Podążaj za swoim sercem

19.10.2011 

Kiedy miałem 17 lat, przeczytałem gdzieś taką sentencję: „Jeżeli żyjesz każdego dnia tak, jakby to twój ostatni dzień – pewnego dnia będziesz miał rację”. To zrobiło na mnie wrażenie i od czasu, kiedy to przeczytałem, przez kolejne 33 lata, każdego dnia rano patrzyłem w lustro i pytałem siebie: „gdyby dzisiaj był ostatni dzień mojego życia, czy chciałbym w nim robić to, co zamierzam dzisiaj zrobić?”. I za każdym razem, gdy odpowiedź brzmiała „nie” przez zbyt wiele dni, wiedziałem, że coś musi się zmienić (…)

Prawie wszystko – oczekiwania, duma, strach przed wstydem lub porażką – te wszystkie rzeczy nikną w obliczu śmierci, pozostaje tylko to, co jest naprawdę ważne. Pamięć o tym, że umrzesz jest według mnie najlepszą metodą, aby uniknąć myślenia, że masz coś do stracenia. I tak już jesteście nadzy. Nie ma powodu, żeby nie podążać za głosem serca (…)

Wasz czas jest ograniczony. Nie marnujcie go zatem żyjąc cudzym życiem.

[Steve Jobs], Założyciel i wieloletni prezes firmy Apple

250px-Steve_Jobs_Headshot_2010-CROP

  Steve Jobs

 

Kończy się już ósmy miesiąc naszego sabbaticalu. Po przekroczeniu półmetka na Fidżi mamy wrażenie, że czas coraz bardziej przyspiesza. W trakcie naszej podróży spotkaliśmy bardzo niewiele osób podróżujących podobnie jak my przez dłuższy czas i dotąd ani jednej rodziny z dziećmi podróżujących w ten sposób. Pojawia się zatem naturalne pytanie dlaczego więcej ludzi tego nie robi? Nie chodzi tu chyba o chęci. Znamy sporo osób, które marzą o tym, aby się wyrwać z przytłaczającego życia, które prowadzą.

Na marginesie kilka miesięcy temu jeden z naszych czytelników, Marek, napisał z nutką podziwu, że to co robimy jest szalone. No cóż, teraz nam się wydaje, że to co robiliśmy w Polsce i jak żyliśmy było szaleństwem. Jak zauważył ktoś bardzo mądry już dawno temu, nikt na łożu śmierci nie żałuje, że nie zarobił więcej pieniędzy, nie osiągnął lepszej pozycji społecznej czy stanowiska itd. Bardzo często jednak ludzie umierający żałują, że nie spędzili więcej czasu ze swoją rodziną, dziećmi, wnukami, czy nie realizowali swoich marzeń. Generalnie, że nie skupili się w życiu na tym co naprawdę dla nich ważne.  Cytowane powyżej słowa niedawno zmarłego wielkiego wynalazcy i lidera biznesowego Steve’a Jobs’a nieźle się wpisują w tę analogię.

Wracając do rzeczy kotwiczących nas, marzycieli podróżników w szarej rzeczywistości, jednym z nich są finanse. Jest to dość emocjonujący temat. Jak powiedział słynny polski publicysta-myśliciel, Stefan “Kisiel” Kisielewski “Pieniądze szczęścia nie dają, lecz każdy chce to sprawdzić osobiście” Uśmiech. Oto kilka moich argumentów będących przeciwwagą dla jakże prostego stwierdzenia “nie stać mnie na to”.

Po pierwsze Polska nie jest wcale najtańszym krajem do życia. W wielu biedniejszych krajach można żyć za naprawdę symboliczne pieniądze. Większość spotkanych przez nas osób podróżujących przez wiele miesięcy to tzw. backpakerzy, czyli często biedni studenci z plecakami żyjący z dnia na dzień. Trudno o nich powiedzieć, że są majętni i stać ich na podróżowanie przez tak długi czas. Zatem jeśli naprawdę chce się zobaczyć świat i poznać ciekawych ludzi, naprawdę potrzeba niewiele. Wydaje mi się, że z finansami działa często przeciwny mechanizm, tj. im więcej się ma, tym trudniej to wszystko zostawić i ruszyć z miejsca. Tak zwany koszt alternatywny, czyli co mógłbym zarobić przez ten czas, jest zbyt wysoki.  Jak powiedział mój, dość majętny znajomy odraczając kilka razy przejście na emeryturę: “Myślałem, że jak będę miał X pieniędzy to będzie dość a jak już miałem X okazało się, że nie wystarczy. Tak naprawdę nigdy nie jest dość.”

W swoim życiu zawodowym spotkałem masę ludzi, którzy bardzo chętnie zamienili by swój urlop na dodatkowe pieniądze. No cóż jest to kwestia wyboru. Nic zatem dziwnego, że w tzw. cywilizowanych krajach, i to wszędzie bez wyjątków, jest dziś kryzys społeczny i ekonomiczny. Jest tak też i tu w Nowej Zelandii, która wielu nam, którzy mieszkamy daleko od niej, wydaje się oazą dobrobytu i szczęścia. Tu znowu podpisujemy się pod słowami Kisiela, że “to nie kryzys, to rezultat” naszego konsumpcyjnego życia.  

Cieszymy się bardzo, że udało nam się zainspirować już jedną osobę do tego odważnego kroku jakim jest sabbatical. Liczymy, że więcej z Was przejdzie wkrótce od słów i marzeń do czynów. Z własnego doświadczenia możemy powiedzieć, że niezwykle pomocnym w podjęciu ostatecznej decyzji o wyjeździe było po prostu podążanie za głosem serca, którego nie zdołały zakłócić rozmaite strachy i troski.

Nagroda za tę odwagę jest bezcenna. Życie własnym życiem!

“Wszystko Jest Możliwe”

stefankisielewskid

Stefan “Kisiel” Kisielewski

Ten wpis został opublikowany w kategorii New Zealand, Polish i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s