Opóźnienie

Ze względu na brak internetu w mieście, w którym teraz jestem, kolejny wpis pojawi się jutro wczesnym popołudniem.

Dobrej nocy dla Was wszystkich

Pozdrawiam

Wojtek

Opublikowano sabbatical | Dodaj komentarz

Feb 10, 2018: Day VI

Route: Navarette – Azofra
Distance: 23 km (Total 143 km)

My fourth night on El Camino is behind me. Everyday the places I stay at get better and better. This time the accommodtion we had with Henry was excellent. It was warm inside and there were just the two of us. Can it get any better than this? It is a bit of a lottery as choosing everyday to go a bit further than most of the pilgrims we end up staying at less popular places with more accommodation risk. So we will see what waits for us either at Azofra or Ciruena, which would be plan maximum for today.

Before departure we have Miguelitos for breakfast. Very delicious. Then we do some groceries for the road. I ask the cashier at Carrefour Express about his funny dress. He tells me it is the end of Carnival.

The day is pretty rainy and windy. Walking through endless vineyards of La Rioja we feel a lot of mud under our feet. We pass a sign informing about San Millan de la Cogolla. That place is considered the cradle of the Spanish language. It would require quite a detour to get there. Besides, I have already visited it on a different occassion. Perhaps another time.

After reaching Najera we have a craveable lunch.

1,5 hours later we get to Azofra. The thought of having something warm to eat and sleep in is overriding. A passerby informs us the usual albergue is closed in winter. Instead he walks us to a smaller one next to a church. He warns us that there is no heating system inside. It is about 2 C outside. Inside it feels even colder. Like in an old church.

At the albergue we are greeted by a sympathetic Japanese student, Hiro. He had to abort his daily walk due to pain in the legs. I make some tea for the three of us and we have a nice chat. This type of albergue is basically self served. You stamp your own credencial and donate what you want into the box for your stay.

To prepare this post and upload it I look for a restaurant in town with WiFi wondering how I am going to survive the hibernation tonight.

Meditation V: Trust in God and you will regain strength

Even youths will become weak and tired, and young men will fall in exhaustion. But those who trust in the LORD will find new strength. They will soar high on wings like eagles. They will run and not grow weary. They will walk and not faint.

Isaiah 40, 30:31

I sometimes wonder where do I get all the energy for this hike, for my arduous trainings, for my intense life? How is it possible that I regain my energy so quickly. I found an answer in Book of Isaiah, upon which I meditated today. It comes from trusting the Lord.

For a few years now I have tried to better understand the Word of God. Various quotes from the Bible that I learned as a small kid being a lector in church come back to me in different moments of my life and help me go through it. Today I discover how powerful those words are. They support me like the wings carry an eagle. I high recomend such a meditating practice!

Opublikowano Duchowość, El Camino, English, Hiszpania, Meditation, Medytacja, Polish, Polska, sabbatical, Spain, Spirituality | Otagowano , , , , , , , , | Dodaj komentarz

10 lutego, 2018: Dzień VI

Trasa: Navarette – Azofra
Dystans: 23 km (Razem: 143 km)

Za mną czwarta noc spędzona na trasie. Z każdym dniem miejsca, w jakich przychodzi mi spać, są coraz lepsze. Tym razem w schronisku w formie mieszkania mieliśmy z Henrym doskonałe warunki i było dość ciepło. No i było nas tylko dwóch. Chyba lepiej to już być nie może. Zobaczymy co będzie dalej, gdyż tym razem znowu planujemy iść trochę dalej, niż typowy szlak pielgrzymi. Nie mamy pewności, czy schroniska w Azofra lub Ciruena (plan maksimum na dziś) będą otwarte. Tak czy inaczej, podejmujemy ryzyko, tak ku przygodzie. Wędrówka tylko do Najara byłaby trochę krótka, ok. 16 km.

Przed wyjściem w drogę jemy jeszcze śniadanie w formie Miguelito (patrz zdjęcie poniżej). Bardzo smaczne. Potem jeszcze krótkie zakupy czegoś na drogę. Pytam obsługę Carrefour Express skąd takie śmieszne przebrania. Przypominają mi, że właśnie są ostatki karnawału.

Dzień jest dziś generalnie deszczowy i wietrzny. Idąc przez niezmierzone winnice La Rioja czujemy pod nogami sporo błota. To dość powszechna gliniana ziemia, która akurat w uprawie wina jest zaletą. Po drodze napotykam informację o San Millan de la Cogolla, miejscu, które jest uważane za kolebkę języka hiszpańskiego. Trzeba by sporo zboczyć z głównej trasy aby tam dojść. Poza tym miałem juz okazję być w tym miejscu kilka lat temu, więc może innym razem.

Po dojściu do Najery jemy jak zwykle smaczny lunch. Sprawdzamy też, co się dzieje na świecie korzystając z restauracyjnego internetu. Dwóch Polaków prowadzi po pierwszej serii konkursu na małej skoczni na Olimpiadzie. Wow! Hula i Stoch, dwaj koledzy z pokoju. Dwaj wspaniali ludzie i zawodnicy. Byłoby wspaniale, szczególnie dla Stefan Huli, gdyby zdobył medal olimpijski.

