130 km | 726 m przewyższenia
Doprowadziłam się do wykończenia totalnego, za mało odpoczywałam, za mało korzystałam ze świata, z tych pieniędzy, które zarabiałam. Żyłam za mało luksusowo (…)
Ten rok był cudowny. Gdybym miała żyć tak jak teraz, to mogłabym żyć jeszcze tysiąc lat. Rok temu byłam jeszcze bardzo słaba. Dziś jestem dużo silniejsza (…)”.
Te słowa wypowiedziała jedna z największych i najbardziej charyzmatycznych polskich artystek końca XX i początku XXI wieku – wokalistka Kora. Ta przedwcześnie zmarła na raka ikona polskiego rocka ostatnie lata swojego życia spędziła na Roztoczu, przez które jechałem wczoraj i dziś.
Coś mnie tknęło wczoraj wieczorem, żeby sprawdzić, gdzie właściwie znajdowała się ta jej i jej partnera roztoczańska oaza. Okazało się, że Bliżów jest tylko 5 km od Potoczka, gdzie spędziłem ostatnią noc. Zaintrygowało mnie to i chciałem poczuć klimat tamtej okolicy. Oczywiście pojawiła się też zwykła ludzka ciekawość, jak wygląda to ich miejsce.

Jadąc jednak dzisiaj przez tę miejscowość, postanowiłem nie dociekać, gdzie dokładnie znajduje się ich dom, ani nie pytać o to miejscowych. Pomyślałem sobie: jak ja czułbym się na miejscu jej partnera, Kamila Sipowicza, gdyby ludzie podjeżdżali pod mój dom jak do zoo, żeby coś sobie pooglądać? Dom jak dom. Każdy jakiś jest. Ale miejsce i okolice można poczuć, jadąc przez nie rowerem.
Szczególnie magiczny był 3-kilometrowy zjazd leśną, piaszczystą ścieżką z Bliżowa do Guciowa. Tam trafiłem do kolejnego interesującego miejsca, czyli Zagrody Guciów. Mimo że było jeszcze przed otwarciem, zostałem wpuszczony i ugoszczony. Długo wyczekiwane śniadanie smakowało wybornie.
Trochę porozmawiałem z właścicielką Zagrody oraz z panią Magdą, zajmującą się m.in. rękodziełem tekstylnym. Tak strzeliło, nie wiem kiedy, jakieś 40 minut. Ale ja się nie śpieszę. Chyba że jadę rowerem – wtedy czasem cisnę po 500–600 watów mocy pod górę albo 70 km/h z góry, jak wczoraj. Jak to mówią kolarze: trzeba czasem nogę przepalić, a nie tylko ugniatać jednostajnie kapustę 🙂
Po przejechaniu Roztoczańskiego Parku Narodowego dotarłem dość szybko do Biłgoraja. Tam była kawa i ciekawe ciastko – monoporcja. Potem jeszcze kolejne mycie roweru, który domagał się zadbania o swoją higienę.
Na marginesie: jeśli planujecie dużo jeździć rowerem, to nie żałujcie pieniędzy na dobry sprzęt. Jeśli chodzi o samochody, to jakoś do wielu ludzi trafia ta logika. Z zakupem rowerów bywa różnie.

Tani rower jest ciężki, ma wąski zakres przełożeń, jest niewygodny w użytkowaniu, a jego części szybko się zużywają. Mechanik rowerowy i części wcale nie są takie tanie, a terminy w sezonie bywają bardzo długie. Taki suboptymalny rower z czasem odbiera frajdę z jazdy i sprawia, że wracamy na kanapę. To tylko złudzenie, że jeździ jak każdy inny. Szczególnie czuje to nasze ciało po kilku godzinach jazdy.
Ja już zbliżam się do 1000 km i nic mnie nie boli. To m.in. zasługa dobrego roweru. Wiadomo, sam nie jedzie, ale może też skutecznie uprzykrzyć jazdę.
Kolejnym przystankiem był Leżajsk z przepiękną Bazyliką OO. Bernardynów i cudownymi organami. Wyjeżdżając z Leżajska, odwiedziłem też słynny na cały świat grób Cadyka Elimelecha, tzw. Ohel. Pielgrzymują do niego co roku tysiące Żydów chasydzkich i nie tylko. Podobno Demi Moore i Madonna też potajemnie odwiedziły to miejsce.

Ja dziś nie byłem tam potajemnie, ale pierwsze wrażenie miałem takie, że to jakiś stary, opuszczony magazyn bez okien. Dobrze, że pociągnąłem za klamkę drzwi, które wydawały się zamknięte. Dużo bym stracił, gdybym tego nie zrobił.
Cadyk (z hebr. „sprawiedliwy”) to charyzmatyczny przywódca duchowy i religijny w chasydyzmie, czyli odłamie judaizmu. Był uważany za pośrednika między Bogiem a ludźmi, a także za autorytet moralny, doradcę życiowego i cudotwórcę. Wokół cadyków gromadziły się całe lokalne wspólnoty chasydzkie.
Cadyk Elimelech był jednym z najważniejszych przywódców chasydzkich. Działał jako uzdrowiciel dusz i ciał. Napisał książkę „Noam Elimelech”, która stała się jedną z najważniejszych ksiąg chasydyzmu.

Opuszczając Ohel i pedałując ostatnie 30 km do Łańcuta, miałem w uszach jedno zdanie z modlitwy Elimelecha, umieszczonej wewnątrz tego osobliwego grobowca:

„Boże, spraw, abyśmy widzieli tylko dobro w naszych bliźnich”.