Feb 15, 2018. Day XI

Route: Rabé de la Calzada – Castrojeriz
Distance: 28 km (Total: 276,5 km)

Today has been for me a celebration of the power of now. For a very long time I felt a wonderful state of cherishing the monotony of the endless march, surrounding emptiness, muddy trail, first blister on my heel, a bad-tempered biking pilgrim on the way and, what was the easiest to enjoy, delicious dinner and two bottles of wine down by Henry and me.

Biking Camino. Movie

Just as I alluded earlier today we climbed so called meseta, which is a huge plateau in the Iberian Penninsula. Its area is 400 k km2, which is actually bigger than Poland. Reaching meseta required from us to walk from 800 to 900 m a.s.l.

In the summer walking on meseta on a sunny and hot day can be quite a torture. It is a vast, open area with no forests. Today it was quite comfortable to roam except for a few long fragments of muddy trail and headwind. Undaunted by that we set quite a pace today covering 28 km in 5 hours. We had only one short break on the way as there was nothing open to eat.

4×4 on El Camin. Movie

Today we came across two peculiarities on El Camino. The first of them was a sad, older lady, whom, we caugth walking her bike. Muddy and hilly terrain today was not very conducive to cycling.

After that, near San Anton, we met an entreprenuerial man, who was selling different things from his car as well as offering to stamp our credenciales. Appreciating his attitude each of us bought something symbolic for the way.

Small businessman on El Camino. Movie

A few kilometers fruther we reached our today’s destination, lovely Castrojeriz. At a quite tidy alburgue we were greeted by a sour face of the lady biker we had seen before. Apparently she must have used some asphalt roads overtaking us along the way.

To my surprise we also found at the hostel a familiar person, the snoring guy from Cataluña, Juan. He admitted to using bus service twice to get to where we are. He excused himself with his sick condition.

After settling down at the place we ventured into the city in search for a dinner place. The one we found had a very simple Menu del dia, spaghetti as first course and a few pieces of chicken and Segundo. It is amazing how much better the food tastes after a long toil. Since we were thirsty we ordered a bottle of red wine, which was soon to be succeeded by another one, this time of Rose kind to go well with our dessert. You live only once!

I guess great eating will be one of the great features of our life in heaven.

Medytacja X. What really counts is Now, and in it Love (Charity).

Anyone who does not love does not know God, because God is love

1 J 4, 8

We always thank God, the Father of our Lord Jesus Christ, when we pray for you since we heard of your faith in Christ Jesus and of the love that you have for all the saints because of the hope laid up for you in heaven. Of this you have heard before in the word of the truth, the gospel

Col 1, 3-5

Be still, and know that I am God! I will be honored by every nation. I will be honored throughout the world
PS 46, 10

I recall once going over the Letter to the Collosians in my bible study group in my home town. Going over the second fragment I quoted above we tried to understand the unusual sequence of the three Cardinal Virtues, which Faith, Love (Charity) and Hope in that fragment. Usually Love comes last in the order.

The interpretation that I found very appealing was that Faith refers to the things that happened in the past, Love is to be experienced and given at present, and Hope is for the future.

Since we cannot change the past and can’t really influence the future now, all that counts is Now, and Love in it.

Love can only be experienced here and now.

Opublikowano Biblia, Duchowość, El Camino, English, Hiszpania, Meditation, Medytacja, pielgrzymka, Polish, Polska, sabbatical, Spain, Spirituality | Otagowano , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

15 Lutego, 2018. Dzień XI

Trasa: Rabé de la Calzada – Castrojeriz
Dystans: 28 km (Razem 276,5 km)

Dzisiejszy dzień był dla mnie celebracją tzw. chwili obecnej. Odczuwałem przez długi czas wspaniały stan rozkoszowania się monotonią nieustającego marszu, otaczającą mnie pustką, błotnistym szlakiem, pierwszym pęcherzem na pięcie, oschłą postawą mijanego rowerowego pielgrzyma na trasie czy, co przyszło mi najłatwiej, smacznym obiadem oraz wypiciem przez Henrego i mnie dwóch butelek wina do posiłku.

Po tym ostatnim czułem spory szmer w głowie. Piękne frazy z lekkością spływały z mojego języka. Rozmowa przy obiedzie była, jak wiele innych, dość głęboka i na luzie. Ale o tym za chwilę, bo tu jeszcze warto coś wspomnieć o innych rzeczach.

Camino na rowerze. Film

Zgodnie z zapowiedzią weszliśmy dziś na tzw. Mesetę, czyli sporych rozmiarów płaskowyż na Półwyspie Iberyjskim. Ma on 400 tys km 2, czyli, jest większy od powierzchni Polski. Wejście na płaskowyż wiązało się z podeściem z około 800 na 900 m n.p.m.

Latem wedrówka po Mesecie w upalny i słoneczny dzień może być sporą udręką. Jest to otwarty teren, pozbawiony lasów. Dziś było nam dość komfortowo za wyjątkiem sporych odcinków grząskiej, błotnistej drogi i marszu pod wiatr. Jednak niezrażeni tym narzuciliśmy sobie spore tempo. Dystans 28 km przeszliśmy w 5 godzin. Było o tyle trudno, że po drodze nie mieliśmy dłuższego odpoczynku.

4×4 na El Camino. Film

Dziś na naszej trasie spotkaliśmy dwie osobliwości. Pierwszą z nich była dość pochmurna starsza Pani na rowerze, którą, idąc, dogoniliśmy na trasie. Błotnisty i pagórkowaty teren nie bardzo nadawał się dziś na pedałowanie.