Po kolejnej 1,5 godzinie marszu docieramy do miasteczka Azofra. Jest dość ponuro. Myśl o ciepłej strawie i łóżku przebija wszystko inne. No jest jeszcze ciekawość, jak nasi w drugiej serii. Napotkany człowiek, mówi nam, że schronisko zamknięte, ale prowadzi nas do drugiego przy parafii. Ostrzega, że nie jest ogrzewane. Jest jakieś 2 C na zewnątrz, a w środku niewiele cieplej. Pytam Henrego, czy chce iść następne 10 km, czy woli zostać. Decydujemy, że zostajemy. Zanosi się na bardzo zimną noc. W schronisku wita na sympatyczny pielgrzym z Japonii o imieniu Hiro. Trochę cierpi na kontuzję stóp. Tego dnia przeszedł tylko 7 km. Nie dał rady iść dalej. Zauważam, że Japonia, Kanada i Polska mają wspólne kolory barw w swoich flagach. Jest sympatycznie. Hiro rozgrzewa się butelką wina la Rioja. Gdy przygotowuję dla nas trzech herbatę dochodzi jeszcze do schroniska Koreańczyk. Nie jest w ogóle rozmowny. Może nie mówi po angielsku? A może widząc Japończyka, z którymi generalnie mają na pieńku, zamyka się w sobie.

W schroniskach takich jak to dzisiejsze nie ma żadnej stałej obsługi. Opłata jest co łaska. Każdy sam wpisuje się do księgi i stempluje sobie swój pielgrzymi paszport (Credencial).

Aby przygotować ten wpis i go wysłać szukam restauracji w mieście. Wi Fi jest na szczęście dostępny. Dostęp do niego wydaje się w dzisiejszych czasach jedną z podstawowych potrzeb człowieka. Po odpaleniu internetu odczuwam spory zawód. Polacy tuż za podium. Szkoda. Z drugiej strony dobrze, że nie słyszę tego biadolenia w mediach. A, że wiatr, a źle zawiązane sznurowadła, a ten zły PIS lub Trump …

Nasi skoczkowie są jednak na tyle mądrzy, że sobie z tym poradzą i nie wpadną w lament. Myślę, że w drużynie będzie medal i pewnie jeden, może dwa indywidualnie. A jeśli nie. To nie koniec świata. Są rzeczy ważniejsze od sukcesów w sporcie.

Ciekawe, jak przeżyję dzisiejszą nocną hibernację?

Medytacja V: Zaufaj Panu, a odzyskasz siły

Chłopcy się męczą i nużą, chwieją się słabnąc młodzieńcy, lecz ci, co zaufali Panu, odzyskują siły, otrzymują skrzydła jak orły: biegną bez zmęczenia, bez znużenia idą

Iz 40, 30-31

Czasem się zastanawiam skąd biorę siłę na tę wędrówkę, na moje długie treningi, na moje intensywne życie? Jak to jest, że tak szybko się regeneruję, choć „szron na głowie i już nie to zdrowie”? U Proroka Izajasza znalazłem odpowiedź, nad którą dziś medytowałem. To się bierze z zaufania Bogu.

Od kilku lat staram się trochę bardziej zgłębiać Słowo Boże. Rozmaite cytaty z Pisma Świętego często przychodzą mi do głowy w różnych momentach życia i pozwalają iść przez nie. Kiedyś, jako kilkuletni lektor uczyłem się całych czytań na pamięć. Dziś w tych fragmentach odkrywam moc, która niesie mnie jak skrzydła orła. Gorąco polecam!

Opublikowano Duchowość, El Camino, Hiszpania, Meditation, Medytacja, Polish, Polska, sabbatical, Spain | Otagowano , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Feb 9, 2018: Day V

Route: Torres del Rio – Navarette

Distance: 35 km (Total: 120 km)

One of the benefits of a long, solo trek is that life can be very unpredictible for those who like spontaneity. Having exceeded the plan by over 8 km the day before and after a quiet night in Torre del Rio along with Henry we set out to continue our Camino.

This joint trek turns out to be a nice experience for me. The time flies faster. We walk at similar pace and understand each other well.

One of the benefits of staying off the beaten track is that there are hardly any other pilgrims there. Apart from one other person from Hungary we had the whole albergue to ourselves. Quite a luxury! Silence, no snoring. You could get extra blankets from other beds. The were quite useful that night as it was very cold both outside (-5 C) and inside (15 C). Despite popular belief certain parts of Spain can be very cold in winter.

After about 12 km of marching we reached a nice city of Viana. It was around lunch time. We stopped in front of a beautiful church and listened to an interesting story shared by one of the locals about the ups and downs of one of the famous people who pershied there in the Battle of Viana, Cezare Borgia. Our impromptu guide with visible satisfaction told us that Borgia’s remains were moved from the Cathedral to a place just outside. What gave him particular pleasure was the fact that many people walk on the tombstone and animals pee on it from time to time. This Borgia guy is not remembered well.

When asked about the recommended place for eating he directed us to a place just opposite the tombstone. We had a great lunch there enjoying La Rioja wine. This was a well-time overture before entering La Rioja region 6 km later. Despite the fact that we had plenty to eat I planned to take Henry in Logrono, which we were to reach in about 2 hours, to one of my company’s (AmRest) restaurants called La Tagliatella.

And that’s what we did. We reached downtown Logrono around 3:30 pm. I was not sure if the restaurant would still be open before siesta. Luckily it was open. We had a wonderful visit there. Henry was very impressed! He encouraged us to open La Tagliatella concept in Canada. This is a double compliment as it comes from somebody who is rather careful in what he eats.

