Cudze chwalicie …

Od wielu już lat na mojej liście marzeń była dłuższa rodzinna podróż po tzw. Kresach wschodnich Polski. Wstyd się przyznać, że dzięki wielu podróżom zagranicznym, np. po USA, lepiej poznałem dotąd tamten kraj, niż swój własny. Jeszcze miesiąc temu na mapie Polski była spora lista miejsc, w których w życiu nie byłem: Suwałki, Augustów, Białystok, Białowieża, Lublin czy Zamość.

Mój obecny sabbatical stworzył więc okazję, aby przeznaczyć na ten wspólny rodzinny projekt blisko miesiąc wspólnego podróżowania. Tak się też stało, z czego się ogromnie cieszę. Właśnie kończymy naszą wschodnią eskapadę i czas na trochę podsumowań.

Kresy wschodnie postanowiliśmy zwiedzać jadąc wzdłuż wschodniej granicy od północy na południe. Zrobiliśmy około 2000 km, a ja dodatkowo ok 1000 km na rowerze i biegnąc. Czasem w tych rowerowych wycieczkach towarzyszyła mi też reszta rodziny, o czym za chwilę.

W drodze z Wrocławia na Suwalszczyznę zatrzymaliśmy się na noc niedaleko Warszawy w urokliwym mieście Serock, nad Zalewem Zegrzyńskim, w miejscu, gdzie spotykają się Bug i Narew.

Jest to bardzo zadbane i malowniczo położone miasto z pięknymi ścieżkami rowerowymi, plażą nad Narwią, dobrymi restauracjami jak Złoty Lin, oraz uroczym rynkiem i kościołem.

Z Serocka ruszyliśmy nad Jezioro Wigry do miejscowości Bryzgiel w Wigierskim Parku Narodowym. Jest to doskonałe miejsce do poznawania tamtej części Polski. Mniej niż pół godziny drogi do Suwałk, Augustowa czy też do pięknego kompleksu budynków poklasztornych Zakonu Kamedułów, gdzie w czasie jednej ze swoich pielgrzymek do Polski w 1999 roku odpoczywał przez kilka dni Jan Paweł II. Czy może być lepsza rekomendacja na wybór miejsca odpoczynku?

Klasztor w Wigrach. Film

Mimo, że pogoda nie rozpieszczała nas od samego początku lipca nie poddaliśmy się tej słocie. Nieopodal naszej bazy wypadowej w Bryzgielu (chyba się to tak odmienia) jest m.in. stacja Wigierskiej Kolei Wąskotorowej. Dwu i półgodzinna wycieczka z kilkoma postojami po drodze pozwala lepiej poznać uroki Wigierskiego Parku Narodowego. Teraz rozumiem, dlaczego wielu polskich królów i książat traktowało ten obszar jako miejsce swojego wypoczynku i rozrywki takiej jak polowania.

Będąc tak blisko Augustowa nie mogliśmy opuścić innej atrakcji, tj. żeglugi Kanałem Augustowskim. Tu też natrafiliśmy na ślady wizyty Ojca Świętego. Mimo, że to okres wakacyjny w tym rejonie Polski jest cisza i spokój. Nie czuje się nachalności innych turystów. Dzięki temu łatwiej nam rozkoszować się otaczającą naturą.

Ponieważ mieliśmy ze sobą rowery, niektóre wycieczki odbywaliśmy właśnie na nich. Na dalsze eskapady jak np jazda z Bryzgiela do Trójstyku granic Polski, Rosji i Litwy wzdłuż Czarnej Hańczy i najgłębszego jeziora z tej części Europy, tj. Jeziora Hańcza (108,5m) udawałem się sam lub z Wojtkiem Jr.

Mimo, że jakość niektórych dróg pozostawia nadal wiele do życzenia, tak iż jadąc po nich rowerem szosowym można pogubić plomby w zębach, krajobrazy mijane pozwalają zapomnieć o niewygodach jazdy. Jadąc rowerem czuje się, jak mocno działały tu lodowce kształtując ten bardzo pofałdowany teren. Na przejechane jednego dnia 130 km trudno było znaleźć mi jakikolwiek płaski odcinek. Stale tylko w górę i z górki.

