About Hobbits and other creatures

11.10.2011

 

New Zealand hosts a lot of interesting animals and plants that can be seen only here. The number of endemic (native) species is estmiated to be as high as 70,000! This unprecedent wealth of wildlife is the result of long isolation of New Zealand from other lands. Around 85 m years ago, the land of NZ, got separated from Gondwana, i.e. the ancient super southern continent, which comprised today’s lands of South America, Africa, India, Australia, New Zealand, Antarctica and South East Asia. 

 

Here is a few interesting species mentioned above.

 

Kiwi

kiwi sign_thumb

Let me start with one of the symbols of New Zealand, the famous kiwi bird. It is one of rare flightless birds. This handicap makes kiwi and its offspring quite vulnerable. For this reason the kiwi population is endangered today. We were lucky to see a few of them in the Kiwi House in Otorohanga learning a few ineresting facts about those intriguing birds. Kiwi egg relative to the female size is huge. It has around 20% of the parent weight. Though much smaller, the kiwi egg is almost as big as ostrich’s egg. Unlike other birds right after hutching the newborn kiwi has the hairy plumage of an adult bird. In the same vein, contrary to other birds its nostrils are placed at the end, not at the base, of their beak. Kiwis are nocturnal and sleep up to 20 hours per day!

 

IMG_2701_thumb[3]IMG_2703_thumb[2]IMG_2704_thumb[1]

 

Kiwi_video

Tuatara

Another fascinating endemic species to NZ is tuatara. It is a reptile from hatteria family, resembling a big lizard and related to dinosaurs. For 200 m years … this is not a typo … tuatara has not changed significantly. That is why it is often referred to as “living fossile”. Its preferred temperature is quite moderate for a reptile, i.e. between 16-22 Celsius. Thanks to the low body temperature (it can be as low as as 5 C) hatteria have very slow metabolism. They are also know for their longevity and can live up to 100 years. In Maori tradition these animals are considered sacred and the symbol of tapa (taboo).

 

IMG_2696_thumb[1]IMG_2698_thumb[2]

 

Tuatara_video

Tui

This is a peculiar and inteligent bird, quite common in our neighborhood in NZ. At first sight it seems to be all black. Under different light angles you can discover its colorful and iridescent feathers. It is also known as Parson Bird, because of its white collar like a priest. Tui can be recognized also by its beautiful singing and vocalizations, even at night. Like parrots, they are able to imitate human voice. They pollinate many local flowers such as flax, kowhai (see in the picture below) or kaka beak.

IMG_3076_thumbIMG_3085_thumbIMG_3090_thumb

 

Silver fern – Ponga

I started today’s post with one of the symbols of NZ, i.e. kiwi bird. Ending I would like to mention another one, a silver fern, also know in Maori as ponga. This is a species of tree fern commonly seen in NZ. It has silver-white coloration on the underside. It is quite similar in appearance to a palm tree. Silver fern is a commonly used symbol in NZ. Among its many uses it is the symbol of the national team of rugby, football and netball, a popular local sport (like basketball without boards and ball bouncing). The fern is also in the national emblem of NZ and it is said it should be included in the national flag as well.

 

IMG_2695_thumb[3]NZ emblem_thumb[1]150px-Silver_Ferns

 

I was about to finish this post and I remembered about the Hobbits in the title. For those who have never heard of them, let me just describe them as a race created by the writer named J.R.R. Tolkien in his famous fantasy books. Hobbits are small, peace-loving creatures living in colorful villages in houses dug up in the hills. With their hard soles and hairy feet they walk barefoot, even in winter time. They like to eat a lot and smoke pipe herbs. In the times described by Tolkien the Hobbits lived mainly in the mythical land of Shire, which we were lucky to visit recently. I have got good news for all  Hobbit lovers here. We were the last group of people allowed into the so-called Hobbiton, the land of the Hobbits (Shire), created to make the famous trilogy-movie “The Lord of the Rings”. The day after our visit, a film making group led by the director Peter Jackson, started shooting a brand-new movie, Hobbit. Unfortunately before visiting the set we had to sign a legal commitment we would not be sharing our picutres and movies takedn there on the internet.

andrew-dewitt-hobbit_thumbhobbit 1_thumb[1]imagesCAR767I7_thumb

Opublikowano English, New Zealand | Otagowano | 2 Komentarze

303

10.10.2011

Wczorajszy dzień pod kilkoma względami był dla mnie wyjątkowy. Po pierwsze łącznie z naszymi rodakami, ekscytowaliśmy się wyborami w Polsce. Po drugie, jak co roku na Hawajach, odbywały się mistrzostwa świata w Ironmanie (tak naprawdę było to w sobotę, ale w Nowej Zelandii była już niedziela). Po moim ostatnim Ironman’ie w Nicei we Francji w 2010 obiecałem rodzinie, że w 2011 roku zrobię sobie przerwę od tych morderczych zawodów. Jeszcze wtedy, w czerwcu 2010, nie wiedziałem, że w 2011 udamy się na roczny sabbatical. Dobrze się zatem złożyło.