After such a calorie injection we could either stay in Logrono for the night as most pilgrims do, or continue our journey to the next town, Naverrete, 10 km away without any accommodation guarantee. Walking at our average pace we would reach Naverette well past the sunset. Undeterred by that and the fact that we might lose our way in darkness we decided to walk on.

Upon reaching our destination at around 7:00 pm admiring the old town by night we were also looking for an open albergue. According to my guide two of them were supposed to be open all year round. But the reality was different. At the second one by a nice name of El Cantaro (Singer), undaunted by complete darkness in the building, I decided to call the phone number of the hostel. After all the Holy Scripture says:

Ask, and it will be given to you; seek, and you will find; knock, and it will be opened to you. For everyone who asks receives, and the one who seeks finds, and to the one who knocks it will be opened.

Mt 7, 7-8

Dialing the number I heard the ringing signal in my phone and outside the building. After the third beep a friendly voice answered and soon the owner came downstairs to show us into a very nice hostel apartment.

Being spontaneous opens us up to kinds of wonderful things. Today the main reward for us have been great food on the way, covering a super long distance in good shape despite the rain and wind and the best albergue so far with just the two of us.

Medition IV: Break down the wall of hostility

For he himself is our peace, who has made us both one and has broken down in his flesh the dividing wall of hostility by abolishing the law of commandments expressed in ordinances, that he might create in himself one new man in place of the two, so making peace, and might reconcile us both to God in one body through the cross, thereby killing the hostility

Eph 2, 4-16

Walking with Henry and enjoying our time together I was meditating on today’s excerpt from the Letter to Ephesians. I thought I would not enjoy such a joint walk with just anybody. It is so easy for us to like those, who are like us and who recipricate our sympathy.

Jesus could unite everybody, remove the wall of hostility between people. The Cross is the quintessence of it. How I wish to develop this wonderful skill to build bridges between people!

Opublikowano Duchowość, El Camino, Hiszpania, Meditation, Medytacja, Polish, Polska, sabbatical, Spain, Spirituality | Otagowano , , , , , , , | Dodaj komentarz

9 lutego, 2018: Dzień V

Trasa: Torres del Rio – Navarette

Dystans: 35 km (Razem: 120 km)

Jedną z zalet takiego długiego i samotnego pielgrzymowania jest spora nieprzewidywalność, jeśli ktoś lubi spontaniczność w życiu. Po przekroczeniu poprzedniego dnia planu o około 8 km i bardzo spokojnym noclegu w Torres del Rio ruszyliśmy z napotkanym przeze mnie wczoraj pielgrzymem, Henrym, w dalszą drogę.

Wspólne pielgrzymowanie okazuje się dla mnie bardzo przyjemnym doświadczeniem. Czas mija szybciej w drodze. Idziemy podobnym tempem i nadajemy na podobnych falach.

Jedną z zalet zatrzymywania się w mniej popularnych miejscach na nocleg jak to ostatnie jest to, że prawie wcale nie ma ta pielgrzymów. Poza jeszcze jednym pielgrzymem z Węgier spało nas w albergue w Torres del Rio w sumie trzech. Co za luksus! Cisza, żadnego chrapania. Można było sobie wziąć ekstra poduszki i koce. Te ostatnie okazały się pomocne, bo było w nocy dość zimno. Na zewnątrz jakieś – 5 C. W środku około 15-16 C. Wbrew wyobrażeniom zima w niektórych częściach Hiszpanii potrafi być dość sroga.

Po około 12 km marszu doszliśmy do urokliwego miasteczka Viana. Była akurat pora lunchu. Stanęliśmy przed pięknym kościołem i wysłuchaliśmy historii jednego z przechodniów o wzlotach i upadkach jednego ze słynniejszych ludzi, który poległ w Bitwie pod Vianą, Cezare Borgia. Nasz nieplanowany przewodnik, z niejaką satysfakcją opowiadał nam on tym, że zwłoki Borgii po jakimś czasie przeniesiono z Katedry na zewnątrz i pogrzebano pod płytą, po której chodzą ludzie i zwierzęta załatwiające swoje potrzeby.

Na pytanie, gdzie najlepiej zjeść w mieście, odpowiedział, że naprzeciw kościoła, vis-a-vis wspomnianej płyty grobowej. Zjedliśmy smaczny lunch racząc się winem z regionu La Rioja, do którego wejścia mieliśmy jeszcze ok 6 km. Mimo, że tak dobrze zjedliśmy miałem w głowie plan, aby zaprowadzić Henrego, do restauracji La Tagliatella (marka należy do firmy, w której pracuję) w Logrono, do którego zmierzliśmy.

Tak też się stało. Do pierwotnego celu dotarliśmy około 15:30 i trochę się obawiałem, że zamkną nam restaurację przed nosem na sjestę. Udało się. Mimo, że nasze żołądki nie były puste, nasza wizyta była wspaniała. Henry był zachwycony! Zachęcał, abyśmy otworzyli La Tagliatellę w Kanadzie. Jest to podwójny komplement, gdyż pochodzi od człowieka, który raczej uważa na to, co jada.

