Taumatawhakatangihangakoauauotamateapokaiwhenuakitanatahu

11.11.11

 

Choć jesteśmy już prawie tydzień w Australii cały czas mamy żywe wspomnienia z Nowej Zelandii. Trzeba przyznać, że dzięki Bogu mieliśmy tam dość dobrą pogodę zwarzywszy na to, że tu, na półkuli pd, wiosna. Najlepsza pora na odwiedzenie NZ to jednak styczeń i luty. W czasie naszego pobytu w krainie kiwi zadziwiło nas wiele rzeczy.

Zacznę od długich nazw niektórych miejsc, jak ta z tytułu tego wpisu. Mająca 85 liter nazwa została wpisana do Księgi Rekordów Guinness jako jedna z najdłuższych nazw miejsc na świecie. Oznacza on w tłumaczeniu mniej więcej “góra, na której Tuamata, człowiek z dużymi kolanami, wspinacz górski, połykacz ziemi, który przemierzył jej bezkresne tereny, grał na nosowym flecie dla swojej ukochanej”.

350px-New_Zealand_0577

Wygląda na to, że do tłumaczenia tej nazwy na polski  potrzeba było jeszcze więcej liter Uśmiech.

Inna rzecz, która nas zdziwiła to chodzenie boso przez wielu dzieci. Gdy pytaliśmy Ian’a o to, mówił, że sam w młodych latach też chodził często boso. Dla kontrastu wiele koni na polach nosi specjalne nakrycie.

W Nowej Zelandii jest też dużo śmiesznych, czasem dziwnych znaków drogowych. Mój ulubiony to znak ograniczenia prędkości do 100 km/h tuż przed skrzyżowaniem. Sympatyczne są też znaki ostrzegające przed zwierzętami mieszkającymi w okolicy, jak kiwi czy pingwiny. Czasem znaki wyglądają tak, jak gdyby ktoś zrobił sobie z nich tarczę strzelniczą. Poza tym sporo tu informacji ostrzegających o kradzieżach, na parkingach, stacjach benzynowych itp. Podobno jest to spory problem. Na szczęście sami tego nie doświadczyliśmy.

IMG_2516IMG_3782

IMG_3434_thumb2

IMG_3583_thumbIMG_3280

 

Ciekawe jest typowe powitanie maoryjskie, tzw. hongi, polegające na dotknięciu się czołem i nosem (patrz zdjęcie poniżej).

IMG_3347_thumb2

Jest ono typowe na tradycyjnych spotkania i uroczystościach maoryjskich. Jest ono odpowiednikiem uścisku dłoni w kulturze zachodniej. W hongi dochodzi do wymiany ha, czyli tzw. oddechu życia.

Mówiąc o kulturze maoryjskiej dużo w niej elementów wojowniczych takich jak wyzywające wytykanie języka czy też wytrzeszczanie oczu w celu wystraszenia przeciwnika. Typowym tego przykładem jest taniec wojenny haka. Aby zobaczyć to wszystko, i nie tylko, na żywo, polecamy wioskę termalną o oczywiście odpowiednio długiej nazwie Tewhakarewarewatangaoteopetauaawahiao, niedaleko miasta Rotorua. Spróbujcie to powiedzieć za jednym razem. Dla ułatwienia zbitkę liter WH czytamy jak F.

 

IMG_2855IMG_2867

Maoryjskie śpiewy_video

Kąpiel wulkaniczna_video

 

Innego osobliwego zjawiska przyrodniczego doświadczyliśmy na Hot Water Beach (plaży gorącej wody). W trakcie odpływu na tej plaży po wykopaniu (łopatą lub, w wersji nisko-budżetowej, połówką plastikowej butelki) niewielkiej dziury w piasku zaczyna zbierać się w niej bardzo gorąca woda, ok. 60 C. Gdy tam dotarliśmy znaleźliśmy akurat wolne “spa”. Woda niestety tak parzyła, że trzeba było ją trochę schłodzić wodą oceaniczną a “jacuzzi” trochę spłycić Uśmiech.

IMG_3212_thumb1IMG_3218_thumb2

 

Hot Water Beach_video

 

Generalnie polecamy bardzo odwiedzenie Nowej Zelandii, szczególnie tym, którzy chcą przebywać na łonie natury i nie straszny im camping. Niewiele jest miejsca na świecie, gdzie można zobaczyć dziko żyjące pingwiny, kiwi, oraz rzeki i plaże z gorącą wodą. Trzeba też pamiętać o tym, że jest to dość drogi kraj do życia. Z drugiej strony  po tygodniu spędzonym w Australii okazuje się, że w krainie kangurów jest jeszcze drożej. Sześć lat temu ceny były tu jeszcze przyzwoite.

Niech żyje Polska i nasze tanie jedzenie! Ale co z tym drożejącym paliwem ???

 

Skoki na bungy_video

 

IMG_3675IMG_3691

 

PS Coś czuję, że wrócę tu jeszcze aby zaliczyć dość ciekawie brzmiące i trudne zawody sportowe, przypominające trochę Ironmana, o nazwie Coast to Coast (od wybrzeża Morza Tasmańskiego do wybrzeża Pacyfiku). Podobieństwo do triatlonu jest spore z tą różnicą, że zamiast pływania jest kajakarstwo i to pod koniec a nie na początku i jest aż 5 a nie 2 zmiany. Wygląda to tak:

1) 3 km biegu
2) 55 km na rowerze z ostrymi podjazdami
3) 33 km biegu m.in. przez Kozią Przełęcz (Goat Pass); sama nazwa już sugeruje, że nie jest to spacerek
4) 15 km na rowerze
5) 67 km płynięcia kajakiem
6) 70 km na rowerze.

W sumie 243 km przez Alpy Południowe w poprzek wyspy południowej z Kumara do Christchurch.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Australia, New Zealand, Polish i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Taumatawhakatangihangakoauauotamateapokaiwhenuakitanatahu

  1. Agata pisze:

    Uwielbiam to zdjecie Was siedzacych w bajorku na plazy – szczescie na Waszych twarzach bezcenne!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s