Dzień 5. Janów Podlaski – Sobibór: konie, granica i ludzkie emocje

123 km | 544 m przewyższenia

Dziś kolejny dzień jazdy na południe, wzdłuż wschodniej granicy Polski. Będąc w Janowie Podlaskim, nie mogłem przepuścić okazji, aby odwiedzić słynną na całym świecie hodowlę koni czystej krwi arabskiej. Zbliżając się do miejscowości Wygoda, gdzie znajduje się siedziba stadniny, już z daleka widziałem biegające po łące araby. Ciekawe, które z nich zostały sprzedane na niedawnej aukcji Pride of Poland.

Czy został pobity rekord ceny za siwą klacz Kwestura, która w 2008 roku została sprzedana za 1 125 000 euro? Uwzględniając jednak siłę nabywczą twardej waluty wtedy i dziś, dla mnie absolutnym rekordzistą pozostaje ogier El Paso, który w latach 80. został sprzedany za 1 milion dolarów!

Aby pokazać skalę tych rekordów: w tym roku za wszystkie 16 koni wystawionych na aukcji zebrano łącznie 1 milion euro, a rekordzistka – klacz Pila – została sprzedana za 160 000 euro.

Mimo że od aukcji minęły już dwa dni, strażnik przy bramie wjazdowej dostał polecenie, aby nie wpuszczać nikogo z zewnątrz ze względu na trwające porządki. Trochę się z nim posprzeczałem, ale w sumie niepotrzebnie strzępiłem język. Na krótką chwilę wypadłem ze stanu flow, który towarzyszy mi w tej podróży.

Flow szybko jednak powrócił, gdy wraz z innymi zawiedzionymi turystami podeszliśmy do samych koni pasących się nieco na uboczu. Co za piękno i gracja w ruchu!

Dzisiejsza trasa do Sobiboru miała bardzo dobrą nawierzchnię. Mimo że prowadziła wzdłuż granicy, ruch był niewielki, a sporo odcinków miało wydzielone ścieżki rowerowe.

Po drodze odwiedziłem dwa miejsca kultu religijnego. Choć w przypadku pierwszego – kościoła unickiego w Kostomłotach – ksiądz unicki dosłownie zamknął mi drzwi przed nosem po pożegnaniu i zebraniu obfitej ofiary od całego autobusu turystów. Widać, że nie wszyscy duchowni rozumieją zawołanie Jezusa: „Pozwólcie dzieciom przyjść do mnie” – czyli nam wszystkim.

Wczoraj na Świętej Górze Grabarce pop kręcący się po cerkwi również sprawiał wrażenie, jakby ludzie w kościele mu przeszkadzali. Sfrustrowanych ludzi w pracy niestety nie brakuje, a duchowni różnych wyznań nie są od tego wolni.

Wspomnę jeszcze o pięknej bazylice św. Anny w Kodniu. Akurat trafiłem tam w godzinie Miłosierdzia, czyli o 15:00, a ksiądz pięknie modlił się przed Najświętszym Sakramentem.

Swojego rodzaju modlitwą był dziś dla mnie również kontakt z przyrodą. Pierwszy raz w życiu świadomie zobaczyłem pola aronii, a podniesione z ziemi i zjedzone jabłko z przydrożnego drzewa smakowało wyjątkowo soczyście.

No i wreszcie, na sam koniec, dotarłem do Siedliska Sobibór w miejscowości o tej samej nazwie. Kiedy ktoś pyta mnie, dlaczego dziś jadę akurat tutaj, a jutro tam, odpowiadam, że na trasie szukam również pięknych miejsc na nocleg.

Ewo! Dzięki za polecenie tego miejsca. Co prawda minimalny okres pobytu tutaj to trzy doby, ale udało mi się kilka dni wcześniej wynegocjować pobyt jednodniowy.

Można? Można. 😉

Ten wpis został opublikowany w kategorii sabbatical. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz