Podpatrzone na ulicy

27.01.2012

IMG_5612_thumb4

Wietnam jest zupełnie inny niż wszystkie kraje, które do tej pory odwiedziliśmy. Czuć, że jesteśmy na innym kontynencie, żeby nie powiedzieć – na innej planecie.

Ulice w miastach są gwarne od świtu do nocy. Patrząc z wysokiego piętra hotelu widać mrowiska pełne poruszających się i pracujących ludzi. Ma się wrażenie, że miasto i jego mieszkańcy nigdy nie śpią.

W Wietnamie nie istnieje takie pojęcie jak „bezrobocie”. Ludzie nie mogą liczyć na żadną pomoc od państwa. Mogą jedynie liczyć na siebie, no i może na dzieci, które są zobowiązane zaopiekować się rodzicami na starość. Cóż więc pozostaje? Jeśli nie ma pracy w hotelu, fabryce, restauracji, trzeba ją stworzyć samemu. Pod tym względem Wietnamczycy są bardzo kreatywni.

Kobieta na ulicy piecze ciasteczka obok mężczyzna sprzedający okulary

IMG_5447_thumb2

Bardzo popularny przenośny sklepik (chipsy, owoce, orzeszki). Zwróćcie uwagę na doczepiony niebieski mini stołeczek w razie, gdyby pani gdzieś przystanęła na dłużej.

IMG_5463_thumb2

Bardzo popularne riksze. Niestety wielu życzy sobie za podwiezienie więcej niż taksówka.

IMG_5452_thumb2

Stoisko z owocami, sokami, shake –ami przyrządzanymi z lodem i dużą ilością słodkiego skondensowanego mleka. Pyszka!

IMG_5725_thumb2

Dla mnie sklep numer jeden! Przewoźne gospodarstwo domowe Uśmiech.

IMG_5778_thumb2

Generalnie życie tutaj toczy się na ulicy. Dosłownie, co kilkadziesiąt metrów kobiety sprzedają jedzenie w budkach lub prowadzą swoje małe restauracyjki, gdzie przy maleńkich stolikach (takich przedszkolnych) serwują sprawdzone potrawy. Ma się wrażenie, że większość miejscowych je poza domem. Towarzyszy temu uliczny gwar, spaliny, kurz, wysoka temperatura i zero lodówek. Jak do tej pory zawsze nam smakowało i nikt się nie rozchorował Uśmiech. Poniżej na zdjęciu pani w kapeluszu przygotowuje kandyzowane banany

 IMG_5829_thumb3

Zwróćcie uwagę na kapelusze pań. Poniżej będę o nich pisała

IMG_5741_thumb1

Wiele salonów fryzjerskich zwłaszcza męskich znajduje się na ulicy. Lustro wisi na przykład na murze lub ścianie budynku.

IMG_0227_thumb1

Prawdziwym hitem są tutaj motorynki. Jest to podstawowy środek transportu każdej rodziny. Za głowę można się złapać widząc, co Wietnamczycy na nich przewożą. Krótko mówiąc – wszystko! Począwszy od mebli, zaopatrzenia do sklepów, ogromnych donic z kwiatami, kilku świniaków, zarżniętej krowy do pięcioosobowej rodziny. Dzieci często jeżdżą bez kasków, a matki przewożą niemowlęta tuląc je w objęciach.

IMG_0224_thumb2IMG_0228_thumb2

Widok naszej czwórki na motorze był dość niezwykły. Ludzie co chwilę robili nam zdjęcia (jadąc motorem oczywiście)

IMG_5935_thumb2

Jak dotąd nie znalazłam żadnego przejścia dla pieszych ze światłami! Wojtek żartuje, że ruch tutaj musi być płynny i rzeczywiście tak jest! Przechodząc przez ulicę trzeba być w zwartej grupie i przemykać pomiędzy motorynkami i samochodami. Raczej nie zdarza się, żeby ktoś się zatrzymywał, co najwyżej kierowcy zwinnie omijają przechodniów. Popdpatrzona strategia to śmiało i do przodu Uśmiech.

Wietnamskie kobiety dbają o wygląd na swój sposób. Szczególnie chronią skórę przed słońcem. Kiedy na dworze 28C to dziewczyny na motorach w dżinsach, kurtkach (nawet puchowych), maseczkach na twarzy i rękawiczkach! Niektóre mają tak silny nawyk noszenia maseczki, że nawet w trakcie 7 godzinnej podróży autokarem jej nie zdejmują Uśmiech. Starsze kobiety często noszą kolorowe kapelusze lub tradycyjne stożkowe i zasłaniają twarz chustą (oczywiście z powodu słońca i zanieczyszczeń). Większość kobiet na co dzień nosi głównie stroje typu piżamka nocna (długie spodnie i bluzka z rękawem w różne wzorki). Młode kobiety są bardziej ekstrawaganckie. Lubią buty na wysokich obcasach i krótkie spodenki, ale jedynie wieczorem, by znów – chronić się przed słońcem. Jedne i drugie przed nowym rokiem wypełniały salony kosmetyczne. Eleganckie fryzury, manicure i pedicure, nowy ciuch, a najlepiej buty, wróżą pomyślność. Mężczyźni są zdecydowanie mniej eleganccy. Starsi lubią nosić piżamy, ale takie typowe – szpitalne. Wyglądają w nich uroczo.