Choć mój reżim treningowy jest w czasie podróży bardzo skromny (nie mam ze sobą roweru), ciągnie wilka do lasu. Przed przyjazdem do Nowej Zelandii wyczytałem w internecie, że w czasie naszego pobytu będzie organizowany w Nowej Zelandii przynajmniej jeden maraton w mieście Masterton o nazwie Wairapa Marathon (nazwa regionu). Mimo tego, że czułem się daleki od szczytowej formy i z kilkoma kilogramami więcej niż przed zawodami Ironman, postanowiłem wziąć w nim udział.

Po dotarciu w sobotę wieczorem do Masterton i zarejestrowaniu się na listę uczestników okazało się, że maraton ma dość skromną oprawę. Dowiedziałem się m.in., że na trasie będzie dostępna tylko woda (zwykle są też napoje izotoniczne, banany, żele z glukozą czy batony energetyczne). Poza tym w Masterton lało i było strasznie zimno. Biorąc pod uwagę to zimno Ania kategorycznie nie zgadzała się na nocowanie pod namiotem. Na szczęście znaleźliśmy ciepły kąt (cabin). Organizatorzy zaplanowali też bardzo wcześnie start, bo już o 7:00 rano. Gdyby nie Ania to prawie bym zaspał Uśmiech. Z tym noclegiem to też dobrze wyszło, ponieważ rano było gdzieś minus 3 stopnie Celsiusza i trzeba było skrobać szyby. To poranne zimno przypominało mi bardzo mój start w maratonie w Nowym Jorku gdzie koczowałem, czekając na start przy Verazzano Bridge aż 5 godzin. Wtedy to wyziębienie i odwodnienie na trasie kosztowało mnie sporo zdrowia.

Tym razem, dzięki Bogu, słoneczny i chłodny ranek okazał się dla mnie pomyślny. Będąc w takiej sobie formie ukończyłem maraton na 6 miejscu z bardzo przyzwoitym czasem a zarazem swoim rekordem życiowym 3:03 (a dokładnie 3:03:13). Gdyby nie bolesna niespodzianka, która mnie spotkała na 38 km, była nawet szansa zejść poniżej 3 godzin. Ze względu na brak napojów izotonicznych na trasie biegłem ze specjalnym pasem z małymi bidonami na plecach i kieszonką na batony energetyczny. Nie jest to zbyt wygodne, a poza tym waży. Widząc, że mam szansę dobry wynik na ostatnich kilometrach postanowiłem pozbyć się pasa odpinając go i rzucając gdzieś w trawę. Po jego odpięciu złapał mnie nagle ostry ból brzucha tak iż prawie stanąłem w miejscu. W ten bolesny sposób zdobyłem kolejne doświadczenie.

W trakcie zawodów jak zwykle mogłem liczyć na doping i wsparcie swojej rodziny. Zresztą nie tylko ja. Nasze dzieci bardzo zaangażowały się w rozlewanie i rozdawanie wody i soku, który był dostępny na linii startu i finiszu zarazem. Za tę swoją pracę dostały smaczne ciasto od organizatorów, które zjedli ich rodzice Uśmiech.

Biorąc pod uwagę okoliczności i dość górzystą trasę maratonu jestem bardzo zadowolony z wyniku. Można też powiedzieć, że  zrobiłem 1/3 Ironman’a Uśmiech. Tak naprawdę, było to duathlon, bo zaraz po maratonie postanowiliśmy jechać samochodem jeszcze 620 km (7 godzin czystej jazdy).

“Wszystko jest możliwe”

Po maratonie_video

Opublikowano New Zealand, Polish | Otagowano | 10 Komentarzy

303

10.10.2011

 

Yesterday in many ways was very special for me. First, along with many Poles we were excited about the elections in Poland. Secondly, as this time every year, there was the Ironman world championship in Hawaii (it was actually on Saturday, but it was Sunday already in New Zealand). After my last Ironman in Nice, France, in 2010 I promised my family to take a year off from doing this exhaustive competition myself. Then, in June 2010, I did not expect we would go away for one year on a sabbatical in 2011.

