Farewell Anitpodes

05.01.2012

 

IMG_5159_thumb[1]

 

Leaving another continent it is time again for a regional wrap up. We spent 4,5 months in Oceania and Australia (1 in Fiji, 1,5 in NZ and 2 in OZ). Though these three places have a few things in common such as beautiful nature, high cost of living or left-sided traffic it would be hard to create a single TOP10 lists for all them.

Since we have been definitely seduced by Australia to the extent we would be ready to relocate here  we want to focus on this country. Below you will find the customary list of TOP 10 best and worst things about OZ.

Top 10 -Best

1. Quality of life – all the people we have come across have been extremely happy living here

2. Unique nature

3. Good energy

4. Relaxed and happy people

5. Passion for sports and physical activity

6. Egalitarianism

7. Low unemployment

8. Creativity in dress

9. Care about travellers safety

10. Climate

 

Top 10 – Worst

1. The Aborigines lost in the white man world

2. High prices

3. Natural disasters such as droughts, fires or flooding …

4. Dangers lurking on land and in the water

5. Weak and expensive access to internet

6. Scrupulously splitting the bill in restaurants

7. Problem with illegal immigrants

8. Gambling

9. Far away from Poland Smutek

10.  … we really struggled to come up with the 10th one Uśmiech

Opublikowano Australia, English | Otagowano | Dodaj komentarz

Australijskie smakołyki

02.01.2012

 

IMG_3930

Australijską kuchnię zaczęli tworzyć Aborygeni – pierwsi mieszkańcy tego kontynentu. Żyli w buszu więc ich pożywienie składało się z darów ziemi – owoców, ziół i dostępnych zwierząt. To, co pozostało do dziś to na pewno powszechnie lubiane mięso z kangura oraz zamiłowanie do naturalnego pożywienia. W latach 1788 – 1900 Australia stała się kolonią brytyjską stąd na stole zaczęły dominować tradycje angielskie i irlandzkie. Wołowina, baranina oraz zboża znalazły się w narodowej diecie tego kraju. Po drugiej wojnie światowej zaczęła się największa migracja ludzi ze świata wzbogacając smaki Australii o kuchnię śródziemnomorską i azjatycką. Dodatkowo ze względu na swoje położenie geograficzne w Australii królują owoce morza pod wszelkimi postaciami. Dziś jest to prawdziwa światowa mieszanka smaków . Poniżej zaprezentuję jedynie kilka godnych spróbowania hitów.

Vegemite (czyt.ˈvɛɨmt) – jest ciemną pastą do smarowania chleba czy tostów zrobiona z ekstraktu drożdżowego wykorzystywanego do produkcji piwa oraz różnych warzyw, zbóż i ostrych przypraw. Ma słony i lekko gorzki smak podobny do naszego Maggi lub bulionu wołowego. Rodowici Australijczycy po prostu go uwielbiają. Dla mnie nie do przełknięcia!

IMG_3896Vegemiteontoast large.jpg

Pavlova to absolutnie królewskie ciasto zrobione na bazie bezy. Jej zewnętrzna warstwa jest chrupiąca, natomiast wewnątrz jest lekko puszysta i miękka. Nasze polskie bezy są raczej chrupkie w całości. Pavlova jest wewnątrz lekko gąbczasta. Górną jej warstwę wypełnia bita śmietana i świeże owoce. Po raz pierwszy Pavlowa została wykonana na cześć rosyjskiej tancerki baletowej Anny Pavlovej, która w 1920r przybyła z występami do Australii i Nowej Zelandii. To jej zawdzięcza swą nazwę. Jest absolutnie wyśmienita. Króluje na stołach przy okazji świąt i rożnych uroczystości. Bardzo polecam! Pycha!!!

 

IMG_4555

 

 

Pie australijski (czyt. paj) – najczęściej przygotowywany z ciasta kruchego lub francuskiego wypełniony mięsem. Wyśmienicie smakuje w połączeniu z sałatą, pomidorami, cebulką etc.

IMG_4606

 

Nie znam nazwy poniższej kanapki. Za to wiem, że świetnie nadaje się na lunch. Przygotowana ze świeżej bułeczki, posmarowana owocem avocado zamiast tradycyjnego masła, obłożona  świeżymi krewetkami i odrobiną sosu aioli. Świetnie pasuje do tego zielona sałata i szampan! Spróbujcie Uśmiech.

IMG_4352File:Persea americana fruit 2.JPG

 

Tim Tam to przepyszne ciasteczka produkowane w Australii niestety niedostępne w Polsce. Są to dwa biszkopty rozdzielone czekoladowym kremem i oblane cieniutką warstwą czekolady. Palce lizać!!!

IMG_3897IMG_3992

Na koniec podzielę się z Wami ciekawostką związaną z życiem w tym kraju i robieniem zakupów. Australijczycy cenią sobie sobie wygodę i nie lubią się przemęczać. Sama powoli staję się fanką takiego życia Uśmiech. Zatem, kiedy nie podjeżdżają do sklepu samochodem, a zakupy są ciężkie, często korzystają ze sklepowych wózków. Poniżej Wojtek taszczący siatki na wigilijną kolację. Tego dnia temperatura przekraczała 33C. Komu by się chciało dźwigać ciężary. Zobaczcie też filmik.