IMG_6122_thumb1

Idąc ulicami miasta niemalże w każdym domu, sklepie czy hotelu widoczne są ołtarzyki Buddy, na których każdego dnia składane są świeże owoce, kwiaty i inne smakołyki. W ten sposób Wietnamczycy zapewniają sobie dobre relacje ze zmarłymi.  Wierzą w życie pozagrobowe przodków i ich wpływ na życie ziemskie. Odprawiają wiele rytuałów, których celem jest zapewnić im dobre samopoczucie i pomyślność. To z kolei ma zaowocować dobrym i pomyślnym życiem na ziemi. Wietnamczycy okazują wielki szacunek również swoim rodzinom.Dzieci słuchają rodziców, a żony – mężów. Poznałam tutaj niezwykle energiczną młodą kobietę, która uwielbiała podróżować. Po wyjściu za mąż jej świat się skurczył. Właściwie nie opuszcza miasta. Jej zadaniem jest zadbać o rodziców i być tam, gdzie jest mąż.

Przykładowy ołtarzyk

IMG_6084_thumb1

Ludzie wydają się tutaj bardzo pogodni. Sekret ich polega na tym, że za nie lubią okazywać swoich prawdziwych uczuć. Uśmiechają się nawet kiedy są naprawdę źli. Złość jest dla nich oznaką słabości, a prawdziwej radości nie wypada zbytnio okazywać. Kiedy tu przyjedziesz zwróć uwagę, że wszystko, co Tobie podają robią to dwoma rękoma. Bardzo często zostawiają też buty przed wejściem do domu czy sklepu, nie mówiąc już o świątyni. Nam się ten zwyczaj bardzo spodobał, szczególnie jeśli podłoga była lśniąca Uśmiech.

Wejście do naszego hotelu i gdzieś tam nasze buty

 IMG_6120_thumb1

Opublikowano Polish, Vietnam | Otagowano , | Dodaj komentarz

Chinese New Year

23.01.2012

Barely 22 days have passed since the beginning of the new year and again we had a chance to welcome the New Year, Chinese one to be exact, also known as a lunar year. It was a nice coincidence to be here in Asia at this time. The Chinese New Year began on January 23 and ushered in the year of the dragon according to the Chinese zodiac. We learned from one of the comments from Ania’s friend, Daga, that the year of the dragon will bring a lot of positive energy and encourage making important decisions. As for the number of the new year there are at least two versions, 2012 (Gregorian calendar, also followed in Asia) and 4709, meaning the number of years passed since the Yellow Emperor, Huangdi.

 

IMG_6097_thumb[1]

The beginning of the Chinese year is not a fixed date in relation to our calendar. It falls in the period between January and February. It is so because the Chinese year is shorter than the universal calendar by around 11 days. To even it out every few years 13th month is added and that is how it goes. Welcoming the New Year is the biggest holiday in Asia. It starts about a week prior to the end with general cleaning and ends on 15th day of the new year with the festival of the lanterns.

Asians are quite superstitious. It can be well observed during the New Year celebrations. There is a strong belief that what happens on the New Year’s Day affects the rest of the year. On this day you are not supposed to wash hair, clean the house, greet people in mourning, lend or borrow money, use number 4 or drop chop sticks on the floor. Interestingly at midnight all doors and windows are opened to let everything that belongs to the previous year out. Walking Vietnamese streets in this period you can see many people burning some papers in pots. At a closer look, the burning heap includes some golden and red papers, pieces of old clothes and fake money.

IMG_6077IMG_6083

 

This ritual is meant to ensure prosperity for and from the deceased. Quite a few New Year’s rites relate to the dead. According to the local beliefs the spirits of the ancestors are responsible for the happiness of future generations. Today we also learned that it is common in Vietnam to commemorate in a celebratory fashion the following funeral anniversaries of the family members.

Another peculiar custom is giving each other “lucky money” in red envelopes called lee see. It is best to give it in twos, for happiness comes in pairs.

 

IMG_6016IMG_6014

 

On the New Year’s Day you are expected to don new clothes, ideally red, golden or orange. These colors signify happiness and wealth. Returning to the hotel I came across a group of teenagers walking around dressed as Buddha and his entourage. Their coming was announced by loud drum beats. They would visit each house and business and perform a rite looking like scaring off the evil spirits. In return they would receive red envelopes with lucky money as well.

Picture 314Picture 356

 

 

There is so much going on around the Chinese New Year that I could devote many a post to this topic. Concluding let me also mention the decoration of houses with trees symbolizing the spring and New Year cookies ni gao.

IMG_0237

 

Obviously the coming of the New Year at midnight is marked with loud show of fireworks, which are meant to scare off the evil spirits just like the red color.

IMG_6059

The least pleasant tradition is raising prices in this period, sometimes as much as 100%

 

Happy New, Chinese Year to all of you!

Opublikowano English, Vietnam | Otagowano , | Dodaj komentarz

Podpatrzone na ulicy .

27.01.2012

IMG_5612

Wietnam jest zupełnie inny niż wszystkie kraje, które do tej pory odwiedziliśmy. Czuć, że jesteśmy na innym kontynencie, żeby nie powiedzieć – na innej planecie.