Spotkaliśmy też niedaleko San Anton przedsiębiorczego pana, który z samochodu sprzedawał napoje, oferował pieczątki do paszportu i drobne pamiątki. Doceniając jego zaradność nabyliśmy po jednym symbolicznym drobiazgu.

Drobny przedsiębiorca na Camino. Film

Kilka kilometrów później dotarliśmy do celu dzisiejszej wędrówki, uroczego Castrojeriz. W dość schludnym schronisku powitała nas skwaszona mina starszej rowerzystki. Widać, że skorzystała z asfaltowej drogi, a przez to nas wyprzedziła po drodze.

Ku mojemu zaskoczeniu w schronisku był też znajomy, chrapiący Katalończyk, Juan. Okazało się, że skorzystał dwa razy z autobusu po drodze. Widać, można i tak. Tłumaczył się przeziębieniem.

Po zainstalowaniu się w schronisku ruszyliśmy na utęskniony obiad. Menu było jedno; na pierwsze spaghetti, na drugie kurczak. Po takim wysiłku wszystko smakuje dwa razy lepiej. Do tego czerwone, a następnie różowe wino do deseru. Żyć, nie umierać.

Tak ucztować będziemy zapewne też w niebie.

Medytacja X. Liczy się chwila obecna, a w niej Miłość.

Kto nie miłuje, nie zna Boga, bo Bóg jest miłością.
1 J 4, 8

Dzięki czynimy Bogu, Ojcu Pana naszego Jezusa Chrystusa, zawsze, ilekroć modlimy się za was – odkąd usłyszeliśmy o waszej wierze w Chrystusie Jezusie i o waszej miłości, jaką żywicie dla wszystkich świętych – z powodu nadziei [nagrody] odłożonej dla was w niebie.
Kol 1, 3-5

Zatrzymajcie się i we mnie uznajcie Boga
PS 46, 10

Pamiętam, jak kiedyś na spotkaniu biblijnym w akademickiej wspólnocie Wawrzyny we Wrocławiu, w których staram się regularnie uczestniczyć, przerabialiśmy fragment listu do Kolosan. Zastanawialiśmy się nad użyciem nietypowej kolejności trzech Cnót Boskich, które w wielu innych miejscach listów Św. Pawła brzmią, Wiara, Nadzieja i Miłość. W cytowanym Liście do Kolosan kolejność jest trochę inna, tj. Wiara, Miłość, Nadzieja.

Przemawiająca do mnie interpretacja sugeruje, że chodzi o czas przeszły (Wiara w to, co wynika z przeszłości), czas teraźniejszy (wezwanie do Miłości tu i teraz) i czas przyszły (Nadzieja na przyszłą nagrodę). Ma to głęboki sens, prawda?

Ponieważ przeszłości nie możemy zmienić, a na przyszłość nie mamy wpływu, liczy się tylko chwila obecna, a w niej Miłość.

Tylko Miłość możemy dawać i brać tu i teraz.

Opublikowano Biblia, Duchowość, El Camino, Hiszpania, Meditation, Medytacja, pielgrzymka, Polish, Polska, sabbatical, Spain, Spirituality | Otagowano , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Feb 14, 2018. Day X

Trasa: Castañares-Burgos – Rabé de la Calzada
Dystans: 23 km (Razem 248,5 km)

As St. Paul says in my favorite biblical fragment from the Letter to the Philippians (Phl 4, 12-13):

I know what it is to be in need, and I know what it is to have plenty. I have learned the secret of being content in any and every situation, whether well fed or hungry, whether living in plenty or in want. I can do all this through him who gives me strength.

The above is one of my life mottos. With an attitude like that regarding well-being one can experience life in a very wide spectrum. You can follow the unknown such as a walking pilgrimage to Santiago de Compostela. Such a flexibility is helpful. After all, we can never be fully sure what lies ahead in life.

Yesterday, after many days of sleeping in the conditions many of you would not tolerate, along with Henry we had a treat by staying at a hotel on the outskirts of Burgos. It was a bit forced by the circumstances. After exhausting all the other hostel accommodation options along the way we were left with this one. Though I paid as much for this place as I have paid for the other nine places combined it was worth it.

Having my own room, my own bathroom, fast internet, good food. What a luxury! I almost forgot about all of that.

After a good breakfast, though in my case a fasting one because of Ash Wednesday, we left for downtown Burgos. I wanted to make it for the 10 am Ash Wendesday Mass, so our pace was pretty good. We had some 7,5 km to covery first through some wild paths, which soon enough became a bit more taken care of along the river Arlanzón.

Though being only #37 in size in Spain, Burgos is definitely a city worth visting. There are a handful of places worthy of your attention here including the magnificent Cathedral.

After the Holy Mass I could not find Henry around the church. Perhaps he went sightseeing. I assumed we would meet sooner or later on the way, though it was not certain. I am glad I told him roughly where I was planning to get that day. Believe it or not, we still have not exchanged contact data with each other. I guess it is about time. After all there are close to 300 k people bearing the first name Wojciech in Poland. It would not be easy to find me. By the way, there is only one guy by the name of Strzeżysław according to forum. gazeta.pl. I do not think you, the non-Polish speakers, could even attempt to prounance it.