Though my training regime is very modest (I do not my bike with me) now, the temptation is still there to do some competition. Before coming to New Zealand I found out there would be at least one marathon event in New Zealand taking place during our stay here, i.e. a marathon in the city of Masterton called Wairapa Marathon (named after the region). Being far below my top shape and with a few extra kilograms of weight I would typicaly have before Ironman competition I decided to follow my heart and run that marathon.

After reaching Masterton on Saturday evening and registerting in the marathon it turned out few things would be provided during the run for the athletes. The drinking stations, except for the one at the finish line, would offer only water and not typical things I expected like isotonic drinks, energy gels and bars, bananas, etc. It was raining heavily and cold in Masterton. Seeing this Ania insisted on not camping in a tent that night. Fortunately we found a warm place stay (a cabin). The marathon organizers planned a very early marathon start at 7:00 am! If it was not for Ania, I would have overslept the eventUśmiech. I am glad we did not camp that night because it was minus 3 Celsius in the morning and we had to scrub the windows in the car. That cold morning brough back the memories of my marathon in New York where I had to wait for 5 hours in cold weather near the Verazzano Bridge before the gun went off. Then my hypothermia and dehydration cost me took a lot of energy from me.

This time, thank God, a sunny and chilly morning turned out to be fortunate for me. Being in a so-so shape I finished the marathon in the 6th place with a very good result and my personal best of 3:03 (3g:03min:13sec, to be precise). Be it not for a painful surprise which happened to me at 38th km, I had a chance to even go below 3 hours. Not counting on receiving any isotonic drinks nor energy bars along the course I decided to wear during the marathon a special running belt with all the essentials. It is not a very convenient way to run and it is additional weight to carry. Seeing a chance to beat 3 hours I decided to ditch the belt 4 km before the finish line. Right after removing it from my waist and throwing it far into deep grass I felt a piercing pain in my lower abdomen. The pain was so great I almost stopped running. In this painful way I learned something new about running.

 

As usual, during the competition I could count on my family support. Not only myself. Our kids got very engaged in portioning and distributing water and juice at the finish line. In appreciation of their work they even got pieces of delicious caramel cake from te organizers, which was later eaten up by their parents Uśmiech.

All things considered and with the hilly course of the run I am very pleased with the result. I can also say I completed 1/3 of Ironman Uśmiech. In truth that day I finished a duathlon by driving, right after the marathon, 620 km (7 hours of driving time).

 

“Wszystko jest możliwe”

 

After the marathon_video

 

Opublikowano English, New Zealand | Dodaj komentarz

Jak u Pana Boga za piecem

4.10.2011

 

Powiedział mi – rzekł Mieszek – przysłowie niedźwiedzie:
Że prawdziwych przyjaciół poznajemy w biedzie …

A. Mickiewicz

 

Jednym z nieocenionych aspektów naszego sabbaticalu są niezwykli ludzie, których spotykamy w każdym z krajów.

W moimi ostatnim wpisie, wspominałem o trudach campingowania w chłodnej jeszcze Nowej Zelandii. Po raz kolejny jednak Opatrzność skierowała nas w stronę ludzi, dzięki którym możemy prawdziwiej i przyjemnie przeżywać pobyt w NZ. Tak oto trafiliśmy zupełnie niespodziewanie do domu Ian’a, mieszkającego kilkadziesiąt kilometrów na pd od Auckland. Korzystając z Jego gościnności mamy choć przez kilka dni dach na głową i ciepłe łóżka z, co szczególnie się spodobało całej rodzinie, podgrzewanymi elektrycznie materacami Uśmiech.

Goszczenie u kogoś obcego w domu to zawsze pewna niewiadoma z obu stron. Po raz kolejny okazało się, że od pierwszego kontaktu wszystko zaczęło się dobrze układać. Mimo różnicy pokoleniowej i kulturowej wszyscy łącznie z dziećmi świetnie się dogadujemy z naszym gospodarzem. Ze swej strony staramy się wnieść coś do tego przytulnego i bardzo schludnego domu. Ania, mając do dyspozycji kuchnię i dobrze wyposażoną spiżarnię, gotuje wspaniałe rzeczy. Robi to z wielką przyjemnością widząc zachwyt rodziny i  Ian’a. Ja też coraz bardziej przypominam sobie stare czasy, gotując coraz to nowe potrawy. Ostatnio widząc świeże małże w sklepie postanowiłem po raz pierwszy w życiu przyrządzić je w sosie winnym na kolację. Wyszło świetnie! Nie wspomnę już o całej serii innych potraw i ciast przygotowanych przez Anię (czasem z pomocą Wojtusia), czy to z kuchni polskiej, hinduskiej czy innej. Robi to mimo wielu zajęć edukacyjnych z dziećmi. Jest rewelacyjna w godzeniu tego wszystkiego!