Ulice w miastach są gwarne od świtu do nocy. Patrząc z wysokiego piętra hotelu widać mrowiska pełne poruszających się i pracujących ludzi. Ma się wrażenie, że miasto i jego mieszkańcy nigdy nie śpią.

W Wietnamie nie istnieje takie pojęcie jak „bezrobocie”. Ludzie nie mogą liczyć na żadną pomoc od państwa. Mogą jedynie liczyć na siebie, no i może na dzieci, które są zobowiązane zaopiekować się rodzicami na starość. Cóż więc pozostaje? Jeśli nie ma pracy w hotelu, fabryce, restauracji, trzeba ją stworzyć samemu. Pod tym względem Wietnamczycy są bardzo kreatywni.

Kobieta na ulicy piecze ciasteczka obok mężczyzna sprzedający okulary

IMG_5447

Bardzo popularny przenośny sklepik (chipsy, owoce, orzeszki). Zwróćcie uwagę na doczepiony niebieski mini stołeczek w razie, gdyby pani gdzieś przystanęła na dłużej.

IMG_5463

Bardzo popularne riksze. Niestety wielu życzy sobie za podwiezienie więcej niż taksówka.

IMG_5452

Stoisko z owocami, sokami, shake –ami przyrządzanymi z lodem i dużą ilością słodkiego skondensowanego mleka. Pyszka!

IMG_5725

Dla mnie sklep numer jeden! Przewoźne gospodarstwo domowe Uśmiech.

IMG_5778

Generalnie życie tutaj toczy się na ulicy. Dosłownie, co kilkadziesiąt metrów kobiety sprzedają jedzenie w budkach lub prowadzą swoje małe restauracyjki, gdzie przy maleńkich stolikach (takich przedszkolnych) serwują sprawdzone potrawy. Ma się wrażenie, że większość miejscowych je poza domem. Towarzyszy temu uliczny gwar, spaliny, kurz, wysoka temperatura i zero lodówek. Jak do tej pory zawsze nam smakowało i nikt się nie rozchorował Uśmiech. Poniżej na zdjęciu pani w kapeluszu przygotowuje kandyzowane banany

 IMG_5829

IMG_5741

Wiele salonów fryzjerskich zwłaszcza męskich znajduje się na ulicy. Lustro wisi na przykład na murze lub ścianie budynku.

IMG_0227

Prawdziwym hitem są tutaj motorynki. Jest to podstawowy środek transportu każdej rodziny. Za głowę można się złapać widząc, co Wietnamczycy na nich przewożą. Krótko mówiąc – wszystko! Począwszy od mebli, zaopatrzenia do sklepów, ogromnych donic z kwiatami, kilku świniaków, zarżniętej krowy do pięcioosobowej rodziny. Dzieci często jeżdżą bez kasków, a matki przewożą niemowlęta tuląc je w objęciach.

IMG_0224IMG_0228

IMG_5935

Jak dotąd nie znalazłam żadnego przejścia dla pieszych ze światłami! Wojtek żartuje, że ruch tutaj musi być płynny i rzeczywiście tak jest! Przechodząc przez ulicę trzeba być w zwartej grupie i przemykać pomiędzy motorynkami i samochodami. Raczej nie zdarza się, żeby ktoś się zatrzymywał, co najwyżej kierowcy zwinnie omijają przechodniów. Popdpatrzona strategia to śmiało i do przodu Uśmiech.

Wietnamskie kobiety dbają o wygląd na swój sposób. Szczególnie chronią skórę przed słońcem. Kiedy na dworze 28C to dziewczyny na motorach w dżinsach, kurtkach (nawet puchowych), maseczkach na twarzy i rękawiczkach! Niektóre mają tak silny nawyk noszenia maseczki, że nawet w trakcie 7 godzinnej podróży autokarem jej nie zdejmują Uśmiech. Starsze kobiety często noszą kolorowe kapelusze lub tradycyjne stożkowe i zasłaniają twarz chustą (oczywiście z powodu słońca i zanieczyszczeń). Większość kobiet na co dzień nosi głównie stroje typu piżamka nocna (długie spodnie i bluzka z rękawem w różne wzorki). Młode kobiety są bardziej ekstrawaganckie. Lubią buty na wysokich obcasach i krótkie spodenki, ale jedynie wieczorem, by znów – chronić się przed słońcem. Jedne i drugie przed nowym rokiem wypełniały salony kosmetyczne. Eleganckie fryzury, manicure i pedicure, nowy ciuch, a najlepiej buty, wróżą pomyślność. Mężczyźni są zdecydowanie mniej eleganccy. Starsi lubią nosić piżamy, ale takie typowe – szpitalne. Wyglądają w nich uroczo.

IMG_6122

Idąc ulicami miasta niemalże w każdym domu, sklepie czy hotelu widoczne są ołtarzyki Buddy, na których każdego dnia składane są świeże owoce, kwiaty i inne smakołyki. W ten sposób Wietnamczycy zapewniają sobie dobre relacje ze zmarłymi.  Wierzą w życie pozagrobowe przodków i ich wpływ na życie ziemskie. Odprawiają wiele rytuałów, których celem jest zapewnić im dobre samopoczucie i pomyślność. To z kolei ma zaowocować dobrym i pomyślnym życiem na ziemi. Wietnamczycy okazują wielki szacunek również swoim rodzinom.Dzieci słuchają rodziców, a żony – mężów. Poznałam tutaj niezwykle energiczną młodą kobietę, która uwielbiała podróżować. Po wyjściu za mąż jej świat się skurczył. Właściwie nie opuszcza miasta. Jej zadaniem jest zadbać o rodziców i być tam, gdzie jest mąż.

