Outback – czyli Australia od środka

30.12.2011

 

Zastanawiałem się czy warto zabierać rodzinę do wnętrza Australii, do tzw. Outback’u. Kilka lat temu zrobiłem ciekawą pętlę po Australii odwiedzając m.in. centrum Australii z Uluru i Alice Springs na czele. Choć Outback ma wiele do zaoferowania, trzeba pokonać tysiące kilometrów australijskich bezdroży. Już pierwszy dzień wizyty w Ayers Rock (Uluru) pokazał, że było zdecydowanie warto.

IMG_5155

Odwiedzenie słynnej świętej góry Uluru wymaga sporej determinacji. Nie dość, że jest ona położona tysiące kilometrów od dużych skupisk ludności to jeszcze leży około 500 kilometrów od najbliższego większego miasta, Alice Springs. Uluru jest dość dobrze znana z wielu fotografii, które spotyka się na każdym kroku. Sama góra ma około 350 metrów wysokości oraz około 10,5 km w obwodzie. Tak właśnie można ją zdobywać, tj. raczej obchodząc niż wspinając się na nią. Są oczywiście i tacy, którzy koniecznie musza się na nią wejść nie respektując przy tym próśb Aborygenów, rdzennej ludności australijskiej, aby tego nie robić. Nasz spacer wokół Uluru trwał z przerwami ponad 3 godziny. Mieliśmy szczęście, że było tylko … 38 C i lekkie zachmurzenie, a nie 44 C, jak dwa dni wcześniej. Ania, która ma świetny dar do wyczuwania energii, była absolutnie porażona cudowną energią “kipiącą złotem” Uluru. Nic dziwnego, że ta góra ma tak wielkie znaczenie dla Aborygenów. Jest wiele teorii na temat, skąd wzięła się tak olbrzymia góra w środku olbrzymich równin Australii. Jedna z najbardziej dziwacznych mówi o tym, że jest to wielki kamień, który spadł z kosmosu. Z geologicznego punktu widzenia jest to tzw. bornhardt, czyli kawał skały odpornej na działanie pogody. Kolor Uluru sugeruje, że zawiera w sobie sporo żelaza. W rzeczywistości nie jest tak czerwona, jak na zdjęciach.

Mniej więcej w połowie drogi dokoła tej magicznej góry, odpoczywając na jednym z nielicznych przystanków z wodą usłyszeliśmy nagle zgiełk ludzi zbliżających się w naszym kierunku. Okazało się, że była to spora  grupa chłopców aborygeńskich, która biegła, wykonując po drodze różne akrobacje, do sadzawki nieopodal. Gdy zapytałem jak długo tak biegną, odpowiedzieli, że kilka kilometrów. Po krótkiej rozmowie ruszyli w dalszą drogę wykonując specjalnie dla nas kilka akrobacji. Byliśmy bardzo tym spotkaniem zafascynowani.

IMG_5100

 

Nie łatwo jest nawiązać kontakt z Aborygenami. Podobno gdy kapitan Cook wpływał do Botany Bay w 1770 r, pracujący niedaleko Aborygeni nie bardzo zwrócili na to wydarzenie uwagę. Dzisiaj również sprawiają oni wrażenie w pewnym sensie nieprzystępnych. Z naszych rozmów z miejscowymi wynika, że jest to raczej rodzaj nieśmiałości. Czytając na temat tej niezwykłej i jednej z najstarszych kultur na świecie najbardziej poraziło mnie jakże prawdziwe twierdzenie Daisy Bates z książki The Passing of Aborigines, że “rdzenna ludność Australii potrafi stawiać czoła wszystkim przeciwnościom przyrody jak palące susze, potężne powodzie, oraz głód i pragnienie jakie one powodują lecz nie potrafi zmagać się ze współczesną cywilizacją”.  To twierdzenie jest jakże prawdziwe, również dzisiaj i nie jest niestety najlepszą wizytówka dla współczesnej cywilizacji.