Wydaje nam się, jakbyśmy znali Ian’a od lat. Wojtuś strzela z Ian’em z wiatrówki, Aniusia demonstruje mu nowo zaprojektowane stroje dla lalek, Ania rządzi z Ian’em w kuchni, który nie pozwala nikomu nic zmywać, mówiąc, żeby mu nie zabierać jego jedynej pracy Uśmiech.

Ja znajduję w Ian’ie niezwykłego rozmówcę, z którym łączy mnie wiele pasji, szczególnie do lotnictwa i generalnie do wiedzy o świecie. Dzięki Ian’owi dowiadujemy się też wielu ciekawych rzeczy o Nowej Zelandii i doświadczamy autentycznego nowozelandzkiego życia. Poznajemy też inne osoby. Wymienię choćby dwóch koneserów i konstruktorów, rozmaitych pojazdów a także zagorzałych sympatyków żużla, tj. Tima i jego ojca Ivan’a. To w ich garażu zobaczyliśmy skonstruowany przez nich samochód wyścigowych Midget jak i kultowe motory marki Indian. Ci co oglądali wzruszający film The World’s Fastest Indian  o niesamowitym człowieku Burt Munro (grany przez Anthony Hopkins) bijącym rekordy prędkości na motocyklu tej marki, wiedzą o co chodzi. Sam Burt Munro był zresztą Nowo Zelandczykiem, więc wszystko się tak jakoś ładnie ze sobą zazębia.

IMG_2583IMG_2579IMG_2585IMG_2586IMG_2589IMG_2590IMG_2591

 

Generalnie jest pięknie i nie chce się wyjeżdżać. Jednak jak to mówią, “gdzie cię lubią, bywaj krótko”.

Ludzie spotykani przez nas w podróży słysząc o naszej niezwykłej przygodzie, dość często  pytają nas o nasze ulubione dotąd miejsca. Muszę przyznać, że zwykle mamy problem z udzieleniem odpowiedzi. Tworząc ten wpis właśnie zdałem sobie sprawę dlaczego. Dla nas przyjaźnie i poznani ludzie mają po prostu jeszcze większa wartość niż to co zobaczyliśmy. Miejsca takie jak, El Porvenir (Honduras), Calgary i North Delta (Canada), Morgan Hill (USA), Vunimaquo (Fiji) czy Waiuku (Nowa Zelandia) wielu innym osobom mogą się wydawać zwyczajne. Dzięki przyjaźniom tam zawartym i ludziom tam spotkanym, dla nas są to miejsca niezwykłe.

Video:

Gotowanie u Ian’a_video

Gramofon_video

Midget_video

Motocykle Indian i nie tylko_video

Strzelanie u Ian’a_video

Truskawki u Ian’a_video

Opublikowano New Zealand, Polish | Otagowano , | 3 Komentarze

Ian’s place

4.10.2011

 

A friend in need is a friend indeed

 

One of the splendid aspects of our sabbatical are great people we have been meeting in the countries visited so far.

In my previous post I mentioned the difficulty of camping in cold spring of New Zealand. Owing to Providence again we have come across people thanks to whom we are able to have a more genuine and pleasant stay in New Zealand. Quite unexpectedly we got to the house of Ian, located half an hour drive south of Auckland. Thanks to his hospitality for a few days we have a solid roof over our heads and warm beds with, what the whole family enjoys in particular, heated matresses.

Staying at somebody else’s place is always some unknown for both sides. Yet again we hit it off with our host from the very beginning. Despite generational and cultural differences we all have great relationship with Ian, our host. From our part we want to contribute something to this cozy and very tidy place. Ania, having a well equipped kitchen with a full pantry, cooks deliciously. It is an enormous pleasure for the whole family and the host. Myself, I also get back to the good old days by expermenting with new dishes. Seeing fresh mussles in a supermarket I could not resist to prepare them in white wine sauce. Though it was my first attempt at this recipe, it came out very well! I will not mention a long list of dishes, pies and pastries prepared by Ania, sometimes with little Wojtus’s help. She does all of this despite being quite busy with homeschooling. Ania is just great at juggling many things!

It seems as if we have known Ian for years. Wojtus shoots from a BB gun with him, little Ania presents her new clothing designs for her dolls, big Ania rules with Ian in the kitchen. Ian does not anybody do the dishes saying that he does not want to be jobless in his house Uśmiech.

 

I enjoy conversations with Ian, with whom I share many passions such as aviation and generally the knowledge about the world. Thanks to him we learn many interesting things about New Zealand and experience authentic life here. Through Ian we also meet other people. Here I will just mention two connisseurs and constructors of various vehicles as well as avid speedway fans, i.e. Tim and his father Ivan. In their garage we saw a racing speed car called Midget made by them as well as vintage Indian motocycles. Those of you who have seen the movie The World’s Fastest Indian about a great individual named Burt Monroe (played by Anothny Hopkins) beating speed records on an Indian bike, know what I am talking about. Burt Munro was from New Zealand so everything meshes together nicely.

