w świecie możemy odnieść wrażenie, że na świecie dominuje zło. Gdyby opierać się tylko na tym co czytamy o Polsce i Europie na przykład, to najlepiej byłoby nie wracać do kraju. Wystarczy jednak, że na chwilę odetniemy się od tego wszystkiego i wtedy widzimy jak wiele jest dobra i dobrych ludzi na świecie.

Był kiedyś taki inspirujący film “Podaj dalej” (“Pay it forward”), o chłopcu, który w ramach zadania domowego postanawia zmienić świat, zachęcając ludzi do tego aby za każdy otrzymany dobry uczynek, zrobili kolejne trzy dla innych. Dzięki postępowi geometrycznemu akcja Trevora ma nadspodziewanie szeroki oddźwięk. Choć był to tylko film, mam wrażenie, że jego akcja trwa nadal.

Podaj dalej …

 

PS Grażyno i Witku. Wielkie dzięki za Waszą cudowną gościnność tutaj w Brisbane oraz za rozpieszczanie trochę naszych dzieci. Otrzymane bumerangi to nie tylko zobowiązanie, żeby tu wrócić. Dla mnie jest to piękny symbol tego, że dobro wraca… jak bumerang.

Opublikowano Australia, Polish | Otagowano , | Dodaj komentarz

Good comes back like a boomerang

28.11.11

 

Two Sundays ago we heard a gospel about the Judgment Day when God thanks the rightous people for taking care of him when he was thirsty, hungry, homeless, in prison etc. When they could not recall when they had done such things, they heard that whatever they did to their brothers was as if they did the same to Him.

Reading those words to my family in a campervan I had an impression we have been many times on both the receiving and giving end of good deeds during our journey. How can I describe, for example, the act of putting a four-person family up, by complete strangers, if not as something amazing!?

Just imagine yourselves hosting out of the blue (usually we plan our visits with some lead time Uśmiech) a strange family with two young kids for several days. Though you can learn something about them from their blog, one can never know what they are like. Nowadays when there are fewer and fewer hitchhikers, since both them and drivers are afraid to offer a ride, such a hospitality is so unexpected.

IMG_4457_thumb[1]

From our side we try not to forget about good deeds as well. Dedicating a whole month of our sabbatical to volunteering in Honduras was a great opportunity to thank for all the good we have received. At many campgrounds, particularly in bigger cities, there is a nice custom of leaving behind some food surplus and other unnecessary items by people ending their journey. It is also very practical and win-win. Why carry surplus luggage home or throw away food if you can share it with others? I will not forget a puzzled and surprised face of the taxi driver who took us early morning to the airport in Christchurch, New Zealand. In addition to the fare payment he got from us a few things like a sleeping matress with a pump, some food and a few bottles of propane for a portable stove. Quite often our good gestures are doubly reciprocated in most unexpected circumstances by other people.

Reading in the media about the world at large, we can have an impression that it is dominated by the evil. If we just relied on the recent accounts of the situation in Europe or Poland, the best thing would be not to go back. When we seperate ourselves for a moment from all of this drama we can see so much more kindness and people doing good things.

Writing this I remembered seeing an inspring movie a few years back “Pay it forward” about a boy named Trever. As his homework assignment he decides to change the world by encouraging people to perform three good deeds for each one they receive. Thanks to a geometrical  impact of this process the whole initiative turns out to have a great impact. Though it was just a movie, I feel like Trevor’s assigment is still going on.

So: Pay it forward …

 

PS Grazyna and Witek. Many thanks for your wonderful hospitality here in Brisbane and for spoiling our kids a bit. Getting a boomernag in Australia does not only mean we need to come back here again. It is for me a nice reminder to return good as well.

Opublikowano Australia, English | Otagowano , | Dodaj komentarz

Na samym dnie

16.11.2011

Listopad to mój najmniej ulubiony miesiąc w Polsce. Chodzi oczywiście o przygnębiającą pogodę. Dla kontrastu listopad w Australii jest przepiękny. Jest tu teraz wiosna i wszystko pięknie kwitnie. Woda w Morzu Tasmańskim i Koralowym jest jeszcze dość chłodna.

IMG_4288IMG_4303

 

Kąpiąc się trzeba być ostrożnym gdyż są tu dość silne prądy morskie. Poza tym w tutejszych wodach żyje nie tylko sporo rekinów ale też kilka innych stworzeń, które mogą się mocno człowiekowi dać we znaki jak np. “morskie osy”.

 

IMG_4172IMG_4174IMG_4378IMG_4026

 

Mimo to plaże pełne są surferów oraz cieszących się tutaj dużym szacunkiem ratowników wodnych. Nie wiem ilu ludzi tonie co roku w Australii, ale pewnie jest to nie mała liczba. W takich okolicznościach zginął m.in. jeden z premierów Australii w 1967. Harold Holt szedł sobie pewnego dnia, niedaleko Melbourne, plażą. W pewnym momencie postanowił się trochę pokąpać i zaginął. Niesamowite! Z tego co mi wiadomo, jego ciała nigdy nie odnaleziono. Historia ta wydaje się bardzo dziwna, jak wiele rzeczy w Australii. Po Antarktydzie i Arktyce jest to najbardziej nieprzystępny do życia kontynent na świecie. Jest tu bardzo sucho, płasko a większość kraju to bezkresne pustynie. Na tzw. wybrzeżu bumerangowym, od Adelaide aż po Brisbane, dokąd właśnie dotarliśmy mieszka ponad 80% ludności krainy kangurów, mimo, że stanowi to około 5% powierzchni kraju. Osobliwości Australii dotyczą wielu dziedzin życia, o których będziemy pewnie jeszcze nie raz pisać.