Entry into Burgos old town. Film

After some sightseeing and fasting lunch I left the city on my own. The trail was not well marked I must say. I had to ask the locals a few time about the directions out of the city. Perhaps my today’s meditation about „I am recalculating …” lowerd my state of alertness?

After reaching that last town before so-called Meseta (more about that tomorrow) I zeroed in on an albergue I had called earlier today. It was open yet seemed empty. After calling the owner she appeared a few minutes later and … Henry went out of the room just before her. He must not have heard me enter the hostel. Again it is just the two of us in a hostel.

Entry into Rabé de la Calzada. Movie

Our hostel has a nice name Liberanos Domine, i.e. Lord, set us free. The owner gave both us little medalions with the image of Virgin Mary. A nice gesture, don’t you think?

Congregation. Film

Meditation IX. I am recalculating and you believe.

Repent and believe in the gospel

Mk 1, 15

This is probably the most frequently uttered sentence today in the whole world on the occassion of sprinkling Christians’ heads with ash on Ash Wednesday.

Repenting brings a GPS assositation in my head. Every time I take a wrong path in my life God says … I am recalculating.

How many times does He/She have to say it to us? This metaphor brings another thought of getting back on the right track, to who I really am. So it is time to remove all illusions about myself. Perhaps not all at once. The evil spirit likes to throw insurmountable challenges our way to discourage us along the way.

Opublikowano Biblia, Duchowość, El Camino, English, Hiszpania, Meditation, Medytacja, pielgrzymka, Polish, Polska, sabbatical, Spain, Spirituality | Otagowano , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

14 Lutego, 2018. Dzień X

Trasa: Castañares-Burgos – Rabé de la Calzada
Dystans: 23 km (Razem 248,5 km)

As St. Paul says in my favorite biblical fragment from the Letter to the Philippians (Phl 4, 12-13):

I know what it is to be in need, and I know what it is to have plenty. I have learned the secret of being content in any and every situation, whether well fed or hungry, whether living in plenty or in want. I can do all this through him who gives me strength.

The above is one of my life mottos. With an attitude like that regarding well-being one can experience life in a very wide spectrum. You can follow the unknown such as a walking pilgrimage to Santiago de Compostela. Such flexibility is helpful in life. After all we can never be fully sure what lies ahead in life.

Wczoraj, po wielu dniach nocowania w warunkach, w których pewnie wielu nie chciałoby się zatrzymać, zafundowaliśmy sobie z Henrym luksus, tj. nocleg w hotelu na obrzeżach. Było to trochę wymuszone potrzebą chwili. Po wyczerpaniu wszelkich opcji noclegowych w obu poprzedzających miejscowościach ta opcja na obrzeżach Burgos nam pozostała. Mimo, że za nocleg zapłaciłem mniej więcej tyle ile za wszystkie poprzednie razem, było warto.

Swój własny pokój, własna łazienka, szybki internet, dobre jedzenie. Cóż to za luksus! Prawie się odzwyczaiłem.

Po dobrym śniadaniu, jednakowoż postnym, bo Środa Popielcowa, ruszyliśmy wcześnie rano do centrum Burgos. Chciałem zdążyć na Mszę Św. Popielcową na 10:00 rano, więc tempo było odpowiednie. Do Katedry mieliśmy jakieś 7,5 km idąc najpierw lekko dzikimi, a następnie coraz bardziej zadbanymi ścieżkami wzdłuż rzeki Arlanzón.

Choć dopiero 37 pod względem wielkości miasto w Hiszpanii, Burgos jest godne polecenia. Jest tu wiele ciekawych rzeczy do obejrzenia na czele z Katedrą. Po Mszy nie mogłem znaleźć Henrego. Pewnie poszedł coś zwiedzać. Wyszedłem z założenia, że pewnie się gdzieś na trasie spotkamy, choć pewne to nie jest. Dobrze, że chociaż w zarysie powiedziałem mu dokąd dziś chciałbym dotrzeć. Jak dotąd nie wymieniliśmy się danymi kontaktowymi. Może już czas na to? W końcu imię Wojciech w Polsce nosi, co mnie dość zaskakuje, blisko 300 tys. osób. Trudno byłoby mnie znaleźć. Nota bene w Polsce jest np. tylko jeden Strzeżysław wg forum. gazeta.pl

Wejście do Burgos. Film

Po zwiedzaniu i postnym obiedzie wyruszyłem samotnie z miasta. Trasa tym razem nie była dobrze oznakowana. Kilka razy pytałem miejscowych o drogę. Może to poniższa medytacja na temat „Przeliczam …” uśpiła moją czujność?

Po dotarciu do ostatniej miejscowości przed tzw. Mesetą (więcej o tym jutro) namierzyłem schronisko. Było otwarte ale puste. Tak mi się przynajmniej wydawało. Po telefonie pojawiła się miła właścicielka, a tuż przed nią Henry, który chyba nie słyszał jak wszedłem do środka. Znowu jesteśmy tylko my dwaj.

Wejście do Rabé de La Calzada. Film

Schronisko ma wdzięczną nazwę Liberanos Domine, czyli, Wybaw nas Panie. Pani podarowała każdemu z nas medaliki z wizerunkiem Maryi. Nie wiem, czy to taki standard, czy akurat nam się trafiło. Miły gest.

500+. Film

Medytacja IX. Przeliczam, a ty wierz.

Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię.

Mk 1, 15

To chyba najcześciej wypowiadane dziś zdanie na świecie przy okazji posypywania głów popiołem w kościołach na całym świecie.