IMG_2583_thumb[4]IMG_2579_thumb[2]IMG_2585_thumb[1]IMG_2586_thumbIMG_2589_thumb[1]IMG_2590_thumbIMG_2591_thumb[1]

 

In a nutshell, we are having a splendid time here and regret having to leave soon. As the old Polish adage goes “do not overstay your welcome, where they like you”.

People we meet in our journey hearing about our sabbatical often ask about our favorite places so far. We often struggle giving definite answers. Writing this post I just realized why it is so. For us the people we meet and make friends with have greater value than places we see.  El Porvenir (Honduras), Calgary i North Delta (Canada), Morgan Hill (USA), Vunimaquo (Fiji) or Waiuku (New Zealand) are all locations that might not seem extraordinary for many. Thanks to friendships made and people we met  for us they are very memorable.

 

Video:

Cooking at Ian’s_video

Gramofon_video

Midget_video

Indian motor bikes and more_video

Shooting_video

Strawberries_video

Opublikowano English, New Zealand | Otagowano , | 2 Komentarze

Kraina Północy (Northland)

1.10.11

 

Po jednej nocy spędzonej w Auckland udaliśmy się na samą północ Nowej Zelandii, tzw. Northland. Jadąc tam liczyliśmy m.in. na to, że będzie trochę cieplej. Nota bene na półkuli południowej wiele rzeczy jest odwrotnie. Na przykład im bardziej na północ tym cieplej, słońce w południe świeci na północy a mech na drzewach rośnie od strony południowej itd.

Po dotarciu na miejsce campingu okazało się, że cały czas jest dość chłodno. Ale czego tu oczekiwać, skoro dopiero skończyła się tu zima. W Polsce wiosną pojawiają się przymrozki czy nawet pada miejscami śnieg. Przejechawszy już ponad 1000 km zaskoczyła nas roślinność w północnej NZ. Sporo palm, bambusów, juki i innych subtropikalnych roślin. Poza tym wszędobylskie paprocie rosnące nawet na drzewach podobnych do palm. Mówiąc o roślinności trzeba też wspomnieć o tajemniczych drzewach olbrzymach, tj. kauri. Dawno temu kauri porastały gęsto cały obszar Northland. Dziś występują raczej sporadycznie w kilku miejscach na półwyspie, np. w Waipoua Forest. Przy ich obwodzie sięgającym nawet 16,5 metra inne drzewa wyglądają przy nich jak zapałki. Ich gładka kora robi wrażenie jak gdyby drzewo było zupełnie nagie.  Najstarsze z nich, Tane Mahuta, ma już 2000 lat!

Video:

Camping na plaży Rarawa_video

Przylądek Reiniga_video

Przychodzi owca do lekarza_video

Tane Mahuta_video

Drugie największe drzewo kauri_video

Poza tym jak okiem sięgnąć same pastwiska i łąki z pasącymi się owcami, których żyje w NZ wielokrotnie więcej niż samych mieszkańców. Na łąkach spotkać też można sporo bydła. Tak naprawdę nie widzieliśmy dotąd żadnego pola uprawnego jedynie same łąki.

Camping w Nowej Zelandii okazuje się być jeszcze większym wyzwaniem niż w USA. Co prawda są tu prysznice (z zimną wodą), ale nie ma ani jednego stołu i ławek do siedzenia. Po kilku dniach spania, jedzenia czy robienia szkoły domowej w pozycji horyzontalnej łupie w krzyżu niemiłosiernie.  Poza toaletami jest goły plac ziemi. Ceny za ten luksus są dość wysokie. Wahają się od NZD 22 do 50  (PLN 60 –130) za nocleg zależnie od miejsca. Plus jest taki, że praktycznie nikogo tu nie ma na campingach mimo, że są mistrzostwa świata w rugby. Ci co są, mieszkają w camper vanach, czyli busach z możliwością spania i małą kuchnią. Pod namiotem nie widzieliśmy nikogo przez ostatnie 6 dni.

Te niewygody kempingowe rekompensuje niezwykły spokój, jakiego można tu doświadczyć. Plaże Nortland są równie niezwykłe. Oślepiający piasek plaż jest tak drobnoziarnisty jak mąka. Przemierzając kilometry wybrzeża nie widać żadnych domów czy też śmieci, co miało dość często miejsce na Fidżi.