Sama historia odkrycia Australii jest dość tajemnicza. Holenderski podróżnik, Abel Tasman, w połowie XVII w szukając mitycznej południowej krainy minął krainę kangurów od jej południa. Po drodze odkrył stosunkowo niewielką wyspę Tasmanię (nazwaną tak na jego cześć) oraz znajdującą się znacznie dalej na wschód Nową Zelandię. Przy okazji tej wyprawy odkrył też wyspy Fidżi. W drodze powrotnej znowu “otarł” się  o Australię, mijając ją od strony północnej.

map_tasman_voyag164_colour

Trasa Abela Tasmana

 

Dopiero ponad 100 lat później dokonało się oficjalne odkrycie Australii. W kwietniu 1770 słynny odkrywca i żeglarz, James Cook, wpłynął wraz ze swoją załoga do zatoki, którą nazwano Botany Bay. Co ciekawe, dziś w Botany Bay znajduje się międzynarodowe lotnisko w Sydney oraz port. Można powiedzieć, że miliony osób przybywających do Australii właśnie tutaj mają okazję odkrywać ten zagadkowy kontynent w tym samym miejscu co James Cook..

Naszą podróż po Australii zaczęliśmy od jej samego “dna”, czyli Melbourne. Po Melbourne przyszła pora na Sydney. Trzeba przyznać, że oba miasta, jak na wielkie metropolie, mają sporo uroku. Ania stwierdziła nawet, że w obu mogłaby mieszkać, co mówi bardzo rzadko o innych miejscach. Nie ma wiele miejsc na świecie, gdzie do pracy wiele ludzi dojeżdża promem a popołudniu lub w przerwie na lunch można sobie pożeglować.

IMG_4116IMG_4319IMG_4321IMG_4209IMG_4211IMG_4310IMG_4219IMG_4255IMG_3930IMG_3942IMG_3947IMG_3954IMG_3957IMG_3959IMG_3965

Objeżdżając samotnie Australię 6 lat temu postanowiłem, że kiedyś przywiozę tu całą rodzinę. Mimo, że jest to tak nieprzystępne do życia miejsce jest w nim jakiś magnetyzm. Może to wiecznie świecące słońce? Może wyluzowani ludzie?

A propos nieprzystępności tego kontynentu żyje tutaj dziesięć najbardziej jadowitych węży na świecie. To samo dotyczy pająków. Na co dzień Australijczycy nie bardzo się tym przejmują. Tak czy inaczej, trzeba mieć oczy szeroko otwarte i być ostrożnym. Nawet leniwie wylegujący się kangur w poczuciu zagrożenia może człowieka nieźle poranić swoimi ostrymi pazurami.

IMG_4000

Przed nami jeszcze tysiące kilometrów podróży, w tym jazda przez słynny outback z Ayers Rock do Darwin dokąd planujemy dotrzeć w okolicach Nowego Roku.

Pozostańcie z nami.

 

Video:

Kangury na polu golfowym_video

Zajęcia wodne w Manly, Sydney_video

Homeschooling w różnych warunkach_video

Spotersi w Sydney_video

Obiad na parkingu_video

Bolesna przynęta_video

Sto lat Aniusia_video

Opublikowano Australia, Polish | Otagowano , , | 2 Komentarze

Down under

16.11.2011

 

November is my least favorite month in Poland. It is about the ugly weather. In contrast that same month in Australia is just beautiful. It is spring here now and everything is in full bloom. The water in the Tasman and Coral Sea is still pretty cold.

IMG_4288_thumb[2]IMG_4303_thumb[1]

 

While swimming in Australia one has to be quite careful because of strong rip currents. Besides the local waters are infested with sharks and a few other creatures which can be quite hazardous like box jellyfish aka as “sea wasps”.

 

IMG_4172_thumb[1]IMG_4174_thumb[1]IMG_4378_thumb[2]IMG_4026_thumb[2]

 

Despite that the beaches are full of surfers and highly respected here life savers. I do not know how many people drown in Australia every year, but the number must be quite high. In 1967 the then Australian Prime Minister, Harold Holt, died in such a way himself. One day he was just strolling along a beach near Melbourne and decided to take a plunge in the sea … and disappeared. To my knowledge his body has never been found. Incredible! That story is strange indeed like many other things in OZ. After Antarctica and Arctica this is the most unhospitable continent in the world. It is very dry, flat and covered mostly with vast deserts. Over 80% of Australian population lives on the boomerang coast from Adelaide to Brisbane where we have just arrived. This is barely 5% of the whole territory. Australia features a lot of peculiarities that we will write more about in our future posts.