Nawracanie kojarzy mi się ostatnio z korzystaniem z GPSa. Gdy wybiorę niewłaściwą drogę, Bóg mówi, przeliczam … Ile to razy musi to do nas mówić. Ta metafora z GPS podsuwa myśl, że chodzi o powrót na właściwą drogę, do tego kim jestem naprawdę. Zatem czas usunąć wszelkie iluzje na swój temat. No może nie od razu wszystkie, bo się można szybko zniechęcić. Zły lubi rzucać nam takie wyzwania ponad nasze siły.

Opublikowano Biblia, Duchowość, El Camino, Hiszpania, Meditation, Medytacja, pielgrzymka, Polish, Polska, sabbatical, Spain, Spirituality | Otagowano , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Feb 13, 2018. Day IX

Route: Villafranca Montes de Oca – Castañares-Burgos
Distance: 31,5 km (Razem 225,5 km)

After a few days of pretty good weather today looked like a bit more demanding. First, I was to climb the highest elevation so far on El Camino. Secondly, the forecast was pretty harsh with heavy snow fall and blizzard along the way. As if this was not enough I found all the eating places in Villafranca closed in the morning so I began my march without breakfast. The closest bar was to be found 12 km further on the today’s difficult trail. Just in case I was munching on my energy bar, that had been sitting in my pocket for a rainy day.

Henry left the hostel a few moments earlier knowing that I want to say the Rosary and meditate. He wanted to give me some space. I guess he needed the same.

Winter on El Camino. Movie

Today’s walk started with a steep ascent and quite a blizzard, which intensified with every minute. After reaching the miximum elevation of 1170 m a.s.l. the gradient temperature fell to about -15 C. The biggest challenge, however, was the ice on the trail. It was freshly covered by snow and thus invisible. It was definitely, as Henry puts it, a two-pole day. Walking I usually use only one pole to pace myself alternating the sides. I also use it for support and stabilization. Despite using two poles today I had a few near „hard landings” on the way. In hindsight, the decision to buy the poles back in Estella was very good.

After reaching San Juan de Ortega after over 2 hours I caught up with Henry, who, like me, was looking for a place to eat there. Everything was closed.

With our stomachs already making some noises we set out to the next town, Agés. Some 3 km before that town we started walking through some cattles fields. Since my backpack has an orange rain cover, I took it off just in case. Pretending to be a toreador on the slippery trail could end bad. We did not come across any bulls though.

In Agés we found a good place to eat and rest. This is a place where most pilgrims stay overnight. We decided to continue our journey to Cardeñuela Riopico, which was about 8 km away from Agés.

The trail to Cardeñuela was very symbolic for me. Today is Tuesday so I was going through the Sorrrowful Mysteries in the rosary. It is also the eve of Ash Wednesday and the beginning of Lent. Going up the next hill the dramatic change in the scenery struck me. The hillside had more and more stones as we advanced. Then a warlike barbed fence appeared on our left. In the end I was flabbergasted. On top of the hill we saw a big cross. This whole place looked like Golgotha. Why today? Was it a coincidence?

Writing this I still have a very vivid memory of this spiritual experience.

After Cardeñuela it turned out that none of the three albergue there was open. We had already walked 24,5 km in rather difficult terrain. We had no choice but to continue our hike. The last hope of finding something 2 km away in Orbaneja was also soon lost.

Since it was too far to walk to the center of Burgos we found a hotel in Castañares on the outskirts of the city. That’s where we got. We are just enoying a well deserved dinner and celebrating the end of Carnival. Tomorrow is Ash Wednesday and beginning of Lent. I wish to get to the Cathedral downtown to attend a Holy Mass in the morning.

Meditation VIII. What is your name?

What is your name?

Lk 8, 30

That is the question Jesus directed to the evil spirit in Gerasenes.

Our lives are full of addictions that are typically invisble to us. These are our automatic body and mental responses to different circumstances. They are mine too, by the way. Since they are automatic and invisible to us it is hard to change them. So before this Lent I ask myself what they are called? What is their name?

It would be nice to break free from at least one of them.

Opublikowano Bible, Biblia, Duchowość, El Camino, English, Hiszpania, Meditation, Medytacja, pielgrzymka, Polish, Polska, sabbatical, Spain, Spirituality | Otagowano , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

13 Lutego, 2018. Dzień IX

Trasa: Villafranca Montes de Oca – Castañares-Burgos
Dystans: 31,5 km (Razem 225,5 km)

Po kilku dniach dość dobrej pogody dzisiejszy etap zanosił się na dość wymagający. Miałem się dziś wspinać na najwyższą wysokość jak dotąd na szlaku. Poza tym prognoza pokazywała intensywne opady śniegu na trasie i porywisty wiatr. Jakby tego było mało ze względy na to, że rano wszystko było zamknięte zacząłem dzień bez śniadania. Najbliższy bar miał być po 12 km marszu w zamieci. W razie czego przegryzałem po drodze baton energetyczny, który od jakiegoś czasu czekał na czarną godzinę.

Henry wyszedł trochę wcześniej wiedząc, że rano odmawiam różaniec i medytuję. Chciał mi przez to dać przestrzeń. Myślę, że sam jej też potrzebował.

