100 km | 431 m przewyższenia
Dziś mogłem się poczuć jak jakiś szlachcic w dawnych czasach, który zaczął dzień od odwiedzenia jednego zamku, a zakończył go w drugim. Co było pomiędzy tymi dwoma wydarzeniami? No cóż, dalsze podziwianie z siodełka pięknej Polski.
Byłbym zapomniał, że z ciekawostek musiałem zatrzymać się na chwilę przy kolejnym lotnisku. Jasionka, czyli międzynarodowe lotnisko niedaleko Rzeszowa, jest dziś także wielkim hubem lotniczym, przez który przylatuje ogromna pomoc dla Ukrainy. Podejrzewam, że również z tego lotniska stale odlatują i przylatują rozmaici oficjele w drodze z i na Ukrainę. Nie jest wykluczone, że sfilmowany przeze mnie start samolotu mógł być właśnie tego typu lotem VIP, na co wskazywał typ samolotu. No i te stanowiska obrony Patriot, robiące wrażenie i przypominające, jak kruchy jest pokój.

A propos pokoju – często wywołuje on na mojej twarzy uśmiech, a czasem i wzruszenie, kiedy jadę przez jakąś wioskę lub miasteczko i dzieci mówią mi „dzień dobry”. W wielkim mieście ludzie, także dzieci, rzadko mówią „dzień dobry” sąsiadom, a co dopiero zupełnie obcym osobom. To samo dzieje się na klatkach wielu nowych bloków. Anonimowość i samotność w wielkim mieście. Nie wiem, skąd to się bierze.
Czyżby wiejskie dzieci były lepiej wychowywane?
Niby dziś po drodze nie było jakichś szczególnych atrakcji, ale jechało się przyjemnie i dość krótko. W końcu pół dnia przesiedziałem w Łańcucie, zachwycając się niezwykłym miejscem. Jest nim Zamek Lubomirskich i Potockich w Łańcucie – dawna rezydencja magnacka. Przepych wystroju wnętrz jest oszałamiający. Trzeba to zobaczyć. Z zewnątrz zamek również prezentuje się okazale.
Zaliczyłem tour z przewodnikiem po zamku, z którego dowiedziałem się wielu ciekawych rzeczy. Ciekawe, jakie zamki pozostaną dla potomnych po naszych czasach.
Więcej szczegółów na filmie.
Na koniec dnia wylądowałem w kolejnym zamku, tym razem na nocleg. Jest to Zamek Baranowski w Baranowie Sandomierskim. Początkowo chciałem jechać na nocleg do pięknego Sandomierza, ale ze względu na weekend możliwości noclegu były tam ograniczone. Poza tym już tam byłem, a podczas tej jazdy preferuję poznawać nowe miejsca.

Moja mapka w aplikacji Squadrats codziennie wypełnia się nowymi, odwiedzonymi kwadratami. Wtajemniczeni wiedzą, o co chodzi.
Zamek Baranowski trochę przypomina z wyglądu krakowski Wawel. Jest tu bardzo ładnie, a personel hotelu jest miły i pomocny.
Przy kolacji miałem ciekawą rozmowę z rodziną polsko-hiszpańską. Rodzice wyjechali z tych rejonów Polski do Hiszpanii 40 lat temu i tam wychowuje się już drugie, a nawet trzecie pokolenie. Rozmowę toczyliśmy głównie po hiszpańsku i czasem nieco przegrzewały mi się zwoje mózgowe od nadmiaru tego słońca.

Gdy patrzę na mój obniżający się piętrowo, piętro po piętrze, sękacz oraz kończący się płyn do kąpieli w małej butelce, którą ze sobą wiozę, powoli myślę o tym, żeby kończyć ten tour. Kierunek jazdy zmienia się czasem z południowego na północny, ale generalny wektor jest skierowany na zachód, czyli do domu.
Najbardziej z codziennych spraw brakuje mi snu. Niby mam świetne warunki noclegowe, nie jestem jakoś szczególnie zmęczony fizycznie, ale ta wieczorna krzątanina – pranie, pisanie i montowanie vloga – podtrzymują poziom adrenaliny. W efekcie budzę się bardzo wcześnie rano, jak starzec, który śpi po 4–5 godzin dziennie.
Może dziś trzeba konkretnie poprosić o dobry sen i w końcu się wyspać.