Niestety polityka kolonizatorów Australii wobec Aborygenów przez wiele lat była mówiąc delikatnie nieludzka. Przez wiele lat biali w sposób bezkarny prześladowali Aborygenów łącznie z ich zabijaniem. Nie trzeba dodawać, że przez dziesięciolecia Aborygeni nie mieli kompletnie żadnych praw. Olbrzymim okrucieństwem była też prowadzona przez długi czas polityka odbierania rodzinom aborygeńskim dzieci i zamykania ich w sierocińcach. Kto oglądał słynny film Australia, wie o czym piszę. Według autorów tej strasznej polityki rodzinnej było to wszystko robione dla dobra zarówno rodziców jak i dzieci. Biali mają też na sumieniu rozpropagowanie wśród aborygenów alkoholizmu, który jest niestety sporym problemem. Co tu dużo mówić, Aborygeni to temat bardzo wstydliwy dla Australijczyków, którzy w wielu innych dziedzinach życia odnieśli spore sukcesy i są niezwykle egalitarnym społeczeństwem. Na szczęście dziś rząd Australii diametralnie zmienił swoje podejście do tej mniejszości, oddając jej spore połacie ziemi oraz otaczając hojna opieką socjalną. Niestety ta ostatnia jest w wielu przypadkach demoralizująca. Od kilkunastu lat obchodzony jest też w Australii tzw. “National Sorry Day”, czyli Narodowy Dzień Przeprosin za lata prześladowań rdzennej ludności.

IMG_5117

 

Ku naszej radości, idąc dalej wokół Uluru, ponownie spotkaliśmy tych samych aborygeńskich chłopców, tym razem kąpiących się w świętym miejscu dla Aborygenów, sadzawce Mutitjulu. Był to piękny widok. Chłopaki chcąc nam zaimponować wykonywali akrobatyczne skoki do wody wchodząc często na pionowe ściany wokół sadzawki. Gdy dostali od nas w prezencie dwie czapki mikołajkowe, pięknie było patrzeć jak potrafią się wszyscy dzielić tymi prezentami a nie kłócąc się do kogo będą one należały.

IMG_5125

 

Im bliżej jest się Uluru, tym bardziej wygląda ona różnorodnie. Jest na niej sporo ciekawych szczelin, i dziur jakby “wygryzionych” przez myszy. Z kilkoma z nich wiążą się ciekawe legendy jak ta o kobiecie-pytonie o imieniu Kuniya i o jadowitych wężach Liru, które pewnego dnia zabiły jej bratanka.  Kuniya pomściła śmierć bratanka zabijając jednego z wodzów Liru. Wiele śladów z tej bitwy pozostało do dziś na skale Uluru.

 

 

Tego samego dnia czekała nas jeszcze jedna niespodzianka. Na campingu przy Uluru zaintrygował mnie mały namiot z wózeczkiem, rozbity nieopodal naszego. Gdy podszedłem bliżej okazało się, że ten wózek to pojazd, który jakiś dzielny człowiek ciągnie biegnąc od Melbourne aż do Darwin, zahaczając również o Uluru, które nie jest wcale po drodze. W sumie jakieś 5000 kilometrów lub 120 maratonów jeden po drugim w spiekocie australijskich bezdroży. To jest dopiero wyczyn! Do tego wszystkiego była informacja, że jest to bieg charytatywny, na rzecz dzieci chorujących na rzadką chorobę, Syndrom Lowe’a. Widząc to wszystko bardzo byłem ciekawy poznać tego człowieka. Po rozbiciu namiotu, koło tajemniczego namiotu pojawił się jakiś młody chłopak. Po kilku zdaniach naszej wspólnej rozmowy zacząłem kręcić głową z niedowierzaniem. Remi, nasz dzielny biegacz, jest Francuzem, który obecnie mieszka w … Polsce i to w … naszym mieście Wrocławiu!!! W rachunku prawdopodobieństwa takie spotkanie, gdzieś na rozległym campingu w środku Australii, mogę porównać do wygrania powiedzmy 5 w lotto.  Dla wszystkich tych, którzy są zainteresowani śledzeniem losu tego śmiałka lub chcieliby wesprzeć szczytny cel walki z chorobą Lowe’a polecam stronę-blog Remi, http://roadstories.webs.com/

IMG_5148

Naszą podróż przez Outback zakończyliśmy po kilku dniach w Darwin, na północy Australii. Jadąc ponad 2200 km z Uluru do Darwin oraz biegając w ramach moich codziennych zajęć sportowych po bezdrożach Australii często myślałem o tym, że za kilka dni tą sama drogą będzie biegł Remi. Niestety, im bardziej na północ, tym temperatury były coraz wyższe a do tego rosła wilgotność. Lato (nasza zima), to najtrudniejszy okres na taki wyczyn.