IMG_0189IMG_3932

Video:  Powrót z zakupów z wózkiem

 

Wraz z końcem naszego pobytu w Australii kończą się też moje kulinarne szaleństwa. Sprzęt namiotowy, a w tym historyczny garnek, który prezentuję poniżej wysyłamy do Polski. To wręcz niewiarygodne, że mając do dyspozycji  jeden niewielki garnek i małą patelnię potrafiłam upichcić obiady dla naszej czwórki. Najczęściej makaron z kurczakiem lub tuńczykiem i sosem, ryż z mlekiem, budyń etc. Któregoś dnia gotowałam na trawie. Siedziałam na macie 2 godziny, mieszałam i wpatrywałam się w niego. Był piękny słoneczny dzień,  czułam się szczęśliwa, bo wiedziałam, że za chwilę dzieci i Wojtek będą oblizywać się ze smakiem. Nasz wiecznie w użyciu garnek z każdym miesiącem wyglądał coraz gorzej. Przygnieciony gdzieś mocno w samolocie  stracił swój owalny kształt i dorobił się porządnego wgniecenia, kiedy Wojtek próbował użyć go do wbijania śledzi w namiocie Uśmiech. Pomimo tych okaleczeń nadal dzielnie nam służył! W Azji nie będziemy już gotować. Najbardziej martwią się tym dzieci.

IMG_4977

Video: Garnek_video

Opublikowano Australia, Polish | Otagowano | 2 Komentarze

Outback – czyli Australia od środka

30.12.2011

 

Zastanawiałem się czy warto zabierać rodzinę do wnętrza Australii, do tzw. Outback’u. Kilka lat temu zrobiłem ciekawą pętlę po Australii odwiedzając m.in. centrum Australii z Uluru i Alice Springs na czele. Choć Outback ma wiele do zaoferowania, trzeba pokonać tysiące kilometrów australijskich bezdroży. Już pierwszy dzień wizyty w Ayers Rock (Uluru) pokazał, że było zdecydowanie warto.

IMG_5155

Odwiedzenie słynnej świętej góry Uluru wymaga sporej determinacji. Nie dość, że jest ona położona tysiące kilometrów od dużych skupisk ludności to jeszcze leży około 500 kilometrów od najbliższego większego miasta, Alice Springs. Uluru jest dość dobrze znana z wielu fotografii, które spotyka się na każdym kroku. Sama góra ma około 350 metrów wysokości oraz około 10,5 km w obwodzie. Tak właśnie można ją zdobywać, tj. raczej obchodząc niż wspinając się na nią. Są oczywiście i tacy, którzy koniecznie musza się na nią wejść nie respektując przy tym próśb Aborygenów, rdzennej ludności australijskiej, aby tego nie robić. Nasz spacer wokół Uluru trwał z przerwami ponad 3 godziny. Mieliśmy szczęście, że było tylko … 38 C i lekkie zachmurzenie, a nie 44 C, jak dwa dni wcześniej. Ania, która ma świetny dar do wyczuwania energii, była absolutnie porażona cudowną energią “kipiącą złotem” Uluru. Nic dziwnego, że ta góra ma tak wielkie znaczenie dla Aborygenów. Jest wiele teorii na temat, skąd wzięła się tak olbrzymia góra w środku olbrzymich równin Australii. Jedna z najbardziej dziwacznych mówi o tym, że jest to wielki kamień, który spadł z kosmosu. Z geologicznego punktu widzenia jest to tzw. bornhardt, czyli kawał skały odpornej na działanie pogody. Kolor Uluru sugeruje, że zawiera w sobie sporo żelaza. W rzeczywistości nie jest tak czerwona, jak na zdjęciach.

Mniej więcej w połowie drogi dokoła tej magicznej góry, odpoczywając na jednym z nielicznych przystanków z wodą usłyszeliśmy nagle zgiełk ludzi zbliżających się w naszym kierunku. Okazało się, że była to spora  grupa chłopców aborygeńskich, która biegła, wykonując po drodze różne akrobacje, do sadzawki nieopodal. Gdy zapytałem jak długo tak biegną, odpowiedzieli, że kilka kilometrów. Po krótkiej rozmowie ruszyli w dalszą drogę wykonując specjalnie dla nas kilka akrobacji. Byliśmy bardzo tym spotkaniem zafascynowani.

IMG_5100

 

Nie łatwo jest nawiązać kontakt z Aborygenami. Podobno gdy kapitan Cook wpływał do Botany Bay w 1770 r, pracujący niedaleko Aborygeni nie bardzo zwrócili na to wydarzenie uwagę. Dzisiaj również sprawiają oni wrażenie w pewnym sensie nieprzystępnych. Z naszych rozmów z miejscowymi wynika, że jest to raczej rodzaj nieśmiałości. Czytając na temat tej niezwykłej i jednej z najstarszych kultur na świecie najbardziej poraziło mnie jakże prawdziwe twierdzenie Daisy Bates z książki The Passing of Aborigines, że “rdzenna ludność Australii potrafi stawiać czoła wszystkim przeciwnościom przyrody jak palące susze, potężne powodzie, oraz głód i pragnienie jakie one powodują lecz nie potrafi zmagać się ze współczesną cywilizacją”.  To twierdzenie jest jakże prawdziwe, również dzisiaj i nie jest niestety najlepszą wizytówka dla współczesnej cywilizacji.