Po takim zastrzyku kalorii mieliśmy do wyboru albo zostać w Logrono z gwarancją znalezienia noclegu w tym sporym mieście, lub kontynuować wędrówkę dalej. Najbliższe miasteczko, Navarrette, było oddalone o około 10 km marszu. Idąc naszym tempem planowaliśmy tam dojść dobrze po zmroku. Niezrażeni tym, że możemy nie widzieć w ciemności strzałek ruszyliśmy dalej.

Po dotarciu na miejsce około 7:00 wieczorem zachwycaliśmy się urokami starego miasta poszukując albergue. Dwa, które miały być według przewodnika całoroczne, były zamknięte. Przy drugim z nich o dźwięcznej nazwie, El Cantaro (Śpiewak), postanowiłem zadzwonić pod numer wskazany w przewodniku. W końcu jest napisane:

Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam. Albowiem każdy, kto prosi, otrzymuje; kto szuka, znajduje; a kołaczącemu otworzą. (Mt 7, 7-8)

Po wybraniu numeru usłyszałem sygnał w telefonie i na zewnątrz budynku, przed którym staliśmy w deszczu, który padał dziś przez sporą część dnia. Po trzecim dzwonku odebrał miły Pan. Na hasło, dos peregrinos, podniósł żaluzję na ostatnim piętrze budynku, który wyglądał na kompletnie pusty. Pozdrowiła nas i następnie zaprowadził do przytulnego mieszkania, które w sezonie służy za albergue.

Bycie spontanicznym otwiera nas na całą masę wspaniałych rzeczy. Dziś tą nagrodą było wspaniałe jedzenie, przejście super długiego dystansu w dobrej kondycji mimo deszczowej i wietrznej pogody oraz najlepszy, jak dotąd albergue, w którym jesteśmy tylko my dwaj.

Medytacja IV: Obalić mur wrogości

On bowiem jest naszym pokojem.

On, który obie części [ludzkości] uczynił jednością,

bo zburzył rozdzielający je mur – wrogość.

W swym ciele  pozbawił On mocy Prawo przykazań, wyrażone w zarządzeniach7,

aby z dwóch [rodzajów ludzi] stworzyć w sobie jednego nowego człowieka,

wprowadzając pokój

Ef 2, 14-16

Idąc tak sobie z Henrym i miło spędzając czas medytując w duchu nad dzisiejszym fragmentem z Listu do Efezjan myślałem o tym, że nie z każdym pewnie tak dobrze bym się dogadywał w czasie takiej wędrówki. Jak łatwo nam lubić tych, którzy nam pasują i którzy odwzajemniają naszą sympatię.

Jezus potrafi łączyć wszystkich, usuwa między nimi mur wrogości. Krzyż Jego jest tego kwintesencją. Cóż to za wspaniała umiejętność budowania ponad podziałami, którą chciałbym rozwijać!

Opublikowano Duchowość, El Camino, Hiszpania, Meditation, Medytacja, Polish, Polska, sabbatical | Otagowano , , , , , | Dodaj komentarz

Feb 8, 2018: Day IV

Route: Estella – Torres del Rio

Distance: 30 km (85 km)

It is Fat Thursday today in Poland, aka Paczki Day in North America. The thought of finding some pastry shop (panaderia) on the way to buy a donut and join my compatriots in this sweet, Polish tradition of eating donuts (pączki: in Polish) before the onset of Lent next week, gave me an extra boost in the morning. The day turned out to bring quite a few boosts.

One of them was waiting for me about 3 km from leaving the hostel. It was Irache Monastery with a vineyard offering free and unlimited wine for all the passing pilgrims.

Just take a look at the video attached below

Irache Monastery

https://www.youtube.com/watch?v=3PH2-KMOnAg&feature=share

Another support I received on the way today were numerous text messages from friends and family. This was so uplifting for me. Looking at the pictures alone this may all seem like a walk in the park but there is an obvious fatigue involved. Today, for example, I had over 600 meters ot total elevation gain. That’s like climbing two Eiffel towers with my backpack with some 12 kg in it. Thank you all for that!

After reaching my original destination of Los Arcos I admired the local architecture and was looking for both a panaderia and a place to stay. Finally I caugth sight of chocolate covered donuts in a window. I bought two just to reward myself for a long solo trek. After leaving the pastry shop I started devouring the first donut and make a selfie with it.

As I was enjoying this blissful moment I came across another pilgrim. He asked me if I was staying in the town for the night or continuing the walk. Feeling some extra strength from the donut I decided to join Henry, a hiker from Victoria Island in Canada. To celebrate the Paczki tradition I gave him my second donut. The next 8,5 km we walked together conversing occassionally along the way.

When we reached the next town of Torres del Rio it turned out there was only one hostel open there. The choice was simple. Since most of the walking pilgrims stay in Los Arcos we had the place to ourselves. So going the extra mile was well rewarded. We will sleep in much quiter room and now are enjoying a bottle of local wine.

Speaking about wine, tomorrow we are leaving the region of Navarra and entering the world-famous wine region of La Rioja.

Today’s stage did not look like a long one. Thanks to a number of boosts along the way I extended it from 21 to 30 km. What made it possible was good motivation, determination and good company.

Meditation III: Who is my God?

So I want you to know that no one speaking by the Spirit of God will curse Jesus, and no one can say Jesus is Lord, except by the Holy Spirit

1 Cor 12, 3

How many different gods do we all have in life, do I have … ? Career, success, recognition, i.e. Me, celebrities, gurus, masters, bosses, money, heroes, comfrot …anything but Him.