Zima na El Camino. Film

Trasa dzisiejsza zaczęła się od ostrego podejścia i sporej zamieci, która rosła z każdą minutą. Po dojściu na maksymalną dzisiejszą wysokość 1170 m n.p.m. odczuwalna temperatura spadła do jakiś -15 C. Największym wyzwaniem w trakcie wędrówki był lód, który czaił się pod śniegiem. Było to zdecydowanie, jak to nazywa Henry, two-pole day, czyli dzień na dwa kijki. Zwykle idąc używam tylko jednego kijka naprzemiennie dla podparcia i stabilizacji. Dziś kilka razy prawie nie zaliczyłem twardego lądowania. Jak dobrze, że je kupiłem w Estella!

Po dotarciu do San Juan de Ortega po ponad 2 godzinach marszu dogoniłem Henrego, który, jak ja, szukał w mieście jakiegoś baru. Wszystko pozamykane.

Z lekkim burczeniem w brzuchach ruszyliśmy dalej do kolejnego miasta, Ages. Jakieś 3 km przed miastem zaczęły się słynne pastiwska bydła. Ponieważ mój plecak ma pomarańczową osłonę przed deszczem, na wszelki wypadek zdjąłem ją na ten odcinek. Zabawa w toreadora na tym śliskim terenie mogła by się źle skończyć. Byków nie spotkaliśmy.

W Ages zjedliśmy porządny lunch i trochę dłużej odpoczęliśmy. To miejscowość, w której większość pielgrzymów robi postój na noc. My ruszyliśmy dalej licząc na nocleg w Cardeñuela Riopico oddalone o około 8 km od Ages.

Droga do Cardeñuela okazała się dla mnie bardzo symboliczna. Dziś wtorek, więc odmawiałem Tajemnice Bolesne Różańca. Poza tym jest dziś koniec Karnawału oraz Wigilia Środy Popielcowej. Podchodząc pod górę najpierw rzuciła mi się w oczy zmiana podłoża, które stawało się coraz bardziej kamieniste. Potem jeszcze drut kolczasty po lewej stronie odgradzający jakiś dawny teren wojskowy. Na koniec zatkało mnie. Na szczycie stał samotny krzyż. Istna Golgota. Dlaczego dziś akurat to mi się przydarzyło? Czyżby przypadek?

Jak to piszę, to jeszcze się nie mogę otrząsnąć po tym doświadczeniu.

Po dojściu do Cardeñuela okazało się, że żadne ze trzech schronisk nie jest otwarte. Mieliśmy już w nogach około 24,5 km w trudnym terenie. No ale trzeba było iść dalej. Nic tu po nas. Jakiś człowiek zrobił nam nadzieję, że może znajdziemy coś w Orbaneja za 2 km. Tam też nic nie było.

Wiedziałem, że poza tym do Burgos, do którego nie mieliśmy dziś w planie dojść, nie ma już po drodze schronisk. Jest tylko hotel w Castañares na przedmieściach Burgos. Tam też dotarliśmy. Właśnie jemy zasłużoną kolację i celebrujemy koniec karnawału. Jutro rano będę chciał zdążyć na jedną z porannych Mszy Św. we wspaniałej Katedrze w Burgos. Jest w końcu Środa Popielcowa.

Medytacja VIII. Jak ci na imię?

Jak ci na imię?

Łk 8, 30

Jezus zapytał złego ducha w Gerazie.

Typową cechą uzależnienia jest to, że sami go nie widzimy. Jest to dla nas ukryte. Jak spojrzeć na to obiektywnie, nasze życie składa się generalnie prawie z samych uzależnień. Można na to znaleźć jakieś łagodniejsze określenie ale po co? Tkwimy w jakichś schematach reagowania na rozmaite sytuacje, myślenia o nich. Tkwię i ja, żeby nie było. Nawet tego nie widzę. A trudno zmienić coś, czego się nie widzi samemu. Więc na ten Wielki Post pytam się siebie, jak mają na imię te moje uzależnienia?

Jak pięknie byłoby choć z jednego z nich się wyzwolić.

Opublikowano Biblia, Duchowość, El Camino, Hiszpania, Meditation, Medytacja, pielgrzymka, Polish, Polska, sabbatical, Spain, Spirituality | Otagowano , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Feb 12, 2018. Day VIII

Route: Redecilla del Camino – Villafranca Montes de Oca
Distance: 25 km (Total 194 km)

Last night my blindfold became very usuful. The room we slept in it had to be heated using heat lamps. In addition to the heat they provided they radiated a lot of light at night.

Since the town was totally empty we walked about 1,5 km to have our breakfast at a  roadside bar used mostly by truckers on a busy road N-120. The bossy lady at the counter was somewhat unpleasant. Perhaps it is a sign we are back to the civilistion. The route N-120 would keep us company either on our right or left for most of the day.

Though we continued our elevation gain today the walking pace was pretty impressive, i.e. 5,5 km/h. I guess we are well warmed up after so many kilometers already. I am going to hit over 200 km tomorrow. I let Henry leave the bar earlier as I was struggling with the internet connection to upload a new post. I told him I would catch up with him along the way. This, and rushing trucks on the highway, raised my walking pace a bit. I took the opportunity of the solo stretch to say the Rosary and do the meditation. Today I had Joyful Mysteries to pray on. What a joyful way to start a day! There were occassional puddles and mud left after last night’s downpour here and there.

Warm nest. Movie

Today we have crossed 900 m a.s.l. mark. We will stay at that elevation for some time. Tomorrow we start the day with a steep climb even higher. It is already pretty cold and looks like heavy snow and blizzard tomorrow.