Przykładowy ołtarzyk

IMG_6084

Ludzie wydają się tutaj bardzo pogodni. Sekret ich polega na tym, że za nie lubią okazywać swoich prawdziwych uczuć. Uśmiechają się nawet kiedy są naprawdę źli. Złość jest dla nich oznaką słabości, a prawdziwej radości nie wypada zbytnio okazywać. Kiedy tu przyjedziesz zwróć uwagę, że wszystko, co Tobie podają robią to dwoma rękoma. Bardzo często zostawiają też buty przed wejściem do domu czy sklepu, nie mówiąc już o świątyni. Nam się ten zwyczaj bardzo spodobał, szczególnie jeśli podłoga była lśniąca Uśmiech.

Wejście do naszego hotelu i gdzieś tam nasze buty

 IMG_6120

Opublikowano Polish, Vietnam | Otagowano , | Dodaj komentarz

Nowy Rok Chiński

23.01.2012

Minęło 22 dni nowego roku kalendarzowego i ponownie nam przyszło witać Nowy Rok, tym razem według kalendarza chińskiego, zwanego też księżycowym. Pięknie się złożyło, że akurat w tym czasie jesteśmy w Azji. Nowy Rok, który się zaczął 23 stycznia to rok smoka według zodiaku chińskiego. Jak napisała w jednym z komentarzy znajoma Ani, Daga, rok smoka niesie ze sobą dużo pozytywnej energii i będzie sprzyjać podejmowaniu ważnych decyzji. Co do oznaczenia daty roku to istnieją przynajmniej dwie, 2012 (według kalendarza gregoriańskiego) – będąca w powszechnym użyciu oraz data 4709, którą liczy się od czasów Cesarza Żóltego, Huangdi.

Początek roku chińskiego nie jest datą stałą w stosunku do naszego kalendarza. Przypada w okresie od stycznia do lutego. Wszystko dlatego, że rok chiński jest krótszy od gregoriańskiego o około 11 dni. Co jakiś czas dodaje się dodatkowy 13ty miesiąc i tak to sobie pływa. Witanie Nowego Roku to największe święto w Azji. Zaczyna się około tydzień przed końcem roku od generalnych porządków, a kończy 15 tego dnia nowego roku świętem latarni.

 

IMG_6097

Początek roku chińskiego nie jest datą stałą w stosunku do naszego kalendarza. Przypada w okresie od stycznia do lutego. Wszystko dlatego, że rok chiński jest krótszy od gregoriańskiego o około 11 dni. Co jakiś czas dodaje się dodatkowy 13ty miesiąc i tak to sobie pływa. Witanie Nowego Roku to największe święto w Azji. Zaczyna się około tydzień przed końcem roku od generalnych porządków, a kończy 15 tego dnia nowego roku świętem latarni.

Azjaci są dość przesądni. Można to świetnie zaobserwować w okresie Nowego Roku. Istnieje silne przekonanie, że to co dzieje się w Nowy Rok, będzie mieć olbrzymi wpływ na cały rok. Tego dnia nie wolno myć włosów, robić porządków, pozdrawiać ludzi w żałobie, pożyczać pieniądze, używać liczby 4, czy upuścić na ziemię pałeczek do jedzenia. Ciekawa też jest tradycja otwierania drzwi i okien na oścież o północy, tak aby stary rok i wszystko z nim związane odeszło. Idąc wietnamskimi ulicami w tym okresie można zaobserwować na każdym kroku ludzi palących jakieś papiery w pustych naczyniach. Po bliższym przyjrzeniu się okazuje, że są wśród nich papierki koloru złotego symbolizujące złoto, fragmenty ubrań oraz pieniądze (oczywiście fałszywe).

IMG_6077IMG_6083

Ten rytuał ma podobno zapewnić pomyślność dla i od przodków. W ogóle sporo rytuałów noworocznych odnosi się do zmarłych. Wierzy się, że to duchy przodków odpowiadają za szczęście przyszłych pokoleń. Dziś dowiedzieliśmy się też, że powszechne jest w Wietnamie celebrowanie kolejnych rocznic śmierci członków rodziny.

Inny ciekawym zwyczajem jest wręczanie w chińskiego sylwestra czerwonych kopert, zwanych lee see, z pieniędzmi na szczęście (lucky money). Podobno najlepiej je dawać parami, bo szczęście chodzi w parze. Ciekawe, że w polskiej tradycji to nieszczęścia chodzą parami.

IMG_6014IMG_6016

W Nowy Rok należy też założyć nową odzież, najlepiej koloru czerwonego, złotego lub pomarańczowego. Te kolory oznaczają szczęście i bogactwo. Wracając do hotelu natknąłem się na innych ciekawy obyczaj obchodzenia domostw, przez grupę “buddyjskich kolędników”. Ich nadejście obwieszcza mocne bębnienie. Na przedzie orszaku idą chłopcy przebrani za buddę, którzy wchodzą do domostw i wykonują rytuał przypominający wyganianie złych duchów. W zamian za to otrzymują koperty z “lucky money”. Nic innego jak taka pogańska kolęda.