Any other thing but Him, when deified (treated as top priority), becomes eventually our curse, doesn’t?

O Lord, and our heart is restless until it rests in you
Sw. Augustin

Opublikowano El Camino, English, Hiszpania, Meditation, Medytacja, Polish, Polska, sabbatical, Spain | Otagowano , , , , , , | Dodaj komentarz

8 lutego, 2018: Dzień IV

Trasa: Estella – Torres del Rio

Dystans: 30 km (Razem: 85 km) 

Dziś tłusty czwartek. Motywacja, że znajdę po drodze jakąś cukiernię (panaderia) i dołączę do wielu swoich rodaków w tej słodkiej tradycji jedzenia pączków dała mi dodatkową motywację z rana. Okazało się, że ten dzień przyniósł więcej środków dopingujących.

Kolejny z nich czekał na jakimś 3 km od wyjścia ze schroniska. Zanim o tym, pewnie niektórych ciekawi, jak przebiegła ostatnia noc po moich poprzednich ekscesach. Było lepiej ze względu na nieco zmieniony skład pokoju. Tym niemniej w nocy znowu usłyszałem jakieś płomienne mowy w stylu Generalissimusa wypowiadane przez sen jednego z Katalończyków. Byłem jednak już dość zmęczony, aby mi to jakoś przeszkadzało. Potraktowałem to jako nocne rozmówki hiszpańskie.

Wracając do 3 km, zgodnie z planem napotkałem tam ciekawe miejsce, które w Polsce chyba nie mogłoby istnieć. Jest to kranik z nielimitowanym winem dla przechodzących pielgrzymów. Zresztą sami zobaczcie film poniżej.

Nielimitowane wino dla pielgrzymów-Klasztor Irache

Organizatorzy polskich pielgrzymek trochę się martwią, że z roku na rok spada lekko frekwencjach na polskich pielgrzymkach. Może ten pomysł podchwyci i przyciągnie niezdecydowanych?

Kolejnym wsparciem na trasie były dziś liczne SMSy od rodziny i znajomych. Nie macie pojęcia, jak to podnosi na duchu! Na zdjęciach wygląda to może wszystko bajkowo ale trud jest odczuwalny. Dziś miałem ponad 600 metrów przewyższeń. To tak, jakby wspiąć się na dwie wierze Eiffla z ciężarem około 12 kg na plecach. Tak się złożyło, że większość z tych wiadomości docierała do mnie jak wchodziłem stromym podejściem na jakieś 700 m n.p.m. Bardzo dziękuję za wszystkie wyrazy wsparcia i życzliwości.

Po zejściu z tego wzniesienia, które było akurat w centrum miasteczka Monjardin, był długi 10 km przebieg bez miast, wsi i żywej duszy po drodze. Obraz tłustego pączka plus moja medytacja trzymały mnie w ryzach.

Po dotarciu do pierwotnego celu dzisiejszej wędrówki, Los Arcos, zachwycając się przepiękną arichtekturą kolejnego miasteczka poszukiwałem cukierni i miejsca na nocleg. W końcu mój wzrok utkwił w pokrytych czekoladą donatach. Wziąłem dwa, a co! Po wyjściu z cukierni zacząłem pałaszować pierwszego z nich i robić sobie wspólne z nim selfie.

Wtem napotkałem znajomą twarz pielgrzyma, który zapytał mnie, czy zostaję tu, czy idę dalej, bo on idzie. Nie zastanawiając się długo stwierdziłem, że mam jeszcze siły, więc czemu nie. Jutrzejszy etap wygląda na trudny. W ten sposób sobie go trochę ułatwię wydłużając dzisiejszy. Gdy ruszaliśmy dałem mojego drugiego pączka mojemu przygodnemu kompanowani, Henremu z Vancouver w Kanadzie. Doping zatem był podwójny. Kolejne 8,5 km przeszliśmy razem co nieco rozmawiając.

Gdy dotarliśmy do kolejnego miasteczka Torres del Rio, okazało się, że jest otwarty tylko jeden hostel. Wybór był zatem prosty. Hostel jest prawie pusty, gdyż większość pielgrzymów zostało w Los Arcos. Zatem dodatkowy wysiłek został nagrodzony. Będziemy spali w lepszych warunkach. Teraz raczymy się wspólnie butelką miejscowego wina.

Mówiąc o winie, jutro wychodzimy z Nawarry i wchodzimy do znanego pewnie wszystkim z wina region u La Rioja.

Dzisiejszy etap nie zanosił się na zbyt długi. Jednak wielość środków wspomagających sprawiła, że wydłużyłem go z 21 do 30 km. Grunt to dobra motywacja i determinacja i … dobre towarzystwo.

Na koniec małe sprostowanie. Nie jestem obecnie w Kraju Basków lecz w regionie Nawarra, który częściowo leży w historycznej części Kraju Basków. Pozostałością po tym jest powszechnie używany w częściach Nawarry język baskijski.

Medytacja III: Kto jest moim Bogiem?

1 Kor 12, 3

3 Otóż zapewniam was, że nikt, pozostając pod natchnieniem Ducha Bożego, nie może mówić: „Niech Jezus będzie przeklęty!”. Nikt też nie może powiedzieć bez pomocy Ducha Świętego: „Panem jest Jezus”

Ile to różnych bożków mamy w życiu, mam ja sam? Kariera, sukcesy, uznanie, czyli Ja, celebryci i quasi-celebryci, guru, mistrzowie, przełożeni, pieniądze, bohaterowie, wygoda, … wszystko tylko nie On.