The story of its discovery is quite mysterious. A Dutch explorer, Abel Tasman, sailed the southern seas in mid XVII in search of the mythical land passing it from the south side. Sailing east he found a relatively small island of Tasmania (eventually named after him) and New Zealand much further east. As part of the expedition he also discovered the islands of Fiji. On the way back home he again missed Australia passing it this time on the north side.

map_tasman_voyag164_colour_thumb[2]

Abel Tasman route

The official discovery of Australia was delayed by another 100 years. In April of 1770 another famous explorer, James Cook, entered with his crew a bay named soon Botany Bay. Interestingly, today Botany Bay (I like that rhyme Uśmiech) is the home of Sydney International Airport as well as the Sydney port. Due to such a location millions of first-time travelleres to Australia arriving in Botany Bay can discover this interesting continent right at the same spot as James Cook.

We began our Australian journey from its very bottom, i.e. Melbourne, followed by Sydney. We must admit that both cities have a lot of charm to them despite being big metropolis. Ania even said she could live in either one, a statement rarely heard from her about other places. After all, there are not many cities in the world where you can commute to work by ferry or go sailing during a lunch break or in the afternoon.

IMG_4116_thumb[2]IMG_4319_thumb[1]IMG_4321_thumb[2]IMG_4209_thumb[1]IMG_4211_thumb[1]IMG_4310_thumb[2]IMG_4219_thumb[2]IMG_4255_thumb[2]IMG_3930_thumb[1]IMG_3942_thumb[2]IMG_3947_thumb[3]IMG_3954_thumb[2]IMG_3957_thumb[1]IMG_3959_thumb[2]IMG_3965_thumb[2]

During my lonely travels around Australia 6 years ago I decided to bring my family here one day. Though it is such an accessible place to live there is something magnetic about OZ. Maybe it is the eternal sunshine? Maybe it is about laid back Aussies?

Speaking about inaccessibility of Australia, 10 most poisonous snakes in the world live just here. Same with spiders. The locals are not so worried about it, yet you need to be careful and keep your eyes wide open. Even lazily grazing kangaroos, when feeling threatened, can hurt a man seriously with their sharp claws.

IMG_4000_thumb[2]

We still have thousands of kilometers ahead of us including the famous outback between Alice Springs and Darwin, where we expect to be around New Year’s Eve.

Stay tuned.

 

Video:

Kangaroos on a golf course_video

Aquatic activities in Manly, Sydney_video

Homeschooling in different conditions_video

Spotters in Sydney_video

Lunch in a parking lot_video

Painful bait_video

Sto lat Aniusia_video

Opublikowano Australia, English | Otagowano , , | Dodaj komentarz

My cyganie

18.11.2011

 

Ostatnio umawiając się ze znajomym Australijczykiem z Sydney na spotkanie ubawiło mnie jego pytanie: “w którym hotelu się zatrzymujecie” Uśmiech. Komuś, kto nie przeżył sam długiej tułaczki po świecie ze swoją rodziną trudno sobie wyobrazić rozmaite wyzwania z tym związane.  Gdy rozmawiamy przez Skype z naszą rodziną w Polsce i znajomymi w świecie, generalnie nikt nie dopytuje o to, w jakich warunkach żyjemy. O, jesteście na Fidżi – cudownie. O, teraz jesteście w Australii w Sydney – jak fajnie, itd. Na naszym blogu też rzadko o tym piszemy, dzieląc się raczej naszymi obserwacjami świata. Do tego wpisu zachęcił mnie jeszcze jeden komentarz, który ostatnio usłyszałem od nowego przyjaciela z Melbourne. Patrząc na nas powiedział on o sobie: “I am not a camping type” (“nie jestem stworzony do campingu”). Słysząc to, sami zadaliśmy sobie to pytanie: “czy my jesteśmy stworzeni do campingu, do robienia codziennych przepierek, częstych zakupów spożywczych, do edukacji domowej naszych dzieci, szukania najtańszych noclegów, wynajmu , samochodów, jedzenia itd ?”. Będąc w Polsce nasze życie wygląda trochę inaczej.

Jedna z rzeczy, na które trzeba być zdecydowanie gotowym, udając się na rodzinny sabbatical, to niewygody i dyscyplina w wydawaniu pieniędzy. Żyjąc w Polsce niczego sobie nie musieliśmy sobie niczego odmawiać. Teraz, na przykład, rzadko bywamy w restauracjach – jeśli już to tych tańszych. Nota bene idealne są pizzerie. Wszędzie na świecie w ramach jedzenia na mieście pizza jest naszym zdecydowanym numer 1. Jest tanio, dużo i wszystkim smakuje.

IMG_4120

Inna niedogodność to spanie. Około trzy miesiące z dziewięciu, które minęły, spędziliśmy śpiąc pod namiotem.  Byłoby pewnie tego więcej gdyby nie gościnność kilku osób, których grono stale się powiększa. Ostatnio dołączyli do niego Paul i Robin z Melbourne. Za kilka dni będziemy gościć u polskiej rodziny, Witka i Grażynki, w Brisbane. Co innego jeśli jedzie się pod namiot  na dwu-tygodniowe wakacje, a co innego jeśli są to miesiące. Mimo, że staramy się pobyć trochę dłużej w kilku miejscach na świecie, liczba adresów i campingów, pod którymi się zatrzymywaliśmy jest już imponująca.