Po drodze do Darwin odwiedziliśmy kilka ciekawych miejsc jak Devils Marbles, z takim małymi kamieniami Uluru powstałymi na skutek erozji, Daly Waters, z pierwszym pubem oraz pierwszym lotniskiem międzynarodowym w Australii. Trochę to górnolotnie brzmi jak na piaszczysty pas startowy gdzieś wśród bezkresów Australii. W kolejnym mieście, Katherine, mieszkaliśmy koło “The School of the Air” (Powietrzna szkoła), czyli największej, jak się reklamuje, klasy szkolnej na świecie. Jest to szkoła z kilkunastoma filiami w Australii, w której zajęcia prowadzi się przez radio i internet a uczniowie rozsiani są często w promieniu kilkuset kilometrów od każdej filii.

IMG_5266

W Katherine dowiedzieliśmy się, że jeszcze dwa dni wcześniej jedyna droga do Darwin, Stewart Highway, była zamknięta z powodu wylania rzeki na skutek cyklonu. Po raz kolejny dziękowaliśmy Bogu, za to, że omijają nas rozmaite kataklizmy.

Przed przyjazdem do Darwin zatrzymaliśmy się jeszcze na dwa dni w Litchfield National Park. Wahaliśmy się między Litchfield a Kakadu. Litchfield NP bardzo nas mile zaskoczył, szczególnie swoimi wodospadami oraz oczkami wodnymi. Tam tez spędziliśmy Nowy Rok oraz nasza ostatnią burzliwą noc pod namiotem. Gdzieś około 11 w nocy zerwała się nagle wichura z burzą i w popłochu zaczęliśmy zwijać namiot. Po jej przeczekaniu w samochodzie postanowiliśmy ponownie rozbić namiot, gdyż nie uśmiechało nam się spanie w duchocie.

Generalnie, bardzo się nam wszystkim spodobał Outback i gorąco polecamy bezdroża Australii. Choć wydają się one puste, tak naprawdę tętnią życiem, czego najlepszym dowodem są tysiące kopców termitów, które towarzyszyły nam przez cały czas naszej podróży.

 

 

Video:

 

Dojazd do Uluru_video

Wędrówka wokół Uluru_video
Spotkanie z Aborygenami_video

Polska po aborygeńsku_video

Dobra energia_video

Zachód słońca nad Uluru_video

Spotkanie z Remi_video

Gotowanie pod Devils Marbles_video

Jadąc przez Outback_video

Kopce termitów_video

Droga wolna do Darwin_video

Florence Falls_video

3 skoki do oczka_video

Ten wpis został opublikowany w kategorii Australia, Polish i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Outback – czyli Australia od środka

  1. Cudowne chwile spędzacie , nie mogę się nadziwić, że potraficie tak daleko od domu i od naszej kultury kultywować ją i przenosić na inne tereny. Dziękuję Wam bardzo za piękne widoki i za spędzanie z Wami niesamowitej przygodę i za spotkanie z różną naturą , którą na pewno bym nie doświadczyła, jeżeli byście nie wybrali się w tę podróż .Dzięki i pozdrawiam całą czwórkę. Jola

    • Rzeczywiście jest to piękny rok, absolutnie wyjątkowy dla nas. Jesteśmy rodziną bardziej niż kiedykolwiek. Czasami żartuję, że mieliśmy okazję zaprzyjaźnić się z Wojtkiem :)). Coś w tym jest. Poznaję go z innej strony :)). Z dalekiej perspektywy widzimy jaka Polska jest piękna i ile ma możliwości. Nie mogę jedynie czytać codziennej „Rzeczpospolitej”, bo zamieniła się w horror w odcinkach. Strach wracać 😦
      A przyroda, brak słów :))
      Pozdrawiamy już z Wietnamu,
      a.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s