Wszystko inne niż On, gdy jest ubóstwiane (jest priorytetem), staje się naszym w końcu naszym przekleństwem, czyż nie?

Niespokojne jest serce nasze, dopóki w Tobie nie spocznie.
Św. Augustyn

Opublikowano Duchowość, El Camino, Hiszpania, Meditation, Medytacja, Polish, Polska, sabbatical | Otagowano , , , , , | Dodaj komentarz

Feb 7, 2018: Day III

Route: Puente del Reina – Estella

Distance: 27 km (Total: 55 km)

After a sleepless night at my first albergue I resume my walk. The snoring of pilgrims reminded me of a concerto with some solo parts for double base, bass horns and timpani. My earplugs did not help.

In the morning I was surprised to see other pilgrims leave the hostel so quickly. I was wondering where they were hurrying so much. This year I decided to deal with my constant rush. I felt good about myself to be leaving the place as the last one. A grumpy cleaning lady helped me a bit with that informing me that the departure deadline was at 8:30 am. I could have pretended not to understand her yet I humbly left for the trail.

Back to sleeping at albergues aside from a couple of drawbacks you find some advanatges other than low cost. This morning I saw quite a few pilgrims applying some cream to their feet. I asked one of them about that and he offered some to try out. I am not sure whether it was the effect of the cream, a different pair of socks or simply different terrain profile but my feet burnt less this time.

The places I walked through today were very picturesque. Lots of medieval architecture and even some remnants of the Roman Empire. What a great civilisation it was to have left so many things. What will remain from our time for posterity? What about my personal legacy? Perhaps this virtual blog?

Today’s walk cut through a highway a number of times. Watching the rushing cars I was wondering where everybody else was hurrying. And here I am toiling like a tortoise with a big load on my shoulders. It felt somewhat heavy today. Perhaps I took too much provision for the road today. Anyway, this snail’s pace is a good cure for my fast life.

St. Ignatius recommended that whenever you attempt to deal with some bad habits simply engage in opposite activities. Are you impatient? Start crotcheting. Are you too talkative, become a patient listener.

I cannot complain about the weather so far. Today 70% of the time it was sunny with occassional clouds. Only during the last hours I walked in a blizzard. It is quite chilly though, between 2-5 C.

Just as I expected upon reaching another albergue I saw a few familiar faces there. I ended the day strolling around the beautiful city of Estella. I got half a dozen of my favorite Spanish dessert, churros, got the magic feet cream, some groceries and the trekking poles. There is way more climbing ahead of me.

Meditation II: Where is my treasure?

Mt 6,19-23

19 “Do not store up for yourselves treasures on earth, where moths and vermin destroy, and where thieves break in and steal. 20 But store up for yourselves treasures in heaven, where moths and vermin do not destroy, and where thieves do not break in and steal. 21 For where your treasure is, there your heart will be also.

22 “The eye is the lamp of the body. If your eyes are healthy,[a] your whole body will be full of light. 23 But if your eyes are unhealthy,[b] your whole body will be full of darkness. If then the light within you is darkness, how great is that darkness

I focused on meditating the famous verse 21 from the Gospel according to Matthew. Above I quoted a larged excerpt to better understand the context.

During the medition and frequntly asking myself where my actual treasure is for quite a while I saw a picture of the biblical young man who …

Disheartened by the saying, he went away sorrowful, for he had great possessions

(Mk, 10, 22).

It is high time to focus on gathering heavenly treasures …

Opublikowano Duchowość, El Camino, Hiszpania, Meditation, Medytacja, Polish, Polska, sabbatical, Spain | Otagowano , , , , , | Dodaj komentarz

7 lutego, 2018: Dzień III

Trasa: Puente del Reina – Estella

Dystans: 27 km (Razem: 55 km)

Po nieprzespanej nocy w pierwszym schronisku wyruszyłem w dalszą drogę. Chrapanie pielgrzymów przypominało mi długi koncert z partiami solowymi na kontrabasy, tuby oraz bębny. Jakieś słabe mam te zatyczki.

Rano zdziwiło mnie, że tak szybko pielgrzymi opuścili schronisko. Zastanawiałem się, dokąd się tak spieszą. W tym roku postanowiłem walczyć z moim ciągłym pośpiechem. Czułem się zadowolony z siebie, że wychodzę ostatni ze schroniska. Pomogła mi w tym trochę ponura pani sprzątająca mówiąc, że doba schroniskowa kończy się o 8:30 rano. Mógłbym udać, że nic nie rozumiem ale pokornie ruszyłem w drogę.

Wracając jeszcze do samego spania w schroniskach (albergue) obok minusów są też plusy inne niż niski koszt. Można czegoś się nauczyć od innych. Dziś np. zobaczyłem rano jak wielu pielgrzymów smarowało sobie nogi jakimiś kremami. Zapytałem jednego z nich o to i dał mi wypróbować. Nie wiem czy to działanie kremu, czy innych skarpet, czy może jeszcze inny profil dzisiejszej trasy sprawiły, że miałem mniejsze uczucie palenia w stopach.

Tereny, przez które dziś przechodziłem, były bardzo malownicze. Dużo architektury średniowiecznej, a nawet sporo pozostałości po Imperium Rzymskim. Jak niezwykła była to cywilizacja, która pozostawiła po sobie tak wiele rzeczy. A co pozostanie po nas? Po mnie? Może ten blog wirtualny?