Northland, a szczególnie północny jego skrawek Półwysep Aupouri, ma też w sobie sporo magii. Według miejscowych wierzeń maoryjskich, jest to miejsce, z którego wyruszają, jak z wielkiej platformy, duchy ku duchowej krainie Hawaiki. Na końcu półwyspu, będącego też północnym skrawkiem Nowej Zelandii jest uroczy Przylądek Reiniga z malowniczą latarnią oraz intrygującym widokiem na mieszające się  wody Morza Tasamańskiego i Pacyfiku. Słup z odległościami do różnych miejsc na świecie jeszcze raz przypomina nam, jak daleko jesteśmy od domu.

IMG_2497

Opublikowano Edukacja domowa (homeschooling), New Zealand, Polish | Otagowano , | 2 Komentarze

Northland

1.10.11

 

After the first night spent in Auckland we drove to the very north of New Zealand, the region called Northland. Going there we hoped to find some more warmth. BTW, in the southern hemisphere many things are different than north of the equator. It gets warmer when you move north, the sun shine in the north at noon and moss grows on the south side of the trees etc.

Upon reaching our camping place it turned out it was still pretty cold. But what should you expect now that the winter has just ended here. In Poland during spring frostbite and snow fall is still common. Having driven 1000 km already we have been surprised with the flora of northern NZ. Palm trees, bamboo, yucca and other subtropical plants. Besides you see everywhere the ubiquituous ferns growing even on trees looking like little palm trees. Speaking about the plant life I must mention the mysterious and giant kauri trees. Long time ago kauri grew all over Northland. Today they can be seen in just a few places such as Waipoua Forest. With their girth reaching 16,5 m they make other trees look like matches. Their smooth bark makes them look like completely naked. The oldest of them, Tane Mahuta, is 2000 years old!

* For full version of the slide presentation please refer to the Polish version of this post

Video:

Camping at Rarawa beach_video

Reiniga Cape_video

Sheep encounter_video

Tane Mahuta_video

2nd largest kauri_video

As far as eyes can reach we can see only pastures and meadows with grazing sheep. In NZ sheep far outnumber the people. What is striking is that we have not seen a single arable field with crop so far.

Camping in NZ turns out to be more challenging than in the US. Though there are shower here (cold water only), there is not a single bench or picnic table in sight. After a few days of sleeping, eating, homeschooling all in a horizontal position the back is hurting. Apart from the toilets and and water spigots there is virtually nothing else. The prices for such a luxury are quite steep NZD 22 – 50 (USD 18 – 40) depending on the location. The campgrounds are almost completely deserted, despite Rugby World Cup. Those who come here live in camper vans. We have yet to see somebody else camping in a tent like we do.

These camping discomforts are compenstaed by incredible peace we can experience here. The Northland beaches feature blinding white sand with flour-like texture. Roaming the kilometers of the coast we did not see a single scrap of development nor a piece of garbage, which would be often the case in Fiji.

Northland, in particular its northmost tip, Aupouri Penninsula, has some magic to it. According to local, Maori, beliefs, it is the site from which spirits depart toward the spiritual homeland, Hawaiki. At the end of the penninsula there is a picturesque Cape Reininga with a beautiful lighthouse. Below the cape and an intriguing  phenomenon can be observed, i.e. the turbulunt mixing of Tasman Sea with the waters of the Pacific.

A pole with distances to a few select places in the world reminds us again how far away from home we are.

IMG_2497_thumb[4]

Opublikowano Edukacja domowa (homeschooling), English, New Zealand | Otagowano , | 1 komentarz

Wszystko jest możliwe

25.9.2011

“Wszystko Jest Możliwe” to moja dewiza życiowa. Nasz rodzinny sabbatical mocno się w nią wpisuje. Uwielbiam historie, w których rzeczy pozornie uważane za nierealistyczne dzieją się naprawdę.

Taka historia przydarzyła mi się np. wczoraj. W trakcie lotu z Fidżi do Nowej Zelandii okazało się, że w rzędzie za nami siedziała grupa osób z Polski. Wracali właśnie z kilkudniowego pobytu na Fidżi do Nowej Zelandii, dokąd przyjechali oglądać na żywo mistrzostwa świata w Rugby.

Na marginesie, rugby to naprawdę ciekawy sport, bardzo niedoceniany w Polsce. Mimo, że gra jest bardzo twarda i męska (grają też w nią kobiety) wzajemny szacunek zawodników z obu drużyn jest iście dżentelmeński. To samo dotyczy szacunku wobec sędziego, którego decyzje nie są nigdy kwestionowane, jak to się dzieje w np. piłce nożnej. Mógłbym tak ciągnąć tę dygresję o moim zachwycie rugby ale czas goni Uśmiech.

Wracając do nowopoznanych osób z Polski, konkretnie z Łodzi, okazało się, że większość z nich to byli rugbiści. W trakcie rozmowy okazało się, że mają jeden wolny bilet na iście szlagierowy mecz tego samego dnia miedzy gospodarzami, Nową Zelandią a Francją. Dla znawców rugby nie muszę wyjaśniać wagi tego spotkania. Dla niewtajemniczonych powiem, że to tak jakby Brazylia grała z Niemcami w ramach mistrzostw świata w piłce nożnej. Okazuje się, że po piłce nożnej i olimpiadzie, mistrzostwa świata w rugby mają największą oglądalność telewizyjną na świecie.

Słysząc o tym wolnym bilecie pomyślałem sobie, że świetnie byłoby zobaczyć takie spotkanie na żywo. Po przylocie do Auckland, Nowa Zelandia, i wypożyczeniu samochodu, zamiast jechać od razu na północ jak planowaliśmy, poszukaliśmy campingu w Auckland tak aby mógł skorzystać z tej okazji. Przy odrobinie determinacji i kreatywności udało się. Po 40 km jazdy pociągiem, następnie 6 km jazdy pustym autobusem zjeżdżającym do zajezdni, który jakimś cudem udało mi się zatrzymać oraz 2 km biegu dotarłem pod stadion Eden Park w Auckland. Niestety spóźniłem się na hymny i na słynną haka, czyli taniec wojenny All Blacks (drużyny Nowej Zelandii).

 

Video:

Taniec wojenny Haka_video

Nowa Zelandia vs Francja, RWC 2011_video

Pierwsze przyłożenie_video

Meksykanska fala plus znajomi z Polski_video

IMG_2381IMG_2384

IMG_2382IMG_2385

 

Mimo, że nie miałem biletu na mecz, dostałem go dopiero od jednego z nowych kolegów, Bartka, przy wejściu na stadion, udało mi się przekonać konduktora w pociągu, że mam bilet, co uprawniało do bezpłatnej jazdy środkami komunikacji publicznej.

Kolejny raz okazało się, że “Wszystko Jest Możliwe”. To samo hasło na swojej koszulce miał też Bartek.

Bartek, Piotrek, Stasiek, Michał, Jacek oraz anonimowa osoba, która nie dotarła na mecz, dzięki której dostałem ten bilet – Wielkie Dzięki!

IMG_2386

Mam nadzieję, że będzie okazja do rewanżu po powrocie do Polski.

Cieszę się również, że jedna głównych marek restauracyjnych, jaką prowadzi moja firma AmRest, tj. KFC, wspiera reprezentację rugby w Polsce.

 

kfc

Opublikowano New Zealand, Polish | Otagowano | Dodaj komentarz

Everything is possible

25.9.2011

“Everything is possible” is my life motto. Our family sabbatical reflects that spirit. I love stories in which things considered impossible do come true.

Such a story happened to me yesterday. During our flight from Fiji to New Zealand we had some Polish company in the row right behind us. A small group of Polish tourists was just going from a short visit to Fiji back to New Zealand where they came to watch the rugby world cup.

As a side note, I must say that I find rugby very gentleman and engaging. Too bad it is so underappreciated in Poland. Though it is tough, physical game (also played by women) the mutual respect among the players from opposing teams is unique. The same is true with the respect for the referee, whose decisions are never questioned, as is often the case in football. I could go on and on with my digresion about my admiration of the game, yet time is running out Uśmiech.

Back to new friends from Poland, namely from Lodz, it turned out they were former rugby players. During our conversation they mentioned they had an extra ticket for a blockbuster game that evening between the host-team, New Zealand and France. To rugby buffs I do not have to explain the weight of such an encounter. To laypeople let me just compare it to a match between Brazil and Germany during a football world cup. Rugby is a very popular sport with tv audience smaller only than the footbal world cup and the olympic games.

Learning about a free ticket I thought it would be great to watch such a game live. Upon arrival in Auckland, New Zealand, and renting a car, instead of driving north of New Zealand we looked for a campground in the city so that I could take advantage of this great opportunity. With some determination and creativity I did it. After 40 km train ride to the city center, followed by 6 km on a empty bus going back to the base, which miracuIeously I managed to stop and the final 2 km running I got to the stadium at Eden Park. Unfortunately I missed the haka, the famous warrior dance performed before every game by All Blacks (NZ national rugby team).

 

Video:

Haka_video

Nowa Zelandia vs Francja, RWC 2011_video

First try_video

Mexican wave plus new friends from Poland_video

IMG_2381_thumb[1]IMG_2384_thumb[1]

IMG_2382_thumb[2]IMG_2385_thumb[3]

 

Though I did not have the ticket to the game on the train ( I would get it from Bartek near the stadium entrance), I managed to convince the conductor to let me have a free ride.