Jeżdząc rowerem po tej części Polski zacząłem się każdego dnia natykać na ciekawe znaki przydrożne informujące mnie, że jadę słynnym szlakiem rowerowym Green Velo. Ciągnie się on meandrując trochę wzdłuż wschodniej rubieży Rzeczpospolitej licząc w sumie ponad 1800 km. Szlak ten jest doskonale oznakowany. Co jakiś czas można się też natknąć na tzw. MORy, czyli miejsca obsługi rowerów. Naprawdę ta infrastruktura dla rowerzystów robi wrażenie. Jeśli idzie o kolarzy to niestety szlak GreenVelo czasem wiedzie drogami polnymi i szutrowymi, po których cieżko się jedzie na cienkich oponach.

Jednego dnia wypuściłem się z synem na rajd rowerowy wokół Jeziora Wigry. Trasa jest bardzo urozmaicona i niełatwa technicznie. Ten wysiłek wynagradzają zapierające dech widoki i zakamarki Wigierskiego Parku Narodowego. Udało się nam w dobrej formie objechać jezioro ale mój zegarek z GPSem poddał się gdzieś na 3/4 przebytej trasy.

Suwalszyczyzna zaskakuje mnie sporą liczbą kopalń odkrywkowych piasku, żwiru i innych surowców wykorzystywanych w budownictwie. Rzuca się też w oczy spora liczba gości z krajów bałtyckich i powszechne nazewnictwo w wielu wersjach językowych.

Charakterystyczny jest też język tutejszych i kuchnia z wpływami wschodnimi. W menu królują kartacze, pelmieni, soczewiaki czy bliny. Dla mnie, który spala codziennie na treningach ponad 4000 kalorii, zjedzenie takiej bomby węglowodanowej nie stanowi problemu. Inni członkowie rodziny zapadają w poobiedni stupor po takiej degustacji.

Po ponad tygodniu pobytu na Suwalszczyznie ruszyliśmy w kierunku Białowieskiego Parku Narodowego. Zaplanowany mieliśmy nocleg w bardzo malowniczej podlaskiej zagrodzie nieopodal granic parku.

Po drodze zatrzymaliśmy się w dość unikalnym miejscu na mapie Polski, tj. w miejscowości Sokółka. W tamtejszym kościele 12.10.2008 miał miejsce cud Eucharystyczny. W czasie porannej Mszy Św. kapłanowi rozdzielającemu Komunię Świętą upadł na stopień ołtarza konsekrowany komunikant. Ksiądz przeniósł hostię do naczynia z wodą (vasculum), by mogła się rozpuścić zgodnie z procedurą liturgiczną. Komunikant może rozpuszczać się kilka dni. Gdy po jakimś czasie siostra zakonna, otworzyła sejf, w którym było vasculum, by sięgnąć po jakąś potrzebną rzecz, poczuła zapach kwaszonego chleba. W vasculum zobaczyła prawie rozpuszczony komunikant z lśniącą jak żywa, czerwoną plamką jakby lekko skrzepniętej krwi, wielkości paznokcia. Resztka śnieżnobiałego Komunikantu była zespolona z plamką krwi, jakby przyfastrygowana nicią.

Badania patomorfologiczne wykazały, że pobrany fragment Komunikantu przybrał postać tkanki mięśnia sercowego człowieka w stanie agonii. Nauka Kościoła mówi, że poddana badaniom Hostia jest Ciałem samego Chrystusa na mocy Jego własnych słów wypowiedzianych podczas Ostatniej Wieczerzy.

Co ciekawe, na świecie, w tym w Polsce w Legnicy, jest wiele takich miejsc, gdzie na przestrzeni setek lat miały miejsce podobne przemiany. Cechą łączącą wszystkie te cuda jest rodzaj tkanki i grupa krwi mężczyzny w agonii, do którego powstała tkanka mięśnia sercowe miałaby należeć.