Picture 356Picture 314

Na to co się dzieje w trakcie witania Nowego Roku można by poświęcić niejeden wpis. Wspomnę jeszcze o odświętnym strojeniu domów z obowiązkowym drzewkiem symbolizującym wiosnę czy ciasteczkach noworocznych ni gao.

IMG_0237

Oczywiście nie może zabraknąć fajerwerków o północy. W Nha Trang gdzie spędziliśmy Nowy Rok odpalane one były z dwóch statków na Morzu Południowo-Chińskim. Hałas fajerwerków podobnie jak kolor czerwony ma odstraszać złe duchy.

IMG_6059

Najmniej przyjemna tradycja noworoczna dotyczy znacznego podnoszenia cen w tym okresie, nawet o 100%, np. w hotelach.

 

Szczęśliwego Nowego Roku – Chińskiego dla wszystkich naszych czytelników!

Opublikowano Polish, Vietnam | Otagowano , | Dodaj komentarz

Nie mówimy po wietnamsku

19.01.2012

 

Dawno już nie czułem się tak bezbronny w komunikacji z miejscowymi ludźmi. Zwykle za punkt honoru mam nauczyć się podstawowych zwrotów i słów w języku kraju, do którego przybywam. Z wietnamskim jakoś tak wyszło, że przyjechałem tu z jednym, jedynym słowem, jakie poznałem dawno temu na studiach od studenta z Wietnamu, tj. Ba Lan, czyli Polska.  Nawet tego słowa nie byłem pewien, w końcu minęło tyle lat i mogłem coś przekręcić.

Wreszcie mogę poczuć się jak np. nasz wieloletni amerykański przyjaciel, Walter, który od lat często przyjeżdża do Polski i innych krajów Europy Środkowo-Wschodniej, z niewielką znajomością miejscowych języków. Generalnie radzi sobie bardzo dobrze, za wyjątkiem kupowania biletów PKP. Pani w okienku zawsze zaskoczy go jakimś polskim pytaniem i wtedy jest problem Uśmiech.

Wracając do Wietnamu, gdy odwiedziłem jedną z moich ulubionych stron językowych travlang.com i posłuchałem kilku zwrotów, głowiłem się jak to powtórzyć. Wietnamski to język monosylabiczny, w którym dużą rolę odgrywa intonacja. Bardzo łatwo jest coś przekręcić. Generalnie, nie jest łatwo. Jak zatem się komunikujemy? Ania ma zeszyt, w którym rysujemy różne rzeczy. Dzieci mają ubaw po pachy. Ostatnio nawet usłyszałem od małej Ani komplement, że ładnie rysuję. Kwoty najlepiej podaje się na kalkulatorze. Niestety w ten sposób straciłem swojego Iphone’a, na którym coś wyjaśniałem taksówkarzowi w Sajgonie. Jedyna korzyść z tego jest taka, że przez 4 godziny śmigałem na motorze po dużej części miasta odwiedzając trzy posterunki policji. Wszystko po to aby dostać raport o kradzieży dla celów ubezpieczenia.

 

IMG_5697IMG_5698IMG_5745

Na marginesie na 11 miesięcy podróży to pierwsza większa strata, więc nie jest tak źle. Dla wszystkich, którzy znajdą się w podobnej sytuacji kontaktu z policją w Wietnamie jedna sugestia “nie poddawać się”. Okazało się, że uzyskanie papieru z pieczątką na policji to wielki problem i łaska. Kilka razy próbowano mi dać do zrozumienia, żebym sobie dał spokój. Nawet jak już udało mi się znaleźć człowieka, który mój raport przetłumaczył z angielskiego na wietnamski, to wszyscy mi odradzali, że już za późno aby jeszcze coś na posterunku załatwić i lepiej jechać rano. Ale rano mieliśmy wyjeżdżać z Sajgonu! Więc nie poddawajcie się. Po kolejnej godzinie starań dostałem raport policyjny z piękna czerwoną pieczątką. Yeeees!! Udało mi się w tym całym procesie nawet trochę pomedytować, zamiast tradycyjnie wkurzać się na cały świat. Istny Zen Uśmiech.

Na pozór mówienie, a szczególnie czytanie po wietnamsku, nie wydaje się trudne. Ku naszemu zaskoczeniu używają tu alfabetu łacińskiego a nie jakiś tajemniczych znaków, których pełno w innych językach azjatyckich. Wietnamska wersja alfabetu wygląda dość swojsko z tymi laseczkami i kreskami, jak w języku polskim. W przeciwieństwie do niektórych dziwnych polskich liter jak ą, ę, ć wietnamskie mają kreseczki nie tylko z dołu lub z góry ale też z boku. Część z tych kresek oznacza sposób intonacji, których jest aż sześć rodzajów. Jak się słucha tego to brzmi to dość śpiewnie, tak jak słuchanie solfeża. Co do podobieństw, język wietnamski brzmi podobnie jak chiński. Okazuje się, że jest w nim nawet sporo zapożyczeń z chińskiego.

