5 lutego, 2018: Dzień I

Aby zacząć swoją pielgrzymkę musiałem najpierw dotrzeć samolotem z Wrocławia przez Warszawę do Madrytu. Po wylądowaniu w stolicy Hiszpanii okazało się, że zima tu jest większa niż w Polsce. Z prognoz pogody wynika, że na mojej trasie też jest dość zimowo.

Wieczorem udałem się pociągiem na północny-wschód Hiszpanii do Pampeluny. Kilka godzin w Madrycie spędziłem na spotkaniu ze znajomym. Wracając z restauracji z powrotem na główny dworzec kolejowy Atocha w Madrycie poczułem przeszywające zimno i ziąb na twarzy. Nasz spacer to było raptem jakieś 500 m. A gdzie tu iść w takiej aurze setki kilometrów – i to jeszcze w górach? Dociera do mnie powoli, że nie będzie to taki sobie spacerek po górach, dolinach.

Mam nadzieję, że z tych trudów wyniknie coś dobrego i że im bliżej marca, tym warunki będą coraz lepsze. W końcu ..

 

Moc w słabości się doskonali …

(2 Kor 12,9)

 

To taki jeden w wielu paradoksów chrześcijańskich. Jak to? Co ma słabość wspólnego z mocą? Przecież świat tak gloryfikuje wszystko naj, hiper itd.

W tym kontekście patrzę na swoje przeziębienie, którego się nabawiłem wczoraj, jak na błogosławieństwo. Tę tajemnicę o mocy w słabości będę miał zapewne okazję medytować wielokrotnie w drodze.

Nazwa dworca Atocha kojarzy mi się z bardzo tragicznym atakiem bombowym kilka lat temu na pasażerów jadących niedaleko tej stacji. Przejeżdzając tamtendy pojawiły się mojej głowie te cierpiące osoby, ich krzyki. Pomyślałem od tych, co to przeżyli i o traumach, jakie przeżywają do dziś. Jestem wdzięczny, że takie zamachy nie miały miejsca w Polsce, mimo, że też angażowaliśmy naszych żołnierzy w wojnach na Bliskim Wschodzie.

Jest też bardzo miły akcent tego dnia. Mój znajomy Amerykanin, zagorzały kibic swojej drużyny futbolu amerykańskiego, Philadelphia Eagles, w końcu doczekał się zwycięstwa swojej drużyny w tzw. Super Bowl, czyli finale rozgrywek futbolu amerykańskiego. Radość Drew jest pewnie taka, jakbyśmy my, Polacy, cieszyli się ze zdobycia mistrzostwa świata na mundialu. Jaki miło jest uczestniczyć, chociaż zdalnie, w kogoś radości! Ale wyszła mi nieplanowana analogia? Tu orły i tam orły!

Biorąc pod uwagę swój obecny stan zdrowia, oraz konieczność poświecenia połowy dnia jutrzejszego aby dotrzeć na pierwotnie planowane miejsce rozpoczęcia mojej pielgrzymki, tj. do Roncesvalles, na 99% zacznę ją jednak jutro od Pampeluny, w której zatrzymuję się na pierwszy nocleg dziś wieczorem. Mówiąc o moim dzisiejszym noclegu (jedyny planowany na tej trasie) właśnie odebrałem telefon od właściciela. Poinformował mnie, że w związku z moim zbyt późnym przyjazdem do hostelu anuluje moją rezerwację i mam sobie szukać miejsca gdzie indziej, bo nie chce już na mnie czekać. Dodam, że jest już prawie 23:00 a mój pociąg stoi gdzieś w polu niedaleko Saragossy i ma jakąś usterkę techniczną. Tak czy inaczej tak łatwo nie ustąpiłem i właściciel znalazł inne rozwiązanie, jak mogę sam dostać się do pokoju. Na marginesie, bardzo się zdziwił usłyszawszy, że zaczynam El Camino mówiąc:

 

Przecież jest zima i wszędzie leży śnieg

No cóż. Jutro będzie ciekawy dzień. Będę mógł się osobiście przekonać, czy tzw. szlak francuski El Camino jest drożny, czy nie.

W samolocie do Warszawy spotkałem innego znajomego, szefa i znaczącego akcjonariusza jednej z większych polskich firm. Był zaskoczony widząc mnie w nietypowym stroju dla większości osób latających rano na trasie Wrocław-Warszawa. Dzięki ciekawej rozmowie pierwszy etap podróży minął bardzo szybko. Przed wejściem do kolejnego samolotu z Warszawy do Madrytu odwiedziłem jeszcze tzw. Business Lounge, aby się nieco posilić przed dalszą podróżą. To co mi się mocno rzuciło w oczy przebywając w tym salonie dla biznesmenów, to unoszący się w powietrzu smutek, zmęczenie i napięcie na twarzach wielu mimo porannej pory. Jeszcze niedawno byłem w tym gronie i pewnie wyglądałem podobnie.

Powoli przestawiam się też na komunikację po hiszpańsku. Jest to niezwykłe, że mimo tak niewielu okazji do wykorzystywania tego języka na codzień, komunikacja nie stwarza mi większych problemów. Wytłumaczenie mam na to jedno. Kocham ten język, z wzajemnością.

Ten wpis został opublikowany w kategorii El Camino, Hiszpania, Meditation, Polish, Polska, sabbatical i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s