Będąc tam pomyślałem, że mimo istnienia takich cudów istnieje cała masa ludzi, którzy domagają się dowodów na istnienie Boga i cud ofiary i Zmartwychwstania Jego Syna.

Uczestniczenie w niedzielnej Eucharystii w tak szczególnym miejscu było dla nas szczególnym przeżyciem.

Po odwiedzeniu kościoła Św. Antoniego Padewskiego polecamy też cukiernio-kawiarnię w starej szkole nieopodal kościoła. Wybór lodów i ciast jest tam wyśmienity. Wystrój wewnątrz też robi wrażenie.

Z Sokółki pojechaliśmy na obiad i spacer do Białegostoku. Miasto ma charakterystyczny trójkątny rynek. Inna atrakcją jest Pałac Branickich. Mi jeszcze wpadł w oko ciekawy mural z dziewczynką podlewającą żywe drzewo.

Wracając do regionu Podlasia naszym głównym celem było tam odwiedzenie Białowieży i okalającego parku. Znany jest on głównie z dwóch rzeczy. Po pierwsze jest to ostatni fragment pierwotnego lasu Europy, jaki przetrwał do naszych czasów. Po drugie, to tutaj ocalono od zagłady żubra, który prawie doszczętnie wyginął w XVIII w. W czasie wspólnej rowerowej wycieczki po parku odwiedziliśmy m.in. dęby królewskie oraz rezerwat z żubrami.

Dwa dni poźniej w czasie treningu biegowego w okolicach naszej sielskiej zagrody spotkała mnie niesamowita rzecz. Po około 3 km biegu przez las zauważyłem kątem oka, że na jednej z ścieżek odchodzących w bok od głównej stoi coś czarnego na drodze. Gdy tak biegłem dalej główną drogą leśną ciekawość nie dawała za wygraną. Po 300 metrach zawróciłem, aby wbiec w tę boczną ścieżkę i zobaczyć, co to jest. Gdy już się znalazłem na niej zauważyłem, że jakieś 100 m ode mnie coś czarnego stoi na drodze i się porusza. Przestałem biec, aby nie spłoszyć tego czegoś i zacząłem filmować tę scenę podchodząc coraz bliżej.

Spotkanie z żubrami w czasie biegu po Puszczy Białowieskiej. Film

To czego ten film nie oddaje to niesamowite wrażenie bliskości z tymi dostojnymi zwierzętami w ich naturalnym środowisku. Podchodząc do nich zastanawiałem się, czy mogę się spodziewać ataku z ich strony, czy to raczej one będą ode mnie uciekać. Pomyślałem, że w przypadku tego pierwszego scenariusza jestem rozgrzany i w stroju sportowym to pewnie uda mi się uciec. Kolega, który widział ten film, znalazł gdzieś informacje, że żubr potrafi biec 45 km/h. Więc pewnie nie miałbym szans. Na szczęście dla mnie, gdy byłem już dość blisko, żubry się spłoszyły i zaczęły uciekać. Ziemia dudniała wtedy tak, jakby było jakieś trzęsienie ziemi. Dorosły żubr waży blisko tonę. Było ich w sumie około 10 sztuk, większość raczej średniej wielkości. Jednak po mojej lewej stronie za krzewami, czego nie widać dobrze na filmie, znajdował się jeden wielki okaz z młodych żubrem. Gdy się spłoszyły były naprawdę blisko ode mnie.

Po kilku dniach biesiadowania w bliskości Puszczy Białowieskiej ruszyliśmy w dalszą drogę na południe. Naszym kolejnym przystankiem było urokliwe miejsce nieopodal Zamościa, tj. miejscowość Ujazdów. Po drodze był postój na obiad w Kazmierzu Dolnym oraz na kawę w Lublinie.