Czujemy się jak cyganie wędrujący ze swoim taborem. Decydując się na taką wyprawę mieliśmy tego wszystkiego dość dobre wyobrażenie. Liczyliśmy jednak na to, że  korzyści zrekompensują nam te wszystkie niewygody. Tak jest też w istocie. Pojawił się jednak jeszcze jeden pozytyw. Żyjąc na walizkach, żyjemy bliżej ziemi, bliżej prawdziwego życia. Jesteśmy też bardziej świadomi i wrażliwi na to, jak żyją ludzie, którym się gorzej powodzi. Nasze dzieci, które na szczęście nigdy nie były szczególnie rozpieszczane materialnie, też poznają rozmaite odcienie życia i bardziej doceniają to, co mają.

Docierając na nasz kolejny camping w Sydney w upalny dzień byliśmy zdegustowani brudem jaki panuje tu w kuchni i na tzw. świetlicy. Przygnebiający widokiem jest też to, że większość jego mieszkańców, to długookresowi rezydenci, którzy z różnych powodów utracili swoje domy i zmuszeni są tak mieszkać w oczekiwaniu na lepsze jutro.  Jak to jednak często bywa, wśród takiej mizerii spotyka się niezwykłych ludzi. Nasi sąsiedzi na campingu, Tom i Debbie, mieszkają tu już 17 miesięcy!! Mają do dyspozycji rozpadającą się przyczepę campingową połączoną z dużym namiotem. Mają też parkę psów, którym 7 tygodni temu urodziło się 7 małych szczeniąt. Choć widać, że życie ich nie oszczędzało oboje mają tyle ciepła i radości w sobie. Nasze dzieci, a szczególnie Aniusia, są w siódmym niebie bawiąc się z pieskami. Coś się dużo tu tych siódemek porobiło Uśmiech. Jutro są małej Ani urodziny i Debbie chciała dać jej w prezencie jednego z siódemki piesków, które planują sprzedać. Niezwykłe!  Ponieważ jeszcze wiele tysięcy kilometrów podróży przed nami niestety nie będziemy mogli wziąć dodatkowego pasażera.  Życzeniem naszych dzieci już od wielu miesięcy jest to, aby po powrocie do domu, prosto z lotniska pojechać do schroniska dla zwierząt i tam zaadoptować jakiegoś bezdomnego psa, a może dwa.

 

IMG_4057IMG_4065IMG_4071IMG_4086IMG_4087IMG_4090IMG_4091

Opublikowano Australia, Polish | Otagowano , | 3 Komentarze

We, the gypsies

18.11.2011

 

I had a good laugh recently talking on the phone to an Australian friend of mine from Sydney. When were making arrangments to meet he asked: “which hotel are staying in Sydney?” Uśmiech. To those who have not been vagabonding around the world with their families it is hard to imagine the challenges related with it. When we talk over Skype with our family and friends around the world we rarely get asked about the conditions we live in. “Oh, you are in Fiji – splendid! And now you are in Sydney, Australia – how nice,” etc. Hardly ever we mention our travel hardships on our blog, sharing rather our observations of the world. I was encouraged to write this post by one more comment I heard the other day made by a new friend in Melbourne. Looking at us he said: “I am not a camping type”. Hearing this we asked ourselves: “are we camping types ourselves, are we made to do daily hand cloths washing, grocieries, homeschooling our kids, searching for cheap accommodation, travel and food etc?”. Back in Poland our life looked a bit different.

One of the things you need to be prepared for going on a family sabbatical are the discomforts and discipline in spending money. Living in Poland we did not have to be so thrifty. Now, for example, we hardly ever visit restaurants. When we do, these are cheap eateries. BTW, pizzerias are just the best. Everywhere you go in the world pizza is the best value for money food you can get. It is cheap, abundant and tasty. Definitely our #1 eating out food.

 

IMG_4120_thumb[2]

 

Another type of discomfort is sleeping. About three months out of nine we have behind us, we camped. It would have been longer if it was not for the hospitality of a group of people, which is still getting bigger. Paul and Robin from Melbourne recently joined our hosts club. Soon we will visit a Polish family, Witek and Grazyna, in Brisbane. It is a different thing to go on a two-week camping vacation than spending months in such a way. Though we attempt to stay longer at selected places, the number of addresses and campgrounds we have already stayed at is quite high.

We feel like gypsies vagabonding wiith their cavalcade. Our expectations of the travelling hardships have proved to be ouite accurate. We counted that the benefits would outweigh the drawbacks. And this indeed is the case. Unexpectedly we have found one more benefit embedded in those travel challenges. Living like this we feel much more down to earth, both figuratively and literally. We feel more aware and sensitive to how other, less fortunate people, live. Our kids, who luckily have never been materialistically spoiled, also get familiar with different shades of life and appreciate what they got.

Arriving at our next campground in Sydney on a hot day we were disgusted with how filthy the kitchen and communal area was. An equally depressing picture was the fact that vast majority of its inhabitants are long-timers here. Many of them have been forced to live here having lost their houses, families etc. As is often the case, you can see some bright spots in such places. Our neighbors, Tom and Debbi, have been living in the campground for quite some time now ! They have an old campervan and a tent attached to it. They also have a couple of dogs who 7 weeks ago had 7 beautiful puppies.  Despite that they have a lot of warmth and joy of life. Our kids, little Ania in particular, are ecstatic playing with the dogs. It is Ania’s birthday tomorrow and Debbie offered one of the puppies they intend to sell, for Ania as her birthday present. That is amazing! Since we still have thousands of kilometers to cover unfortunately we cannot take any more passangers along. It has been ours kids wish for months now to go, after going back home getting straight from the airport to an animal shelter to adopt a dog or two.

 

IMG_4057_thumb[1]IMG_4065_thumb[1]IMG_4071_thumb[2]IMG_4086_thumb[2]IMG_4087_thumb[1]IMG_4090_thumb[2]IMG_4091_thumb[2]

Opublikowano Australia, English | Otagowano , | 1 komentarz

Taumatawhakatangihangakoauauotamateapokaiwhenuakitanatahu

11.11.11

 

Choć jesteśmy już prawie tydzień w Australii cały czas mamy żywe wspomnienia z Nowej Zelandii. Trzeba przyznać, że dzięki Bogu mieliśmy tam dość dobrą pogodę zwarzywszy na to, że tu, na półkuli pd, wiosna. Najlepsza pora na odwiedzenie NZ to jednak styczeń i luty. W czasie naszego pobytu w krainie kiwi zadziwiło nas wiele rzeczy.

Zacznę od długich nazw niektórych miejsc, jak ta z tytułu tego wpisu. Mająca 85 liter nazwa została wpisana do Księgi Rekordów Guinness jako jedna z najdłuższych nazw miejsc na świecie. Oznacza on w tłumaczeniu mniej więcej “góra, na której Tuamata, człowiek z dużymi kolanami, wspinacz górski, połykacz ziemi, który przemierzył jej bezkresne tereny, grał na nosowym flecie dla swojej ukochanej”.

350px-New_Zealand_0577

Wygląda na to, że do tłumaczenia tej nazwy na polski  potrzeba było jeszcze więcej liter Uśmiech.

Inna rzecz, która nas zdziwiła to chodzenie boso przez wielu dzieci. Gdy pytaliśmy Ian’a o to, mówił, że sam w młodych latach też chodził często boso. Dla kontrastu wiele koni na polach nosi specjalne nakrycie.

W Nowej Zelandii jest też dużo śmiesznych, czasem dziwnych znaków drogowych. Mój ulubiony to znak ograniczenia prędkości do 100 km/h tuż przed skrzyżowaniem. Sympatyczne są też znaki ostrzegające przed zwierzętami mieszkającymi w okolicy, jak kiwi czy pingwiny. Czasem znaki wyglądają tak, jak gdyby ktoś zrobił sobie z nich tarczę strzelniczą. Poza tym sporo tu informacji ostrzegających o kradzieżach, na parkingach, stacjach benzynowych itp. Podobno jest to spory problem. Na szczęście sami tego nie doświadczyliśmy.

IMG_2516IMG_3782

IMG_3434_thumb2

IMG_3583_thumbIMG_3280

 

Ciekawe jest typowe powitanie maoryjskie, tzw. hongi, polegające na dotknięciu się czołem i nosem (patrz zdjęcie poniżej).

IMG_3347_thumb2

Jest ono typowe na tradycyjnych spotkania i uroczystościach maoryjskich. Jest ono odpowiednikiem uścisku dłoni w kulturze zachodniej. W hongi dochodzi do wymiany ha, czyli tzw. oddechu życia.

Mówiąc o kulturze maoryjskiej dużo w niej elementów wojowniczych takich jak wyzywające wytykanie języka czy też wytrzeszczanie oczu w celu wystraszenia przeciwnika. Typowym tego przykładem jest taniec wojenny haka. Aby zobaczyć to wszystko, i nie tylko, na żywo, polecamy wioskę termalną o oczywiście odpowiednio długiej nazwie Tewhakarewarewatangaoteopetauaawahiao, niedaleko miasta Rotorua. Spróbujcie to powiedzieć za jednym razem. Dla ułatwienia zbitkę liter WH czytamy jak F.

 

IMG_2855IMG_2867

Maoryjskie śpiewy_video

Kąpiel wulkaniczna_video

 

Innego osobliwego zjawiska przyrodniczego doświadczyliśmy na Hot Water Beach (plaży gorącej wody). W trakcie odpływu na tej plaży po wykopaniu (łopatą lub, w wersji nisko-budżetowej, połówką plastikowej butelki) niewielkiej dziury w piasku zaczyna zbierać się w niej bardzo gorąca woda, ok. 60 C. Gdy tam dotarliśmy znaleźliśmy akurat wolne “spa”. Woda niestety tak parzyła, że trzeba było ją trochę schłodzić wodą oceaniczną a “jacuzzi” trochę spłycić Uśmiech.

IMG_3212_thumb1IMG_3218_thumb2

 

Hot Water Beach_video

 

Generalnie polecamy bardzo odwiedzenie Nowej Zelandii, szczególnie tym, którzy chcą przebywać na łonie natury i nie straszny im camping. Niewiele jest miejsca na świecie, gdzie można zobaczyć dziko żyjące pingwiny, kiwi, oraz rzeki i plaże z gorącą wodą. Trzeba też pamiętać o tym, że jest to dość drogi kraj do życia. Z drugiej strony  po tygodniu spędzonym w Australii okazuje się, że w krainie kangurów jest jeszcze drożej. Sześć lat temu ceny były tu jeszcze przyzwoite.

Niech żyje Polska i nasze tanie jedzenie! Ale co z tym drożejącym paliwem ???

 

Skoki na bungy_video

 

IMG_3675IMG_3691

 

PS Coś czuję, że wrócę tu jeszcze aby zaliczyć dość ciekawie brzmiące i trudne zawody sportowe, przypominające trochę Ironmana, o nazwie Coast to Coast (od wybrzeża Morza Tasmańskiego do wybrzeża Pacyfiku). Podobieństwo do triatlonu jest spore z tą różnicą, że zamiast pływania jest kajakarstwo i to pod koniec a nie na początku i jest aż 5 a nie 2 zmiany. Wygląda to tak:

1) 3 km biegu
2) 55 km na rowerze z ostrymi podjazdami
3) 33 km biegu m.in. przez Kozią Przełęcz (Goat Pass); sama nazwa już sugeruje, że nie jest to spacerek
4) 15 km na rowerze
5) 67 km płynięcia kajakiem
6) 70 km na rowerze.

W sumie 243 km przez Alpy Południowe w poprzek wyspy południowej z Kumara do Christchurch.

Opublikowano Australia, New Zealand, Polish | Otagowano , , | 1 komentarz

Taumatawhakatangihangakoauauotamateapokaiwhenuakitanatahu

11.11.11

 

Though we have been to Australia for almost a week now our memories of New Zealand are still vivid. Thank God we had a good weather there despite spring time in the Southern Hemisphere. The best time to visit NZ is in January or February. During our visit to kiwi land we were bewildered by a couple of things.

Let me start with long names of some places such as the one from the title of this post. This 85-letter name has been captuered in the Guiness World Records as one of the longest names in the world. It roughly translates as „The summit where Tamatea, the man with the big knees, the climber of mountains, the land-swallower who travelled about, played his nose flute to his loved one”.

 

350px-New_Zealand_0577_thumb[1]

It turns out Maori language is more concise than English Uśmiech.

We were also surprised to see quite a few children walking barefoot here. When we asked Ian about that, he confirmed that in his childhood he too would often walk shoeless. In contrast, many horses in the fields wear special protective covers.

In New Zealand there many funny looking road signs. My favorite one is the 100 km/h speed limit sign often placed just before an intersection. We also found amusing the signs warning us of unusual animals crossing the street such as kiwis or penguins.  Other signs looked like shooting targets. Besides there are several signs here warning about theft in the parking lots, gas stations etc. Apparently it is a huge problem in NZ. We were fortunate not to experience any of it ourselves.

 

IMG_2516_thumb[2]IMG_3782_thumb[2]

IMG_3434_thumb2_thumb[2]

IMG_3583_thumb_thumb[2]IMG_3280_thumb[2]

 

Another interesting local tradition is a typical Maori greeting, so-called hongi. It is performed by touching the foreheads and noses by two people greeting each other (see picture below).

 

IMG_3347_thumb2_thumb

 

It is commonly seen at Maori meetings and celebrations and is equivalent to a handshake in the western world. In hongi the breath of life, i.e. ha, is exchanged and intermingled.

Speaking about Maori culture it is full of warrior-like behaviors such as poking out of the tongue and showing the whites of the eyes to intimidate. A typical example of this a war dance haka. To see it life and many other things we recommend visiting a thermal village near Rotura under the appropraitely long name Tewhakarewarewatangaoteopetauaawahiao. Just say it out loud in one go. To make it a bit easier WH is prounanced as F.

 

IMG_2855_thumb[2]IMG_2867_thumb[1]

Maori singing_video

Volcanic bath_video

Another unique phenomenon we experienced in NZ was at the Hot Water Beach. If you decide to visit this place  make sure to be there during low tide. After getting there dig out a small hole in the beach (using a spade or, in a shoestring budget version, a plastic bottle cut in half, not to burn your fingers). Once you start digging the hole starts filling up with scalding water, ca. 60 C. When we got there we found one free “spa” waiting for us. The water inside was so hot we had to cool it down with ocean water and make the “jacuzzi” a bit shallower Uśmiech.

 

IMG_3212_thumb1_thumbIMG_3218_thumb2_thumb

 

Hot Water Beach_video

 

All in all we highly recommend New Zealand to those who want to be exposed to its blissful nature and are not afraid of camping. There are not many places in the world where you can see wild penguins, kiwis  or rivers and beaches with hot water. Mind though that it is an expensive place to live. On the other hand, after a week spent Down Under, the kangaroo land looks even pricier. Too bad. Six years ago it was still reasonable.

Long live Poland and our cheap food!

 

 

Bungy jumping_video

 

IMG_3675_thumb[2]IMG_3691_thumb[2]

 

PS I have a feeling I will want to return to NZ to do an exciting race here called Coast to Coast, somewhat similar to an Ironman triathlon. The only difference is that instead of swimming it includes kayaking. It also has as many as 5 transitions (not 2) and goes like this:

1) 3 km run
2) 55 km steep bike climbing
3) 33 km steep run including Goat Pass
4) 15 km bike
5) 67 km kayak
6) 70 km bike

In total it is 243 km across the South Island through the Southern Alps from the Tasman Sea near Kumara to Christchurch on the Pacific.

Opublikowano Australia, English, New Zealand | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Zapachy miłości

Można czytać wiele książek na temat motywacji, osiągania celów, szczęśliwego życia, ale często to nie pomaga. By poczuć tę przyjemną energię do robienia czegoś dla innych, ofiarując swój własny, cenny czas, trzeba tego po prostu doświadczyć.

Sama się dziwię, co piszę. Mój czas nabrał innego znaczenia. Stał się cenny! To ja decyduję na, co chcę go przeznaczyć. Nie mam już poczucia, że ciągnę za sobą jakiś ciężki wóz, zwany życiem (dwoje małych dzieci, mąż, praca, dom i moje potrzeby tradycyjnie na końcu listy).

Co mnie motywuje, żeby tyle piec i gotować w każdej kuchni, w której dostaję przyzwolenie na swoje szaleństwa? Nigdy nie miałam aspiracji by zostać KURĄ DOMOWĄ! W dodatku ta praca sprawia mi dziecięcą radość jak nigdy dotąd!

Szczególnie doświadczałam tego u domu Iana (Nowa Zelandia), który tworzył wokół nas niezwykłą aurę, a przy okazji nie bardzo lubił przebywać w kuchni. Tam każdy dzień i każdy posiłek był wyjątkowy. Były owoce morza (specjalność Wojtka), polskie mielone, bigos, hinduskie roti, a także wspaniałe mafinki o różnych smakach i ciasto bananowe. Na samą już myśl ślinka cieknie :). Każdego dnia, w każdym kącie domu czuć było ten unikalny zapach, zapach miłości! No i oczywiście uśmiechnięte buzie dzieci, Wojtka i domowników, które zachęcały do wysiłku. Dla przypomnienia kilka wspomnień:

IMG_2636IMG_2640

IMG_2633IMG_2616

A więc co mnie motywuje? Na pewno doceniam warunki, w których mogę przygotowywać posiłki. To, co w domu w Polsce było oczywiste, w tej podróży nie jest. Nie mam swojej kuchni i ulubionych sprzętów. Dla wielu ludzi na świecie moja kuchnia byłaby rajem i luksusem. Czasami warunki  w podróży są bardzo trudne, zwłaszcza, kiedy trzeba gotować na ziemi, a potem jeść na macie lub w namiocie. Doceniam również to, co jemy. Nie wszystko wszędzie można kupić. Ceny świeżego mięsa na Fidżi powodują, że ludzie praktycznie go nie jedzą. To samo dotyczy świeżego mleka. Dzieci go nie piją, bo nie ma go w sklepach, a to w kartonie jest bardzo drogie. Ceny wędlin i serów często są kosmiczne, więc każdy kęs smakuje doskonale. I jeszcze jedno. Wdzięczność mojej rodziny, magiczne słowo dziękuję za wszystko, co dla nich przygotuję, sprawia, że mi się chce.

Nasza kuchnia pod namiotem w NZ.

IMG_2412IMG_0968

Wracając do KURY DOMOWEJ. Jej rola jest dziś mocno niedoceniona. Przecież to Ona wije gniazdo, ozdabia je, wygrzewa pisklęta, uczy, napełnia miłością, karmi, pociesza, dba o wygląd nasz i naszego domu. Podróżując po świecie widziałam wiele rodzin w rozsypce i rodziców, którzy nie mają pojęcia, co zrobić ze swoimi dziećmi. Ale to już inny temat. Może jeszcze kiedyś do niego wrócę.

A zatem, zapach miłości możne wyraźnie poczuć, kiedy wokół jest dobra energia, troska, uśmiech i wdzięczność. Tolerancja dla siebie i innych nawzajem. W naszym domu pachnie jak nigdy dotąd!

p.s. Ciepło pozdrawiam wszystkie KURKI. Wykonujemy jedną z najmniej cenionych i jednocześnie najważnych prac na świecie!

Opublikowano Fiji, New Zealand, Polish, Pura Vida | 7 Komentarzy

Skojarzenia

3.11.11

 

Gdy wraca się z ciekawej podróży bardzo często słyszy się pytania o wrażenia. Opuszczając każdy z krajów i regionów świata sami sobie często zadajemy to pytanie: “ Jakie jest Twoje skojarzenie … w tym przypadku z Nową Zelandią”.