Niestety polityka kolonizatorów Australii wobec Aborygenów przez wiele lat była mówiąc delikatnie nieludzka. Przez wiele lat biali w sposób bezkarny prześladowali Aborygenów łącznie z ich zabijaniem. Nie trzeba dodawać, że przez dziesięciolecia Aborygeni nie mieli kompletnie żadnych praw. Olbrzymim okrucieństwem była też prowadzona przez długi czas polityka odbierania rodzinom aborygeńskim dzieci i zamykania ich w sierocińcach. Kto oglądał słynny film Australia, wie o czym piszę. Według autorów tej strasznej polityki rodzinnej było to wszystko robione dla dobra zarówno rodziców jak i dzieci. Biali mają też na sumieniu rozpropagowanie wśród aborygenów alkoholizmu, który jest niestety sporym problemem. Co tu dużo mówić, Aborygeni to temat bardzo wstydliwy dla Australijczyków, którzy w wielu innych dziedzinach życia odnieśli spore sukcesy i są niezwykle egalitarnym społeczeństwem. Na szczęście dziś rząd Australii diametralnie zmienił swoje podejście do tej mniejszości, oddając jej spore połacie ziemi oraz otaczając hojna opieką socjalną. Niestety ta ostatnia jest w wielu przypadkach demoralizująca. Od kilkunastu lat obchodzony jest też w Australii tzw. “National Sorry Day”, czyli Narodowy Dzień Przeprosin za lata prześladowań rdzennej ludności.

IMG_5117

 

Ku naszej radości, idąc dalej wokół Uluru, ponownie spotkaliśmy tych samych aborygeńskich chłopców, tym razem kąpiących się w świętym miejscu dla Aborygenów, sadzawce Mutitjulu. Był to piękny widok. Chłopaki chcąc nam zaimponować wykonywali akrobatyczne skoki do wody wchodząc często na pionowe ściany wokół sadzawki. Gdy dostali od nas w prezencie dwie czapki mikołajkowe, pięknie było patrzeć jak potrafią się wszyscy dzielić tymi prezentami a nie kłócąc się do kogo będą one należały.

IMG_5125

 

Im bliżej jest się Uluru, tym bardziej wygląda ona różnorodnie. Jest na niej sporo ciekawych szczelin, i dziur jakby “wygryzionych” przez myszy. Z kilkoma z nich wiążą się ciekawe legendy jak ta o kobiecie-pytonie o imieniu Kuniya i o jadowitych wężach Liru, które pewnego dnia zabiły jej bratanka.  Kuniya pomściła śmierć bratanka zabijając jednego z wodzów Liru. Wiele śladów z tej bitwy pozostało do dziś na skale Uluru.

 

 

Tego samego dnia czekała nas jeszcze jedna niespodzianka. Na campingu przy Uluru zaintrygował mnie mały namiot z wózeczkiem, rozbity nieopodal naszego. Gdy podszedłem bliżej okazało się, że ten wózek to pojazd, który jakiś dzielny człowiek ciągnie biegnąc od Melbourne aż do Darwin, zahaczając również o Uluru, które nie jest wcale po drodze. W sumie jakieś 5000 kilometrów lub 120 maratonów jeden po drugim w spiekocie australijskich bezdroży. To jest dopiero wyczyn! Do tego wszystkiego była informacja, że jest to bieg charytatywny, na rzecz dzieci chorujących na rzadką chorobę, Syndrom Lowe’a. Widząc to wszystko bardzo byłem ciekawy poznać tego człowieka. Po rozbiciu namiotu, koło tajemniczego namiotu pojawił się jakiś młody chłopak. Po kilku zdaniach naszej wspólnej rozmowy zacząłem kręcić głową z niedowierzaniem. Remi, nasz dzielny biegacz, jest Francuzem, który obecnie mieszka w … Polsce i to w … naszym mieście Wrocławiu!!! W rachunku prawdopodobieństwa takie spotkanie, gdzieś na rozległym campingu w środku Australii, mogę porównać do wygrania powiedzmy 5 w lotto.  Dla wszystkich tych, którzy są zainteresowani śledzeniem losu tego śmiałka lub chcieliby wesprzeć szczytny cel walki z chorobą Lowe’a polecam stronę-blog Remi, http://roadstories.webs.com/

IMG_5148

Naszą podróż przez Outback zakończyliśmy po kilku dniach w Darwin, na północy Australii. Jadąc ponad 2200 km z Uluru do Darwin oraz biegając w ramach moich codziennych zajęć sportowych po bezdrożach Australii często myślałem o tym, że za kilka dni tą sama drogą będzie biegł Remi. Niestety, im bardziej na północ, tym temperatury były coraz wyższe a do tego rosła wilgotność. Lato (nasza zima), to najtrudniejszy okres na taki wyczyn.