Dzisiejsza trasa przecinała też kilka razy trasę szybkiego ruchu. Szedłem raz pod nią i raz nad nią patrząc, jak mkną po niej samochody i spieszący dokądś ludzie. A jak jak żółw idę z tobołkiem na plecach. Coś mi dzisiaj ciążył trochę plecak. Chyba za dużo prowiantu wziąłem na drogę. Tak czy inaczej to moje żółwie tempo dobrze mi robi w walce z moim pośpiechem.

Wspomniany Św. Ignacy zalecał aby próbując walczyć ze złymi skłonnościami ćwiczyć się w czymś zgoła przeciwnym. Jesteś niecierpliwy, znajdź sobie zajęcie, które cię zmusi do cierpliwości, np. szydełkowanie. Masz problem z gadulstwem, zacznij przede wszystkim słychać tylko innych. O to ostatnie w schronisku nie trudno. Część pielgrzymów aż nosi, aby coś o sobie opowiedzieć. Ja na razie jestem tajemniczym El Polaco, który mówi w ich języku, a niewiele opowiada o sobie. Jest dobra okazja przejść na dietę słowną.

W miejscowości o dźwięcznej nazwie Lorca poszukiwałem ciepłej strawy w jednym ze sklepów. Wszystko tylko na zimno. Mimo to odbyłem ciepłą rozmowę z właścicielką sklepu, która właśnie skończyła pogaduchy ze znajomą. Na koniec ich rozmowy usłyszałem słowo Agur. Domyśliłem się, że to jakiś wyraz baskijski. W końcu idę nadal przez region zwany Krajem Basków. Pani wytłumaczyła, że to znaczy Adios, czyli do widzenia. Nota bene tu wszystkie oficjalne informacje są po hiszpańsku i baskijsku.

Gdy dowiedziała się, że jestem z Polski powiedziała, że jej córka, która właśnie skończyła studia wybiera się na konferencję pedagogiczną do Poznania w przyszłym tygodniu.

Koło sklepu natknąłem się na śmieszny barometr w formie oślego ogona wystającego z obrazka. Zależnie od kondycji ogona (mokry, zmrożony, niewidoczny, ruszający się lub upadający) taką mielibyśmy pogodę.

Pisząc o pogodzie, na razie grzech by narzekać. Dziś 70% czasu świeciło słońce lub było lekkie zachmurzenie. Jest dość zimno. Około 2-5 C i cały czas wieje zmiennie. Przez ostatnią godzinę marszu padał śnieg, który się topił.

Zgodnie z przewidywaniami w kolejnym schronisku spotkałem znajome twarze. Odbyłem jeszcze długi spacer po mieście. Zaliczyłem pół tuzina moich ulubionych churros, zrobiłem zakupy spożywcze i nabyłem magiczny krem do stóp. W Decathlonie kupiłem też kijki do trekkingu, gdyż w najbliższych dniach będzie sporo wspinania, nawet na 1200 m.n.p. Dla porównania teraz jestem na 450 m n.p.m.

Na koniec dnia nauczyłem się jeszcze od ekspedientki w aptece dziękuję po baskijsku, Eskerrik asko. Ładnie brzmi. Tak grecko.

Medytacja II: Gdzie jest mój skarb?

Mt 6,19-23

19 Nie chowajcie sobie skarbów na ziemi, gdzie mól i gryzoń niszczą i gdzie złodzieje włamują się i kradną; 20 w niebie skarby sobie chowajcie, gdzie ani mól, ani gryzoń nie niszczą, i gdzie złodzieje się nie włamują i nie kradną. 21 Gdzie bowiem jest twój skarb, tam będzie i serce twoje. 22 Lampą ciała jest oko. Jeśli więc twoje oko będzie zdrowe, całe twoje ciało będzie oświetlone; 23 a jeśli twoje oko będzie zepsute, całe twoje ciało pogrążone będzie w ciemności. Jeżeli zatem to światło w tobie będzie ciemnością, jakże wielka to ciemność

Skupiłem się na medytowaniu słynnego wersetu 21 z 6 rozdziału Ewangelii Mateusza. Przytoczyłem jednak powyżej szerszy kontekst dla lepszego zrozumienia tego zdania.

W czasie medytacji i zadawania sobie pytania: gdzie faktycznie jest mój skarb, miałem długo obraz tego młodzieńca, który, odszedł zasmucony, bo miał wiele … (Mk, 10, 22).

Czas na to, aby bardziej skupić się na gromadzeniu skarbów niebieskich.

Opublikowano Duchowość, El Camino, Hiszpania, Meditation, Medytacja, Polish, Polska, sabbatical | Otagowano , , , , , | Dodaj komentarz

Feb 6, 2018: Day II

Route: Pamplona – Puente la Reina
Distance: 28 km

First day of my journey is behind me. I started it with a visit to the beautiful Cathedral of Pamplona hoping to get my piligrim’s passport there, so-called Credencial. I will need it along the way and at my destination of Santiago de Compostela. And indeed a nice woman inside led me to the …, where the …. took a brand new credencial from his cabinet and made a first stamp in it.