IMG_6000IMG_6006

Obok rysowania, pomaga też komunikacja na migi. Czasem przypomina mi to grę w kalambury. Jak się tak człowiek kilka godzin komunikuje, to można się nawet zmęczyć Uśmiech.  Oczywiście zawsze jeszcze jest angielski i francuski, w których trochę się tutaj mówi. Pomimo słabego systemu edukacji cześć ludzi uczy się angielskiego rozmawiając z turystami. Pani, od której kupowaliśmy owoce na plaży, pracuje tak już od 18 lat. Gdy ją zapytaliśmy skąd zna angielski, powiedziała, że uczy się sprzedając rzeczy turystom i że tylko potrafi mówić i niewiele rozumie. Wszystkim nam opadły szczęki słuchając jak dzielnie buduje po swojemu zdania po angielsku zlepiając je z wcale niemałego zasobu słów. Wszystko Jest Możliwe!

IMG_5857

 

Video:

Nauka angielskiego na plaży w Wietnamie_video

Opublikowano Polish, Vietnam | Otagowano , , | 1 komentarz

We do not speak Vietnamese

19.01.2012

I have not felt so vulnerable in communication with the local people for quite a while. Usually I make it a point to learn some basic words and phrases in the language of a country I am about to visit. As for Vietnamese, I have come here with the knowledge of just one word, I learned long ago from a Vietnamese student at the university, i.e. Ba Lan meaning Poland. I was not even sure of that single word. I may have confused something, so much time has passed since hearing it.

At last I can empathize with our long time American friend, Walter, who has been visiting extensively Poland and CEE for many years with scarce knowledge of the local languages. Despite that he gets by pretty well except when purchasing train tickets at PKP. A lady at a counter will always surprise him with some new Polish question Uśmiech.

Back to Vietnam, when I visited one of my favorite language websites at travlang.com and listened to a few phrases, I was racking my brain how to repeat it. Vietnamese is a monosyllabic language, where intonation plays a big role. It is easy to confuse words and sounds. Tough nut to crack. So how do we communicate? Ania has got a notepad where we draw things. The kids are in stiches watching us doing it. Recently I have heard even a compliment from little Ania about my drawing skills. The numbers are best expressed on a calculator. Unfortunately in this way I lost my Iphone, on which I was explaining something to a cab driver in Saigon. The only benefit coming from this experience was that I spent 4 hours on a motorbike exploring a big chunk of the city and visiting three police stations. All this effort to get a document for insurance claim.

 

IMG_5697_thumb[4]IMG_5698_thumb[3]IMG_5745_thumb[4]

By the way, as for 11 months of travels it is our first bigger loss. Not bad indeed! To all those finding themselves in a similar plight contacting with the police in Vietnam I have a suggestion “do not give up”. It turned out that getting a piece of paper with a stamp is a big problem and favor. A few times I was told to give up my efforts. Even after finding a guy who translated my theft story into Vietnamese and put it into the report the locals were telling me it was too late to get anything from the police. Doing it the next morning was out of the question as we were planning to leave Saigon. So do not give up! After another hour of persistence I finally got a police report with a nice red stamp. Yeees!! I even managed to zen the whole experience rather than be mad with the whole world Uśmiech.

Speaking and reading in Vietnamese seem at first not to be difficult. To our surprise they even use Latin alphabet and not some mysterious signs used elsewhere in Asia. The Vietnamese alphabet looks very familiar with all its dashes, dots, commas to the Polish alphabet. Unlike Polish letters such as Ą,Ę, Ć, Ś, the Vietnamese letters have can have dashes, commas not only above or below them but also at the sides. Some of those dashes or dots indicate six different levels of intonation. A Vietnamese talk sounds to me like singing. It sounds a bit like Chinese and indeed Vietnamese shares quite a few words with that language.

IMG_6000_thumb[1]IMG_6006_thumb[1]

Apart from drawing the body language is also helpful. Sometimes it reminds me of a quibble game. After a few hours of gesticulation like that one can get tired Uśmiech. Of course there is always English or French which is little spoken here. Despite poor education system some locals learn English by talking to tourists. A lady from whom we bought some fruit on the beach impressed us with her English. She has been selling fruit on the beach for 18 years and learning English this way. Though she said could only speak and not understand, it was definitely an understatement. We were all awed by her ability to put together quite a vocabulary of words into nice sentences. Anything is possible!

IMG_5857_thumb[3]

 

Video:

Learning English on the beach in Vietnam_video

Opublikowano English, Vietnam | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Jak żyć?

13.01.2012

 

Powyższe pytanie podczas ostatnich wyborów parlamentarnych w Polsce zrobiło spora karierę. Im bliżej końca naszej sabbaticalowej podróży tym częściej sami sobie je zadajemy. Ten dość długi okres z dala od naszego codziennego życia dość mocno zmienił naszą perspektywę na wiele rzeczy. Choć tęsknimy za rodziną i przyjaciółmi bylibyśmy gotowi na kolejny rok takiego doświadczenia. Proste i skromne życie jakie prowadzimy bywa czasem wyzwaniem. Mimo to wydaje się nam ono bardziej atrakcyjne od ciągłej pogoni i presji. Tak łatwo jest to zagubić wracając do normalności. Włączają się te same mechanizmy i przyzwyczajenia. Ania ostatnio przypomniała mi banalną prawdę, że życie ziemskie ma się tylko jedno. Zatem “Jak żyć?” …

Oto kilka obserwacji na temat rzeczy, które dają nam wielką radość w czasie naszej podróży. Chcielibyśmy je kultywować po naszym powrocie.