Po drodze do Darwin odwiedziliśmy kilka ciekawych miejsc jak Devils Marbles, z takim małymi kamieniami Uluru powstałymi na skutek erozji, Daly Waters, z pierwszym pubem oraz pierwszym lotniskiem międzynarodowym w Australii. Trochę to górnolotnie brzmi jak na piaszczysty pas startowy gdzieś wśród bezkresów Australii. W kolejnym mieście, Katherine, mieszkaliśmy koło “The School of the Air” (Powietrzna szkoła), czyli największej, jak się reklamuje, klasy szkolnej na świecie. Jest to szkoła z kilkunastoma filiami w Australii, w której zajęcia prowadzi się przez radio i internet a uczniowie rozsiani są często w promieniu kilkuset kilometrów od każdej filii.

IMG_5266

W Katherine dowiedzieliśmy się, że jeszcze dwa dni wcześniej jedyna droga do Darwin, Stewart Highway, była zamknięta z powodu wylania rzeki na skutek cyklonu. Po raz kolejny dziękowaliśmy Bogu, za to, że omijają nas rozmaite kataklizmy.

Przed przyjazdem do Darwin zatrzymaliśmy się jeszcze na dwa dni w Litchfield National Park. Wahaliśmy się między Litchfield a Kakadu. Litchfield NP bardzo nas mile zaskoczył, szczególnie swoimi wodospadami oraz oczkami wodnymi. Tam tez spędziliśmy Nowy Rok oraz nasza ostatnią burzliwą noc pod namiotem. Gdzieś około 11 w nocy zerwała się nagle wichura z burzą i w popłochu zaczęliśmy zwijać namiot. Po jej przeczekaniu w samochodzie postanowiliśmy ponownie rozbić namiot, gdyż nie uśmiechało nam się spanie w duchocie.

Generalnie, bardzo się nam wszystkim spodobał Outback i gorąco polecamy bezdroża Australii. Choć wydają się one puste, tak naprawdę tętnią życiem, czego najlepszym dowodem są tysiące kopców termitów, które towarzyszyły nam przez cały czas naszej podróży.

 

 

Video:

 

Dojazd do Uluru_video

Wędrówka wokół Uluru_video
Spotkanie z Aborygenami_video

Polska po aborygeńsku_video

Dobra energia_video

Zachód słońca nad Uluru_video

Spotkanie z Remi_video

Gotowanie pod Devils Marbles_video

Jadąc przez Outback_video

Kopce termitów_video

Droga wolna do Darwin_video

Florence Falls_video

3 skoki do oczka_video

Opublikowano Australia, Polish | Otagowano , , | 2 Komentarze

Outback

01.01.2012

 

I hesitated a bit whether to take my family to the center of Australia, so-called Outback. A few years ago I made a big loop around OZ visiting among others Uluru and Alice Springs. Though Outback has a lot to offer you must be ready to travel thousands of kilometers. Our first day in Ayers Rock (Uluru) proved it was worth the effort.

IMG_5155_thumb[2]

Visiting the famous sacred mountain of Uluru takes a lot of determination. Not only is it located thousands of kilometers away from big cities but also around 500 km from the nearest city of Alice Springs. Uluru is well-known from many photographs. The mountain itself is about 350 m high. The walk around it is about 10,6 km long. That is how you are advised to explore, rather than climbing it. Obviously there are some people not heeding the pleas of the Aborigines not to walk on it. Our hike around Uluru took us about 3 hours including breaks. We were lucky it was only … 38 C, and not 44 C like two days earlier. Ania, who has a unique ability to pick up good vibes was thrilled to feel the golden energy of Uluru. It is no wonder why this is a sacred places for the Aborigines. There a few theories how Uluru came about. The most unreal says it came as a huge meteorite from the outer space. Geologically speaking it is a so-called bornhardt, i.e. a kind of weather-resistant rock that withstood the erosion while everything around ended up flat.

Its reddish color, less red in reality than in pictures, suggests high iron content.

Somewhere half way on our walk around this magic mountain we suddenly heard some noisy bunch of people getting closer to us. It turned out to be a sizeable group of Aboriginal boys of different ages running in the street and playing a ball and doing some acrobatic stunts. When I asked them where they were headed they said they were going to swim in a waterhole. After a small conversation they all continued their lively march in the scorching heat doing a few stunts for us. We were all fascinated by this encounter.

 

IMG_5100_thumb[3]

It is not easy to establish contact with the Aborigines. According to the chronicles when captain Cook was discovering Australia by entering Botany Bay in 1770, Aboriginal people working nearby were not particularly impressed seeing big ships entering the bay. After a quick  look they returned to their work. Today the indigenous people of Australia seem also unapproachable. From our conversations with some white people living closer to the Aborigines we learned that they are quite shy. Reading about this interesting and one of the oldest cultures I was struck by one quote in particular by Daisy Bates in The Passing of Aborigines,The Australian native can withstand all the reverses of nature, fiendish droughts and sweeping floods, horrors of thirst and enforced starvation-but he cannot withstand civilization. Its still sounds so true today and unfortunately is not a good refernce for the modern civilization.