Today I finish my first week of walking. Here is a bunch of statistics for those interested. Since the categories are in Polish let me just summarize some in English:

Avg daily # of step: 38 295
Total # of steps: 268 069
Avg daily calories burnt: 3 839
# of stories climbed: 661

Meditation VII. Whom and what do I need to forgive?

Then Peter came up and said to him, “Lord, how often will my brother sin against me, and I forgive him? As many as seven times? Jesus said to him, “I do not say to you seven times, but seventy-seven times

Mt 18, 21-22

The above excerpt proceeds the parable about a mean servant, who was forigven huge debt by the king, some USD 60 m, using today’s money. He, in turn, would not forgive, however, the little debt his fellow servant owed him, which was some USD 100. Obviously it is a parable referring to God being all forgiving vis-a-vis us. Despite such generosity we often remain stingy to others in foregivness.

Tonight one of the Korean pilgrims left literally a „Swan Lake” after taking a shower in the bathroom of the hostel. He left the dirty place oblivious to others wanting to use the place. I admit I boiled inside a bit seeing this.

Then I saw that the shower curtain was obviously outside the bathtub so he must have missed that. Maybe he was tired after the walk, maybe he is to young to care, inexperienced etc? How difficult is it to forgive such a trivial thing? Let alone some grudges held for generations in some families. Why? What is it good for? Nothing! Zero! Nada!

All I have to do is to think how incredibly high debt I have been forgiven by God. Then forgiving others comes a bit easier.

May the words: as we forgive those, who trespass against us, turn into deeds and not remain casually spoken prayer only.

Opublikowano El Camino, English, Hiszpania, Meditation, Medytacja, Polish, Polska, sabbatical, Spain, Spirituality | Otagowano , , , , , , , | Dodaj komentarz

12 Lutego, 2018. Dzień VIII

Trasa: Redecilla del Camino – Villafranca Montes de Oca
Dystans: 25 km (Razem 194 km)

Tej nocy przydała się opaska na oczy. Pokój, w którym spaliśmy, dogrzewaliśmy słoneczkami, które, jak to słoneczka, świeciły w nocy. Śniadanie przyszło nam zjeść w przydrożnym barze 1,5 km od miejsca noclegu. Po dojściu na miejsce okazało się, że jest on szczególnie odwiedzany przez kierowców ciężarówek na dość ruchliwe trasie N-120. Pani obsługująca nas była jakaś nerwowa. To chyba znak, że na moment wróciliśmy do cywilizacji. Trasa N-120 towarzyszyła naszemu marszowi raz z prawej, raz z lewej strony dzisiejszego dnia.

Mimo, że generalnie było cały czas dziś pod górę dzisiejsze tempo marszu było imponujące, tj. 5,5 km/h. Chyba już się rozgrzaliśmy po tylu kilometrach. Mi jutro stuknie 200 km. Poza tym rano walczyłem jeszcze z internetem, aby wrzucić poprzedni wpis. Nie chcąc, aby Henry na mnie czekał, powiedziałem, że go złapię na trasie. To, i pędzące ciężarówki, jeszcze bardziej podkręciło moje tempo. Czyżbym zaczął się spieszyć? Chyba nie. Wykorzystałem chwilę samotnego marszu na codzienny różaniec i medytację. Dziś tajemnice radosne na radosny początek dnia. Po wczorajszej wieczornej ulewie pozostało tylko błoto i kałuże tu i ówdzie.

Ciepłe gniazdo. Film

Dziś wspięliśmy się na wysokość ponad 900 m n.p.m., na której trochę pozostaniemy. Jutro zaczynamy dzień od stromego podejścia jeszcze wyżej. Jest dość zimno a jutro ma padać śnieg.

Dziś kończę pierwszy tydzień swojej wędrówki. Dla ciekawych kilka informacji i wykresów poniżej podsumowujących 7 dni marszu.

Medytacja VII. Komu i co mam wybaczyć?

Wtedy Piotr zbliżył się do Niego i zapytał: «Panie, ile razy mam przebaczyć, jeśli mój brat wykroczy przeciwko mnie? Czy aż siedem razy?» Jezus mu odrzekł: «Nie mówię ci, że aż siedem razy, lecz aż siedemdziesiąt siedem razy.
Mt 18, 21-22

Powyższy fragment poprzedza przypowieść o niegodziwym słudze, któremu król darował, na dzisiejsze pieniądze, jakieś PLN 200 mln, a który nie chciał darować swojemu dłużnikowi nieco ponad PLN 300. Oczywiście jest to nawiązanie do Ojca Naszego, który nam wszystko przebacza, i do naszego skąpstwa, niegodziwości w wybaczaniu innym.

Dziś wieczorem koreański pielgrzym zostawił po obie „Jezioro Łabędzie” w łazience i sobie poszedł, nie przejmując się, że inni też chcą się kąpać. Zagotowało się trochę we mnie. Potem zobaczyłem, że kotara była poza wanną, więc się pewnie zagapił. Poza tym może zmęczony, może młody, niedoświadczony? Jak to trudno wybaczyć nawet takie pierdoły. A co dopiero np. jakieś zadry, które tkwią w wielu rodzinach od pokoleń? Pretensje do innych, do siebie. Po co? Co to dobrego da? Nic! Zero! Nada!!

Wystarczy jednak, że sobie pomyślę jak niewyobrażalne kwoty darował mi ten Najwyższy. Wtedy darowanie innym przychodzi nieco łatwiej.