Otaczaj się ludźmi ci życzliwymi

Zdecydowanie największym darem w trakcie naszej podróży było spotkanie lub kontakt z wieloma życzliwymi ludźmi. Część z nich przyjęła nas pod swój dach, inni podzieli się swoim jedzeniem, jeszcze inni bezinteresownie nas gdzieś podwieźli, użyczyli nam swój samochód na wiele dni albo dali cenne wskazówki. Było też wielu dających dobre słowo i wsparcie, autentyczny uśmiech i wdzięczność. Przebywanie w taki otoczeniu uskrzydla i jest jak lek na całe zło, o którym trąbią media. Taka radość wypali każdy ból.

Proste życie (Pura Vida)

Zauważyliśmy dość wyraźną tendencję w wielu miejscach na świecie, tych bogatych i tych biednych. Im prostsze (nie koniecznie biedniejsze, ale często) życie ludzie prowadzą, tym są po prostu szczęśliwsi. Danilo, który codziennie rano ze swoimi synami z uśmiechem wyprowadza bydło na wypas, czy wdzięczne dzieci nie mające zabawek w przedszkolu w El Porvenir w Hondurasie. Ian Hendry, nasz nowozelandzki przyjaciel, który mimo podeszłego wieku żyje z pasją i radością, nasi skromnie żyjący sąsiedzi z Fidżi, którzy nie tylko żywią się głównie tym, co sami wyhodują, ale też dzieci, które ciekawie spędzają czas bez internetu i innych gadżetów. Wspomnę jeszcze o jednym, o czym już kilka razy pisałem. Im prostsze życie, tym ludzie są po prostu bliżej Boga i piękniej się modlą.

IMG_2730IMG_2065IMG_1710

 Otwarcie na życie

Piękne w naszym sabbaticalu jest też to, że jesteśmy trochę jak drzewo, które dokładnie nie wie, gdzie wyrośnie kolejna gałąź. Życie wędrowca oznacza, że jutro jest nieznane. Nie ma rutyny, nie ma wewnętrznego przymusu, planów operacyjnych, celów itd. Podążamy za tym co niesie życie nie spinając się przy tym za bardzo. Jedyne spinanie dotyczy pilnowania budżetu choć “proste życie” samo najlepiej troszczy się o finanse. Przy okazji chciałbym rozwiać pewien stereotyp, że taka podróż to tylko takie fajne długie wakacje i sielanka. Tak jak w życiu są dobre i te mniej przyjemne momenty. Ważne jest, żeby być otwartym na jedno i drugie. Te pierwsze dają nam radość i regenerują, te drugie nas rozwijają.

Więzy rodzinne

Nie ma chyba lepszego sposobu na poznanie siebie, niż wspólna długa podróż. Czy chcemy, czy nie, jesteśmy ze sobą dobre i na złe. Podejrzewam, że w takiej podróży mógłby się rozlecieć nie jeden związek. Nasz nie tylko przetrwał, ale jest silniejszy niż kiedykolwiek wcześniej. To samo możemy powiedzieć o relacjach między naszymi dziećmi oraz między nimi a nami. Dobrze spędzony czas ze sobą może przynieść tylko dobre owoce. W trakcie podróży wróciliśmy lub zaczęliśmy kilka rodzinnych rytuałów jak wspólna modlitwa połączona z dziękowaniem za to co nas spotkało, czytanie bajek, edukacja domowa, wspólne gotowanie i jedzenie posiłków.

IMG_2632IMG_2825IMG_3099

 

Wydaje nam się, że powyższe myśli mają zastosowanie uniwersalne poczynając od radomskiego paprykarza Uśmiech i kończąc na rodzinie wracającej do długiej podróży do domu. Polecamy wszystkim!

Opublikowano Polish, Vietnam | Otagowano | 3 Komentarze

How to live?

13.01.2012

 

The above question was very popular during the last year’s parlimentary elections in Poland. It was asked unexpectedly by a pepper (capsicum) farmer, who lost his crop and greenhouses to a tornado, to the Polish prime minister who was visiting the afflicted area.

The closer we get to the end of our sabbatical adventure, the more often we ask ourselves the same question. Such a long time away from our daily life has changed our perspective on many things. Though we miss our family and friends we would be ready to have another year of such an experience. Simple and modest life we have had for the past 11 months can be challenging at times. Nevertheless it seems more attractive to us than the constant pursuit and life under pressure. It is so easy to lose all of that going back into reality. The old habits and mechanisms come back. Ania reminded me recently a simple truth that we only have one earthly life. Well, how to live it then? …

Here are a few our observations about the things, which have been bringing us a lot of joy during our sabbatical. Obviously we would like to cultivate them after going back home.

 

Surround yourself with kind-hearted people

Definitely the biggest  gift on our journey has been meeting and contacting with many kind people. Some would put us up under their roof, others shared their food, still others lent us their car for many days or gave us a lift somewhere or provided good tips. There have been many people giving us good word and support, authentic smile and gratitude. Being with such people is extremely uplifting and cures all the bad we hear about in the mass media. Such a joy will burn any pain.