For many years the policy of white settlers in Australia toward the Aborigines was extremely cruel. Persecutions, abuse and even pleasure hunting for Aborigines were not only common but tolerated by the law. Needless to say, the indigenous people for years had no rights. Another appalling cruelty was forceful taking of children from their parents and sending them to special orphanages. It was believed that such a state adoption was good for the parents and their children.  Those of you who saw the movie Australia, get a sense of what I am referring to. The white people are also responsible for spreading alcoholism among the Aborigines. All told, in this highly successful and egalitarian Australian society the topic of the Aborigines is embarrassing.

Fortunately, today Australia has changed completely its approach toward the Aboriginal minority, giving them back a lot of land and providing generous welfare. The latter one can be demoralizing, though, in many cases. To commemorate the years of oppression against the local people the “National Sorry Day” has been established and is observed on May 26.

 

IMG_5117_thumb[2]

To our great joy, continuing our walk around Uluru we came across the same group of Aboriginal boys. This time they were swimming in a sacred waterhole called Mutitjulu. It was a breathtaking view. The boys, seeing us, started performing some acrobatic water jumps off the vertical walls around the pool. When they got two Christmas hats from us as a souvenir it was nice to watch how they all enjoyed the present rather than fight whose it is going to be.

IMG_5125_thumb[5]

 

The closer you get to Uluru, the more diverse it looks. There are plenty of crevices and Swiss-cheese-like holes. Some of them relate to interesting legends like the one about a Kuniya, a woman python and Liru, a poisonous snake. After killing Kuniya’s nephew by Liru revenge is taken by Kuniya  and the rocks to this day bear the signs of that battle.

That same day we had one more surprise. At the campground near Uluru I was intrigued by a small tent nearby with a small cart by it. After approaching it turned out it belong to some brave man who was running from Melbourne to Darwin with a detour to Uluru for a charity cause. In total it is around 5000 km, or running 120 marathons, one after another in the heat of the Outback. Wow!!! Seeing all this I was curious to meet the person. After pitching our tent there appeared somebody near the runner’s tent. A few sentences into our conversation I started shaking my head in disbelief. Remi, our brave runner, was French and lives currently in … Poland … in our own city of Wroclaw!!! Now, what are the odds of that!?! For those who are interested in following Remi’s project or would like to make a donation to the charity cause he is running for (Lowe Syndrom disease) here is his website http://roadstories.webs.com/

 

IMG_5148_thumb[2]

After a few days of driving we ended our trip through the outback in Darwin in the north of Australia. Driving 2200 km from Uluru to Darwin and during my morning runs across Australia I kept thinking about Remi’s incredible feat. Unfortunately, the more we moved north the hotter and more humid it got. The Australian summer is on. On the way to Darwin we visited a couple more places such as Devils Marbles with Uluru like yet much smaller round rocks and Daly Waters, with the first pub and first international airport (a dirt airstrip in the middle of nowhere) in Australia. In Katherine we pitched a tent near The School of the Air, one of the regional centers for, as it calls itself, the world’s greatest classroom. This unique school delivers distant education through radio and internet to students in scattered in remote locations around Australia.

IMG_5266_thumb[2]

While in Katherine we learned that the main road connecting Outback with Darwin, Stewart Highway, was still closed two days earlier because of river flooding following a cyclone. We were thanking God again for sparing us any cataclysms.

Just before Darwin we made a two-day camping in Litchfield National Park. Though we initially planned to go to Kakadu NP, Litchfield did not disappoint us at all. In its beautiful and wild scenery of pristine waterfalls, crocodiles and waterholes we welcomed 2012. It is there where we also spent our last night in a tent during our sabbatical. It turned out to be quite tempestuous. Just before midnight there came a strong wind and thunder. Expecting the worst we folded our tent and got in the car to wait this out. Sleeping in a car on a muggy night did not sound appealing.

We all enjoyed the Outback and highly recommend visiting central Australia. Though it seems empty in fact it is so full of life, as best evidence by countless termite mounds along the way.

 

Video:

 

Getting to Uluru_video

Walk around Uluru_video
Encounter with Aborigines_video

Poland in Aborigine_video

Good vibes_video

Sunset over Uluru_video

Meeting Remi_video

Devils Marbles cooking_video

Driving through Outback_video

Termite mounds_video

Road clear to Darwin_video

Florence Falls_video

3 jumps to a waterhole_video

Opublikowano Australia, English | Otagowano , , | 3 Komentarze

Billabong

30.12.2011

 

The name Billabong is quite common in Australia. Even outisde OZ it is popular, particularly among the fans of beach fashion. Interestingly, in Australia few people understand the original meaning of that word. Billabong is a lake, a kind of  local waterhole attracting many Australian animals. Today I would like to share with you what we have seen just there on the billabong.

IMG_4841_thumb2IMG_4851_thumb3IMG_4856_thumb2

 

Kangaroos

 

IMG_4767_thumb2IMG_4775_thumb3IMG_4789_thumb3IMG_4808_thumb2

 

The origin of the name of this animal is quite funny. When first European settlers came to Australia and saw such a strange animal they asked the local Aborigine people “what is that?”. The locals responded, kangaroo, which in one of the dialects meant “I do not understand” … your question. And so the name stuck. Another interesing kangaroo fact is related to the Australian emblem and the coat of arms, which features a kangaroo and an emu. Why have those two creatures been honored with such a disitnction? It turns out that these two animals cannot move back at all.