Niech słowa: Jako i my odpuszczamy naszym winowajcom, zamienią się rzeczywiście w czyn, a nie pozostaną tylko pustymi słowami.

Opublikowano El Camino, Hiszpania, Meditation, Medytacja, Polish, Polska, sabbatical, Spain, Spirituality | Otagowano , , , , , | Dodaj komentarz

Feb 11, 2018. Day VII

Route: Azofra – Redecilla del Camino
Distance: 26 km (Total 169 km)

The night at the albergue with no heating was not that bad. I put on almost everything I had in my backpack and kept pretty warm. My cold nose and my steaming mouth reminded me of the acute coldness inside. Henry and Hiro took the night well too. After a sumptuous breakfast it was time to hit the road.

Today is Sunday. The closest big town, Santo Domingo de la Calzada, was 15 km away. There is a beautiful Cathedral there with an interesting history and one peculiar thing in it. There is also a tomb of St. Dominic de la Calzada there, the saint patron of pilgrims to Santiago. According to my guide a Sunday Mass would take place at 1:00 pm. We would have to walk at a brisk pace to get there on time. Just on the outskirts of the town we caught up with Hiro and walked together to the Cathedral. Both not being Catholics my pilgrim companions that day decided to join me for the Holy Mass. How nice!

En route to Ciruena. Movie

Generally I like the atmosphere at Latin churches. Though this one was Castillian it reminded me a bit of that climatel. Nice choir singing, relaxed people, altar boys fidgeting as if they had ants in their pants. I was most impressed, however, with the priest saying the Eucharist. He had positive energy yet was very focused. The sermon, which was directed mostly to the children, and thus fully understood by me, was said with passion and from the heart. During the most important moment he uttered the words of Transfiguration so solemnly I and my travel companions were really moved. As a side note, it is really a nice feeling to be able to fully participate in a Holy Mass in a foreign language. The Rosary I say everday I try to alternate between Polish and Spanish, which is helpful.

At the end of the Mass the priest, seeing that there were some peregrinos in church, said special Blessing for the pilgrims. Afterwards I went to the sacristy to thank him and ask for the Cathedral stamp in my credencial. It was worth it. The stamp had a peculiarity related with this very church , i.e. hen house.

Indeed opposite the tomb of St. Dominic you can find a hen house with a few hens and a rooster. Just watch the movie below.

Hen house at church. Film

The legend has it that St. Dominic saved the life of a young pilgrim who was wrongly sentenced to death by hanging. When the judge, who was actually having a chicken for lunch, learned that the executed pilgrim regained his life, he joked that he must be as alive as the animal on his plate. The moment he said so, the chicken on his plate came to life as well. To commemorate this since XV c. there has been a hen house at the church where they keep a few live hens and a rooster. They rotate the animals once a month.

After the Mass we talked Hiro into continuing his journey at least to another town. There we bid farewell to him and wished each other Buen Camino. We continued our walk for 4 more kilometers leaving La Rioja region after two day.

Leaving La Rioja region. Film

Again we are in a town that seems deserted by people. Once we entered a local albergue a downpour came out of the blue. How can you not believe in Providence!?

Since albergue was totally empty I called a lady taking care of it by dialing the phone number on the door. We bought some pasta and tomato sauce from the albergue stand. Seeing our nice face the lady took out some already made, frozen drumstick, french fries and baguette. All of that was on the house. Henry made good use of it all and we had a good meal before turning in for the night.

P.S.

I always assumed that storks migrate from Poland before winter to the Middle East. Well, I have seen quite a few of them nesting here as well.

Medytacja VI. If you want, you can. I can. What do you want?

If You are willing, You can make me clean.
Mk 1, 40

Today’s Sunday gospel has this a bit strange question or request asked by a lepper to Jesus. The priest I mentioned above encourage us all to reverse the question from the position of Jesus .. I am willing. What do you want then …?

So what do you want, really, really want? We usually do not name properly the things we actually want. We desire money, fame, lottery win, a good job, spouse! But what is behind it? So, what do I really want? That one thing, not to complicate things.

Opublikowano El Camino, English, Hiszpania, Meditation, Medytacja, Polish, Polska, sabbatical, Spain | Otagowano , , , , , , | Dodaj komentarz

11 Lutego, 2018. Dzień VII

Trasa: Azofra – Redecilla del Camino
Dystans: 26 km (Razem 169 km)

Noc w nieogrzewanym schronisku parafialnym okazała się nie taka zła. Założyłem na siebie prawie wszystko, co miałem w plecaku i było mi dość ciepło. O chłodzie przypominał tylko zimny czubek nosa i para z ust. Henry i Hiro też dość dobrze znieśli ten nocleg. Po dobrym śniadaniu w miejscowej restauracji czas było wyruszyć.

Dziś niedziela. Najbliższe większe miasto, Santo Domingo de la Calzada, oddalone było o około 15 km. Jest tam bardzo piękna katedra z interesującą historią i jedną sporą osobliwością. Jest też w niej pochowany Św. Dominik de la Calzada. To nie ten, który założył zakon Dominikanów, lecz patron pielgrzymów do Santiago. Według przewodnika niedzielna Msza Św. miała być o 13:00. Trzeba zatem iść dość dobrym tempem aby zdążyć na czas.