Simple life (Pura Vida)

We noticed a clear tendency in many places in the world, both rich and poor. The simpler (not necessarily poorer, but often so) life people live, the happier they are. Danilo, who every morning with a big smile would take his cattle out to graze with his sons, the grateful kids with no toys in a kinder in El Porvenir, Honduras. Ian Hendry, our kiwi friend, who despite advanced years lives with passion and joy. Our modestly living neighbors in Fiji who eat mostly what they grow themselves or the Fijian kids who spend time in an interesting way without internet and other gadgets. I want to mention again something I have shared before. The simpler the life, the closer people are to God and pray more beautifully.

IMG_2730_thumb[3]IMG_2065_thumb[3]IMG_1710_thumb[2]

Openess to life

The beauty of our journey is that we are like a tree, which does not know where its next branch will sprout. This wanderer’s life means, tomorrow is pretty much unknown. There is no routine, no internal pressure, operational plans, goals etc. We go with the flow of things without clutching up much. The only mild pressure comes from watching our expenses. On the other hand “simple life” takes care of finances itself. By the way I would like to resolve the stereotype that ours is a nice long vacation and generally cakes and ale. Like in life, we have pleasant and unpleasant moments. It is important to be open to both. The former give us joy and energy, the latter develop us.

Family bonds

Arguably there is no better way to learn about each other than travelling together for a long time. Whether we want or not, we have been together through thick and thin. I suspect that many a relationship could break up during such a journey. Ours not only has survived but is stronger than ever. The same can be said about the bonds between our kids and between them and us. The time well spent together can only bring good fruit. During our sabbatical we have refreshed or started some family rituals. They include a joint daily prayer along with giving thanks for the past day, bedtime reading with kids, homeschooling, joint cooking and meals.

IMG_2632_thumb[1]IMG_2825_thumb[1]IMG_3099_thumb[1]

We believe the above thoughts have universal application starting with a pepper farmer Uśmiech and concluding with a family coming back home from a long journey.  We hope you will find some inspriation in those as well.

Opublikowano English, Vietnam | Otagowano | 1 komentarz

Ale Sajgon!

6.01.2012

clip_image001

Tym razem to ja – mały Wojtek rozpoczynam opowiadanie o Azji. Poniżej fragment z mojego pamiętnika.

“Sajgon, czyli obecnie Cho Chi Minh leży na południu Wietnamu, gdzie w latach 70 tych toczyła się wojna pomiędzy Wietnamem a USA.

W tym kraju żyje ponad 90 milionów ludzi i po drogach porusza się 38 milionów motocykli, czyli o 1 milion ludzi więcej niż w Polsce.

Kiedy zobaczyłem tyle pojazdów na ulicy to wybuchnąłem śmiechem. Nie mogłem uwierzyć jak taksówkarz może jechać w takim gąszczu motorów.

clip_image002

clip_image003

W Wietnamie ludzie jedzą bardzo dużo ryżu i wiele ciekawych potraw. Mi najbardziej zasmakowała zupka “Pho”, którą dzieci dostają na śniadanie do szkoły. Mama polubiła “Com”, czyli ryż z grilowanym mięsem. Jedliśmy też “Banh xeo”, “Mi guong” i “Banh conh cha ca”. Jedzenie w Wietnamie jest bardzo tanie.

clip_image004

Waluta tego kraju to dong. 20.000 dongów to 1 dolar (3 złote).W Wietnamie jest bardzo tanio, ponieważ zupę “pho” można kupić za 2 złote, a bilet do kina za 6 złotych.

Podoba mi się tu w Azji”.

clip_image005

Opublikowano Polish, Vietnam | Otagowano | 3 Komentarze

Do widzenia Antypody

05.01.2012

 

IMG_5159

 

Starym zwyczajem rozstając się z kolejnym regionem świata czas na podsumowania. W Oceanii i Australii spędziliśmy aż 4,5 miesiąca (1 na Fidżi, 1,5 w Nowej Zelandii oraz 2 w Australii). Choć jest kilka wspólnych cech dla tych trzech miejsc jak wspaniała przyroda, wysokie koszty życia czy ruch lewostronny trudno byłoby stworzyć jedną listę TOP 10.

Ponieważ Australia zdecydowanie nas uwiodła do tego stopnia, że moglibyśmy tu żyć, postanowiliśmy skupić się właśnie na niej. Poniżej tradycyjna lista 10 rzeczy, które się nam najbardziej i najmniej podobały właśnie w Australii.

 

10 najlepszych rzeczy

1. Jakość życia – absolutnie wszyscy, których tu spotkaliśmy, chwalili sobie Australię

2. Unikalna przyroda

3. Dobra energia

4. Zrelaksowani i szczęśliwi ludzie

5. Powszechne zamiłowanie do sportu

6. Egalitaryzm

7. Niskie bezrobocie

8. Fantazja w ubiorze

9. Troska o bezpieczeństwo podróżujących

10. Klimat

 

10 najgorszych rzeczy

1. Zagubienie Aborygenów w cywilizacji białych

2. Drożyzna

3. Kataklizmy – susze, pożary, powodzie …

4. Niebezpieczeństwa w wodzie i na lądzie

5. Słaby i drogi dostęp do internetu

6. Zamiłowanie do skrupulatnego dzielenia rachunku w restauracji

7. Problem nielegalnych imigrantów

8. Hazard

9. Daleko do Polski Smutek

10.  … naprawdę już nam więcej do głowy nie chce nic przyjść …

Opublikowano Australia, Polish | Otagowano | Dodaj komentarz