Podróżowanie z głową

30.04.2011

Jak mówi powiedzenie, najlepsze rzeczy w życiu są za darmo. Nam sprawdza się to bardzo często. W naszej podróży z założenia staramy się trzymać od typowych miejsc turystycznych. Chodzi nam głównie o to aby doświadczać najprawdziwiej lokalnej kultury, kuchni, ludzi itd. Ta taktyka ma jeszcze jeden miły efekt uboczny. Tak jest po prostu taniej – czasem nawet trzykrotnie. Najbardziej w trzymaniu się z dala od zgiełku turystów urzeka nas autentyczność ludzi, otoczenia oraz spontaniczność.

Miło na przykład wspominam niezapowiedzianą wizytę w jednym z gospodarstw należących do rodziny przygodnie spotkanego kierowcy na Ometepe, Nikaragua, gdzie miałem okazję spróbować oryginalny, pędzony rum z ryżu, którzy miejscowi nazywają Cucusa Uśmiech (w slangu hiszpańskim to brzydka dziewczyna). Rum został podany profesjonalnie w oborze prosto z wielkiej kany wraz z miejscową “zagrychą”, czyli limonką i solą. Po pomyślnym teście zakupiłem, w starej półlitrowej butelce po Pepsi (broń Boże nie po Coca Coli) więcej rumu do dalszej degustacji z Anią (z miodem smakuje jeszcze lepiej). W takim upale taki rum ma olbrzymią „siłę rażenia”. Jak mawia jeden z moich wujków “wyrżnie, wymłóci i chłopa przewróci”. Poza tym to autentyk a nie jakaś tam “Flor de Cańa” ze sklepu.

Inny wyraz autentyzmu to sposób podróżowania i jedzenia. Tubylcy nie podróżują klimatyzowanymi autobusami 1 klasy ani nie chodzą do zachodnich restauracji (sorry moja kochana firmo AmRest Uśmiech). Staramy się korzystać z lokalnych i tanich sposobów podróżowania. Może jest dużo mniej wygodnie ale za to o wiele ciekawiej. Poza tym nigdzie nam się nie spieszy! Często nas zadziwia ile ludzi potrafi się zmieścić w tzw. chicken busie (starym autobusie szkolnym importowanym z USA, który pod odsłużenie ok 20 lat w USA, służy pewnie kolejne 20-30 lat w Ameryce Środkowej), lub małym busie.  To samo dotyczy kuchni. Ta lokalna jest bardzo tania i smaczna. Napiszemy o tym więcej w jednym z kolejnych wpisów.

Dzieci i my mieliśmy niezły ubaw w drodze z granicy między Hondurasem a Gwatemalą do Puerto Barrios. Zaczęło się od tego, że po załadowaniu naszych bagażów na dach ruszyliśmy w drogę przy około 5 miejscach wolnych w małym busie mieszczącym około 10 osób siedzących. Po pół godzinie jazdy i zbieraniu ludzi po drodze dzieci policzyły aż 24 osoby podróżujące w tym spora część z miskami, worami, czy maczetami do pracy w polu. Ponieważ część z nich nie mieściła się w busie, wisieli po obu stronach busa pędzącego jakieś 80-90 km/h. Do tego wszystkiego w tle nieodzowna muzyka, różnej maści, na cały regulator!! We wspominanych chicken busach, które są najtańszym i powszechnym środkiem transportu w Ameryce Środkowej, w momencie kiedy jest pełen ścisk w autobusie, w jakiś cudowny sposób wchodzą jeszcze różni handlarze żywnością, kursami angielskiego, owocami, napojami, lekami na wszelkie dolegliwości itd. Generalnie full wypas a nie jak w polskim PKP, gdzie już nawet WARSy polikwidowane.

Na marginesie, na naszym szlaku zdarza się nam zetknąć z turystami – jest to nieuniknione. Zwykle są to dwie grupy, z których jedna to ci, którzy wyróżniają się z tłumu w okularach słonecznych, o bladych skórach, napiętych i zestresowanych twarzach oraz w głośny sposób wyrażających swoje opinie o wszystkim co się da, tak jakby to kogoś obchodziło. My preferujemy tę drugą grupę podróżujących w skromny sposób, otwartą na lokalną kulturę oraz na ludzi. Tacy ludzie są też często źródłem bezcennych informacji na temat miejsc, które chce się odwiedzić, obok internetu. Muszę powiedzieć, że generalnie odradzam korzystanie z przewodników, nawet tych renomowanych jak Lonely Planet. Z chwilą ukazania się ich nowej edycji dane tam zawarte są już zdezaktualizowane o 2-3 lata. Poza tym miejsca w nich polecane, już z samego faktu ich polecania są zwykle droższe od innych.

Najlepszym źródłem informacji są po prostu inni ludzie. Dzięki takim poleceniom plus znajomości hiszpańskiego udało nam się zaoszczędzić sporo pieniędzy i wybierać miejsca dobrze sprawdzone. Z tego też powodu zdecydowaliśmy się nie jechać do drogiego i przereklamowanego Belize. Odpuścimy chyba sobie też Meksyk, gdzie już byliśmy i skupimy się na urokach malowniczej Gwatemali do końca naszego pobytu w Ameryce Centralnej, tj. do 22 maja.

Jeszcze na koniec słowo o pick-upach. W USA wielu ludzi jeździ pickupami, ale nie bardzo wykorzystuje je efektywnie wożąc często z tyłu samo powietrze. Tu, wręcz przeciwnie. Często wykorzystuje się cały samochód, na przykład do przewozu przygodnie spotkanej rodziny z Polski Uśmiech.

Mądre podróżowanie – video

Pick up ride_Honduras

Rio Dulce – Flores Bus_Guatemala

Corintho – Puerto Barrios Bus_Guatemala

Tuk, tuk Santa Elena – Flores, Guatemala

Ten wpis został opublikowany w kategorii Guatemala, Honduras, Nicaragua, Polish, Pura Vida i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Podróżowanie z głową

  1. Rywoś pisze:

    patrząc na Wasze podróże chce się tylko jednego – dołączyć do Was 🙂

    Zostaliśmy czytelnikami tego blogu wraz z całą rodzinką- i tak już zostanie

    pozdrawiam Darek Rywocki

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s