Wśród słów-haseł, które pojawiły się w naszej rodzinie w trakcie wycieczki po górach Marlborough Sound były m.in. takie:

– wielkie pastwisko

– kraj na drzewie

– kraina mlekiem i miodem płynąca

– uspokajająca przyroda

 

Wielkie pastwisko

IMG_3344

Przed przybyciem osadników obszar Nowej Zelandii był praktycznie cały porośnięty lasami. Dziś ich powierzchnia jest zaskakująca mała, mniejsza niż w Polsce. Zdecydowaną większość powierzchni stanowią tu pastwiska.  Ciągną się one nieprzerwanie od północy aż po samo południe. Pofałdowany teren, intensywna zieleń i krótko przystrzyżona trawa pozostawiają malownicze wrażenie. Ta krótka trawa to zasługa głównie milionów owiec, które się pasą wszędzie, nawet przy lotnisku w Christchurch. Teraz, kiedy jest wiosna na półkuli południowej widać dużo młodych owieczek trzymających się blisko swoich mam. Kiedyś na jednego  mieszkańca przypadało tu ponad 20 owiec. Przy 4 milionach mieszkańców była to liczba olbrzymia. Dziś pogłowie jest nieco mniejsze. Pastwiska i owce wydają się nieodłącznym elementem krajobrazu. Trzeba jednak pamiętać, że owce jak większość tu występujących ssaków lądowych to gatunki napływowe. Jedynym rdzennym ssakiem lądowym NZ są dwa rodzaje nietoperzy.

IMG_2464

Poza owcami pełno tu też krów, koni, bydła oraz sporadycznie pojawiających się innych osobliwych zwierząt jak alpaca. To zwierzę do złudzenia przypomina lamę. Patrząc z bliska wygląda raczej jak skrzyżowanie lamy i owcy Uśmiech.

IMG_3301

IMG_3554

IMG_2745

IMG_2726

 

Karmienie owiec_video

Strzyżenie owiec_video

 

Kraj na drzewie

To skojarzenie małej Ani. Poza wspomnianą już obfitością soczystej trawy są tutaj piękne lasy pierwotne, czyli rosnące bez ingerencji człowieka przez tysiące lat. Do tego wszystkiego dochodzi bujna roślinność. Obok drzew najbardziej powszechną rośliną tutejszą jest flax z rodziny lnu. Jest to krzew podobny łudząco do juki.  Ania twierdzi, że ta sama roślina w wersji mini w Polsce, też w naszym ogrodzie, określana jest właśnie jako juka. Liście jej są wykorzystywane m.in. w rękodzielnictwie maoryjskim, produkcji oleju czy papieru.

 

IMG_3494

IMG_3404IMG_2901IMG_2902IMG_2904

 

Kraina mlekiem i miodem płynąca

Na bezkresnych pastwiskach NZ pasie się też tu wiele krów. Dzięki temu Nowa Zelandia, należy obok Polski, do największych producentów mleka na świecie. W przeciwieństwie do Polski jest ono tutaj niezwykle drogie, około PLN 5 za litr (USD 1,75). Podobno to zasługa monopolistycznej pozycji lokalnej firmy Frontera.

Liczne łąki, sady i dziko rosnące kwiaty oraz łagodny klimat tworząc doskonałe warunki dla produkcji miodu. Jego gatunki mają bardzo lokalny charakter. Moim ulubionym jest miód z kwiatu manuka, zwanego też drzewem herbacianym. Właściwości bakteriobójcze i antyseptyczne tego miodu są wielokrotnie wyższe od pozostałych rodzajów miodów.

IMG_3174

Ulubionym miodem nowozelandzkim dziewczyn z kolei jest miód z kwiatów Blue Borage, o bardzo delikatnym słodko-ziołowym smaku. Te fioletowo-różowe kwiaty można często spotkać na wyspie południowej NZ.

 

Manuka  blue borage 

Kwiaty Manuka i Blue Borage

 

Przy okazji polecamy produkty miodowe miejscowej marki Arataki oraz ich centrum edukacyjne niedaleko Napier. Można się tam dowiedzieć i zobaczyć wiele fascynujących rzeczy dotyczących pszczelarstwa. Jaka szkoda, że w Polsce, słynącej z produkcji wspaniałych miodów nie ma takiego centrum edukacyjnego.

IMG_3309IMG_3312IMG_3315

 

Degustacja miodów Arataki_video

Poszukiwanie królowej Arataki_video

 

Uspokajająca przyroda

W przyrodzie NZ jest coś niezwykłego. Ziemia emanuje uspokajającą energią. Łagodny klimat i malownicze pejzaże często wywołują uczucie senności. To wszystko dopełniają dziko rosnąca roślinność i zwierzęta, które można spotkać tylko tutaj. Przy okazji czarne łabędzie istnieją naprawdę. Zresztą sami zobaczcie.

 

Toaleta pingwinów żóltookich_video

Kolonia fok kekeno_video

Pingwin chodzący po plaży_video

Ślizgawka na Antarktydzie_video

Śniadanie z czarnym łabędziem_video

Suszenie brezentu_video

Śniadanie z nielotem_video

Opublikowano New Zealand, Polish | Otagowano , | Dodaj komentarz