While walking to the Cathedral I admired the beauty of this city. It is world-known for its crazy bull runs that take place during the fiesta of San Fermin in July. I assume that period is not perfect for pilgrims as the city is packed with tourists. Now it is basically empty. Walking the main plaza one of my company’s restaurants catches my attention, La Tagliatella. I wish it was not so early so that I could have some great Italian food there. Instinctively I feel that I will not eat good food for quite some time. On the other hand maybe it is good that the restaurant is closed. I would eat too much and have to carry my heavy stomach while climbing today.

I feel that despite light cold I caught the other day things are generally in my favor. After some grocery shopping, breakfast I leave Pamplona in a brisk walk going south-west. On the way I pass a huge citadel, which brings back another interesting fact about the city. Around 500 years ago during the siege of the city by the French troops one of the bravest Spanish knights of the time got wounded while defending Pamplona. This experience along with prolonged convalesence turned out to be a major breakthrough in the life of this person who later founded the Jesuit Order and after his death was pronounced to be a Saint. I am talking about St. Ignatius de Loyola. This is the same person who created Ignatian spiritual exercises that I covered in one of my earlier posts. Interestingly our paths seem to cross frequently in the past weeks.

After circling the citadel I can already see characteristic signs pointing the Camino trail.

Once I take the proper direction out of the city I see on the horizon quite a mountain range covered in snow that I will have to pass today. Despite cold weather it is a very nice day. Sunny, a bit of a tail wind.

After a few kilometers I begin ascending and feel I have to remove one layer of clothes as it is getting hot „under the hood”. I am struck by emptiness walking through towns and countryside. Where are all the people? Has there been any nuclear attack? I meet a handful of locals going for a walk with their dog or run. They greet me with a nice wish for all pilgrims „Buen Camino”.

After 2 hours I reach the summit of Alto del Perdon, Mountain of Forgiveness (770 m.a.s.l). The trail is generally in good condition. At times I walk through mud, slippery stones or local icing. They say that after reaching Alto del Perdon your sins are forgiven and you gain spiritual health for the rest of the journey.

Indeed I feel a bit lighter descending. But let’s not be decived here. There is not magic but you need to take certain concrete steps. God is very concrete is expects the same from us. Let us not think that so-called general confession is sufficient. From time to time one must take a closer look at our lives, speak out openly about certain negative things with regret and commitment to improve and make amends.

Interestingly in several companies people generally accept the concept of annual job appraisal done by bosses. On the other hand many so-called believing-yet-not-practicing Catholics shy away from the idea of regular personal confession. You can also visit a shrink to discuss your issues but it will not be enough to heal the soul.

Back on the trail I can’t help the feeeling that God is keeping me company all the time. Since it is Tuesday I say the Rosary going through the Sorrowful Mysteries and what I see during the Crucifiction contemplation … thorny bushes in my way. Due to heavy mud on the trail I have to graspe
Wracając na szlak uderza mnie poczucie, że Bóg mi stale towarzyszy. Ponieważ jest wtorek odmawiam Tajemnice Bolesne Różańca i co widzę po drodze w trakcie rozważania Ukrzyżowania …. cierniste krzaki. Ponieważ jest sporo błota muszę jedną ręką trzymać te ciernie z dala od siebie, aby nie porwać sobie kurtki. Przypadek? Nieeee. On tu jest. Kolejne dowody będą na trasie.

After 3,5 hours I make a short stop to have a snack. Since everything is closed on my way I have to reach to my backpack for some supplies. In Poland we are pretty spoiled with comfort in this respect. No matter where we are in the country there is usually a grocery store and a bar in sight. Here between 2:00 and 5:00 pm you have siesta.

Shortly before 3:00 pm I am thinking to say the prayer Corona Divinae Misericordiae at the time of His death and … in front of me appear a tree with a Mary’s figure underneath and a bench to rest. It is 2:58 pm. I am not kidding. A coincidence? Quite a few of those happy incidents.

Physically such a long trekking is not particularly challenging for me with my endurance training base. I worry a bit about one thing, blisters. I feel that after some extended desceding I begin to feel some burning in my feet. Hopefully this is not it but blisters seem inevitable.

After 4,5 hours of pure walking I reach my first destination in Puente la Reina. After showing my Credencial and paying 5EUR at an albergue I get a bunk bed in a multiperson room. I notice that all the best beds are already taken by my fellow pilgrims. I sense I will see a lot of the same faces along the way to Santiago.

Meditation I: Peace of God instead of worry

Don’t worry about anything, but in everything, through prayer and petition with thanksgiving, present your requests to God

And the peace of God, which surpasses all understanding, will guard your hearts and minds in Christ Jesus
(Flp 4, 6-7)

While meditating this excerpt the letter to Fillipians I am particularly intrigued by this wonderful promise to obtain God’s peace instead of worry, which can be achieved through prayers, petitions and with thanksgiving. What an appealing scenario!

The alternative is pretty depressing. How much time do I spend worrying about different things? And what can I get return for my worries. Only more wrinkles, ulcers… the list is endless. This observation also brings to mind another biblical fragment from Matthew:

“Therefore I tell you, do not be anxious about your life, what you will eat or what you will drink, nor about your body, what you will put on. Is not life more than food, and the body more than clothing…

Can any one of you by worrying add a single hour to your life?
(Mt 6, 25, 27)

Opublikowano El Camino, English, Meditation, Polish, Polska, sabbatical, Spain, Spirituality | Otagowano , , , , | Dodaj komentarz