9 lutego, 2018: Dzień V

Trasa: Torres del Rio – Navarette

Dystans: 35 km (Razem: 120 km)

Jedną z zalet takiego długiego i samotnego pielgrzymowania jest spora nieprzewidywalność, jeśli ktoś lubi spontaniczność w życiu. Po przekroczeniu poprzedniego dnia planu o około 8 km i bardzo spokojnym noclegu w Torres del Rio ruszyliśmy z napotkanym przeze mnie wczoraj pielgrzymem, Henrym, w dalszą drogę.

Wspólne pielgrzymowanie okazuje się dla mnie bardzo przyjemnym doświadczeniem. Czas mija szybciej w drodze. Idziemy podobnym tempem i nadajemy na podobnych falach.

Jedną z zalet zatrzymywania się w mniej popularnych miejscach na nocleg jak to ostatnie jest to, że prawie wcale nie ma ta pielgrzymów. Poza jeszcze jednym pielgrzymem z Węgier spało nas w albergue w Torres del Rio w sumie trzech. Co za luksus! Cisza, żadnego chrapania. Można było sobie wziąć ekstra poduszki i koce. Te ostatnie okazały się pomocne, bo było w nocy dość zimno. Na zewnątrz jakieś – 5 C. W środku około 15-16 C. Wbrew wyobrażeniom zima w niektórych częściach Hiszpanii potrafi być dość sroga.

Po około 12 km marszu doszliśmy do urokliwego miasteczka Viana. Była akurat pora lunchu. Stanęliśmy przed pięknym kościołem i wysłuchaliśmy historii jednego z przechodniów o wzlotach i upadkach jednego ze słynniejszych ludzi, który poległ w Bitwie pod Vianą, Cezare Borgia. Nasz nieplanowany przewodnik, z niejaką satysfakcją opowiadał nam on tym, że zwłoki Borgii po jakimś czasie przeniesiono z Katedry na zewnątrz i pogrzebano pod płytą, po której chodzą ludzie i zwierzęta załatwiające swoje potrzeby.

Na pytanie, gdzie najlepiej zjeść w mieście, odpowiedział, że naprzeciw kościoła, vis-a-vis wspomnianej płyty grobowej. Zjedliśmy smaczny lunch racząc się winem z regionu La Rioja, do którego wejścia mieliśmy jeszcze ok 6 km. Mimo, że tak dobrze zjedliśmy miałem w głowie plan, aby zaprowadzić Henrego, do restauracji La Tagliatella (marka należy do firmy, w której pracuję) w Logrono, do którego zmierzliśmy.

Tak też się stało. Do pierwotnego celu dotarliśmy około 15:30 i trochę się obawiałem, że zamkną nam restaurację przed nosem na sjestę. Udało się. Mimo, że nasze żołądki nie były puste, nasza wizyta była wspaniała. Henry był zachwycony! Zachęcał, abyśmy otworzyli La Tagliatellę w Kanadzie. Jest to podwójny komplement, gdyż pochodzi od człowieka, który raczej uważa na to, co jada.

Po takim zastrzyku kalorii mieliśmy do wyboru albo zostać w Logrono z gwarancją znalezienia noclegu w tym sporym mieście, lub kontynuować wędrówkę dalej. Najbliższe miasteczko, Navarrette, było oddalone o około 10 km marszu. Idąc naszym tempem planowaliśmy tam dojść dobrze po zmroku. Niezrażeni tym, że możemy nie widzieć w ciemności strzałek ruszyliśmy dalej.

Po dotarciu na miejsce około 7:00 wieczorem zachwycaliśmy się urokami starego miasta poszukując albergue. Dwa, które miały być według przewodnika całoroczne, były zamknięte. Przy drugim z nich o dźwięcznej nazwie, El Cantaro (Śpiewak), postanowiłem zadzwonić pod numer wskazany w przewodniku. W końcu jest napisane:

Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam. Albowiem każdy, kto prosi, otrzymuje; kto szuka, znajduje; a kołaczącemu otworzą. (Mt 7, 7-8)

Po wybraniu numeru usłyszałem sygnał w telefonie i na zewnątrz budynku, przed którym staliśmy w deszczu, który padał dziś przez sporą część dnia. Po trzecim dzwonku odebrał miły Pan. Na hasło, dos peregrinos, podniósł żaluzję na ostatnim piętrze budynku, który wyglądał na kompletnie pusty. Pozdrowiła nas i następnie zaprowadził do przytulnego mieszkania, które w sezonie służy za albergue.

Bycie spontanicznym otwiera nas na całą masę wspaniałych rzeczy. Dziś tą nagrodą było wspaniałe jedzenie, przejście super długiego dystansu w dobrej kondycji mimo deszczowej i wietrznej pogody oraz najlepszy, jak dotąd albergue, w którym jesteśmy tylko my dwaj.

Medytacja IV: Obalić mur wrogości

On bowiem jest naszym pokojem.

On, który obie części [ludzkości] uczynił jednością,

bo zburzył rozdzielający je mur – wrogość.

W swym ciele  pozbawił On mocy Prawo przykazań, wyrażone w zarządzeniach7,

aby z dwóch [rodzajów ludzi] stworzyć w sobie jednego nowego człowieka,

wprowadzając pokój

Ef 2, 14-16

Idąc tak sobie z Henrym i miło spędzając czas medytując w duchu nad dzisiejszym fragmentem z Listu do Efezjan myślałem o tym, że nie z każdym pewnie tak dobrze bym się dogadywał w czasie takiej wędrówki. Jak łatwo nam lubić tych, którzy nam pasują i którzy odwzajemniają naszą sympatię.

Jezus potrafi łączyć wszystkich, usuwa między nimi mur wrogości. Krzyż Jego jest tego kwintesencją. Cóż to za wspaniała umiejętność budowania ponad podziałami, którą chciałbym rozwijać!

Ten wpis został opublikowany w kategorii Duchowość, El Camino, Hiszpania, Meditation, Medytacja, Polish, Polska, sabbatical i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s