Kazmierz, mimo swojego pięknego położenia, odstraszał trochę zgiełkiem masy turystów. Niespodzianką in plus były okalające miasto naturalne wąwozy wydrążone w glebie iłowej przez deszcze. Z dróg, które niegdyś szły szlakiem owych wąwozów, pozostały tylko okalające drzewa. Wrażenie spaceru w takim wąwozie jest baśniowe.

Lublin oczarował nas pięknem Starego Miasta. Czuje się klimat historii. Widać, że sporo kamienic czeka jeszcze dużo pracy restauracyjnej. A propos słowa restauracja, polecam restaurację Trybunalska, w której zjedliśmy drobną przekąskę, m.in. lokalny specjał, gęsie żołądki z hummusem, aromatycznym sosem z bakaliami i ogórkiem kiszonym. Świetna była też mozzarela burrata. Na inną specjalność miejscowej kuchni, czyli forszmak lubelski z cebularzem, zdecyduję się innym razem.

W końcu dotarliśmy do Ujazdowa. Znaleźliśmy tam bardzo urokliwie położony pałac wraz z przylegającym hotelem. Cały ten obiekt jest utrzymywany, restaurowany i prowadzony przez rodzinę pasjonatów z Chełma.

Gorąco polecamy to miejsce. Obok jego pięknej lokalizacji nad meandrującą rzeką Wieprz jest to też świetna baza wypadowa do poznawania Zamojszczyzny i Roztocza.

Mówiąc o Zamojszczyźnie jego szczególną perłą jest Zamość. Nawet brzydka pogoda nie mogła nam popsuć złego wrażenia z wizyty w tym przepięknym mieście. Miłą niespodzianką był też odbywający się tam akurat festiwal folkloru z wieloma zespołami z zagranicy. Jedząc w ormiańskiej restauracji na rynku słuchaliśmy melodii fado śpiewanych przez zespół z Portugalii.

Udając się na treningi rowerowe w tej części Polski znowu zobaczyłem przy drogach znajomy znaczek szlaku rowerowego GreenVelo. Ta infrastruktura naprawdę robi wrażenie.

Gdy wyjeżdżaliśmy na miejsce naszego ostatniego miejsca pobytu w podróży po kresach ruszyłem z Ujazdowa jako pierwszy. Chciałem wykorzystać okienko w pogodzie oraz jeszcze lepiej poczuć klimat Roztoczańskiego Parku Narodowego. Po drodze natknąłem się na miasto, znane głównie ze swojej trudnej do wymówienia dla obcokrajowców nazwy. Aby im pomóc w tej trudniej sztuce nagrałem przy wjeździe do miasta krótki film.

Językowe wyzwanie dla obcokrajowców. Film

Po drodze w Bieszczady odebraliśmy jeszcze Wojtka z pociągu relacji Wrocław – Przemyśl. Na kilka dni odłączył się od nas uczestnicząc w koncercie w naszym mieście.

Na sam koniec spędziliśmy kila dni w Bieszczadach rozkoszując się niezwykłą ciszą i dziczą tamtych terenów. Jeżdżąc po tamtych górzystych drogach rowerem nie raz towarzyszyły mi zwierzęta. Trzeba było uważać szczególnie na zjazdach.

A propos jazdy rowerem, w drodze powrotnej do Wrocławia wysiadłem gdzieś za Gliwicami i „wijąc się” raz po prawej a raz po lewej stronie Odry kontynuowałem podróż rowerem podziwiając uroki Opolszczyzny i Dolnego Śląska.

Nasze wrażenia z objazdu Kresów Wschodnich są bardzo poztywyne. Są to tereny bezkresnej dzikiej przyrody, ciszy i pełne urokliwych zakątków. Ludzie żyjący w tamtej części Polski zaskoczyli nas swoją gościnnością i pozytywną energią. Chyba następnym razem wybiorę się tam na podróż całym szlakiem Green Velo. Polecam!

Ten wpis został opublikowany w kategorii sabbatical i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s