Około 12:00, po dojściu do kolejnego wzniesienia, ujrzeliśmy kolejne malownicze miasto, nasz pierwszy cel. Katedra w Santo Domingo wydawała się dość blisko, ale dojście do niej z tamtego wzniesienia zajęło nam prawie kolejną godzinę. Przed samym miastem dogoniliśmy Hiro i wspólnie doszliśmy do kościoła na 5 minut przed rozpoczęciem Mszy Św. Mimo, że obaj moi towarzysze nie są katolikami postanowili ze mną pójść na Mszę Św. Jak miło.

W drodze do Cirueña. Film

Osobiście bardzo lubię atmosferę w kościołach latynoskich. Ten, mimo, że kastylijski, trochę mi ją przypominał. Ładny śpiew chóru, rozluźnione twarze ludzi, ministranci wiercący się, jakby po nich chodziły mrówki. Jednak najbardziej urzekł mnie ksiądz sprawujący Eucharystię. Miał w sobie luz, swobodę a jednocześnie niezwykle skupienie. Kazanie, które było skierowane do dzieci, a przez to w 100% zrozumiałe przeze mnie, głosił z pasją i broń Boże nie z kartki. W najważniejszym momencie Mszy Św., w trakcie Przeistoczenia, skupienie, z jakim wypowiadał słowa Jezusa z Ostatniej Wieczerzy, było przejmujące. Miałem wrażenie, że to wszystko udzieliło się też moim kompanom. Na marginesie, jest to naprawdę miłe uczucie, kiedy można w pełni uczestniczyć we Mszy Św. w obcym języku. Różaniec odmawiam na przemian po polsku i po hiszpańsku, więc z modlitwami lokalnymi jestem na bieżąco.

Na koniec ksiądz spojrzał na mnie i zapytał czy ja i koledzy jesteśmy pielgrzymami. Gdy skinąłem, dodał specjalne Błogosławieństwo dla pielgrzymów. Po zakończeniu poszedłem do zakrystii podziękować oraz z prośbą o pieczęć w paszporcie. Było szczególnie warto. Pieczątka zawierała w sobie pewną osobliwość związaną z tym właśnie kościołem, tj. kury i kurnik.

Rzeczywiście na przeciw grobu Św. Dominika jest kurnik z żywymi kurami. Zresztą sami zobaczcie film.

Kurnik w kościele. Film

Legenda związana z kurnikiem głosi, że Św. Dominik ocalił życie (skracam historię celowo) pewnego młodego pielgrzyma niesłusznie osądzonego i powieszonego w mieście. Gdy sędzia, jedzący akurat pieczoną kurę na obiad, dowiedział się o cudownym uratowaniu wisielca zażartował, że jest on tak żywy jak danie na jego talerzu. W tym właśnie momencie kura na talerzu ożyła. Na pamiątkę tego wydarzenia w kurniku kościelnym przechowywane są od XV w. żywe kury i kogut. Rotacja zwierząt jest raz na miesiąc.

Po Mszy Św. poprosiłem sympatyczne parafianki o polecenie restauracji. Była tuż, tuż. Zjedliśmy obiad tym razem we trójkę. Przy okazji potwierdziłem u źródła, że Japończycy jadają sushi głównie palcami i tylko dodają wasabi i sos sojowy bez imbiru. Zawsze mnie to ciekawiło.

Namówiliśmy Hiro, aby kontynuował z nami marsz do kolejnego miasta. Zawsze będzie miał trochę bliżej do celu. Po pożegnaniu się z nim i wzajmnym życzeniu Buen Camino, poszliśmy jeszcze 4 km dalej wychodząc po dwóch dniach wędrówki z regionu winnic La Rioja.

Wychodząc z regionu La Rioja. Film

Znowu jesteśmy w mieście, gdzie jest głucho i ciemno. Dochodząc dosłownie do drzwi schroniska lunęło jak z cebra. I jak tu nie wierzyć w Opatrzność!?

Albergue otworzyła nam pani, którą wezwałem dzwoniąc pod nr tel. na drzwiach. Generalnie jest ok. Znowu mamy schronisko tylko dla siebie. Kupiliśmy od pani makaron i sos pomidorowy. Widząc nasze sympatyczne miny wyciągnęła jeszcze dla nas cztery zrobione i zamrożone nóżki kurczaka, frytki i zamrożoną bagietkę. Wszystko gratis od firmy. Henry to przyrządził ekstra. Nie ma niestety WiFi więc proszę Was o cierpliwość w oczekiwaniu na kolejny wpis.

P.S.

Jeśli się zastanawialiście, gdzie zimują bociany, to spotkałem ich sporo po drodze.

Medytacja VI. Jeśli chcesz, to możesz. Mogę, ale czego chcesz?

Jeśli zechcesz, możesz mnie oczyścić
Mk 1, 40

Dzisiejsza Ewangelia niedzielna zawiera to trochę dziwne pytanie czy prośbę trędowatego do Jezusa. Ksiądz, o którym wspominałem powyżej, mówiąc dziś do dzieci, zachęcał też aby odwrócić to pytanie, od strony Jezusa do człowieka … Mogę. Czego chcesz zatem …?

No więc czego chcę, czego chcesz … ale tak naprawdę? Zwykle nie nazywamy tak właściwie tego, co tak naprawdę chcemy. Pragniemy, pieniędzy, wygranej na loterii, dobrej pracy, męża, żony itd. Ale co za tym stoi? Zatem czego tak naprawdę pragnę? Tego tego jednego, żeby nie komplikować tematu.

Opublikowano El Camino, Hiszpania, Meditation, Medytacja, Polish, Polska, sabbatical, Spain | Otagowano , , , , | Dodaj komentarz