 

300px-Australian_Coat_of_Arms_thumb1

 

This is quite a strong metaphor for an army, which cannot retreat. Back to some kangaroo trivia, it can only jumps on its two hind legs and cannot walk. Surprisingly, while swimming they can move their legs independently. Though an adult can grow to be the size of a grown-up man, just after birth it is very tiny measuring around 2,5 cm!

As for the kangaroo meat, personally I do not recommend it.

 

Koala

IMG_4888_thumb2IMG_4805_thumb1IMG_4814_thumb1IMG_4858_thumb1IMG_4863_thumb1IMG_4868_thumb1IMG_4885_thumb3

 

While spotting a roo in Australia is easy, meeting eye to eye with a koala is quite rare. Arguably, it is the only “bear” that can be patted safely Uśmiech. In fact, koalas are not related to bears at all. Look at their paws. How many thumbs can you see? Yes … two per each hand. Most of the time koalas spend hugging eucalyptus branches and feeding on its leaves. Such a diet has stupifying effect on them. Koalas are very pleasant to interact with. They like patting and feeding. The name of the animal again comes from one of the local dialects meaning “animal, that does not drink”. Indeed, koalas are hardly ever seen drinking at the billabong. They absorb most of the water from the leaves.

 

Dingoes

It is hard not to mention wild dingoes here. Contrary to a common belief, dingo is not a native animal to Australia. Most likely it was brought here from Asia by seafearers around 4000 years ago. Initially it was a domesticated animal. Coming to Australia it became wild again. Since that time they have played an important role in both the natural balance and the Aborigine culture. Dingoes are well adjusted to the harsh climate of OZ. They are several times smarter than domesticated dogs and have very sophisticated hunting techniques. They also pose danger to people. The ones we patted were mild since they were born in captivity.

 

IMG_4834_thumb1

 

Cassowaries

Concluding, I want to mention a rather unknown flightless bird, i.e. cassowary. When reading about it you can find a few interesting descriptors such as “the most dangerous bird in the world” or “the gardener of tropical forests”. As for the danger, cassowary has razer-sharp claws. Feeling threatened it can badly hurt its victim, including humans. Its role as a tropical gardener comes from its diet rich in fruit and seeds that the cassowary spreads around tropical forests in its scat adding some natural fertilizer  Uśmiech. Its casque-like head makes it look funny.

 

IMG_4873_thumb3

 

Video

Kangaroo with a little one_video

Wojtuś and Ania with roos_video

Billabong siesta_video

Koala cz 1_video

Koala cz 2_video

Meeting with a koala_video

Opublikowano Australia, English | Otagowano , | Dodaj komentarz

Billabong

30.12.2011

 

Billabong to nazwa dość powszechna w świadomości Australijczyków. Nawet poza Australią jest ona popularna, szczególnie wśród miłośników mody plażowej. Niestety nawet w Australii nie wszyscy wiedzą jakie jest pierwotne znaczenie tego słowa. Chodzi o tzw. wodopój, czyli małe jeziorko, czasem powstałe w wyniku rozlewiska rzeki, do którego schodzi się bogata fauna Australii. Dziś właśnie o tym, co udało nam się zobaczyć właśnie nad billabong’iem.

IMG_4841IMG_4851IMG_4856

 

Kangury

 

IMG_4767IMG_4775IMG_4789IMG_4808

 

Bardzo zaciekawiła nas historia skąd się wzięła nazwa kangur. Gdy pierwsi Europejczycy przybyli do Australii i zobaczyli to dziwne zwierzę zapytali miejscowych Aborygenów: “Co to jest?”. Ci odpowiedzieli im, kangaroo, co w języku Aborygeńskim oznacza, “nie rozumiem” twojego pytania. Tak już zostało. Inna kangurza ciekawostka dotyczy godła Australii oraz sił zbrojnych, w którym obok kangura jest jeszcze struś emu. Dlaczego wybrano akurat te dwa zwierzęta. Okazuje się, że dlatego, że one dwa nie potrafią się cofać, lecz potrafią poruszać się tylko do przodu.

300px-Australian_Coat_of_Arms

 

Jest to dość silna metafora, szczególnie dla armii, która nigdy się nie cofa. Wracając do kangura, potrafi on tylko skakać, a nie chodzić na przemian raz jedną raz drugą nogą. W trakcie pływania, natomiast, kangur, tak jak człowiek, posiada umiejętność ruchu obiema nogami niezależnie. Mimo, że dorosły kangur potrafi osiągać rozmiary dorosłej osoby, zaraz po urodzeniu jest on bardzo mikroskopijny, mierząc ok 2,5 cm!

Osobiście nie polecam mięsa z kangura.

 

Koala

IMG_4888IMG_4805IMG_4814IMG_4858IMG_4863IMG_4868IMG_4885

 

Tak jak kangura można stosunkowo łatwo zobaczyć w Australii, tak spotkanie oko w oko z koalą należy do rzadkości. Jest to chyba jedyny “miś”, którego głaskanie jest bezpieczne Uśmiech. Tak naprawdę koala w ogóle nie jest spokrewniony z niedźwiedziami. Przyjrzyjcie się uważnie jego łapom. Ile kciuków widzicie? Tak, tak … aż dwa na każdej łapie. Koala większość czasu spędza przytulony do gałęzi eukaliptusa. Ponieważ jego liście mocno go otumaniają, musi się dobrze trzymać gałęzi. Jest to bardzo łagodne i miłe w obcowaniu zwierzę. Nazwa koala pochodzi z jednego z lokalnych dialektów aborygeńskich, i oznacza “zwierzę, które nie pije”.  Istotnie koala większość wody czerpią z liści eukaliptusa, i rzadko, nie wcale, piją wodę w billabongu.

