7 lutego, 2018: Dzień III

Trasa: Puente del Reina – Estella

Dystans: 27 km (Razem: 55 km)

Po nieprzespanej nocy w pierwszym schronisku wyruszyłem w dalszą drogę. Chrapanie pielgrzymów przypominało mi długi koncert z partiami solowymi na kontrabasy, tuby oraz bębny. Jakieś słabe mam te zatyczki.

Rano zdziwiło mnie, że tak szybko pielgrzymi opuścili schronisko. Zastanawiałem się, dokąd się tak spieszą. W tym roku postanowiłem walczyć z moim ciągłym pośpiechem. Czułem się zadowolony z siebie, że wychodzę ostatni ze schroniska. Pomogła mi w tym trochę ponura pani sprzątająca mówiąc, że doba schroniskowa kończy się o 8:30 rano. Mógłbym udać, że nic nie rozumiem ale pokornie ruszyłem w drogę.

Wracając jeszcze do samego spania w schroniskach (albergue) obok minusów są też plusy inne niż niski koszt. Można czegoś się nauczyć od innych. Dziś np. zobaczyłem rano jak wielu pielgrzymów smarowało sobie nogi jakimiś kremami. Zapytałem jednego z nich o to i dał mi wypróbować. Nie wiem czy to działanie kremu, czy innych skarpet, czy może jeszcze inny profil dzisiejszej trasy sprawiły, że miałem mniejsze uczucie palenia w stopach.

Tereny, przez które dziś przechodziłem, były bardzo malownicze. Dużo architektury średniowiecznej, a nawet sporo pozostałości po Imperium Rzymskim. Jak niezwykła była to cywilizacja, która pozostawiła po sobie tak wiele rzeczy. A co pozostanie po nas? Po mnie? Może ten blog wirtualny?

Dzisiejsza trasa przecinała też kilka razy trasę szybkiego ruchu. Szedłem raz pod nią i raz nad nią patrząc, jak mkną po niej samochody i spieszący dokądś ludzie. A jak jak żółw idę z tobołkiem na plecach. Coś mi dzisiaj ciążył trochę plecak. Chyba za dużo prowiantu wziąłem na drogę. Tak czy inaczej to moje żółwie tempo dobrze mi robi w walce z moim pośpiechem.

Wspomniany Św. Ignacy zalecał aby próbując walczyć ze złymi skłonnościami ćwiczyć się w czymś zgoła przeciwnym. Jesteś niecierpliwy, znajdź sobie zajęcie, które cię zmusi do cierpliwości, np. szydełkowanie. Masz problem z gadulstwem, zacznij przede wszystkim słychać tylko innych. O to ostatnie w schronisku nie trudno. Część pielgrzymów aż nosi, aby coś o sobie opowiedzieć. Ja na razie jestem tajemniczym El Polaco, który mówi w ich języku, a niewiele opowiada o sobie. Jest dobra okazja przejść na dietę słowną.

W miejscowości o dźwięcznej nazwie Lorca poszukiwałem ciepłej strawy w jednym ze sklepów. Wszystko tylko na zimno. Mimo to odbyłem ciepłą rozmowę z właścicielką sklepu, która właśnie skończyła pogaduchy ze znajomą. Na koniec ich rozmowy usłyszałem słowo Agur. Domyśliłem się, że to jakiś wyraz baskijski. W końcu idę nadal przez region zwany Krajem Basków. Pani wytłumaczyła, że to znaczy Adios, czyli do widzenia. Nota bene tu wszystkie oficjalne informacje są po hiszpańsku i baskijsku.

Gdy dowiedziała się, że jestem z Polski powiedziała, że jej córka, która właśnie skończyła studia wybiera się na konferencję pedagogiczną do Poznania w przyszłym tygodniu.

Koło sklepu natknąłem się na śmieszny barometr w formie oślego ogona wystającego z obrazka. Zależnie od kondycji ogona (mokry, zmrożony, niewidoczny, ruszający się lub upadający) taką mielibyśmy pogodę.

Pisząc o pogodzie, na razie grzech by narzekać. Dziś 70% czasu świeciło słońce lub było lekkie zachmurzenie. Jest dość zimno. Około 2-5 C i cały czas wieje zmiennie. Przez ostatnią godzinę marszu padał śnieg, który się topił.

Zgodnie z przewidywaniami w kolejnym schronisku spotkałem znajome twarze. Odbyłem jeszcze długi spacer po mieście. Zaliczyłem pół tuzina moich ulubionych churros, zrobiłem zakupy spożywcze i nabyłem magiczny krem do stóp. W Decathlonie kupiłem też kijki do trekkingu, gdyż w najbliższych dniach będzie sporo wspinania, nawet na 1200 m.n.p. Dla porównania teraz jestem na 450 m n.p.m.

Na koniec dnia nauczyłem się jeszcze od ekspedientki w aptece dziękuję po baskijsku, Eskerrik asko. Ładnie brzmi. Tak grecko.

Medytacja II: Gdzie jest mój skarb?

Mt 6,19-23

19 Nie chowajcie sobie skarbów na ziemi, gdzie mól i gryzoń niszczą i gdzie złodzieje włamują się i kradną; 20 w niebie skarby sobie chowajcie, gdzie ani mól, ani gryzoń nie niszczą, i gdzie złodzieje się nie włamują i nie kradną. 21 Gdzie bowiem jest twój skarb, tam będzie i serce twoje. 22 Lampą ciała jest oko. Jeśli więc twoje oko będzie zdrowe, całe twoje ciało będzie oświetlone; 23 a jeśli twoje oko będzie zepsute, całe twoje ciało pogrążone będzie w ciemności. Jeżeli zatem to światło w tobie będzie ciemnością, jakże wielka to ciemność

Skupiłem się na medytowaniu słynnego wersetu 21 z 6 rozdziału Ewangelii Mateusza. Przytoczyłem jednak powyżej szerszy kontekst dla lepszego zrozumienia tego zdania.

W czasie medytacji i zadawania sobie pytania: gdzie faktycznie jest mój skarb, miałem długo obraz tego młodzieńca, który, odszedł zasmucony, bo miał wiele … (Mk, 10, 22).

Czas na to, aby bardziej skupić się na gromadzeniu skarbów niebieskich.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Duchowość, El Camino, Hiszpania, Meditation, Medytacja, Polish, Polska, sabbatical i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s