Again “Everything is possible” was the case. Interestingly, Bartek was wearing the same inscription on his T-shirt.

 

Bartek, Piotrek, Stasiek, Michał, Jacek and the anonymous who could not show up at the game, thanks to whome I could watch oit myself – Many Thanks!

IMG_2386_thumb[2]

 

I hope to be able to reciprocate your great generosity after coming back to Poland.

I am also glad one of the key restaurant brands my company, AmRest, runs in many countries, KFC, supports Polish national rugby team.

 

kfc_thumb

Opublikowano English, New Zealand | Otagowano | Dodaj komentarz

Lekcja tolerancji

  22.9.2011

IMG_0608 IMG_0756

Lekcja tolerancji na Fidżi zaczyna się od bezwarunkowej otwartości na drugiego człowieka. Szczególnie jest to widoczne wśród dzieci, które lgną do siebie bez względu na kolor skóry, urodę, ubranie. Bose stopy czy obute nie mają tutaj znaczenia.

Dla dzieci najważniejsza jest wspólna zabawa. Im więcej śmiechu tym lepiej. Nie ma tu eleganckich placów zabaw jak w Ameryce Północnej (USA, Kanada), gdzie tartan chroni kolana przed upadkiem. Nie ma parków, w których można znaleźć instrumenty muzyczne i bardzo popularne zip- line-y. Tutaj doskonałym miejscem zabaw jest plaża w trakcie odpływu oceanu. Dzieci czerpią z daru kreatywności. Z piachu robią ogromne kule i rzucają się nimi. Godzinami. Nikt się nie obraża. Wracają do domu zmęczone, spocone, wymazane błotem, a piach mają dokładnie wszędzie (najwięcej we włosach Uśmiech). Innym razem wyruszają na poszukiwanie krabów, albo budują dom. Chodzą po palmach jak małpki, zrzucają kokosy i rozbijają je. Codziennie sprawdzają, co ocean pozostawił wycofując się. Zbierają muszle. Chodzą boso. Widzę ile im to sprawia radości. Są beztroskie i szczęśliwe.

W Ameryce Północnej każda wyjście na plac zabaw zaczynało się od konfliktu. Miejscowe dzieci były zazwyczaj bardzo pewne siebie. Przepychały się łokciami, próbowały narzucać swoje zasady, próbowały ustalać, kto i kiedy może zjeżdżać po linie. Chciały dominować.

Lekcji tolerancji uczą nas także dorośli Fidżiańczycy noszący swoje tradycyjne stroje. Zarówno kobiety, jak i mężczyźni, uwielbiają ubrania inspirowane tutejszą przyrodą. Dominują materiały w kwiaty, zwłaszcza orchidee i hibiskusy, gałęzie drzew i liście palm. Mają swój niepowtarzalny styl. Dodatkowo chłopcy i mężczyźni noszą coś w rodzaju spódnicy zwanej „sulu”. Nasz Wojtuś też biega w „sulu” i twierdzi, że jest super wygodne. Niestety ze względu na brak tolerancji wśród polskich dzieci nie chce pokazać się Wam na blogu.

 IMG_0669IMG_0672

Tutaj rodzina jest bardzo ważna. Jest w niej specjalne miejsce dla dzieci, dla starych i młodych. Wszyscy trzymają się razem, pomagają sobie nawzajem. W niedzielę modlą się wspólnie w kościele. W trakcie mszy dzieci nie są izolowane w specjalnie do tego celu wydzielonych pokojach zwanych „crying room” (pokój płaczu), gdzie mogą krzyczeć, płakać i robić co chcą, byle nikomu nie przeszkadzać. Tak jest w amerykańskich kościołach. Tutaj miejsce dzieci jest przy rodzinie. Ponieważ wszyscy siedzą na matach, maluchy mogą się na nich swobodnie bawić lub spać. Każdej niedzieli jest ich całkiem spora gromadka, która nikomu nie przeszkadza. Dzieci nie biegają po kościele, nie krzyczą, wiedzą jak się zachowywać. Tego przecież uczą rodzice!

 

Plus kilka filmów:

 

Budowanie szałasu_video

Zamki na piasku_video

Rzucanie piłką rugby_video

Robienie ciasteczek z koleżankami z Fidżi_video

Degustacja_video

Hosanna w języku Fidżi_video

Wspólne zabawy_video

Liczenie itd_video

Opublikowano Edukacja domowa (homeschooling), Fiji, Podróże z dziećmi, Polish | Dodaj komentarz