 

Dingo

Pisząc o zwierzętach australijskich nie sposób nie wspomnieć o dzikich psach dingo. Jest kilka teorii na temat, jak trafiły one do Australii. Tak, dingo to nie jest rdzenne zwierzę australijskie. Według najbardziej popularnej psy te przywiezione zostały do Australii przez marynarzy z Azji około 3500-4000 lat temu. Pierwotnie było to zwierzę udomowione, jednak przybywając do Australii ponownie stało się dzikie. Od tego czasu odgrywają ono ważna rolę w kulturze aborygeńskiej oraz w równowadze biologicznej Australii polując na dzikie koty, króliki i świnie. Dingo są świetnie przystosowane do życia w ciężkim klimacie Australii. Są one wielokrotnie inteligentniejsze od psów domowych oraz mają wyrafinowane techniki polowania w grupie potrafiąc zabić nawet krokodyla. Dingo potrafią też być niebezpieczne dla ludzi. Te, które głaskaliśmy, były łagodne, gdyż urodziły się w niewoli.

 

IMG_4834

 

Cassowary

Na koniec jeszcze o jednym ciekawym ptaku nielocie mało znanym poza Australią, tj. Cassowary. Wśród najbardziej interesujących jego określeń spotyka się takie jak, “najniebezpieczniejszy ptak na świecie” czy  “ogrodnik lasów tropikalnych”. Co do niebezpieczeństwa, ptak ten ma ostre jak brzytwa szpony. W sytuacji zagrożenia potrafi bardzo dotkliwie poranić swoją ofiarę, w tym człowieka. Co do roli ogrodnika, dzięki swojej diecie bogatej w owoce oraz rozmaite nasiona, zwierzę to “rozsiewa” w swoich odchodach po lesie tropikalnym rozmaite gatunki roślin, przy okazji zostawiając trochę naturalnego nawozu na dobry początek Uśmiech.  Cassowary ma na szczycie swojej głowy intrygującą koronę czy też kask. Podobno nie jest on wcale twardy, choć na taki wygląda.

IMG_4873

 

Video

Kangur torbacz_video

Wojtuś i Ania w krainie kangurów nad billabongiem_video

Siesta nad billabongiem_video

Koala cz 1_video

Koala cz 2_video

Spotkanie z koala_video

Opublikowano Australia, Polish | Otagowano , | Dodaj komentarz

Inne Święta

28.12.2011

 

IMG_5035

Dla nas Polaków Boże Narodzenie kojarzy się z takimi rzeczami jak piękne kolędowanie, gwarne spotkania z rodziną, dzielenie się opłatkiem, zima za oknem, choinka czy obfite jedzenie. Święta, które właśnie spędziliśmy były zdecydowanie inne niż wszystkie wcześniejsze.

Śpiewanie kolęd w Australii to raczej nieznany zwyczaj. Nawet w kościele wierni i organista ich nie śpiewali tylko kilku chórzystów. Szkoda, bo jest też kilka ładnych angielskich kolęd. Wojtuś przypomniał sobie o swoim operowym głosie i zaśpiewał kilka angielskich pieśni bożonarodzeniowych na deptaku w Cairns. Na wszelki wypadek wystawił też czapkę na “ofiarę” Uśmiech. W przeciwieństwie do jego wcześniejszych, bardzo “dochodowych” koncertów smyczkowych na rynku wrocławskim w czasie świąt tym razem sprawdziła się jednak stara prawda o życiu aby umieć się dobrze ustawić Uśmiech. Tam gdzie śpiewał pod choinką, słabo go było słychać a poza tym zagłuszał go stary rockman po drugiej stronie ulicy. Wojtuś wyciągnął z tego doświadczenia konstruktywną lekcję a poza tym nauczył się kilku nowych angielskich kolęd. Same korzyści.

IMG_5052

 

Nie licząc kilku krótkich rozmów przez Skypa, tym razem byliśmy też z dala od naszej rodziny. Byliśmy sami ze sobą. Dzięki temu było więcej czasu na rozmowy, spacery oraz na sen. Zero telewizji! Dzięki księdzu Stanisławowi z Gold Coast, na szczęście mieliśmy opłatek. Dzielenie się nim to piękny zwyczaj, który robi tez duże wrażenie na obcokrajowcach.

 

IMG_5009IMG_5024

 

Oczywiście o śniegu w Australii w Boże Narodzenie można tylko pomarzyć. Co prawda w Melbourne spadł grad lecz to nie to samo. Tu w tropikach Cairns było cały czas ponad 30 stopni. W środkowej Australii, gdzie jesteśmy teraz jeszcze goręcej. Tu w Alice Springs, skąd piszę, w Boże Narodzenie było aż 44 C!! Trochę to dziwnie brzmi, gdy słyszy się tutaj angielskie kolędy i brzmią słowa o śniegu i zimie. Ktoś mieszkający na południowej półkuli mógłby napisać piosenki bożonarodzeniowe bardziej pasujące do tutejszego klimatu bożonarodzeniowego lata.

Co do choinek w Australii, są one zdecydowanie sztuczne. My też posłużyliśmy się namiastką którą stanowiło kilka gałązek palmy udekorowanej przez dzieci rozmaitymi dostępnymi “ozdobami” jak spławiki do łowienia ryb.

IMG_4998 

 

Co do obfitego jedzenia, zamiast 12 potraw na naszym stole wigilijnym naliczyliśmy się około … 12 składników, z których zrobione były nasze dwa dania. Do tego Ania upiekła też pyszny sernik według receptury Heni z Brisbane oraz ciasto bananowe. Nawet mi się spodobała ta wstrzemięźliwość w jedzeniu. Chyba pierwszy raz w święta udało nam się nie przytyć.

 

IMG_5015

 

Krzątanie przedświąteczne_video

 

PS Bardzo dziękujemy za wszystkie życzenia, zarówno te telepatyczne jak i wirtualne.

Opublikowano Australia, Polish | Otagowano , | 1 komentarz

Last Christmas

28.12.2011

 

IMG_5035_thumb

 

For us, Polish people, there are many associations with Christmas such as beautiful carols signing, tumultous family reunions, Oplatek (wafer) sharing, snowy winter, Christmas tree or abundant eating. Last Christmas, in many ways, was so different from all the ones we have known.

Carols singing is virtually an unknown custom in OZ. Even at church hardly anybody moves their lips along with some choir members. It is a pity since English carols are beautiful indeed. Wojtek Jr. remembered about his opera voice and decided to sing a bit on the Cairns Esplanade on Boxing Day. Just in case he placed a cap “for donation” Uśmiech in front of him. Unlike his earlier, highly successful street violin perfomances at Christmas time in Wroclaw main square, this time around he did not earn anything Smutek. Instead, he learned one of the old truths in life about “positioning oneself for success” Uśmiech.

His voice could barely be heard at the place where he was singing under a Christmas tree. Besides, it was hard to get through a noisy, old rockman across the street. It was a good lesson for Wojtus of both life and a few, new English carols. Win, win.

 

IMG_5052_thumb

 

Except some breaking Skype calls, this time we were far away from our families. We were with ourselves. Thanks to that we had more time for conversations, walking or sleap. No television!! Father Stanislaw from Gold Coast gave us a generous wrapping of Oplatek (wafer). Its sharing, which is a common Polish tradition, is highly regarded by many foreigners as well.

 

IMG_5009_thumb1IMG_5024_thumb1

 

Obviously, you can only dream about snow in Australia at Christmas. Though Melbourne saw a hail storm this year, it aint’t the same. Here in the tropics of Cairns it was well above 30 C. In central Australia where we are now it was even hotter. The place I am writing from, Alice Springs, recorded 44 C on Christmas Day!!! It sounds strange to hear English carols with many references to winter and snow here in OZ. Somebody living in the southern hemisphere could come up with some new texts and Christmas songs better fitting the Christmas summer.

Chrsitmas trees in Australia are definitely made of plastic. We had to resort to a few palm branches and some makeshift decorations to have a “tree” of our own as well.

 

 

IMG_4998_thumb2 

Lastly, instead of having typical 12 dishes on our Christmas Eve supper table we counted … 12 ingredients, used for making the two dishes we had. For dessert Ania baked delicious cheescake according to the recipe from Henia from Brisbane, and of course our sabbatical staple, banana cake. We even enjoyed this moderation in eating. Perhaps it was our first Christmas without gaining any weight.

 

IMG_5015_thumb

 

Christmas cooking_video

 

PS Thanks to all for your Christmas wishes!

Opublikowano Australia, English | Otagowano , | 2 Komentarze

Boże Narodzenie

24.12.11

 

Zwiastuję wam radość wielką: narodził się wam Zbawiciel. Chrystus Pan”.

 

Dla nas wierzących te słowa powyższe to nie jakieś frazesy czy puste obietnice, którymi mami nas współczesny świat. To fakt, który otwiera nas na życie wieczne i siła, która pomaga nam stawiać czoła doczesnym trudnościom.

 

Życzymy wszystkim, którzy towarzyszą nam w naszym sabbaticalu, tej siły i radości, którą niesie Boże Narodzenie.

 

 

image

Autor kartki: Aniusia Mroczyńska

Opublikowano Australia, Polish | Otagowano , | 2 Komentarze

Christmas special

 

24.12.11

 

I am bringing you good news of great joy: Christ the Savior is born”.

 

For us, Christians, the above sentence is not some empty slogan, which we have in huge supply in the world we live in. This is the fact, which opens us to eternal life and the power, which helps us face the daily challenges.

 

We wish all of you, who have been keeping our company during our sabbatical, the power and joy of Nativity.

 

image_thumb[2]

Graphic’s author: Ania Jr Mroczynska

Opublikowano Australia, English | Otagowano , | Dodaj komentarz